Kategoria artykułu: Lifestyle

Polacy i paradoks sukcesu. Chcemy być niezależni, ale nie chcemy ryzykować

Wierzymy we własne siły i deklarujemy gotowość do działania, ale gdy przychodzi co do czego, wybieramy wariant, którego skutki już znamy.

Czy można być jednocześnie ambitnym, sprawczym i ostrożnym wobec ryzyka i dlaczego wcale nie musi to oznaczać sprzeczności? Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Polacy deklarują gotowość do działania, ale w praktyce unikają ryzyka i co mówi o tym psychologia behawioralna.
  2. Co tak naprawdę buduje wiarę we własne możliwości i dlaczego popularny tzw. przemysł motywacyjny jest w tej kwestii najmniej skuteczny.
  3. Czy skłonność do ryzyka jest cechą wrodzoną, czy można ją kształtować przez całe życie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Wyobraźmy sobie dwa komunikaty o tej samej lokacie. Pierwszy: „lokata na 90 proc. okaże się sukcesem”. Drugi: „lokata z 10-procentowym prawdopodobieństwem okaże się stratna”. Liczby są identyczne, decyzja, przed którą stają odbiorcy, też — a mimo to jeden komunikat brzmi zachęcająco, a drugi zniechęca do podjęcia ryzyka inwestycyjnego. 

– Osobnym, równie ważnym mechanizmem opisanym w nurcie ekonomii behawioralnej jest efekt sformułowania (framing effect), zbadany przez Amosa Tversky'ego oraz Daniela Kahnemana – późniejszego laureata Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla. Sposób ujęcia problemu decyzyjnego w „ramę” (kontekst pozytywny lub negatywny) może znacząco zmienić decyzje, nawet gdy pod względem wartości i prawdopodobieństwa opcje wyboru pozostają identyczne – mówi dr Maciej Kościelniak z Instytutu Psychologii Uniwersytetu SWPS

Kościelniak przywołuje też inny klasyczny eksperyment myślowy, który tłumaczy, dlaczego ludzie unikają niejasnych sytuacji nawet wtedy, gdy szanse są matematycznie takie same – paradoks Ellsberga. 

Eksperyment ten, powtarzany w wielu modyfikacjach i wariantach, dobrze pokazuje, że zarówno w codziennych decyzjach, jak i w inwestycjach ludzie są w stanie zaakceptować wysokie ryzyko zwłaszcza wtedy, gdy alternatywą jest niepewność i niejasne warunki. Mówiąc bardziej precyzyjnie: to, co potocznie nazywamy awersją do ryzyka, bardzo często jest w istocie awersją do niejednoznaczności.

Dr. Maciej Kościelniak, SWPS
Dr maciej Kościelniak Adiunkt w Zakładzie Psychologii Społecznej i Międzykulturowej Uniwersytetu SWPS

– Eksperyment ten polega na wyborze urny, z której chcielibyśmy wylosować czerwoną (wygrywającą) kulę. Mając do wyboru dwie takie urny, większość ludzi wybierze tę, w której znana jest proporcja kul (połowa czerwonych, połowa czarnych) – a odrzuci urnę, w której również są kule czerwone i czarne, ale w nieznanej proporcji. Eksperyment ten, powtarzany w wielu modyfikacjach i wariantach, dobrze pokazuje, że zarówno w codziennych decyzjach, jak i w inwestycjach ludzie są w stanie zaakceptować wysokie ryzyko zwłaszcza wtedy, gdy alternatywą jest niepewność i niejasne warunki. Mówiąc bardziej precyzyjnie: to, co potocznie nazywamy awersją do ryzyka, bardzo często jest w istocie awersją do niejednoznaczności – mówi dr Maciej Kościelniak. 

