Kategorie artykułu: Biznes Newsy

Polska amunicja zależna od zagranicy. Polish Innovation Labs chce to zmienić. Potrzebuje 150 mln zł

Prywatny polski producent amunicji pod marką PFA chce produkować komponenty w Polsce. O zdobyciu koniecznego kapitału rozmawia z funduszami. Musi też pozyskać długoterminowe kontrakty. W tej sprawie toczy rozmowy z MON.

Amunicja w pudełkach na strzelnicy
Dzisiejsze moce Polish Innovation Labs to około 6 mln sztuk miesięcznie, czyli 72 mln rocznie. Rzeczywista sprzedaż wynosi jednak obecnie 1,5–2 mln sztuk miesięcznie. Firma działa przede wszystkim na rynku cywilnym i publicznym, a w tym roku weszła w segment wojskowy. Fot. mat. prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego produkcja amunicji w Polsce wciąż zależy od zagranicznych dostawców.
  2. Co musi się wydarzyć, aby prywatny producent mógł wielokrotnie zwiększyć skalę produkcji.
  3. Jak zbudować bardziej niezależny krajowy łańcuch dostaw.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Polish Innovation Labs (PIL), producent amunicji pod marką PFA Polska Fabryka Amunicji, ma moce na poziomie 6 mln sztuk amunicji małokalibrowej miesięcznie. Wykorzystuje je jednak tylko częściowo.

Gdzie są zamówienia

Rzeczywista sprzedaż firmy wynosi obecnie 1,5–2 mln sztuk miesięcznie. Firma działa przede wszystkim na rynku cywilnym i publicznym, a w tym roku weszła w segment wojskowy. Rynek cywilny obejmuje specjalistyczne sklepy z bronią i amunicją oraz strzelnice. Rynek publiczny to przetargi dla służb podległych m.in. MSWiA i Ministerstwu Finansów: Policji, Straży Granicznej, Służby Więziennej, KAS czy Służby Ochrony Kolei.

– W tych przetargach jesteśmy jedynym polskim producentem i z sukcesem rywalizujemy z polskimi dystrybutorami zagranicznych marek takich jak Sellier&Bellot czy Fiocchi, których właścicielami są najwięksi globalni gracze tego segmentu amunicji. W ostatnim okresie łącznie do służb podległych MSWiA i Ministerstwu Finansów dostarczyliśmy ponad 3 mln sztuk amunicji – mówi Maciej Sabat.

Największy potencjał firma widzi jednak w wojsku. Uczestniczy w kilkunastu postępowaniach i liczy, że część z nich zostanie rozstrzygnięta jeszcze w tym roku.

– To tam są duże wolumeny i duże wartości, które pozwoliłyby nam szybko zeskalować firmę – mówi Grzegorz Kubica.

Według szacunków PIL polski rynek cywilny amunicji małokalibrowej może być wart co najmniej 200 mln zł, publiczny około 50 mln zł, a wojskowy – co najmniej 350 mln zł.

Inwestycje za 150 mln zł

Plan inwestycyjny spółki zakłada wzrost produkcji do 10 mln sztuk miesięcznie oraz własną, krajową produkcję łusek i pocisków do amunicji 9 mm i 5,56 mm. Polish Innovation Labs rozpoczął rozmowy z prywatnymi funduszami i Funduszem Chrobry, a wartość przygotowywanej inwestycji szacuje na około 150 mln zł.

– W pierwszej kolejności chcemy zwiększyć o 15 mln zł kapitał obrotowy, aby wykorzystać w pełni nasze aktualne moce produkcyjne do elaboracji amunicji – mówi Grzegorz Kubica.

Spółka nie przesądza, czy pozyska kapitał od prywatnego funduszu, funduszu państwowego czy poprzez giełdę. Decyzję uzależnia od dostępności i czasu pozyskania finansowania.

Jeśli je zdobędzie, wykorzystanie obecnych mocy produkcji amunicji może wzrosnąć skokowo w ciągu kilkunastu miesięcy – potrzebne są przede wszystkim kontrakty, nad którymi obecnie spółka pracuje.

Maciej Sabat i Grzegorz Kubica, Polish Innovation Labs
Maciej Sabat (z lewej) i Grzegorz Kubica z Polish Innovation Labs stawiają na local content, rozumiany nie tylko jako polska siedziba i polski właściciel, ale przede wszystkim jako możliwie szeroka produkcja w kraju. Fot. XYZ

Najsłabsze ogniwo: komponenty

Dłużej potrwa natomiast budowa własnej produkcji komponentów. A jest to konieczne według przedstawicieli PIL. Znaczna część komponentów trafia dziś do Polski z zagranicy. Dostawy z UE zajmują około dwóch–trzech tygodni, a spoza Unii cztery–pięć tygodni. W przypadku towarów objętych szczególnymi regulacjami transport wymaga wyspecjalizowanych firm i dodatkowych procedur.

