Policyjny Black Hawk latał i... odśnieżał torowisko
Dwa tygodnie temu policyjny śmigłowiec został użyty do nietypowych działań. Maszyna posłużyła do usuwania śniegu i lodu z drzew oraz przewodów zasilających linię kolejową na Warmii. Dziś wiemy na ten temat nieco więcej – i niestety nie są to informacje napawające optymizmem.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ile śmigłowców Black Hawk znajduje się obecnie na stanie lotnictwa Policji.
- Jak wygląda realna dostępność załóg w sytuacjach zwiększonego zapotrzebowania.
- Dlaczego użycie policyjnego śmigłowca do odśnieżania torów jest sygnałem szerszego problemu.
O problemach lotnictwa śmigłowcowego w polskich służbach pisaliśmy na łamach XYZ wielokrotnie. Trudności dotyczą zarówno wojska, jak i formacji cywilnych. Kłopoty ma 25. Brygada Kawalerii Powietrznej, która wciąż zmaga się z brakami kadrowymi – zarówno wśród pilotów, jak i personelu inżynieryjno-lotniczego. Problemy dotykają także Brygadę Lotnictwa Marynarki Wojennej, a na fregatach wycofano śmigłowce Sea Sprite. Z niedoborami kadrowymi boryka się również Lotnicza Akademia Wojskowa.
Nie inaczej jest w Policji.
I tu pojawia się zasadniczy paradoks – problemem nie jest liczba maszyn. Park śmigłowcowy Policji jest dziś relatywnie nowoczesny i liczbowo wystarczający. Prawdziwym wąskim gardłem pozostaje liczba wyszkolonych załóg. To właśnie ich niedobór sprawia, że w sytuacjach kryzysowych jedna maszyna musi wykonywać zadania dalece wykraczające poza standardowe przeznaczenie.
Obecnie Policja użytkuje śmigłowce trzech typów: pięć maszyn S-70i Black Hawk, siedem Bell 407 oraz dwa Bell 206. Najpoważniejszy problem dotyczy obsady Black Hawków, do których brakuje wyszkolonych załóg. Co więcej, w ciągu ostatniego miesiąca formację opuścił również jeden z pilotów śmigłowców Bell, co dodatkowo pogłębia kryzys kadrowy.
Przykładem jest właśnie wspomniana akcja na Warmii, gdzie śmigłowiec został użyty do strącania śniegu i lodu z trakcji kolejowej. To działanie skuteczne, ale zarazem pokazujące skalę problemu – w normalnych warunkach nie powinno być konieczne angażowanie policyjnego Black Hawka do takich zadań.
I to właśnie od tego przypadku warto zacząć dalszą analizę.
Śmigłowiec został użyty do strącania śniegu i lodu z trakcji oraz pobliskich drzew, których gałęzie – obciążone opadem – mogły spaść na sieć i ją uszkodzić lub zerwać. Sytuację szybko wychwycili internauci, a wokół policyjnej akcji rozpętała się burza. Także polityczna.
Na ratunek – policja. Ale odpowiedzi są utajnione
Wysłaliśmy do resortu spraw wewnętrznych oraz PKP PLK szereg pytań w tej sprawie. Do MSWiA – ponieważ nadzoruje Policję jako formację. Do PKP PLK – bo to na operatorze infrastruktury kolejowej spoczywa obowiązek utrzymania trakcji, linii oraz ich drożności, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, takich jak intensywne opady śniegu utrudniające transport.
Resort odesłał pytania do Policji. Ta odpowiedziała, ale w istocie utajniając większość kluczowych informacji. Unikiem można nazwać zwłaszcza odpowiedź na pytanie o podstawę prawną podjętych działań.
Z biura prasowego Komendy Głównej Policji otrzymaliśmy informację, że podstawą były „przepisy ustawy o Policji, akty wykonawcze do tej ustawy oraz akty normatywne, kierowania i nadzoru wydawane przez kierowników jednostek i komórek organizacyjnych Policji, a także stosowne porozumienia”. Jakie konkretnie? Tego już nie doprecyzowano.
Owszem, lotnictwo policyjne może być używane podczas klęsk żywiołowych – jak pożary czy powodzie, co miało miejsce w ostatnich latach. W tym przypadku mamy jednak do czynienia ze zdarzeniem potencjalnie groźnym, lecz niejednoznacznym prawnie. Znalezienie jednoznacznej podstawy do użycia ciężkiego śmigłowca policyjnego do odśnieżania trakcji kolejowej wydaje się co najmniej problematyczne.
Niejawne, niejawne i jeszcze raz niejawne
Jeszcze bardziej zastanawiające są odpowiedzi na pytania o to, kto wydał dyspozycję użycia maszyny i na czyj wniosek. Informacja udzielona przez Policję jest w tym zakresie wyjątkowo lakoniczna.
