Współpraca z Partnerem

Nowa era inwestycji: jak budować majątek, relacje i kulturę inwestowania

Sprawdź
Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Polska firma rozwija roboty dla wojska. Testuje je z żołnierzami NATO

Macro-System rozwijała bezzałogowe pojazdy lądowe zanim zainteresowała się nimi wojsko. Teraz testuje je z żołnierzami państw sojuszu. Kluczowym kierunkiem są dziś modułowe platformy, które można szybko dostosować do kolejnych zadań – od transportu po działania rozpoznawcze.

drony lądowe MACRO-SYSTEM
Bezzałogowe platformy lądowe GNOM (z przodu) i GOBLIN podczas ćwiczeń z wojskami lądowymi Królestwa Belgii. Fot. Angelo_graphy/ Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak polska firma przez lata rozwijała drony lądowe, zanim stały się istotnym kierunkiem modernizacji sił zbrojnych.
  2. Co jest najważniejsze w projektowaniu takich systemów.
  3. Jak zmienia się rola bezzałogowych pojazdów lądowych.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Macro-System rozpoczął produkcję pierwszej serii Uniwersalnego Nośnika Lądowego – bezzałogowej platformy, na której firma rozwija m.in. rozpoznawczo-bojowego GOBLINA. To przejście projektu z etapu prac rozwojowych i testów do produkcji seryjnej. Spółka deklaruje, że równolegle sprawdza łańcuch dostaw i możliwość szybkiego zwiększenia skali w razie większych zamówień.

Produkcja ma opierać się na sieci polskich poddostawców i kooperantów, których obecnie jest ponad sześćdziesięciu. Macro-System zachowuje kluczowe kompetencje technologiczne i integracyjne, a sieć współpracujących podmiotów daje firmie możliwość szybkiego skalowania produkcji.

Droga Macro-System do bezzałogowych pojazdów lądowych zaczęła się od maszyn latających. Firma eksperymentowała z nimi już na początku lat 2000., gdy wojskowe drony były rozwiązaniem znacznie mniej oczywistym niż dziś. Powstały pierwsze konstrukcje, które zaprezentowano wojsku. Reakcja nie była jednak szczególnie zachęcająca.

– Wówczas słyszeliśmy, że to jest bardzo ciekawe, ale w wojsku kompletnie nieprzydatne – wspomina Mateusz Ciepliński, prezes Macro-System.

Kilka lat później okazało się, że rozwój technologii i potrzeby wojska poszły w nieoczekiwanym przez ekspertów kierunku. Drony latające zaczęły odgrywać coraz większą rolę w siłach zbrojnych, a firma postanowiła poszukać kolejnej niszy. Około 2012-2013 r. zajęła się bezzałogowymi pojazdami poruszającymi się po ziemi. Jak mówi Mateusz Ciepliński, wówczas „wszyscy latali, nikt nie jeździł”. Tym razem firma zdecydowała się konsekwentnie rozwijać projekt, niezależnie od tego, ile czasu rynek będzie potrzebował, by do niego dojrzeć.

Dziś drony lądowe są jednym z kierunków modernizacji współczesnych armii. Doświadczenia wojny w Ukrainie pokazały, że ich zastosowanie nie ogranicza się do zadań bojowych. Mogą dostarczać amunicję i zaopatrzenie, ewakuować rannych, prowadzić rozpoznanie czy wykonywać zadania w miejscach, do których wysłanie żołnierza wiązałoby się ze szczególnie wysokim ryzykiem. Macro-System właśnie wokół tej wielozadaniowości buduje swoją rodzinę pojazdów.

– Naszą filozofią jest produkowanie pojazdów, które są uniwersalne. Startujemy od tego, żeby zrobić bardzo dobry pojazd, bardzo dobry nośnik, a dalszy rozwój zależy od opinii i potrzeb użytkowników oraz dynamiki technologii – tłumaczy prezes Macro-System.