Podobną zależność pokazuje raport przygotowany przez agencję doradczo-wdrożeniową YOTTA na zlecenie Erste Bank Polska „Postrzeganie sukcesu przez Polaków”. Choć respondenci opisują siebie jako osoby zdeterminowane i gotowe do działania, to w świetle danych ich otwartość na ryzykowne decyzje i wyznaczanie sobie bardzo ambitnych celów jest wyraźnie słabsza. 

Aktywni, ale nie za wszelką cenę

71 proc. badanych, stając przed trudną sytuacją, stara się szukać rozwiązań, a nie wycofywać się z działania. Jednocześnie do podejmowania ryzyka, bo „bez spróbowania trudno cokolwiek osiągnąć”, przyznaje się 51 proc. respondentów. 

Ta różnica nie jest przypadkowa. 

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że duża wiara we własne możliwości powinna iść w parze z większą gotowością do podejmowania ryzyka. Wyniki badania pokazują jednak bardziej złożony obraz. Polacy postrzegają siebie jako osoby o aktywnej postawie i wysokim poczuciu sprawczości: wierzące w siebie, samodzielne i gotowe do działania.

– Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że duża wiara we własne możliwości powinna iść w parze z większą gotowością do podejmowania ryzyka. Wyniki badania pokazują jednak bardziej złożony obraz. Polacy postrzegają siebie jako osoby o aktywnej postawie i wysokim poczuciu sprawczości: wierzące w siebie, samodzielne i gotowe do działania. Jednocześnie skłonność do podejmowania ryzyka czy stawiania sobie bardzo trudnych celów jest wyraźnie słabsza, co wskazuje raczej na preferencję działania przemyślanego niż działania za wszelką cenę – mówi Beata Kajcińska Research Manager w YOTTA

Zdaniem badaczki nie oznacza to jednak, że respondenci mylą sprawczość z biernością. 

– Znacznie bliższe wydaje się im rozumienie sprawczości jako umiejętności podejmowania świadomych decyzji i działania w sposób dający poczucie kontroli nad własnym życiem. Co ciekawe, w całym badaniu bardzo wyraźnie powraca motyw stabilności. Pojawia się on zarówno w definicji sukcesu, jak i wśród czynników budujących wiarę we własne możliwości. Można więc przypuszczać, że dla wielu Polaków poczucie wpływu na własne życie nie polega na podejmowaniu coraz większego ryzyka, ale na budowaniu warunków, które pozwalają działać z większą pewnością siebie – mówi Beata Kajcińska. 

Beata Kajacińska dodaje, że podobny obraz wyłania się z pytań o rolę wiary w siebie. 

– Według respondentów wspiera ona przede wszystkim aktywne radzenie sobie z wyzwaniami i podejmowaniem decyzji, a więc działaniami mimo przeszkód. Znacznie rzadziej jest natomiast kojarzona z ryzykownym wychodzeniem poza strefę komfortu czy z samym osiągnięciem sukcesu. Może to świadczyć o tym, że nie mamy tu do czynienia z paradoksem, ale raczej z określonym rozumieniem sprawczości – mówi Beata Kajcińska. 

Komentarz partnera cyklu

Bezpieczeństwo finansowe jako zaplecze dla ambicji

Z perspektywy Erste Bank Polska widzimy, że klienci chcą działać i rozwijać się, ale jednocześnie coraz większe znaczenie ma dla nich poczucie, że mają odpowiednie zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianych sytuacji. Potwierdzają to również wyniki naszego badania: 71 proc. Polaków deklaruje, że w trudnej sytuacji szuka rozwiązań, zamiast się wycofywać, ale jednocześnie tylko 51 proc. deklaruje gotowość do podejmowania ryzyka. To pokazuje, że sprawczość nie musi oznaczać działania za wszelką cenę – coraz częściej oznacza świadome podejmowanie decyzji i kontrolowanie ich konsekwencji.