„Dyspozycja użycia śmigłowca do realizacji każdego zadania wydawana jest zgodnie z przepisami obowiązującymi w Lotnictwie Policji przez uprawnione osoby funkcyjne” – czytamy w odpowiedzi.
Oznacza to, że decyzja musiała wyjść od naczelnika (lub jego zastępcy) Zarządu Lotnictwa Policji. Funkcję tę pełni obecnie inspektor pilot Robert Sitek.
Policja zasłoniła się jednak tajemnicą w kwestii tego, kto zwrócił się o wsparcie. Z ustaleń XYZ wynika, że wnioskodawcą była… Straż Ochrony Kolei. Podobnie lakonicznie potraktowano pytanie o koszty operacji.
Koszt użycia takiego śmigłowca to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Sam przelot w obie strony trwa około dwóch godzin. Operacja na miejscu – od pół godziny do godziny. Według dostępnych danych koszt godziny lotu policyjnego Black Hawka w 2025 r. wynosił około 19 967,71 zł i obejmuje m.in. eksploatację maszyny, jej przygotowanie, obsługę techniczną oraz pracę załogi.
Dochodzi do tego kwestia dostępności pilotów i ich czasu służby – ale do tego wrócimy później.
Pozostaje też pytanie, co w tym czasie zrobiła spółka PKP PLK, odpowiedzialna za utrzymanie przejezdności linii. Na to pytanie nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Ile razy prowadzono takie działania? Odpowiedź zaskakuje
Zapytaliśmy wprost: ile razy w ciągu ostatnich dziesięciu lat Policja wykonywała podobne zadania?
Odpowiedź brzmi: ani razu.
Oznacza to, że akcja z 2 stycznia była wydarzeniem całkowicie wyjątkowym – przeprowadzonym doraźnie, bez jasnej informacji, z czyjej inicjatywy i na jakiej podstawie.
Można wskazywać na podobne działania prowadzone za granicą – w Austrii czy Niemczech. Problem w tym, że tamtejsze regulacje prawne nie muszą mieć nic wspólnego z polskimi. A to oznacza, że takie porównania są nietrafione.
Albo funkcjonujemy w państwie prawa, w którym obowiązują określone procedury i kompetencje, albo w systemie doraźnych decyzji, podejmowanych w zależności od potrzeby chwili – lub presji politycznej.
Pozostaje więc pytanie: jak formalnie zakwalifikowano tę akcję? Jako patrol? Lot szkoleniowy? Działanie ratownicze? Realizację zadania zleconego ad hoc?
Na to pytanie również nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
W piśmie kończącym korespondencję Policja poinformowała: „Dokumentacja operacyjna oraz dane dotyczące operacyjnego wykorzystania śmigłowców nie są dostępne zgodnie z § 20a pkt 1 ustawy o Policji z dnia 6 kwietnia 1990 r., zgodnie z którym Policja zapewnia ochronę form i metod realizacji zadań, informacji oraz danych identyfikacyjnych policjantów. Informacje te mogą zostać udostępnione wyłącznie na polecenie uprawnionych organów po zwolnieniu z obowiązku zachowania tajemnicy służbowej.”
I na tym rozmowa się kończy. Dziękujemy, do widzenia.
Lotnictwo Policji – samodzielne księstwo czy oblężona twierdza?
Z udzielonych odpowiedzi jasno wynika, że przygotowano je w Zarządzie Lotnictwa Policji. Jednostce, która od kilku lat znajduje się pod rosnącą krytyką – i to nie bez powodu. Problemów było tam bowiem więcej niż pilotów. Dosłownie.
Jak wynika z informacji, do których dotarł XYZ, w pełni przeszkolonych pilotów śmigłowców Black Hawk jest obecnie zaledwie trzech. Dwóch stacjonuje w Warszawie, jeden w innym mieście. Dwóch kolejnych jest w trakcie szkolenia, następni dopiero na nie czekają. W praktyce oznacza to sytuację absurdalną: na pięć nowoczesnych, bardzo drogich śmigłowców nie ma nawet dwóch pełnych załóg, podczas gdy realne potrzeby to co najmniej 15–20 wyszkolonych pilotów.
Jeszcze półtora roku temu, podczas powodzi na Dolnym Śląsku, Policja była w stanie wystawić jednocześnie dwie załogi i dwie maszyny. Dziś – według rozmówców XYZ – nie byłoby to możliwe. Potwierdzeniem była zeszłoroczna akcja gaśnicza na Biebrzy: policyjny Black Hawk został wprawdzie użyty, ale zakres jego działania był ograniczony, ponieważ brakowało drugiej załogi, która mogłaby przejąć dyżur po wyczerpaniu limitu godzin lotu.