Naszą filozofią jest produkowanie pojazdów, które są uniwersalne. Startujemy od tego, żeby zrobić bardzo dobry pojazd, bardzo dobry nośnik, a dalszy rozwój zależy od opinii i potrzeb użytkowników oraz dynamiki technologii.

Takie podejście wyznacza kierunek prac firmy: zamiast projektować od podstaw osobnego robota do każdego zadania, Macro-System rozwija wspólną platformę, którą można wyposażać w moduły odpowiadające konkretnym potrzebom.

Mateusz Ciepliński, prezes MACRO-SYSTEM
Historia bezzałogowych pojazdów lądowych Macro-System zaczęła się od eksperymentów z dronami latającymi na początku lat 2000. Mateusz Ciepliński, prezes Macro-System. Fot. XYZ

Jeden pojazd, szereg ról

Podstawą większych systemów Macro-System jest UNL, czyli Uniwersalny Nośnik Lądowy. To sześciokołowy pojazd elektryczny o masie około 830 kg. Może przewozić 500 kg ładunku, a z dodatkową przyczepą – kolejne 500 kg. Według producenta jest również w stanie holować pojazdy o masie do około 6 ton. Maksymalna prędkość wynosi 30 km/h, a akumulator o pojemności 27 kWh ma pozwalać na maksymalnie 20 godzin pracy. Każde koło jest napędzane niezależnym silnikiem elektrycznym, dzięki czemu pojazd może m.in. obracać się niemal w miejscu.

Firma stawia jednak przede wszystkim na modułowość platformy. UNL może przewozić zaopatrzenie, sprzęt lub rannych, ale także zostać wyposażony w system obserwacyjny, środki łączności czy uzbrojenie. Podczas wojskowych testów firma najpierw sprawdzała konfigurację bojowo-rozpoznawczą, a następnie przystosowała pojazd do zadań transportowych.

– W pół godziny zmieniliśmy konfigurację z bojowo-rozpoznawczej na zaopatrzeniową. Pół godziny zajęło zdjęcie modułu uzbrojenia i założenie modułu cargo – mówi Mateusz Ciepliński.

Na tej samej platformie powstał GOBLIN – rozpoznawczo-bojowy wariant bezzałogowca. Może zostać wyposażony w zdalnie sterowany moduł uzbrojenia ZMU-05, opracowany przez Arex, spółkę należącą do WB Group. Według materiałów Macro-System moduł może być uzbrojony w karabiny maszynowe o kalibrze od 5,56 do 12,7 mm. System umożliwia prowadzenie obserwacji i ognia zarówno w dzień, jak i w nocy.

drony lądowe MACRO-SYSTEM
Bezzałogowa platforma lądowa GOBLIN podczas testów operacyjnych z wojskami lądowymi Królestwa Belgii. Fot. Angelo_graphy/ Getty Images

Do obsługi GOBLINA firma przewiduje dwóch żołnierzy. Jeden prowadzi pojazd i odpowiada za ustawienie go w odpowiednim miejscu, drugi obsługuje uzbrojenie. Takie rozwiązanie pozwala prowadzić ogień także podczas ruchu.

– Mieliśmy kiedyś bardzo wiele dyskusji na ten temat, dlaczego nie jedna osoba. Natomiast rzeczywistość weryfikuje, że to jest słuszna koncepcja – mówi Mateusz Ciepliński.

Jak dodaje, rozwiązanie sprawdzano podczas testów z udziałem wojska.

Warto wiedzieć

Drony lądowe jako rynek

Drony lądowe pozostają znacznie mniejszym rynkiem niż bezzałogowce latające, ale wojna w Ukrainie wyraźnie przyspieszyła ich rozwój i upowszechnienie. Szacunki wartości globalnego rynku znacząco różnią się w zależności od przyjętej metodologii. Raporty obejmujące wyłącznie wojskowe UGV [Unmanned Ground Vehicle – po polsku bezzałogowy pojazd lądowy – red.] wskazują obecnie na rynek wart około 2-3 mld dolarów rocznie i przewidują jego wielokrotny wzrost w kolejnej dekadzie. Szersze analizy, uwzględniające także zastosowania cywilne i policyjne, prognozują wzrost globalnego rynku z około 9 mld dolarów w 2025 r. do ponad 43 mld dolarów w 2034 r.

