Współpraca z partnerem

Polski biznes na szerokich wodach

Jeszcze niedawno to zagraniczne firmy przejmowały polskie przedsiębiorstwa. Dziś coraz częściej role się odwracają. Polskie spółki zdobywają klientów na nowych rynkach, przejmują tamtejsze przedsiębiorstwa i budują globalną pozycję w swoich branżach.

Sławomir Woźniak, prezes Grupy Seco/Warwick
Nasza Grupa produkuje nie tylko w Polsce, gdzie ma swój największy oddział, ale także w Indiach, Chinach i Stanach Zjednoczonych. Innowacje zaowocowały dziesiątkami patentów, licznymi nagrodami branżowymi i pięcioma tysiącami wdrożeń w ponad 70 krajach świata – mówi Sławomir Woźniak, prezes Grupy Seco/Warwick. Fot. Materiały prasowe Seco/Warwick.

Ten artykuł jest częścią GQ The Business Issue powered by XYZ.

Przeczytaj inne teksty
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Kilkanaście lat temu Jacek Strzelczyk i Stanisława Porzycka-Strzelczyk wykładali na Wydziale Geologii Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

– Równocześnie pracowaliśmy nad doktoratami związanymi z analizą satelitarnych danych radarowych. Badaliśmy osiadania terenu, szczególnie na obszarach górniczych i pogórniczych – wspomina Jacek Strzelczyk.

Młodzi małżonkowie nie mieli wtedy pojęcia, że założona przez nich na uczelni spółka SATIM i rozwijana przez nią technologia znajdą się w przyszłości w centrum zainteresowania armii państw NATO i że będą realizowali wielomilionowe kontrakty za granicą. Opracowane przez nich rozwiązania mogą dziś bowiem wykrywać statki, samoloty, pojazdy wojskowe czy nietypową aktywność na morzu i lądzie. Po wybuchu wojny w Ukrainie okazało się to niezwykle przydatne. Niszowa, jak się wcześniej wydawało, polska spółka miała już wtedy za sobą lata doświadczeń, sprawdzone rozwiązania i algorytmy potrafiące automatycznie analizować ogromne ilości danych. Niedawno głośno było o podpisanym przez SATIM prestiżowym kontrakcie, dzięki któremu technologia polskiej firmy trafi do Bundeswehry. Jednak zanim to się stało, spółka musiała przejść serię te stów i demonstracji, konkurując z innymi z całego świata.

– Na rynku nie brakowało firm deklarujących podobne możliwości, co nasze. Jednak, gdy przychodziło do weryfikacji, nie przyjeżdżały one nawet na prezentację. My nie tylko przyjechaliśmy, ale pokazaliśmy się z najlepszej strony, a rezultaty naszych testów były bardzo udane. Kontrakt podpisaliśmy w grudniu i obecnie realizujemy go – mówi Jacek Strzelczyk.

Informacja o kontrakcie błyskawicznie rozeszła się w branży, a polski startup jest postrzegany jako globalny lider w analizie radarowych danych satelitarnych. Ta historia to przykład jednej z wielu rodzimych spółek, które wchodzą na nowe rynki, zdobywają klientów za granicą, otwierają tam swoje przedstawicielstwa, a także przejmują zagraniczne firmy.

Szczęście w nieszczęściu

Skąd taka zmiana? Zdaniem ekspertów wiele polskich przedsiębiorstw osiągnęło już poziom dojrzałości organizacyjnej, operacyjnej i finansowej, który pozwala im skutecznie konkurować na rynkach międzynarodowych. Posiadają kompetencje i doświadczenie, jakich nigdy wcześniej nie miały, ale nie oznacza to jeszcze, że Polska z dnia na dzień dołączy do grona największych eksporterów kapitału. Potwierdzają to badania Polskiego Funduszu Rozwoju. Z raportu „Globalne horyzonty polskich inwestycji. Atrakcyjne okazje inwestycyjne w warunkach niepewności” wynika, że niemal połowa polskich przedsiębiorców rozważa nowe inwestycje zagraniczne. To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej. Największym zainteresowaniem cieszą się rynki europejskie i Stany Zjednoczone, a ostatnio także Skandynawia. Polscy inwestorzy z coraz większą odwagą myślą m.in. o Azji Południowo-Wschodniej i Afryce. Niektórzy – także dzięki wsparciu instytucji publicznych – coraz śmielej spoglądają na Półwysep Arabski, który jeszcze kilka lat temu wydawał się dla polskich firm niemal nieosiągalny ze względu na wysokie koszty wejścia, skomplikowane prawo i różnice kulturowe.