W tym kontekście finansowa poduszka bezpieczeństwa ma znaczenie znacznie szersze niż tylko zabezpieczenie bieżących wydatków. Daje człowiekowi przestrzeń do podejmowania decyzji, które mogą zmienić jego sytuację w dłuższej perspektywie – od zmiany pracy, przez inwestycję w edukację, po rozpoczęcie własnej działalności. Trudniej o odważną decyzję, jeśli każda pomyłka oznacza ryzyko utraty finansowej stabilności. Co istotne, w naszym badaniu stabilna sytuacja życiowa i poczucie bezpieczeństwa należą do najważniejszych czynników budujących wiarę we własne możliwości.

Nie powiedziałabym jednak, że ostrożność Polaków jest dziś po prostu większa czy mniejsza niż kilka lat temu. Z badania wynika raczej, że ostrożność i ambicja mogą współistnieć. Polacy chcą mieć wpływ na swoje życie, ale oczekują jednocześnie stabilnych fundamentów, które pozwalają im ten wpływ realnie wykorzystywać. To przesuwa akcent z samej gotowości do ryzyka na umiejętność świadomego zarządzania nim.

I właśnie tutaj widzę ważną rolę banków. Nie chodzi o to, żeby przekonywać klientów do podejmowania większego ryzyka. Chodzi o to, żeby pomóc im lepiej rozumieć dostępne możliwości, koszty i konsekwencje poszczególnych decyzji. Edukacja finansowa, dobre doradztwo i rozwiązania dopasowane do realnej sytuacji klienta mogą zamienić ostrożność wynikającą z niepewności w ostrożność świadomą – taką, która nie blokuje działania, lecz pozwala podejmować decyzje z większą pewnością.

Bo bezpieczeństwo finansowe nie powinno być przeciwieństwem ambicji. Powinno być jej zapleczem.

Skąd bierze się przekonanie, że sobie poradzimy

Dr Maciej Kościelniak zwraca jednak uwagę, że w potocznym języku pojęcie to bywa błędnie utożsamiane z ogólną pewnością siebie lub samooceną.  

– W psychologii dobrze zdefiniował je Albert Bandura, pisząc o przekonaniu: „jestem w stanie wykonać konkretne zadanie w konkretnych warunkach”. W tej definicji kluczowy jest zwrot o konkretnych warunkach – ponownie wskazujący na tzw. domenowość sprawczości, podobnie jak w przypadku preferencji ryzyka. Można mieć bardzo wysokie poczucie skuteczności w zarządzaniu własnymi finansami, a znikome w prowadzeniu negocjacji biznesowych – mówi dr Maciej Kościelniak. 

Ekspert wskazuje, że tym, co najczęściej spaja różne obszary sprawczości, jest tzw. umiejscowienie kontroli. Ta koncepcja, wprowadzona przez amerykańskiego psychologa Juliana Rottera, polega na różnicowaniu między wewnętrznym postrzeganiem przyczyn tego, co nas spotyka (przypisywaniem sprawstwa sobie) a zewnętrznym umiejscowieniem kontroli, czyli przypisywaniem wpływu na własne życie czynnikom zewnętrznym, takim jak los, karma czy inni ludzie. 

Skoro nasza wiara we własne możliwości zależy od konkretnych obszarów i warunków, warto zadać pytanie: co tak naprawdę decyduje o tym, że w trudnej sytuacji wierzymy we własne siły?  

Kościelniak wskazuje, że w psychologii można znaleźć kilka źródeł, które nie są zbieżne z przekazem popularnego od kilku lat „przemysłu budowania motywacji”. 

– Albert Bandura uszeregował je według siły. Na pierwszym miejscu stawiał własne doświadczenia mistrzostwa, czyli pamięć o realnie wykonanych zadaniach o stopniowo rosnącej trudności; liczy się tu sam fakt, że kiedyś sobie poradziliśmy, niezależnie od tego, czy ktokolwiek to skomentował – mówi dr Maciej Kościelniak. 

Drugim źródłem jest uczenie się przez obserwację, przy czym warunkiem skuteczności jest podobieństwo modela do obserwatora, przykładowo sukces kogoś, kto startował z zupełnie innego pułapu sprawczości nie buduje, a wręcz zdarza się, że ją obniża. 