Najważniejszym poligonem doświadczalnym dla tej technologii stała się Ukraina. Według KSE Institute, Brave1 i Defence Builder wartość ukraińskiego rynku bezzałogowych pojazdów lądowych wzrosła z 43 mln dolarów w 2024 r. do 252 mln dolarów w 2025 r., czyli o 488 proc. Ponad 60 proc. rynku stanowią platformy logistyczne. Do połowy 2026 r. ukraińskie siły zbrojne wykonywały już kilkanaście tysięcy misji UGV miesięcznie, a na cały 2026 r. zakontraktowano ponad 22 tys. takich pojazdów.

Doświadczenia Ukrainy pokazują, że największą wartością dronów lądowych nie jest na razie zastępowanie żołnierzy w bezpośrednim szturmie. Najlepiej sprawdzają się w przejmowaniu najbardziej niebezpiecznych i powtarzalnych zadań. Dostarczają amunicję, żywność i wodę na pozycje, ewakuują rannych, transportują wyposażenie, prowadzą rozpoznanie, ustawiają lub usuwają miny oraz przenoszą systemy walki elektronicznej.

Ich znaczenie rośnie wraz z powstawaniem na froncie rozległych „stref śmierci”, obserwowanych przez drony powietrzne. W takim środowisku każda podróż samochodem lub transporterem w kierunku pierwszej linii grozi wykryciem i atakami dronami FPV [First Person View – dosłownie widok z pierwszej osoby. W kontekście wojny chodzi zwykle o drony, których operator steruje maszyną na podstawie obrazu transmitowanego z kamery na pokładzie – red.]. Niewielki, stosunkowo tani pojazd bezzałogowy może wykonać podobne zadanie bez narażania załogi.

Nie oznacza to jednak, że UGV stały się już odpowiednikiem „robotycznej piechoty”. Analizy doświadczeń wojennych wskazują na problemy z łącznością i zakłócaniem sygnału, poruszaniem się w błocie, okopach i zniszczonym terenie, ograniczonym zasięgiem oraz koniecznością stałego nadzoru operatora. Kolejnymi kierunkami rozwoju są więc przede wszystkim odporniejsza łączność, autonomiczna nawigacja bez GPS, skuteczniejsze rozpoznawanie przeszkód i stopniowe zwiększanie autonomii pojazdów.

KSE Institute, Brave1, Defence Builder, Ministerstwo Obrony Ukrainy, CSIS, FOI, Fortune Business Insights, Research and Markets.

Sprzęt ma testować przede wszystkim żołnierz

W Macro-Systemie powtarza się jedna zasada: pojazd bezzałogowy nie może być rozwijany wyłącznie przez konstruktorów siedzących przy biurkach.

– Ambicja i odpowiedzialność każą nam stale rozwijać nasze produkty. Dlatego jedyną skuteczną metodą doskonalenia jest przekazanie pojazdów użytkownikowi końcowemu i rozwijanie na podstawie jego doświadczeń – mówi prezes spółki.

Dlatego firma uczestniczy w ćwiczeniach, przekazuje kontrolery żołnierzom, obserwuje sposób wykorzystania sprzętu, a następnie zbiera uwagi i wprowadza poprawki.

Taki model rozwoju firma sprawdza również poza Polską. W kwietniu 2026 r. jej systemy zostały włączone do ćwiczeń belgijskich wojsk lądowych. Był to pierwszy pilotaż tego typu w belgijskiej armii z wykorzystaniem bezzałogowych pojazdów lądowych. Maszyny uczestniczyły w kilkunastu scenariuszach związanych m.in. z rozpoznaniem, logistyką i ewakuacją, a działania prowadzono przez całą dobę. GOBLIN z modułem ZMU-05 i wielkokalibrowym karabinem maszynowym 12,7 mm wykonywał również zadania nocne.