Wiele polskich przedsiębiorstw osiągnęło już poziom dojrzałości organizacyjnej, operacyjnej i finansowej, który pozwala im skutecznie konkurować na rynkach międzynarodowych.

Trzeba przyznać, że Polska miała w ostatnich latach coś, co się określa szczęściem w nieszczęściu. Globalne plagi, jak pandemia czy wojny, zmieniły układ światowych łańcuchów dostaw opartych w dużej mierze na produkcji w Azji. Paradoksalnie polskim firmom te kryzysy pod pewnymi względami pomogły. W odpowiedzi na nie, wiele europejskich przedsiębiorstw zaczęło bowiem poszukiwać dostawców bliżej swoich rynków, stawiając na tzw. nearshoring. Polska na tej zmianie korzysta. Dzięki położeniu, kompetencjom i konkurencyjnym cenom staje się naturalnym partnerem dla zachodnioeuropejskiego biznesu. Szczególnie aktywne są przedsiębiorstwa z branży transportowej, meblarskiej, kosmetycznej, odzieżowej i spożywczej.

Ekspansja zagraniczna przestaje być już domeną największych korporacji. Coraz częściej na nowe rynki wychodzą średnie firmy produkcyjne i marki premium, które wykorzystują dobrą reputację polskich produktów, technologii i usług.

Przejąć czy budować od zera

Nasz biznes coraz częściej przejmuje też za graniczne firmy. Rok 2025 okazał się pod tym względem rekordowy – wartość akwizycji, dla których dostępne są publiczne dane, przekroczyła magiczny próg miliarda dolarów. Najwięcej było ich w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Czechach i Rumunii. Dlaczego polskie firmy decydują się na takie zakupy? Zdaniem prof. Dominika Kopińskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego, starszego doradcy w Zespole Gospodarki Światowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego, przejęcie działającego już przedsiębiorstwa pozwala szybciej wejść na nowy rynek. Zamiast budować wszystko od zera, można od razu zyskać klientów, sieć sprzedaży, doświadczonych pracowników i lokalne kontakty biznesowe.

Akwizycje pozwalają skrócić proces uczenia się ORAZ ograniczyć ryzyko i koszty ekspansji w porównaniu z projektami typu greenfield, czyli inwestycjami realizowanymi od podstaw.

– Akwizycje pozwalają skrócić proces uczenia się oraz ograniczyć ryzyko i koszty ekspansji w porównaniu z projektami typu greenfield, czyli inwestycjami realizowanymi od podstaw – tłumaczy specjalista.

Jednak również w kategorii biznesów zaczynających od zera Polacy radzą sobie bardzo dobrze. Ogłoszone w ubiegłym roku projekty tego typu mają łączną wartość 5,5 mld dolarów. Jeśli zostaną zrealizowane – będzie to najwyższy wynik w historii.

