Polska ominęła pułapkę średniego dochodu. A może ona wcale nie istnieje?
Jeszcze dziesięć lat temu wielu ekonomistów ostrzegało, że Polska może utknąć w gronie krajów na średnim poziomie rozwoju. Dziś widać, że ten scenariusz się nie spełnił. Czy to dowód, że pułapka średniego dochodu jest mitem, czy raczej że Polsce udało się jej uniknąć dzięki wyjątkowej kombinacji czynników?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy Polska rzeczywiście ominęła pułapkę średniego dochodu.
- Dlaczego część ekonomistów kwestionuje istnienie pułapki średniego dochodu.
- Jakie mechanizmy stoją za sukcesem gospodarczym Polski i czy możliwe jest dalsze doganianie najbogatszych państw Europy.
Przez 10 lat jednym z najważniejszych tematów w polskiej debacie ekonomicznej było ryzyko wpadnięcia Polski w tzw. pułapkę średniego rozwoju. Najprościej mówiąc, jest to zatrzymanie się rozwoju gospodarczego kraju przed statusem kraju wysoko rozwiniętego, czyli bogatego.
Głównym zwolennikiem tej koncepcji był ówczesny wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki. Opracowana przez niego i prezentowana z dużym rozmachem Strategia na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju miała być remedium właśnie na to, by Polska nie wpadła w pułapkę średniego rozwoju, a także inne „pułapki rozwojowe”.
W części poświęconej diagnozie sytuacji znalazł się m.in. fragment: „W ostatnich 25 latach Polska zmniejszała dystans do krajów rozwiniętych. Obecnie jednak obserwujemy wyczerpywanie się dotychczasowych dźwigni wzrostu i konkurencyjności. Bez zbudowania nowych Polska utknie w gronie krajów o średnim dochodzie, dlatego potrzebne są nowe lokomotywy rozwoju”.
Dekadę później wiemy już, że Polska stała się krajem wysoko rozwiniętym. Według danych Eurostatu dochód na osobę z uwzględnieniem różnic w cenach wyniósł 81 proc. średniej unijnej w 2025 r. Pod tym względem Polska wyprzedziła Portugalię, a w perspektywie najbliższych pięciu lat realne wydaje się dogonienie Hiszpanii oraz Włoch. Polska doszła też już do poziomu ok. 60 proc. PKB per capita w relacji do USA.
W tym miejscu warto zadać dwa pytania. Po pierwsze, czy pułapka średniego dochodu w ogóle istnieje? A jeśli tak, to dlaczego Polsce udało się ją ominąć?
Pułapka jest czy jej nie ma?
Koncepcja pułapki średniego dochodu (middle income trap) została po raz pierwszy opisana w raporcie Banku Światowego z 2007 r. Dotyczyła głównie państw Azji oraz Bliskiego Wschodu, które na dekady utknęły na podobnym poziomie rozwoju. Od tamtego czasu koncepcja pułapki średniego rozwoju stała się bardzo nośnym tematem w ekonomii rozwoju.
Sprzyjają jej dane. Jedynie 34 z 108 państw, które były klasyfikowane jako gospodarki o średnim dochodzie przez Bank Światowy w 1990 r., do 2024 r. zdołały przeskoczyć do grupy państw o wysokim dochodzie. W dużym stopniu dotyczy to jednak państw stosunkowo niewielkich – ich łączna populacja nie przekracza 250 mln. Pozostałe gospodarki po 35 latach nadal pozostają na średnim poziomie rozwoju.
Pewien sufit w rozwoju wielu gospodarek jest wyraźnie widoczny. Na wykresie powyżej pokazałem dochód na osobę, mierzony z uwzględnieniem różnic w cenach, dla czterech dużych gospodarek Ameryki Łacińskiej od 1950 do 2022 r. Jest on mierzony w relacji do dochodu Stanów Zjednoczonych, czyli najbogatszej dużej gospodarki na świecie.
Chile, uchodzące za największy sukces gospodarczy w Ameryce Południowej, od kilkunastu lat nie może przekroczyć poziomu 40 proc. dochodu na osobę USA. Meksyk od 50 lat oscyluje wokół 30 proc. Na podobnym poziomie ten „sufit” znajduje się w Brazylii. Jeszcze słabiej wygląda to w przypadku Peru, które po dwóch dekadach słabości w latach 90. oraz 2000. odbudowało swój dochód do poziomu nieco powyżej 20 proc. amerykańskiego. Od kilkunastu lat ta relacja stoi jednak w miejscu.
W grupie krajów, gdzie relatywny rozwój zatrzymał się wobec centrum światowej gospodarki, jest też Kolumbia, Kostaryka, Ekwador czy Urugwaj.
Podobne przykłady można znaleźć w innych częściach świata. W Azji takim przykładem jest Tajlandia, która od 10 lat nie może przekroczyć poziomu 30 proc. dochodu USA. Z kolei w Afryce takim przykładem jest RPA, gdzie w ostatnich latach rośnie dystans do rozwiniętego świata. W szerszym ujęciu tej gospodarce nie udało się uzyskać dochodu wyższego niż 30 proc. amerykańskiego.
A może to bardziej sufit?
Koncepcja pułapki średniego dochodu ma jednak wielu krytyków. Argumentują oni, że w istocie nie ma jednej pułapki charakterystycznej dla krajów średnio rozwiniętych. Są natomiast różne bariery rozwojowe, które sprawiają, że proces doganiania najwyżej rozwiniętych gospodarek zatrzymuje się. Może to nastąpić na różnym etapie rozwoju, jednakowo na niskim, średnim, a nawet dotyczyć krajów bogatych.