Pojazd pojawił się także podczas ćwiczenia „Dzielny Dzik 26” w północno-wschodniej Polsce, w którym uczestniczyli żołnierze polscy, litewscy i francuscy. W manewrach brało udział około 6,5 tys. żołnierzy i kilkaset pojazdów. GOBLIN wykonywał zadania związane z rozpoznaniem i ewakuacją rannych. Firma deklaruje, że jej systemy testowano również na poligonach w innych państwach Europy – od Francji po Estonię – wspólnie z wojskami lądowymi i jednostkami specjalnymi.

Macro-System prezentował ostatnio GOBLINA i GNOMA również w Belgii podczas Krajowych Dni Piechoty (Journées Nationales de l'Infanterie). Wydarzenie ma służyć integracji różnych jednostek piechoty i środowiska cywilnego, a jego częścią są prezentacje nowoczesnego wyposażenia i systemów bojowych oraz pokazy działań w terenie zurbanizowanym. Pokazy obserwowali przedstawiciele sił zbrojnych Belgii, Francji, Holandii i Niemiec. Macro-System był jednym z dwóch producentów bezzałogowych systemów lądowych uczestniczących w wydarzeniu.

Drony lądowe Macro-System
Ćwiczenia z belgijską piechotą we wrześniu 2026 r. Fot. armia belgijska

Mateusz Ciepliński podkreśla, że uwagi użytkowników szybko trafiają do kolejnych wersji systemu.

– W momencie, w którym oni dają nam feedback, że potrzebują tego działającego w inny sposób, potrzebują innej funkcjonalności, my natychmiast to wdrażamy – mówi prezes Macro-Systemu.

Jego zdaniem kilkanaście lat prac nad konstrukcjami oraz kolejne testy i ćwiczenia przekładają się na dojrzałość rozwijanych systemów.

Operator też ma swoje granice

Wielogodzinne sterowanie dronem nie staje się łatwe tylko dlatego, że operator znajduje się z dala od pojazdu. Firma zwraca uwagę na problem, który często ginie w dyskusji o autonomii i nowych technologiach: człowiek przez wiele godzin musi obserwować ekrany, analizować obraz z kamer i sytuację wokół pojazdu, a jednocześnie nim kierować lub obsługiwać uzbrojenie.

– Obciążenie sensoryczne operatora, czy to dronów latających, czy lądowych, jest naprawdę bardzo duże – mówi Mateusz Ciepliński.

Przywołuje testy, podczas których strzelania rozpoczęły się o godz. 8 rano, a zakończyły dopiero około godz. 1 w nocy. Tak długi czas działania wymaga nie tylko trwałego sprzętu, lecz także odpowiednio zaprojektowanego stanowiska pracy operatora.

Dlatego rozwój systemu obejmuje również ergonomię konsoli, sposób prezentowania informacji i sterowania. Nawet pozornie drobne zmiany mogą ograniczyć zmęczenie podczas wielogodzinnej pracy. Firma szkoli także użytkowników w konfiguracji łączności, ponieważ bez stabilnej komunikacji nawet najbardziej zaawansowany pojazd staje się na polu walki bezużyteczny.

Prezes nie ujawnia szczegółów stosowanych rozwiązań, wskazuje jednak na różne sposoby utrzymywania łączności z pojazdem.

– Od łączności wojskowej, poprzez światłowód, Starlink, aż po wykorzystanie nadajników sieci cywilnej – wylicza Mateusz Ciepliński.

Operatorzy mają być przygotowani do zmiany sposobu łączności w zależności od warunków oraz zagrożenia ze strony walki elektronicznej.