Z Polski do Azji i Ameryki

Każdy, kto pamięta początki polskiej transformacji, doskonale wie, że kiedyś to zagraniczny kapitał wykupywał polskie przedsiębiorstwa. Dziś jest na odwrót. Trudno o lepszą ilustrację tej zmiany niż historia firmy Seco/Warwick. Jej centrum znajduje się dziś w Świebodzinie, choć jeszcze kilka dekad temu wszystko wskazywało na to, że najważniejsze decyzje będą zapadać po drugiej stronie Atlantyku. Polskie początki przedsiębiorstwa sięgają przełomu lat 80. i 90., gdy czterech inżynierów opuściło państwową Eltermę i założyło niewielką spółkę Trans-VAC, produkującą elementy do pieców próżniowych. W tym samym czasie amerykańska firma Seco/Warwick szukała dróg ekspansji na Europę i kupiła udziały w polskiej spółce. Przez kolejne lata firma rosła, zdobywała klientów i rozwijała technologie. W 2005 roku polska część organizacji przejęła jednak większościowy pakiet udziałów amerykańskiej spółki. Tym samym sytuacja się odwróciła: to nie Polacy byli zarządzani z USA, lecz amerykańskie przedsiębiorstwo znalazło się pod kontrolą grupy ze Świebodzina. Ekspansja na tym się jednak nie zatrzymała. Dziś Polacy mają sieć spółek działających w Polsce, Niemczech, USA, Chinach i Indiach. Efekty są imponujące. Piece przemysłowe i technologie opracowywane m.in. przez polskich inżynierów trafiają do klientów na całym świecie. Wśród nich są najbardziej znane marki branży lotniczej, energetycznej, motoryzacyjnej i kosmicznej. Ostatnio firma inwestuje także w technologie produkcji proszków metali wykorzystywanych w druku 3D.

Każdy, kto pamięta początki polskiej transformacji, doskonale wie, że kiedyś to zagraniczny kapitał wykupywał polskie przedsiębiorstwa. Dziś jest na odwrót.

Prezes Sławomir Woźniak jeszcze jako dziecko odwiedzał pracującego w świebodzińskich zakładach ojca. Później przyszedł do Seco/Warwick jako elektryk na praktyki zawodowe. Dziś z gabinetu znaj dującego się 200 metrów od miejsca, gdzie odbywał staż, zarządza globalną grupą działającą w pięciu krajach na trzech kontynentach.

– Grupa Seco/Warwick produkuje nie tylko w Polsce, gdzie ma swój największy oddział, ale także w Indiach, Chinach i Stanach Zjednoczonych. Innowacje zaowocowały dziesiątkami patentów, licznymi nagroda mi branżowymi i pięcioma tysiącami wdrożeń w ponad 70 krajach świata – opowiada Sławomir Woźniak.

On sam w 2010 roku niemal od zera tworzył oddział firmy w Chinach. Po trzech latach z podobnym zadaniem wyjechał do Indii.

– Łatwo nie było, zwłaszcza na początku. Zaskoczyło mnie ogromne tempo, w jakim rozwija się tamtejszy biznes. Ale to doświadczenie wiele mnie nauczyło – przede wszystkim tego, by na siłę nie przenosić własnej kultury organizacyjnej na obcy grunt. Dużo lepszym rozwiązaniem jest poznanie miejscowej, wykorzystanie jej zalet i próby zniwelowania tego, co nam w niej przeszkadza – wspomina Sławomir Woźniak.

Pytany, czy jego historia to „american dream”, odpowiada krótko:

– To określenie bardziej pasuje do historii całej naszej Grupy niż do mnie – mówi Sławomir Woźniak

Marzeniom trzeba pomóc

Choć wspomniane hasło „american dream” brzmi atrakcyjnie, wiadomo, że marzeniom trzeba pomóc. Ekspansja zagraniczna wymaga nie tylko ambicji, ale też solidnych fundamentów, uporządkowania procesów, stabilnych finansów i sprawdzonego modelu biznesowego. Nic dziwnego, że – jak pokazuje raport Polskiego Funduszu Rozwoju – największą gotowość do ekspansji zagranicznej wykazują przedsiębiorstwa, które mają już za sobą pierwsze doświadczenia poza Polską. Najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. Gdy firma zdobędzie nowych klientów, pozna specyfikę zagranicznych rynków i nauczy się radzić sobie z ryzykiem, kolejne inwestycje przychodzą już łatwiej. Nie ma też wątpliwości, że w ostatnich latach zmienia się sposób myślenia polskich menedżerów. Nie mają już kompleksów, nie czują się „młodszymi braćmi” Francuzów, Niemców czy Amerykanów. Coraz częściej traktują zagraniczną ekspansję nie jako ryzykowną przygodę, lecz naturalny etap rozwoju dobrze prosperującego biznesu.