Krytyka koncentruje się też na tym, że nie ma jednoznacznej granicy, kiedy można mówić o kraju, że jest średnio rozwinięty. Są pewne klasyfikacje państw – takie tworzy m.in. Bank Światowy. Jednak definicje są nieco rozmyte.
Faktycznie z częścią zarzutów trudno się nie zgodzić. Na powyższych przykładach widać, że relatywny poziom rozwoju, po którym następuje „stop”, mocno się różni pomiędzy krajami. W niektórych jest to 20-25 proc., a w niektórych okolice 40 proc.
Pewien sufit pomiędzy grupą krajów bogatych a całą resztą naprawdę jednak istnieje. W 1970 r. było mniej więcej 25 państw, których dochód na osobę był równy przynajmniej połowie dochodu USA. Od tamtego czasu do tej grupy dołączyło kolejne ok. 25 państw. Kiedy jednak z tej grupy wyłączymy raje podatkowe, centra finansowe oraz gospodarki oparte na eksporcie surowców, to ich liczba spada do zaledwie 15, z czego 10 to gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej. W tej piętnastce jest jednak tylko kilka dużych państw, tzn. powyżej 10 mln obywateli – Tajwan, Korea Południowa, Hiszpania, Polska, Czechy, Turcja, Malezja oraz Rumunia.
Dwie drogi do przebicia sufitu
W czym te państwa są wyjątkowe? Myślę, że odpowiedzi należy szukać na styku czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Z historii gospodarczej tych państw wyłaniają się dwie ścieżki – azjatycka oraz europejska.
Pierwsza jest bliższa klasycznej ekonomii rozwoju, która zakłada, że kluczowym warunkiem jest wysoka akumulacja kapitału. Bardzo wysoka stopa oszczędności cechuje Koreę czy Tajwan. Te środki są inwestowane głównie w rozwój technologii w branżach eksportowych. W ten sposób kraj buduje swoją przewagę konkurencyjną i zajmuje wysoką pozycję w globalnych łańcuchach wartości, wchodząc tym samym do grona najbardziej rozwiniętych gospodarek.
Druga, europejska droga jest w pewnym sensie łatwiejsza. Polega ona bowiem głównie na przyciąganiu kapitału zagranicznego, a następnie rozwoju technologii dzięki włączeniu krajowych firm jako poddostawców w łańcuchach dostaw oraz przez imitację. Tym samym nie wymaga utrzymywania wysokiej stopy oszczędności kosztem bieżącej konsumpcji. Warunkiem, żeby ten kapitał lokował się w danym kraju, jest jednak dostęp do dużego rynku zbytu. Chodzi tu zarówno o kwestię bliskości geograficznej do bogatego rynku Europy Zachodniej, jak i brak barier, czyli obecność w UE. Albo przynajmniej w unii celnej, jak dzieje się w przypadku Turcji.
Polska droga
Polska nie jest zatem wyjątkowa, choć nasz awans gospodarczy jest być może najbardziej spektakularny spośród wszystkich krajów z Europy. Zaczynaliśmy z bardzo niskiego poziomu w 1990 r., a staliśmy się jednym z najbardziej rozwiniętych państw w regionie. W dodatku gospodarkę cechuje wysoka stabilność makroekonomiczna, w przeciwieństwie do Turcji (szalejąca inflacja) czy też Rumunii (bliźniaczy deficyt).
To nie Plan Morawickiego sprawił, że utrzymaliśmy tempo rozwoju. Były w nim jednak działania, które potem zostały zrealizowane i pomogły gospodarce. Tu należy wymienić zwłaszcza wzrost oparty na płacach, czyli politykę szybkiego podnoszenia płacy minimalnej, a w konsekwencji płac w całej gospodarce. To zwiększyło popyt wewnętrzny, ale też sprawiło, że wiele przedsiębiorstw dostało impuls do inwestycji w automatyzację i poprawę produktywności. Z drugiej strony, towarzyszył temu głęboki konflikt z UE, który do dzisiaj odbija się czkawką, choćby w obszarze budownictwa. Bilans nie jest jednoznaczny.
Na koniec pytanie, czy skoro tak dobrze nam idzie, to zdołamy dogonić unijną średnią pod względem dochodu? Przytoczę tutaj słowa Geoffa Gottlieba, szefa misji Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który w rozmowie z XYZ mówił: „Polska nie jest wystarczająco duża, aby dokonać konwergencji bez silniejszej Europy”. Innymi słowy, do dalszego rozwoju potrzebujemy jeszcze lepszego dostępu do europejskiego rynku.
Główne wnioski
- Polska osiągnęła status gospodarki wysoko rozwiniętej, mimo że jeszcze dekadę temu dominowały obawy przed wpadnięciem w pułapkę średniego dochodu. Dzisiejsze dane pokazują, że kraj wyprzedził już część państw Europy Zachodniej pod względem dochodu na mieszkańca i ma realne szanse na dalsze zmniejszanie dystansu.
- Sama koncepcja pułapki średniego dochodu pozostaje przedmiotem sporu wśród ekonomistów. Choć wiele państw Ameryki Łacińskiej, Azji czy Afryki utknęło na średnim poziomie rozwoju, krytycy wskazują, że nie istnieje jedna uniwersalna tzw. pułapka, lecz różne bariery rozwojowe zależne od specyfiki poszczególnych gospodarek.
- Sukces Polski wynika przede wszystkim z integracji z europejskim rynkiem, napływu kapitału zagranicznego oraz stabilności makroekonomicznej, a nie z realizacji jednej strategii rozwojowej. Część działań, takich jak wzrost płac i inwestycje w produktywność, wspierała rozwój, jednak dalsza konwergencja z najbogatszymi krajami Europy będzie zależała od siły całej gospodarki europejskiej i utrzymania bliskiej integracji z UE.