Polska w TOP5 państw stratnych na żywiołach. Klimat zmieni finanse publiczne
Potężna susza na Sycylii doprowadziła do wzmocnienia mafii. W Kapsztadzie susza wymusiła reformę systemu. W Afryce skutki susz i powodzi wielokrotnie prowadziły do przewrotów i wojen. Europa na razie woli „dopłacać do suszy” 11 mld euro rocznie. Działa za wolno.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Które miasto w Polsce ma tak dobry system wyłapywania deszczówki, że nazywane jest miastem-gąbką.
- Jak susza na Sycylii przyczyniła się do rozprzestrzenienia i umocnienia pozycji mafiozów.
- O tym, jak kilkuletnia susza doprowadziła do strategicznej reformy w Kapsztadzie.
W historii nowoczesnych pomiarów to 2022 r. został uznany za rok najgorszej jak dotąd suszy w Europie od co najmniej 500 lat. Według raportów Global Drought Observatory aż 63 proc. terytorium UE i Wielkiej Brytanii znajdowało się w stanie ostrzeżenia lub alarmu przed suszą. Straty spowodowane brakiem opadów i niskim stanem wód gruntowych były wówczas szacowane na około 50 mld euro. Średnio w latach 2021–2025 każdego roku susza kosztuje region UE 9–11 mld euro. A po suszy często przychodzą powodzie. W Europie są one bardziej odczuwalne, bo bywają śmiercionośne i powodują miliardowe straty widoczne gołym okiem, bez statystyk i analiz wpływu np. na inflację.
Jak susza wzmocniła mafię na Sycylii
To jednak susze, chociaż działają wolniej, mogą stać się zarzewiem wielkich zmian i ruchów społecznych. Znany ekonomista Daron Acemoğlu wraz z innymi ekonomistami w artykule „Weak states: Causes and consequences of the Sicilian Mafia” postawił tezę, że ekstremalna susza pod koniec dziewiętnastego wieku, w 1893 r., która spustoszyła sycylijską wieś, stała się kluczowym katalizatorem głębokich przemian społeczno-politycznych na wyspie i przyczyniła się do zwiększenia wpływów mafii.
Dramatyczne pogorszenie sytuacji chłopów i robotników rolnych wywołało wówczas gwałtowny rozwój organizacji chłopskich „Fasci Siciliani” – pierwszego masowego ruchu socjalistycznego we Włoszech. Ruch był protestem sycylijskich chłopów i robotników przeciwko wyzyskowi, wysokim podatkom i trudnym warunkom życia. Organizacja zgłaszała radykalne jak na panujące warunki żądania: wyższe płace, redystrybucję ziemi, lepsze warunki pracy i obniżenie podatków. Lokalni właściciele ziemscy, zarządcy majątków i politycy, czując zagrożenie, zwrócili się o ochronę przed chłopskim ruchem do mafii, która właśnie wtedy na dobre zapuściła korzenie na wyspie.
Susza minęła, skutki zostały
W długim okresie Sycylia mocno na tym straciła, wynika z badania grupy Acemoğlu, Feo i De Luca. Pozostała zacofana i biedna. Spadek alfabetyzacji w okresie po opisywanych wydarzeniach ekonomiści oceniają na ok. 10 proc. Zanotowano też znaczny wzrost śmiertelności niemowląt – o 5 punktów procentowych. Słabość państwa w regionie ujawniła się także w ograniczeniu dostępu do dóbr publicznych i spadku politycznego pluralizmu.
Mafia, wypełniając lukę po słabym państwie, utrwaliła zacofanie Sycylii na wiele dekad – blokując edukację, konkurencję polityczną i rozwój gospodarczy, konstatuje Acemoğlu w publikacji. Jego zdaniem to susza, poprzez reakcję łańcuchową, mogła ukształtować trajektorię rozwoju regionu na ponad sto lat.
Warto wiedzieć
Można i da się ograniczy zużycie wody – przykład Kapsztadu
Podczas suszy w Kapsztadzie w latach 2015–2018 zasoby wody (zależne głównie od opadów deszczu) spadły w zbiornikach do poziomu krytycznego. Władze miasta zareagowały gwałtownymi podwyżkami cen, ograniczeniami zużycia oraz kampaniami informacyjnymi. Mieszkańcy mieli świadomość problemu. Akcje władz zmniejszyły konsumpcję wody w gospodarstwach domowych o około 50 proc. i pozwoliły uniknąć kryzysu. Mieszkańcy zmieniali zachowania, oszczędzając wodę, a zamożniejsi masowo wiercili studnie wód gruntowych, zastępując wodę miejską prywatnymi źródłami. Jednym ze skutków ich inwencji było jednak osłabienie finansów przedsiębiorstwa wodociągowego (mniejsze przychody).