GNOM ma wjechać tam, gdzie trudno dolecieć

Drugim, znacznie mniejszym systemem firmy jest GNOM, określany przez Macro-System mianem „amunicji jeżdżącej”. To niewielki, czterokołowy pojazd o długości 557 mm i szerokości 397 mm. Z głowicą waży około 8 kg i może osiągać prędkość do 80 km/h. Według producenta zasięg sterowania radiowego wynosi 500 m, a pojazd może przewozić ładunek o masie do 2 kg.

drony lądowe MACRO-SYSTEM
Bezzałogowe platformy lądowe GNOM (z przodu) i GOBLIN podczas realizacji pilotażowych zadań rozpoznawczych na belgijskim poligonie. Fot. Angelo_graphy/ Getty Images

Idea GNOMA jest inna niż w przypadku amunicji krążącej w powietrzu. Pojazd ma wykorzystywać teren, przeszkody i zabudowania, by docierać do miejsc trudnych do zaatakowania z góry. Według materiałów producenta może poruszać się między drzewami, za przeszkodami terenowymi oraz w przestrzeni zurbanizowanej. Jednym z przewidywanych zastosowań jest także atakowanie pojazdów opancerzonych od spodu. Niewielkie rozmiary mają ułatwiać ukrycie systemu, a żołnierz może przenosić go na specjalnych pasach jak plecak.

GNOM nie musi jednak od razu pełnić funkcji środka rażenia. Kamery umożliwiają prowadzenie rozpoznania i obserwacji, a pojazd może oczekiwać na cel. Producent przewidział kilka rodzajów głowic, m.in. odłamkowo-burzącą i kumulacyjną, oraz wersję szkoleniową bez materiałów wybuchowych. System był wykorzystywany również podczas ćwiczeń w Belgii, gdzie realizował zadania rozpoznawcze i bojowe.

Od 2025 r. GNOM znajduje się na wyposażeniu Sił Zbrojnych RP. Rok później, razem z GOBLINEM, otrzymał przyznawaną przez Defence24 nagrodę „Orzeł Bezpieczeństwa” w kategorii „Rozwój produktu”. Macro-System podkreśla jednak, że nie traktuje obecnych konstrukcji jako zamkniętych projektów. Kolejne zastosowania mają pojawiać się wraz z doświadczeniami z ćwiczeń oraz obserwacją współczesnego pola walki.

Pomysły, które zaczęły inspirować konkurencję

Po kilkunastu latach pracy firma może wykorzystywać swoje platformy także do testowania kolejnych zastosowań. Mateusz Ciepliński jako przykład podaje wykorzystanie GOBLINA w roli wysuniętego przekaźnika łączności. Bezzałogowiec można wysłać daleko od stanowiska dowodzenia i połączyć z nim światłowodem. Jeśli zostanie wykryty i zniszczony, strata będzie nieporównywalnie mniejsza niż w przypadku utraty stanowiska dowodzenia wraz z personelem i wyposażeniem.

– W momencie, w którym mamy GOBLINA, przekonfigurujemy go jako transmiter łączności, odeślemy go na światłowód 10 kilometrów od stanowiska dowodzenia. Koszt utraty takiego pojazdu w porównaniu do kosztu utraty stanowiska dowodzenia to dwie różne wartości – tłumaczy prezes Macro-System.

Firma przyznaje jednocześnie, że nie wszystkie nowe koncepcje chce już prezentować publicznie. Przez lata publikowała nagrania z prób i kolejnych zastosowań swoich systemów, ale – jak twierdzi – zauważyła, że niektóre rozwiązania zaczynają pojawiać się także u innych producentów.

– W pewnym momencie przestaliśmy informować o kolejnych zastosowaniach naszych pojazdów, ponieważ zauważyliśmy, że stają się one silną inspiracją dla innych producentów. Chcemy, aby wieloletnie nakłady na badania i rozwój przełożyły się na naszą przewagę rynkową – mówi Mateusz Ciepliński.

Jednocześnie Macro-System rozwija współpracę z producentami komponentów i instytucjami badawczymi. W sierpniu podpisał porozumienie z Wojskową Akademią Techniczną. Wspólne prace mają obejmować robotykę wojskową, bezzałogowe platformy lądowe, systemy autonomiczne, rozpoznanie oraz integrację pojazdów z wyposażeniem misyjnym i systemami dowodzenia. Celem jest skrócenie drogi od badań i testów do wdrożeń dla wojska i służb.