To rodzi zasadnicze pytanie: jak bardzo Policja jest dziś przygotowana do działań na większą skalę?
Teoretycznie Black Hawki mają służyć m.in. kontrterrorystom – do szybkiego przerzutu sił, wsparcia operacji czy działań specjalnych. W praktyce jeden śmigłowiec może zabrać jedną, około dziesięcioosobową sekcję bojową. W sytuacji realnego zagrożenia, wymagającego użycia większych sił, możliwości kończą się natychmiast. Druga maszyna nie poleci, bo nie ma załogi. Resztę trzeba dowozić „metodą kombinowaną”. A w takich sytuacjach czas decyduje o życiu lub śmierci.
Policji nie brakuje śmigłowców. Brakuje ludzi
Paradoks polega na tym, że problemem nie jest sprzęt. Problemem są kadry.
Lotnictwo Policji funkcjonuje dziś w sposób skrajnie scentralizowany i – jak mówią rozmówcy – uzależniony de facto od jednej osoby: naczelnika Zarządu Lotnictwa Policji, który jest jednocześnie jednym z nielicznych pilotów oraz instruktorem. To on szkoli kolejnych pilotów, a proces ten trwa miesiącami.
W praktyce oznacza to system zamknięty, niemal feudalny. Im mniej pilotów, tym większa władza i większe dodatki finansowe dla tych, którzy latają. Jak słyszymy, nie brakuje opinii, że obecny układ nie sprzyja szybkiemu zwiększaniu liczby wyszkolonych załóg. Być może kluczowy jest w tym aspekcie fakt, że już przeszkoleni piloci zazdrośnie strzegą swojego udzielnego księstwa. Za loty i operacje są bowiem sute, dobrze płatne dodatki. A im więcej pilotów…
– W jakiej formacji na świecie jest więcej śmigłowców niż pilotów? – pyta retorycznie nasz rozmówca.
Za dużo wodzów, za mało Indian
Warto też przypomnieć, że dwa z pięciu Black Hawków zostały zakupione ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, z przeznaczeniem m.in. do wsparcia działań Państwowej Straży Pożarnej – zwłaszcza przy pożarach lasów.
Jak wygląda to w praktyce? Na pięć maszyn przypada dziś w przybliżeniu półtorej załogi. A przygotowanie służb do działań z wykorzystaniem technik linowych – jak słyszymy – pozostawia wiele do życzenia. Miało to być widoczne również podczas powodzi w 2024 r.
I tak dalej, i tak dalej.
Lotnictwo Policji funkcjonuje więc w stanie permanentnej prowizorki. Z jednej strony wykonuje zadania ratownicze, transportowe, logistyczne i reprezentacyjne, z drugiej – nie rozwija się systemowo. Zamiast intensywnego szkolenia, lotów nocnych czy ćwiczeń taktycznych, maszyny wykonują loty transportowe, m.in. w ramach „Akcji Serce”. Szlachetne – ale nie kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.
Do tego dochodzi wykorzystywanie Policji do zadań, które tylko luźno mieszczą się w jej kompetencjach: wsparcie wojska, ochrona granicy, działania kryzysowe, a czasem – co budzi największe kontrowersje – udział w wydarzeniach o charakterze politycznym. Przypomnijmy choćby obecność policyjnego śmigłowca na piknikach promujących Prawo i Sprawiedliwość czy użycie maszyny w spocie wyborczym Marka Opioły. Żadnych konsekwencji w tych sprawach nie wyciągnięto.
Jak w starej piosence Peji – nic się nie zmienia. Albo zmienia się tak niewiele, że efekt pozostaje ten sam.
Główne wnioski
- Policyjne lotnictwo od lat boryka się z problemami, które mimo upływu czasu nie znajdują realnego rozwiązania. Nowoczesne śmigłowce Black Hawk, zakupione za dziesiątki milionów złotych, nie są w stanie realizować pełnego spektrum zadań z powodu chronicznego braku wyszkolonych pilotów.
- Wykorzystanie śmigłowca do doraźnego wsparcia PKP PLK przy utrzymaniu drożności linii kolejowych należy traktować właśnie jako działanie interwencyjne, a nie element systemowego rozwiązania. Policja – a konkretnie Zarząd Lotnictwa – w tej sprawie unika jednoznacznych odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą służbową i ogólnikowymi sformułowaniami.
- Obecnie Policja użytkuje śmigłowce trzech typów: pięć maszyn S-70i Black Hawk, siedem Bell 407 oraz dwa Bell 206. Najpoważniejszy problem dotyczy obsady Black Hawków, do których brakuje wyszkolonych załóg. Co więcej, w ciągu ostatniego miesiąca formację opuścił również jeden z pilotów śmigłowców Bell, co dodatkowo pogłębia kryzys kadrowy.