Po suszy wprowadzono reformę taryfową, dodając opłatę stałą zależną od wielkości przyłącza oraz zwiększając przydział darmowej wody dla ubogich, co podniosło łączne opłaty zaledwie o 4 proc. w porównaniu z okresem sprzed suszy. Generalnie system stał się bardziej odporny i sprawiedliwy.
Wpływ ekstremalnych zjawisk na finanse państwa
W 2021 roku Komisja Europejska przyjęła nową strategię w sprawie adaptacji do zmian klimatu. W Polsce, poza reakcją polityków na incydenty rzadko słyszy się i widzi w publicznym obiegu zainteresowanie kreowanie polityk i inwestycji, które żywiołom będą przeciwdziałać. A że są (i będą) niezbędne, chyba nikt nie wątpi?
Wyniki jednego z pierwszych badań wpływu ekstremalnych zjawisk pogodowych na finanse państw wyraźnie wskazują, że ekstremalne zjawiska pogodowe zmienią stan finansów publicznych wielu krajów w Unii Europejskiej. Analitycy z Dyrekcji Generalnej ds. Gospodarczych i Finansowych Komisji Europejskiej w 2022 r. ocenili, że rosnąca skala i częstotliwość żywiołów mogą doprowadzić do znacznego wzrostu obciążenia długiem publicznym w niektórych krajach. Pogłębi to w ich opinii istniejące problemy fiskalne. Skupiają się zwłaszcza na uchwyceniu wpływu ekstremalnych zjawisk pogodowych na dynamikę długu publicznego.
Najważniejszy wniosek ich obliczeń jest taki, że katastrofy klimatyczne stały się nowym, bardzo realnym, czynnikiem wpływającym na stan finansów państwa.
Polska w TOP5 stratnych na żywiołach
Dla nas z tego badania istotna jest następująca informacja: „W ciągu ostatnich 20 lat kraje Europy Środkowo-Wschodniej doświadczyły największego wzrostu liczby katastrof klimatycznych”.
Polskę uznano za jeden z 13 unijnych krajów najbardziej narażonych i podatnych na zmiany klimatu. Co więcej, znalazła się w TOP5 krajów narażonych na największe problemy fiskalne wynikające z rosnącej liczby żywiołów.
„Nasze wyniki wskazują na niezaniedbywalne skutki fiskalne w niektórych krajach, z efektami wzrostu zadłużenia sięgającymi nawet 5 punktów procentowych PKB (w porównaniu z wynikami bazowymi). Skutki te utrzymują się w czasie, pogłębiając istniejącą podatność na zadłużenie”, piszą analitycy Komisji Europejskiej w dokumencie dyskusyjnym KE „The Fiscal Impact of Extreme Weather and Climate Events: Evidence for EU Countries”.
Ekonomiści KE podkreślają, że im większe ocieplenie klimatu, tym gorzej na tym wyjdziemy. Przyznają też, że ich wyniki stanowią raczej dolną granicę szacunków – w rzeczywistości może być jeszcze gorzej.
„Głównie ze względu na zaniżanie danych o stratach ekonomicznych w globalnych bazach danych dotyczących katastrof oraz niepewność związaną z przyszłym rozwojem sytuacji. Nie uwzględniliśmy np. zagrożeń wynikających z nieliniowości i punktów krytycznych, potencjalnych negatywnych efektów sprzężenia zwrotnego w różnych sektorach i negatywnych skutków ubocznych w różnych krajach”, wyjaśniają w raporcie.
Miniwywiad
Nie korzystajmy z głębinowych źródeł wody
Czy w obliczu kolejnej suszy, przed którą stoimy i my w Polsce, i połowa Europy, można już powiedzieć, że Europa pustynnieje i zamienia się powoli w kraje afrykańskie?
Prof. Tomasz Kałuża: Bicie na alarm jest potrzebne, ale takie stwierdzenie jeszcze byłoby zbyt mocne. Problemy mają coraz większą skalę i kontekst klimatyczny. Ale do pełnego pustynnienia mamy jeszcze margines. Historie z różnych europejskich krajów z ostatnich lat pokazały jednak, że to już nie są tylko lokalne problemy. Czas zająć się tym problemem naprawdę mocno i nie okazjonalnie, gdy problem się pojawia w danym roku, tylko strategicznie.