Trzecim i wyraźnie słabszym i krótkotrwałym jest perswazja słowna, czyli werbalne motywowanie siebie i innych, które oferują m.in. szkolenia i mówcy motywacyjni. 

– Czwartym jest sposób, w jaki interpretujemy własne pobudzenie fizjologiczne. To samo kołatanie serca przed ważną rozmową można odczytać jako sygnał paraliżującego lęku albo jako sygnał gotowości – mówi dr Maciej Kościelniak. 

Miniwywiad

Paradoks bezpiecznego rozwoju. O ambicji, ostrożności i sukcesie na własną miarę

Z jednej strony pragniemy rozwoju i chcemy osiągać więcej, z drugiej – paraliżuje nas wizja porażki i wolimy unikać ryzyka. Jak z perspektywy psychologii wytłumaczyć tę sprzeczność? Czy ambicja i ostrożność muszą się wykluczać? 

Izabela Kielczyk: Zdecydowanie się nie wykluczają. W mojej praktyce często spotykam się jednak ostrożnością, ponieważ każdy z nas inaczej postrzega ryzyko – to, co dla jednego jest drobnostką, dla innego stanowi barierę. Różnimy się odpornością na stres i otwartością. Czasami wydaje się, że ktoś unika wyzwań, podczas gdy podjął już tak wysokie ryzyko na swoją miarę, że nie jest w stanie udźwignąć więcej. Taka ostrożność jest wręcz wskazana. Chroni nas przed wchodzeniem w obszary, w których brakuje nam zasobów. Nie ma sensu robić niczego na siłę, jeśli ma to prowadzić do frustracji i bezsenności. Czasami wycofanie się i uznanie, że to, co osiągnęliśmy, jest wystarczające, również stanowi sukces na naszą miarę. 

Czy redefiniowanie celów nie jest w dużym stopniu kwestią zmiany pokoleniowej? Mówi się, że dla dzisiejszych dwudziestolatków kariera przestała być centrum wszechświata. 

Choć różnice indywidualne są kluczowe bez względu na wiek, to zmiana pokoleniowa jest widoczna. Dla najmłodszego pokolenia sukces zawodowy przestał być wyznacznikiem tożsamości. Starsze generacje podporządkowywały całe życie pracy. Młodzi szukają balansu, relacji i życia według własnych standardów, do których dopasowują pracę. Mogą pracować dorywczo i cieszyć się życiem. Nie dają się skusić benefitom, jak karta sportowa, jeśli w pracy brakuje szacunku czy satysfakcji. Pracodawcy mają dziś problem z ich motywowaniem, ponieważ ta generacja nie jest łasa na tradycyjne nagrody 

Ta zmiana wywołuje spore tąpnięcie na rynku pracy. Dawniej częsta zmiana zatrudnienia była oceniana negatywnie. 

Kiedyś osobę zmieniającą pracę częściej niż raz w roku nazywano „skoczkiem”. Dziś HR patrzy na to inaczej, bo to powszechne zjawisko. Wchodzimy w czasy wielkiej reorganizacji zawodowej, w których ludzie po prostu testują różne ścieżki i odchodzą, gdy im coś nie pasuje. Wizja jednej pracy od studiów do emerytury bezpowrotnie minęła. Trend ten dotyka też starsze pokolenia, które po latach decydują się na zmiany, szukając lepszego miejsca. 

Jaką rolę w odważnych decyzjach odgrywa nasz bagaż doświadczeń? Czy porażki nas hartują? 

To zależy od naszej interpretacji. Jeśli traktujemy porażki jako lekcje, budujemy odporność psychiczną. Świadomość, że przeżyliśmy trudne chwile i daliśmy sobie radę, wzmacnia nas. Dobrym przykładem była pandemia: starsze pokolenie, bogatsze o wcześniejsze kryzysy, poradziło sobie lepiej niż młodzi, dla których była to pierwsza traumatyczna sytuacja. Z drugiej strony, jest próg nasycenia trudnościami. Gdy stresu jest za dużo, wypaleni menedżerowie rezygnują z presji i idą pracować np. do piekarni. Zarabiają mniej, ale zyskują spokój. 