Po ponad dekadzie sytuacja wygląda więc zupełnie inaczej niż na początku programu. Wtedy firma musiała tłumaczyć, po co wojsku mogą być potrzebne maszyny bez załogi. Dziś pytanie dotyczy raczej tego, które zadania warto przekazywać im w pierwszej kolejności.

– Czternaście lat temu obraliśmy kierunek, który dziś idealnie odpowiada na potrzeby sił zbrojnych. Rozwijaliśmy tę technologię, zanim zapotrzebowanie na nią stało się powszechne – mówi nasz rozmówca.

Drony lądowe przestają być egzotycznym uzupełnieniem bezzałogowców latających. Stają się kolejnym narzędziem pozwalającym ograniczać obecność żołnierzy w miejscach, w których ryzyko jest największe.

Duży potencjał dronów lądowych

Znaczenie lądowych systemów bezzałogowych dostrzega także Polska Grupa Zbrojeniowa. Jak wskazuje PGZ w komentarzu dla XYZ, doświadczenia wojny w Ukrainie pokazały, że takie platformy mogą przejmować część najbardziej niebezpiecznych zadań i ograniczać narażenie żołnierzy na bezpośrednie działanie przeciwnika.

Grupa widzi dla nich zastosowanie m.in. w rozpoznaniu, działaniach inżynieryjnych, ewakuacji rannych oraz zabezpieczeniu logistycznym wojsk znajdujących się blisko linii walk. Bezzałogowe pojazdy mogą być również uzbrojone i współpracować z platformami załogowymi. PGZ podkreśla przy tym, że nie mają zastępować wozów takich jak Borsuk czy Rosomak, lecz uzupełniać istniejące zdolności.

PGZ rozwija własne projekty w tym obszarze, m.in. system Sfora oraz realizowany wcześniej przez Zakłady Mechaniczne Tarnów projekt Perun. Deklarowanym celem grupy jest budowa w Polsce kompetencji obejmujących produkcję, integrację, rozwój i serwisowanie lądowych systemów bezzałogowych.

Obejrzyj rozmowę z Mateuszem Cieplińskim, prezesem Macro-System, w studiu XYZ podczas targów MSPO:

Główne wnioski

  1. Przewagą Macro-System mają być nie tylko rozwiązania technologiczne, ale także kilkunastoletnie doświadczenie w rozwijaniu bezzałogowych pojazdów lądowych. Firma zaczęła pracować nad nimi, gdy rynek dopiero się kształtował. Dziś dysponuje platformami testowanymi podczas ćwiczeń i we współpracy z użytkownikami wojskowymi w Polsce oraz w innych państwach NATO. Według spółki wieloletnie zbieranie informacji zwrotnych i szybkie wprowadzanie zmian przekładają się na dojrzałość systemów.
  2. Podstawowym założeniem jest uniwersalność platform zamiast budowania osobnego robota do każdego zadania. Uniwersalny Nośnik Lądowy (UNL) i bazujący na nim GOBLIN mogą zmieniać konfigurację zależnie od misji – od transportu zaopatrzenia i ewakuacji rannych po rozpoznanie, uzbrojenie czy zapewnianie łączności. Firma rozwija więc platformę, którą można dostosowywać do kolejnych zastosowań.
  3. Rozwój dronów lądowych coraz bardziej zależy od ich włączenia do całego systemu działania wojska. Liczą się nie tylko parametry pojazdu, ale także odporność i elastyczność łączności, ergonomia pracy operatorów, współpraca z systemami dowodzenia oraz możliwość integracji kolejnych sensorów i modułów. Kierunek rozwoju wyznaczają zarówno doświadczenia współczesnego pola walki, jak i praktyczne wnioski żołnierzy korzystających ze sprzętu podczas ćwiczeń.