W Polsce zasoby wodne w przeliczeniu na mieszkańca nie są rewelacyjne. To około 1/3 średniej europejskiej. Z tymi zasobami moglibyśmy wprawdzie dosyć bezpiecznie funkcjonować, gdyby nie to, że rozkład dostępu do tych zasobów staje się coraz bardziej problematyczny. Czyli w jednym miejscu gwałtowny nadmiar wody powoduje niszczycielską powódź, a zaraz potem region obok mierzy się z suszą.
Co należy robić? Jakie inwestycje wdrażać?
Odpowiedź jest dość banalna. Od lat taka sama. Kluczowa jest retencja – zatrzymywanie wody w gruncie. Gdy pada, nie można mówić: przecież pada, jaka susza?! Trzeba zacząć magazynować wodę, nie pozwalając jej spływać od razu do rzek i Bałtyku.
Trzeba nauczyć się zatrzymywać w gruncie tyle wody, ile się da. I jesteśmy w stanie racjonalnie to zrobić w każdej przestrzeni, także w miejskiej.
Czy takie projekty są już w Polsce powszechne?
Jesteśmy na początku drogi, ale proces się rozpoczął. Duże miasta zwykle mają już strategie adaptacji do zmian klimatu. Niemal zawsze uwzględniają komponent wodny. Wzorem jest Bydgoszcz – nazywana „miastem gąbką”. Ale w skali kraju mamy jeszcze duże braki zarówno w myśleniu planistycznym, jak i operacyjnym.
W krajach afrykańskich problem jest od lat ten sam. Najpierw fala upałów, potem fala deszczu, a potem fale powodziowe. Czy nam w Europie też grozi w przewidywalnej perspektywie taki właśnie schemat? Dotąd podchodziliśmy do powodzi i susz jak do jednorazowych zdarzeń. Czy należy zmienić optykę?
Tak, myślę, że powoli wchodzimy w schemat susz i powodzi. Klasycznym przykładem była powódź w Wielkopolsce kilkanaście lat temu, po której zaledwie kilka tygodni później pojawiła się susza. I ten schemat już się później w Polsce powtarzał, bo zmieniła się struktura opadów. Coraz więcej jest gwałtownych opadów, których ziemia nie jest wstanie przyjąć. Woda szybko spływając powoduje ogromne zniszczenia. A zaraz potem – deficyt wody.
Pod koniec ubiegłego tygodnia prezydent Nawrocki ogłosił, że chce referendum w sprawie Zielonego Ładu. Czy zatem zmiana klimatu, z której skutkami m.in. walczy Zielony Ład jest kompletnie bez związku z suszą? Zła melioracja jest bardziej winna niż ocieplanie się klimatu?
Melioracja ma u nas złą prasę, ale to dość schematyczne podejście. Kiedyś melioracja była po prostu niezbędna do odwodnienia terenów rolnych. Faktem jest natomiast, że chociaż przewidziano wówczas także możliwość wprowadzania wody do systemu (systemy rowów itp.), to zaniedbywano ten aspekt. Dziś bezwzględnie musimy wrócić do dwukierunkowych systemów – nie tylko odprowadzanie, ale też wprowadzanie wody. To system naczyń połączonych. Na wielu obszarach, które dotąd były podmokłe, jak np. Biebrza, samo naturalne zatrzymywanie wody już nie wystarcza – potrzebne są też działania techniczne. Ratowanie przyrody to jedno. Ale to są także nasze naturalne rezerwuary wody i we własnym interesie musimy o nie zadbać.
Jak my, zwykli ludzie, możemy wspomóc te procesy albo łagodzić chwilowe problemy? Mówi się już głośno o tym, żeby nie marnować wody na podlewanie trawników, mycie aut itp. A czy na przykład ograniczenie spożycia wody z kranu i przerzucenie się na wodę butelkowaną, która zwykle pochodzi ze źródeł głębinowych ulżyłoby systemowi w czasie suszy?
Nie, odradzam jeszcze bardziej powszechne wydobycie wody ze źródeł głębinowych. Wody głębinowe to nasza poduszka bezpieczeństwa na czas jeszcze głębszych kryzysów. Odnawiają się ekstremalnie wolno, w dziesięcioleciach, a czasem w setkach lat. Nie wolno ich marnować na codzienne picie czy podlewanie upraw, gdy wciąż możemy korzystać z odnawialnych wód powierzchniowych. To byłoby ogromne marnotrawstwo.