W Polsce rozmowa o sukcesach bywa trudna. Dlaczego łatwiej mówić o porażkach niż o tym, z czego jesteśmy dumni? 

W naszej kulturze silna jest zazdrość o sukces i negatywne ocenianie ludzi, którym się powiodło. Z obawy przed zawiścią czy drwiną wolimy milczeć. Na Zachodzie mówi się: „Osiągnąłem to, to mój sukces”, a Polacy najczęściej mówią: „Udało mi się”. Kiedy zwracam pacjentom uwagę, że to ich ciężka praca doprowadziła ich do tego miejsca, widzę opór przed przypisaniem sobie zasług. Wolimy wierzyć w szczęśliwy zbieg okoliczności. Chętnie zazdrościmy też sportowcom ich sukcesów i pieniędzy, nie widząc morderczej pracy, którą wkładają w to każdego dnia. 

Jak możemy to zmienić i zacząć doceniać własne osiągnięcia? 

Kluczem jest zmiana wewnętrznej narracji. Zamiast „udało mi się”, mówmy „ja wybrałem tę pracę”, „ja poprowadziłem ten projekt”. To buduje poczucie sprawczości. Polecam też założenie „zeszytu sukcesów i osiągnięć” i najlepiej prowadzić go już od przedszkola. Obok niego powinien powstać „zeszyt trudnych rzeczy”, w którym zanotujemy, ile kryzysów już przetrwaliśmy. Kiedy nadejdzie gorszy moment, w którym jedno małe potknięcie przesłoni nam cały dorobek, rzut oka na te zapiski uświadomi nam, że obecny problem to przy tym „pikuś”. Życie składa się i z porażek, i z sukcesów – musimy po prostu nauczyć się przyjmować obie te strony 

Sprawczość potrzebuje zaplecza

Z badania Erste Bank Polska wynika, że wiara w siebie u Polaków ma mocne, stabilne oparcie. Pytani o to, co najbardziej wpływa na jej kształtowanie, respondenci najczęściej wskazywali na stabilną sytuację życiową i poczucie bezpieczeństwa oraz wsparcie i zachętę ze strony najbliższych.  

Jednym z ciekawszych wniosków z badania jest to, że wśród czynników budujących wiarę we własne możliwości badani wskazują zarówno własne kompetencje i doświadczenie, jak i stabilność życiową oraz wsparcie bliskich.

– Jednym z ciekawszych wniosków z badania jest to, że wśród czynników budujących wiarę we własne możliwości badani wskazują zarówno własne kompetencje i doświadczenie, jak i stabilność życiową oraz wsparcie bliskich. To interesująca obserwacja, ponieważ pokazuje, że poczucie wpływu na własne życie nie jest postrzegane wyłącznie przez pryzmat indywidualnych cech, ale również warunków, w jakich funkcjonujemy – mówi Beata Kajcińska. 

W jej ocenie może to sugerować, że respondenci nie postrzegają sprawczości wyłącznie jako efektu indywidualnych predyspozycji. 

– Równie ważne okazują się okoliczności, które dają poczucie bezpieczeństwa oraz wspierające otoczenie. Wysoko oceniane są zarówno własne zasoby, jak i czynniki związane ze stabilnością życiową. To prowadzi do szerszego wniosku dotyczącego realizacji celów. Z odpowiedzi respondentów wyłania się obraz sukcesu, który nie jest efektem działania w próżni. Ambicja, kompetencje czy wiara we własne możliwości pozostają bardzo ważne, ale równie istotne jest poczucie stabilizacji oraz wsparcie najbliższego otoczenia – mówi Beata Kajcińska. 