Potwierdza to Lech Gałkowski, wiceprezes Zarządu Erste Bank Polska, który przyznaje, że nastąpił wyraźny wzrost ambicji polskich przedsiębiorców i większy apetyt na internacjonalizację.

Coraz więcej firm postrzega rynek krajowy jako punkt wyjścia do budowy regionalnych i międzynarodowych platform biznesowych. Internacjonalizacja przestała być domeną największych korporacji.

Lech Gałkowski wiceprezes Zarządu Erste Bank Polska

– Coraz więcej firm postrzega rynek krajowy jako punkt wyjścia do budowy regionalnych i międzynarodowych platform biznesowych. Internacjonalizacja przestała być domeną największych korporacji. Jest dziś naturalnym kierunkiem rozwoju również dla średnich i dużych firm rodzinnych. Taką ścieżkę rozwoju coraz częściej wybierają też przedsiębiorstwa wspierane przez fundusze private equity, które realizują strategie wzrostu typu buy & build, oparte na kolejnych akwizycjach, także poza granicami kraju – tłumaczy Lech Gałkowski.

Zauważa, że wraz z tymi trendami zmieniają się oczekiwania przedsiębiorców wobec partnerów finansowych.

– Finansowanie pozostaje podstawą transakcji, jednak coraz większe znaczenie mają kompetencje doradcze banków, ekspercka wiedza, znajomość lokalnych rynków i uwarunkowań regulacyjnych oraz doświadczenie w realizacji projektów transgranicznych i obecność w wielu krajach. Przedsiębiorcy oczekują dziś od banków wsparcia na każdym etapie ekspansji – od identyfikacji szans inwestycyjnych, przez przeprowadzenie transakcji, po rozwój działalności w nowym miejscu – wyjaśnia Lech Gałkowski.

Ambitnie gonić czołówkę

Historie firm takich jak SATIM i Seco/Warwick pokazują, jak bardzo zmieniła się pozycja polskich firm w światowej gospodarce. Ich szefowie, pytani o plany na przyszłość, nie kryją, że w sprawie ekspansji zagranicznej nie powiedzieli ostatnie go słowa. Niedawno pieniądze z Polski popłynęły do Retech w Buffalo w stanie Nowy Jork, spółki zależnej od Seco/Warwick. Jak mówi prezes Woźniak, umocni to pozycję Grupy na globalnym rynku metalurgii próżniowej i rozszerzy portfolio klientów o kolejne amerykańskie firmy. Jacek Strzelczyk z SATIM zapowiada, że jego firma koncentruje się na dalszej ekspansji międzynarodowej i umacnianiu obecności w strategicznych regionach świata i państwach NATO.

– Technologie rozwijane przez spółkę znajdują za stosowanie zarówno w sektorze wywiadu, nadzoru i rozpoznania, jak i na wielu rynkach komercyjnych – tłumaczy Lech Gałkowski.

Choć skala polskich inwestycji zagranicznych wciąż jest mniejsza niż w przypadku największych gospodarek Europy, ambitnie gonimy czołówkę, nadrabiając dystans do liderów.

Choć skala polskich inwestycji zagranicznych wciąż jest mniejsza niż w przypadku największych gospodarek Europy, ambitnie gonimy czołówkę, nadrabiając dystans do liderów. Dla naszego biznesu ekspansja zagraniczna nie jest już wyłącznie sposobem na zwiększenie sprzedaży, lecz także narzędziem budowania odporności na geopolityczne, surowcowe i logistyczne zawirowania. W coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie obecność na wielu rynkach staje się bowiem nie tylko szansą na wzrost, ale również elementem długofalowego bezpieczeństwa biznesu.

Artykuł powstał na zlecenie Erste Bank Polska.