Kategoria artykułu: Kultura

Polski modernizm z Mediolanu, czyli szacunek dla resztek

Wystawa Fundacji Visteria proponuje szerokie rozumienie modernizmu: nie jako katalogu geometrycznych form i pozbawionych ornamentu przedmiotów, lecz sposobu myślenia. To opowieść o spotkaniu sztuki, przemysłu, rzemiosła i społecznej odpowiedzialności. A także o tym, że nowoczesność po polsku niemal zawsze musiała nauczyć się sztuki kompromisu.

Wystawa nie próbuje ustalić jednej, obowiązującej definicji polskiego modernizmu. Racjonalny funkcjonalizm spotyka się tutaj z fantazją, surowość z ornamentem. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Gdzie można zobaczyć ekspozycję pokazaną podczas tegorocznego Milan Design Week.
  2. Jakie relacje łączą projekty Katarzyny Kobro, Bohdana Lacherta, Teresy Kruszewskiej czy Romana Modzelewskiego.
  3. Kogo ze współczesnych designerów zobaczymy na warszawskiej wystawie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Podtytuł wystawy „Walka o piękno” został zaczerpnięty z tekstu Ireny Krzywickiej opublikowanego w 1948 roku. Pisarka zwracała w nim uwagę, że polski „przemysł artystyczny”, choć wykonywany z ubogich surowców, czyli lnu, konopi, wiórów, patyków, a nawet rozmaitych odpadów, dzięki talentowi i pomysłowości zasługuje na miejsce w europejskiej, a nawet światowej czołówce. Dzisiaj jej słowa mogłyby zabrzmieć jak pochwała recyklingu, odpowiedzialnej produkcji i projektowej zaradności. Wówczas mówiły jednak przede wszystkim o kraju, który po wojennej katastrofie próbował zbudować nowoczesność niemal od podstaw. Niedostatek materiałów był codziennością.

„Polski modernizm. Walka o piękno” został po raz pierwszy pokazany podczas Milan Design Week 2026. Prezentacja polskiego wzornictwa w jednej ze światowych stolic designu była próbą wyprowadzenia tej historii poza lokalny kontekst. Polskie projekty nie miały tam występować w roli kuzynów zachodniego modernizmu ani świadectw zaradności zza dawnej żelaznej kurtyny. Miały pokazać własną metodę dochodzenia do nowoczesności.

Warszawska odsłona nie jest jednak prostym przeniesieniem mediolańskiej ekspozycji. Wystawa wróciła do Polski, ale nie wróciła taka sama. Została przebudowana z myślą o wnętrzach przedwojennej Willi Gawrońskich przy Alejach Ujazdowskich.

Zyskała też dzieła, które nie były prezentowane we Włoszech, czyli między innymi prace Erny Rosenstein, Marii Jaremy i Jerzego Nowosielskiego, pochodzących z kolekcji tworzonej dla planowanego w tym miejscu prywatnego muzeum sztuki i designu. Dzięki temu opowieść o wzornictwie zostaje mocniej osadzona w historii polskiej sztuki XX wieku.

Wystawa w willi

W tym kontekście już sama Willa Gawrońskich staje się częścią wystawy. Neobarokowy budynek, architektura daleka od modernistycznego umiłowania prostoty, zostaje skonfrontowany z opowieścią o funkcji, konstrukcji i projektowaniu przyszłości.

Wystawa nie próbuje ustalić jednej, obowiązującej definicji polskiego modernizmu. Racjonalny funkcjonalizm spotyka się tutaj z fantazją, surowość z ornamentem.

Dobrze widać to w zestawieniu funkcjonalistycznego leżaka Bohdana Lacherta z postmodernistycznym krzesłem Aleksandra Kuczmy. Lachert, jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiej architektury awangardowej, traktował projektowanie jako część większego programu modernizacji życia. U Kuczmy pojawia się już natomiast dystans wobec modernistycznej dyscypliny, większa swoboda, gra z formą i ascetyczną stylistyką.