Wskazuje, że w oczach badanych warunki sprzyjające realizacji celów nie ograniczają się wyłącznie do cech jednostki, gdyż równie ważny jest fundament w postaci bezpieczeństwa, stabilności i wsparcia, który wzmacnia poczucie własnych możliwości i gotowość do podejmowania wyzwań. 

Czym dziś jest ryzyko

Dr Maciej Kościelniak proponuje spojrzeć na samo pojęcie ryzyka inaczej, niż sugerowałaby to intuicja. Zauważa, że powszechne przekonanie o wyjątkowej niechęci Polaków do podejmowania ryzyka jest trudne do obronienia w świetle danych empirycznych.  

– Jakieś minimalne różnice kulturowe w porównaniu z innymi krajami europejskimi na pewno są, ale w świetle badań trudno mówić tu o naszej wyjątkowości – mechanizmy, o których piszę, dotyczą szerszej populacji – mówi dr Maciej Kościelniak. 

Ekspert podważa również potoczne zrównywanie życiowej niezależności z koniecznością ciągłego ryzykowania, odwołując się do klasycznej tradycji psychologicznej i społecznej. 

– Z mojej perspektywy, jako psychologa społecznego, sukces to raczej umiejętność dobrej współzależności z innymi. Czerpania ze wsparcia społecznego i reagowania na potrzeby innych ludzi. Już Arystoteles pisał o człowieku jako zoon politikon – istocie, która z natury żyje we wspólnocie – wyjaśnia dr Maciej Kościelniak. 

Podkreśla przy tym, że indywidualnej skłonności do ryzyka nie wolno traktować jako cechy wrodzonej i danej raz na zawsze.  

Strategii zarządzania ryzykiem – szczególnie instrumentalnym – można się stosunkowo łatwo nauczyć, korzystając np. z otrzymywanego feedbacku lub obserwując efekty swoich decyzji.

– Strategii zarządzania ryzykiem (szczególnie instrumentalnym) można się stosunkowo łatwo nauczyć, korzystając np. z otrzymywanego feedbacku lub obserwując efekty swoich decyzji. Jest to jedna z najważniejszych konkluzji mojego badania [„Effects of Age and Initial Risk Perception on Balloon Analog Risk Task”, przeprowadzonego w 2016 roku – red.], w którym wraz z zespołem badawczym wykazaliśmy, że nawet w sytuacji doświadczenia początkowej porażki i zniechęcenia do podejmowania wysokiego ryzyka – ludzie – w każdym momencie dorosłości – są w stanie analizować konsekwencje swoich decyzji i optymalizować poziom podejmowanego ryzyka. Ta wiadomość całkowicie przeczy stereotypom, że skłonność do ryzyka jest rzeczą wyłącznie wrodzoną i że nie można jej modyfikować na przestrzeni życia – wskazuje dr Maciej Kościelniak. 

Główne wnioski

  1. Z badania Erste Bank Polska wynika, że 71 proc. Polaków w trudnych sytuacjach szuka rozwiązań, zamiast się wycofywać, ale do podejmowania ryzyka przyznaje się już tylko 51 proc.
  2. To, co potocznie nazywamy awersją do ryzyka, bardzo często jest w istocie awersją do niejednoznaczności. Klasyczny paradoks Ellsberga pokazuje, że ludzie są w stanie zaakceptować wysokie ryzyko, jeśli znają jego warunki – i odrzucają opcję, w której warunki pozostają niejasne, nawet gdy szanse są matematycznie identyczne.
  3. Wbrew przekazowi popularnych szkoleń motywacyjnych, wiara we własne możliwości buduje się przede wszystkim przez pamięć realnie wykonanych zadań o rosnącej trudności, obserwację osób podobnych do nas oraz sposób interpretacji własnego pobudzenia. Perswazja słowna (czyli motywacyjne szkolenia i mówcy) jest najsłabszym i najkrótszym źródłem sprawczości.