– Chcemy skrócić ten okres, rozpoczynając produkcję komponentów w Polsce – mówi Maciej Sabat.

Ostatnio czas dostaw wydłużył się o około półtora tygodnia z powodu konfliktu w Zatoce, a koszty transportu wzrosły.

Same urządzenia do produkcji komponentów trzeba zamawiać z rocznym wyprzedzeniem, a cały projekt PIL może zająć około dwóch lat.

– Myślałem, że jest więcej local contentu na tym rynku – mówi Grzegorz Kubica.

Na początek Polska, potem zagranica

Spółka chce rozwijać eksport, lecz najpierw zamierza umocnić się w kraju i mocniej wejść w segment wojskowy. Ma już za sobą pierwszą dostawę amunicji dla szwedzkiej policji, zrealizowaną przez zagranicznego kontrahenta.

Jednym z rozwijanych produktów jest amunicja nierykoszetująca. Jest przeznaczona zwłaszcza dla służb działających w miejscach, gdzie przypadkowy rykoszet może mieć poważne skutki. Firma prowadzi też działania edukacyjne na strzelnicach.

Przedstawiciele PIL oceniają, że polskie wymogi certyfikacyjne dla amunicji cywilnej są mniej restrykcyjne niż w części państw Europy. Dlatego firma prowadzi własną, codzienną kontrolę każdej linii produkcyjnej w laboratorium balistycznym. Laboratorium może też badać amunicję innych podmiotów według norm cywilnych i wojskowych. Produkty PIL trafiają dodatkowo do zagranicznych laboratoriów certyfikacyjnych.

Wspólny interes z państwem

PIL nie chce rywalizować z Mesko ani innymi spółkami PGZ.

– Nie czujemy się konkurencją. Chcielibyśmy być uzupełnieniem dla państwowych spółek – mówi Grzegorz Kubica.

Jego zdaniem większe krajowe moce produkcyjne amunicji oznaczają większą odporność państwa. Firma chce rozmawiać z Ministerstwem Obrony Narodowej o długoterminowym kontrakcie zabezpieczającym podstawową produkcję. Taka umowa byłaby ważna także dla finansowania: w branży, w której inwestycje zwracają się latami, przewidywalny popyt może mieć znaczenie równie duże jak kapitał.

Mesko już urosło

Mesko systematycznie zwiększa możliwości w segmencie amunicji małokalibrowej, zwłaszcza w kalibrach 9x19 mm oraz 5,56x45 mm. Dzięki modernizacji hal produkcyjnych oraz zakupowi nowych maszyn i urządzeń spółka należąca do PGZ osiągnęła zdolność produkcji około miliona nabojów dziennie. Przekłada się to na potencjał rzędu 250 mln sztuk amunicji rocznie.

„Priorytetem firmy pozostaje obecnie realizacja zamówień Ministerstwa Obrony Narodowej i zabezpieczenie potrzeb Wojska Polskiego. W obecnej sytuacji bezpieczeństwa koncentrujemy moce produkcyjne przede wszystkim na kontraktach wojskowych. Nie wykluczamy jednak znaczenia innych segmentów rynku, w tym odbiorców cywilnych oraz formacji podległych MSWiA” – informuje biuro prasowe Mesko.

Spółka nie wskazuje jednak konkretnych planów zwiększania sprzedaży do tych służb.

Mesko ocenia, że potencjał rynku amunicji w Polsce pozostaje istotny i deklaruje dalsze śledzenie zmian popytu. Zwraca przy tym uwagę nie tylko na zapotrzebowanie instytucjonalne, ale również na rosnącą liczbę posiadaczy broni w Polsce.

Wąskie gardła

PIL ma około 3,5 tys. m kw. powierzchni magazynowo-produkcyjnej i siedem zewnętrznych bunkrów na materiały wybuchowe. Cały teren objęty jest koncesją na obrót oraz wytwarzanie wraz z magazynowaniem.

Wąskim gardłem pozostają maszyny i narzędzia. Dostawa specjalistycznych urządzeń może potrwać 12–16 miesięcy, a producentów jest niewielu – głównie w Europie i USA. Jeszcze trudniejszy jest dostęp do oprzyrządowania.

– W Polsce pojedyncze zakłady mogą wykonać takie narzędzia – mówi Maciej Sabat.