Osobne miejsce zajmuje Katarzyna Kobro. Jej rzeźba, umieszczona przy wejściu od początku uruchamia myślenie o przestrzeni. Towarzyszący jej Władysław Strzemiński przypomina z kolei, że awangarda chciała projektować nie tylko dzieła, ale cały system widzenia, postrzegania i funkcjonowania człowieka w otaczającym świecie.

Projekty Marii Chomentowskiej oraz Teresy Kruszewskiej pokazują, jak program nowoczesności przekładał się na rzeczy codzienne. Obie projektantki poszukiwały form odpowiadających współczesnemu sposobowi życia, możliwościom produkcyjnym oraz właściwościom materiału takiego, jak drewno czy sklejka.

Julia Keilowa przypomina z kolei o nurcie, w którym geometryczna dyscyplina spotykała się z dekoracyjnością i elegancją, zaklętymi w postaci dzbanka, patery lub cukiernicy.

Roman Modzelewski reprezentuje powojenną fascynację nowymi technologiami, materiałami i organiczną linią. Jego projekty mebli stały się symbolami modernizmu, który z jednej strony patrzył w przyszłość, z drugiej zaś nie zawsze znajdował przemysł gotowy do realizacji swoich pomysłów. W jego twórczości powraca jeden z najbardziej polskich paradoksów: awangardowa forma bywała gotowa wcześniej niż przemysł, który miał ją wyprodukować na większą skalę.

Na ekspozycji pojawiają się także twórcy, dzięki którym polski modernizm nabiera koloru, faktury i świetlistości. Chodzi o takich projektantów jak Zbigniew Horbowy oraz Jan Sylwester Drost. Pokazują możliwości szkła. Ceny wazonów ich projektu w ostatnich latach na aukcjach podskoczyły kilkakrotnie.

Modernizm po modernizmie

Historycznym projektom towarzyszą realizacje współczesnych artystów, projektantek i studiów, między innymi Mai Ganszyniec, Tomka Rygalika, Marka Cecuły, Alicji Patanowskiej, Moniki Patuszyńskiej, Marii Jeglińskiej-Adamczewskiej, Agnieszki Bar, Aleksandry Kujawskiej, Krystiana Kowalskiego, Małgorzaty Markiewicz, Pawła Jasiewicza oraz Rest Studio. Ich obecność chroni wystawę przed zamianą w sentymentalny album z ikonami polskiego wzornictwa. Modernizm nie zostaje tu zamknięty w przeszłości.

Ale dzisiaj problemem nie jest już wyłącznie niedobór. Równie dotkliwy okazuje się nadmiar. Pierwsi moderniści wierzyli w przemysł, masową produkcję i technologię jako narzędzia poprawy warunków życia. My coraz częściej widzimy również cenę tej wiary: nadprodukcję, wyczerpywanie zasobów, kryzys klimatyczny oraz zalew przedmiotów projektowanych nie po to, by służyły długo, lecz by możliwie szybko ustąpiły miejsca następnym.

Dlatego doświadczenie projektantów tworzących z materiałów zastępczych, resztek i tego, co było dostępne, zyskuje nowe znaczenie. Nie należy romantyzować niedoboru, ale warto ponownie przyjrzeć się zaradności, szacunkowi dla materiału i zdolności do ograniczania środków. To, co kiedyś wynikało z konieczności, dzisiaj może stać się świadomym wyborem.

Wystawa „Polski modernizm. Walka o piękno” potrwa do 11 października 2026 r., możną ja oglądać w Willi Gawrońskich, Al. Ujazdowskie 23 w Warszawie

Główne wnioski

  1. Wystawa pokazuje polski modernizm jako wielogłosowy projekt społeczny, w którym funkcjonalizm spotykał się z rzemiosłem, ornamentem oraz eksperymentem materiałowym.
  2. Warszawska prezentacja rozwija mediolańską odsłonę o dialog z architekturą Willi Gawrońskich oraz dzieła Erny Rosenstein, Marii Jaremy i Jerzego Nowosielskiego.
  3. Historyczne doświadczenie tworzenia z niedoboru staje się dziś punktem wyjścia do rozmowy o nadprodukcji, ekologicznej odpowiedzialności i przedmiotach, które powinny być nie tylko piękne, ale również potrzebne i trwałe.