PKB mniej straci przy zielonych inwestycjach
Konieczne jest zatem uwzględnienie ryzyk klimatycznych w ramach fiskalnych. Jest to istotne dla zapewnienia stabilności finansów publicznych. I ważne dla budowania odporności makroekonomicznej na rosnące skutki zmian klimatycznych. Żeby tu jednak dostrzec zyski i straty, trzeba umieć spojrzeć długookresowo.
Ekonomista KE Nicola Gagliardi ocenia je w perspektywie roku 2050. Wstępny wniosek jest oczywisty: najpierw koszty (przez inwestycje w zieloną gospodarkę), później zyski. Przekonuje jednak, że się opłaci.
„W ujęciu zbiorczym UE, do 2050 r. potrzeby inwestycyjne pogarszają saldo pierwotne o mniej niż 0,1 proc. PKB. Straty ekonomiczne, których udało się uniknąć, przekraczają 0,4 proc. PKB, co przekłada się na zysk fiskalny netto w wysokości około 0,3–0,4 proc. PKB. Zysk fiskalny netto nadal będzie widoczny do 2050 r.”, pisze Nicola Gagliardi w publikacji "Europe’s public finances in a warming world".
Na razie częściej działania są podejmowane na poziomie samorządów lokalnych, ale eksperci podkreślają, że większość projektów jest na bardzo wstępnym etapie realizacji.
Warto wiedzieć
Jedyne polskie „miasto gąbka"
Bydgoszcz jest uznawana za polskiego pioniera koncepcji „miasta gąbki”. Miasto opracowało długofalową strategię pod hasłem „Bydgoska Retencja +2050”. Dąży do wchłaniania deszczówki, magazynowania jej i ponownego wykorzystania. Polega to na naśladowaniu naturalnego obiegu wody w tkance miejskiej.
Inwestycje Bydgoszczy w retencję trwają już kilka lat. Do 2027 r. miasto wyda na ten cel łącznie ponad 500 mln zł. Najważniejsze projekty to:
- budowa sieci zbiorników retencyjnych (jest ich już 38 i trwa budowa kolejnych 35),
- modernizacja kanalizacji – przebudowano ponad 100 węzłów i odcinków sieci kanalizacji deszczowej,
- budowa deszczowych ogrodów, zielonych ścian, łąk kwietnych,
- budowa instalacji do uzdatniania i dezynfekcji wody deszczowej.
Kluczowym elementem jest inteligentne zarządzanie zasobami wody, także z odzysku. Bydgoszcz chce to robić z wykorzystaniem AI. Miasto jest w trakcie wdrażania zaawansowanych systemów opartych na sztucznej inteligencji. Niektóre z nich są już na etapie operacyjnym lub końcowego testowania.
Główne wnioski
- Historyczne skutki suszy – przykład Sycylii. Potężna susza z 1893 r. wywołała kryzys rolniczy, który doprowadził do powstania ruchu chłopskiego Fasci Siciliani. W odpowiedzi właściciele ziemscy zwrócili się do mafii o ochronę, co utrwaliło jej wpływy na lata. Efektem było długotrwałe zacofanie regionu: spadek alfabetyzacji o 10 proc., wzrost śmiertelności niemowląt i osłabienie państwa.
- Obecna skala problemu suszy w Europie. W 2022 r. wystąpiła najgorsza susza we współczesnej historii Europy (63 proc. terytorium UE objęto stanem ostrzeżenia lub alarmu). Roczne straty w UE sięgają 9–11 mld euro. Susze i powodzie zwiększają dług publiczny – Polska znalazła się w TOP5 krajów UE najbardziej narażonych na skutki zjawisk klimatycznych. Eksperci KE szacują wzrost zadłużenia nawet o 5 pkt proc. PKB.
- Rozwiązania i adaptacja. Kapsztad w czasie suszy pokazał, że odpowiednie podejście może przynieść duży sukces w reformie systemu zużycia wody. W Polsce kluczowa jest retencja. Na razie tylko jedno „miasto gąbka”, Bydgoszcz, realizuje plan wyłapywania i wykorzystania deszczówki na dużą skalę. Miasto wyda na ten cel 500 mln zł do 2027 r. Prof. Kałuża z Uniwersytetu Przyrodniczego podkreśla, że nie należy eksploatować wód głębinowych i trzeba budować dwukierunkowe systemy melioracji. Inwestycje w adaptację do zmian klimatu przyniosą, zdaniem analityków KE, fiskalny zysk netto na poziomie ok. 0,3–0,4 proc. PKB do 2050 r.