Zdaniem eksperta

Rynek cywilny będzie rósł

Perspektywy cywilnego rynku strzeleckiego oceniamy pozytywnie, ale patrzymy na ten rynek znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat liczby wydawanych pozwoleń czy sprzedawanej amunicji. Prawdziwym miernikiem jego rozwoju jest liczba osób, które regularnie trenują, podnoszą swoje kompetencje i korzystają z infrastruktury strzeleckiej.

Rosnąca liczba posiadaczy broni jest oczywiście ważnym sygnałem, jednak samo posiadanie broni nie buduje jeszcze kultury strzeleckiej. Potrzebne są dostępne strzelnice, doświadczeni instruktorzy, kluby, szkolenia oraz środowisko, które potrafi wprowadzać nowych użytkowników w świat strzelectwa w sposób bezpieczny i odpowiedzialny.

Właśnie tutaj widzimy największy potencjał rozwoju rynku cywilnego. Strzelectwo rozwija się w dużej mierze oddolnie. Jedna osoba przyprowadza na strzelnicę kolejną, ktoś odbywa pierwsze szkolenie, później zaczyna regularnie trenować, zdobywa uprawnienia, wstępuje do klubu albo kupuje własną broń. Wraz ze wzrostem liczby aktywnych strzelców rośnie zapotrzebowanie na szkolenia, instruktorów, strzelnice, broń, wyposażenie i oczywiście amunicję – szczególnie najpopularniejszych kalibrów, takich jak 9 × 19 mm, .22 LR czy .223 Rem.

Z naszego doświadczenia wynika jednak, że jednym z najważniejszych warunków dalszego rozwoju jest infrastruktura. W ramach inicjatyw i partnerstw związanych z naszym środowiskiem wsparciem objęto już około 100 strzelnic. Pokazuje to zarówno skalę zainteresowania, jak i potencjał w Polsce. Jednocześnie widzimy, jak wiele inicjatyw napotyka bariery administracyjne, prawne czy lokalne. Dlatego uważamy, że dyskusja o rynku cywilnym powinna być częścią znacznie szerszej rozmowy o odporności państwa.

Patrzymy na to również z perspektywy bezpieczeństwa państwa. Polska inwestuje ogromne środki w modernizację armii, ale równolegle powinniśmy rozwijać kompetencje obywateli. Strzelnice, kluby, instruktorzy i organizacje szkoleniowe tworzą kapitał, który w znacznej części powstaje za prywatne pieniądze i dzięki wieloletniemu zaangażowaniu ludzi.

Dlatego naszym celem jest stworzenie warunków, w których odpowiedzialne strzelectwo może rozwijać się w skali całego kraju: jasne prawo, przewidywalna administracja, więcej dostępnej infrastruktury, profesjonalne szkolenie oraz wysoki standard bezpieczeństwa.

Jeżeli osiągniemy te cele, wzrost liczby użytkowników broni i zapotrzebowania na amunicję będzie naturalnym efektem rozwoju całego środowiska. Nie chodzi więc o to, żeby sprzedawać więcej amunicji. Chodzi o to, żeby więcej Polaków potrafiło bezpiecznie i odpowiedzialnie posługiwać się bronią, miało gdzie trenować i mogło systematycznie rozwijać swoje umiejętności.

Jak to się zaczęło?

Jeszcze kilka lat temu produkcja amunicji nie była w Polsce sektorem przyciągającym inwestorów. Wojna w Ukrainie, rosnące wydatki obronne i odbudowa europejskich zdolności przemysłowych zmieniły ten obraz.

– Moja historia z produkcją amunicji małokalibrowej zaczęła się w 2019 r. A sam pomysł z elaboracją powstał gdzieś na przełomie 2016 i 2017 roku – mówi Maciej Sabat, członek zarządu firmy.

Wówczas firmy z sektora obronnego miały problemy nawet z podstawową obsługą bankową, a ich weryfikacja trwała długo. W 2025 r. do spółki weszli inwestorzy Rubicon Partners ASI oraz Fundacja Rodzinna Elephant Rock. Postawili na istniejącą infrastrukturę, zespół i niedoceniany – ich zdaniem – potencjał rynku.

– Maciek ma ogromne doświadczenie technologiczne i techniczne, a do tego sam strzela i potrafi elaborować tę amunicję. To człowiek, który doskonale wie, o czym mówi – uważa Grzegorz Kubica, wiceprezes Polish Innovation Labs.

Bariery: administracja, know-how, czas

Produkcja amunicji to nie tylko kapitał, hala i maszyny. Wcześniej trzeba przygotować dokumentację, procedury, infrastrukturę oraz systemy bezpieczeństwa.

– Uzyskanie koncesji to tak naprawdę dopiero końcowa faza długich przygotowań – wskazuje Maciej Sabat.

Do tego dochodzą pozwolenia, plany produkcyjne, system oceny jakości i zezwolenia na magazynowanie. Według przedstawicieli firmy podmiot bez doświadczenia może potrzebować od dwóch do czterech lat na przejście procedur koncesyjnych. Potem musi jeszcze sprowadzić i uruchomić linię, przeszkolić ludzi oraz wdrożyć kontrolę jakości.

Równie istotne jest know-how.

– Elaboracja amunicji w małych seriach to zupełnie co innego niż produkcja w dużych ilościach. Wiedzy często nie ma w literaturze, a wiele rzeczy wychodzi z doświadczeń lub nauki na własnych błędach – mówi Maciej Sabat.

Zanim pojawi się przychód

W tym biznesie szczególnie mocno widać problem finansowania. Firma musi ponosić koszty inwestycji i działalności na długo przed osiągnięciem odpowiedniej skali przychodów.

– Finansowanie jest sporym wyzwaniem. Zacznijmy od tego, że banki dopiero zaczynają uczyć się finansowania spółek związanych z obronnością – mówi Grzegorz Kubica.

Problem jest jeszcze większy w przypadku kapitału obrotowego. Polish Innovation Labs działa w modelu, w którym komponenty trzeba kupić z wyprzedzeniem.

– W momencie składania zamówienia trzeba zapłacić 100 proc. wartości komponentu. Inaczej nikt nie wyprodukuje i nie wyśle zamówionego komponentu do elaboracji – ciągnie wiceprezes.

Dopiero potem rozpoczyna się proces dostawy, produkcji, magazynowania i sprzedaży.

– Od momentu wydania złotówki do zwrotu tej złotówki mija około czterech miesięcy – mówi Grzegorz Kubica.

Przy rosnącej sprzedaży oznacza to konieczność ciągłego zwiększania kapitału obrotowego.

Warto wiedzieć

Cztery komponenty naboju 9 mm

  1. Pocisk. Metalowy element, który po strzale wylatuje z lufy i leci w stronę celu. W typowym naboju 9 mm jest to najczęściej ołowiany rdzeń otoczony miedzianym płaszczem (tzw. pełnopłaszczowy – Full Metal Jacket), ale bywają też wersje z innymi materiałami i kształtami (np. hollow point, czyli z wgłębieniem w czubku).
  2. Łuska. Metalowa „obudowa” naboju, zwykle mosiężna (stop miedzi i cynku), rzadziej stalowa lub niklowana. Łuska trzyma razem wszystkie elementy: z przodu osadza pocisk, w środku mieści proch, a z tyłu – w dnie – spłonkę. Uszczelnia też komorę nabojową podczas strzału, zapobiegając ucieczce gazów do tyłu.
  3. Spłonka. Mały metalowy „kapsułek” w dnie łuski, wypełniony materiałem inicjującym (czułym na uderzenie). Gdy iglica uderza w spłonkę, ta zapala się, a powstały płomień przez niewielki otwór w dnie łuski zapala proch.
  4. Ładunek prochowy. Proch bezdymny (np. dwuskładnikowy) w formie drobnego granulatu, umieszczony wewnątrz łuski. Po zainicjowaniu przez spłonkę szybko się spala, wytwarzając duże ciśnienie gazów, które wypycha pocisk z lufy.
Centrum Szkolenia Policji

Główne wnioski

  1. Polska ma moce do produkcji amunicji, ale nie ma jeszcze wystarczająco silnego krajowego łańcucha dostaw. Problemem nie jest wyłącznie zdolność do samej elaboracji. Istotną barierą pozostaje dostęp do komponentów, specjalistycznych maszyn i oprzyrządowania. Uzależnienie od zagranicznych dostaw wydłuża czas realizacji zamówień, zwiększa koszty i utrudnia szybkie zwiększenie produkcji w sytuacji gwałtownego wzrostu popytu.
  2. W branży amunicyjnej kapitał musi pojawić się długo przed przychodami. Rozwój produkcji wymaga jednocześnie inwestycji w maszyny i infrastrukturę oraz dużego kapitału obrotowego, ponieważ komponenty trzeba finansować z wyprzedzeniem. Dlatego dla prywatnego producenta równie ważny jak sam dostęp do 150 mln zł finansowania jest przewidywalny portfel zamówień. Długoterminowy kontrakt z państwem mógłby ułatwić zarówno finansowanie, jak i decyzje o zwiększaniu mocy.
  3. Local content może stać się jednym z kluczowych elementów odporności polskiego sektora obronnego. Plan Polish Innovation Labs pokazuje, że uniezależnianie produkcji nie musi oznaczać budowania całego przemysłu od zera przez państwowe spółki. Prywatny producent może uzupełniać istniejące zdolności PGZ, stopniowo przenosząc do Polski kolejne elementy łańcucha dostaw.