„Polski Pentagon” – potrzebna inwestycja czy kosztowna gigantomania?
Polskie instytucje centralne – w szczególności wojskowe – są dziś rozproszone po całej Warszawie. Ma to swoje historyczne i funkcjonalne uzasadnienie. Innego zdania jest jednak Stowarzyszenie OdNowa, które postuluje stworzenie jednego, dużego centrum dowodzenia, określanego roboczo mianem „polskiego Pentagonu”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym w założeniu ma być „polski Pentagon” i jakie instytucje miałyby się w nim znaleźć.
- Jakie zagrożenia niesie koncentracja infrastruktury wojskowej w jednym punkcie.
- Jak pomysł uzasadniają jego autorzy i dlaczego budzi on wątpliwości wśród ekspertów.
Stowarzyszenie OdNowa założone przez byłych posłów Porozumienia ma nowy pomysł na zarządzanie armią w sytuacjach kryzysowych. „Polski Pentagon" miałby być odpowiednikiem swojego amerykańskiego „starszego brata". Centrum kierowania siłami zbrojnymi, zebranym w jednym miejscu. Inaczej, niż dziś, gdzie ośrodki decyzyjne są rozproszone po Warszawie. Jak tłumaczył Marcin Ociepa, przewodniczący OdNowy, nowy kompleks miałby pełnić rolę ośrodka zarządzania armią w sytuacjach kryzysowych. W jego skład miałyby wejść m.in.:
- Ministerstwo Obrony Narodowej,
- Sztab Generalny Wojska Polskiego,
- centrum obrazowania satelitarnego,
- ośrodek dowodzenia systemami wykrywania zagrożeń CBRN,
- schron i szpital podziemny,
- infrastruktura transportowa i energetyczna.
To jednak nie wszystko. W koncepcji pojawia się również schron dla ludności cywilnej Warszawy oraz podziemny szpital polowy (sic!). Całość miałaby być zintegrowana z siecią transportową, w tym kolejową.
Gdzie MON, a gdzie schron?
To właśnie ten element budzi największe kontrowersje. Umieszczenie schronu i szpitala w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu o znaczeniu militarnym jest co najmniej problematyczne. Z punktu widzenia międzynarodowego prawa humanitarnego obiekty cywilne – takie jak szpitale czy schrony – powinny pozostawać poza infrastrukturą wojskową.
W przeciwnym razie tracą status chroniony i mogą stać się legalnym celem ataku. To dokładnie ten mechanizm, za który społeczność międzynarodowa oskarża dziś Rosję w kontekście działań wojennych w Ukrainie. Tym bardziej zaskakuje fakt, że podobne rozwiązanie proponuje były wiceszef MON.
Marcin Ociepa: To III etap rozwoju sił zbrojnych
Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Jak tłumaczy Marcin Ociepa w rozmowie z XYZ, koncepcja „polskiego Pentagonu” ma być elementem trzeciego etapu rozwoju polskich sił zbrojnych.
Pierwszym etapem miało być zwiększenie liczebności armii, drugim – jej modernizacja techniczna. Trzecim ma być stworzenie nowoczesnego centrum dowodzenia, zdolnego do zarządzania coraz większym potencjałem militarnym.
Zdaniem Ociepy obecna infrastruktura MON i Sztabu Generalnego jest rozproszona, przestarzała i kosztowna w utrzymaniu. Centralizacja miałaby przynieść oszczędności oraz zwiększyć efektywność zarządzania.
– Druga kwestia to stworzenie stanowiska dowodzenia państwem na czas wojny. Z zapleczem w postaci schronu atomowego, centrum obrazowania satelitarnego, systemów CBRNE, podziemnego szpitala polowego i zaplecza dla ludności cywilnej. Wszystko to uzupełnione o infrastrukturę transportową, systemy antydostępowe i niezależne źródła energii – przekonuje polityk.
Problem w tym, że właśnie ta koncentracja funkcji – zamiast zwiększać bezpieczeństwo – może je paradoksalnie obniżać. I to jest jeden z głównych argumentów krytyków koncepcji „polskiego Pentagonu”.
Gen. Gromadziński: Na czas wojny należy decentralizować
Czy budowa jednego, dużego kompleksu dowodzenia ma sens z wojskowego punktu widzenia? O to zapytaliśmy byłego dowódcę Eurokorpusu, gen. dyw. Jarosława Gromadzińskiego.
Generał przyznaje, że z perspektywy czysto ekonomicznej taki projekt mógłby mieć uzasadnienie. W rozmowie przypomniał, że podobne koncepcje pojawiały się już na początku XXI w. Sprzedaż części nieruchomości, w których dziś mieszczą się rozproszone instytucje wojskowe, mogłaby przynieść znaczne środki finansowe.
– Pod względem organizacyjnym można sobie wyobrazić integrację instytucji podległych MON i Sztabowi Generalnemu, które dziś są rozsiane po całej Warszawie – zaznacza generał.
Jednocześnie wyraźnie zastrzega, że taka centralizacja miałaby sens wyłącznie w czasie pokoju lub podwyższonego napięcia, ale nie w warunkach wojny.
– Na czas wojny struktury należy decentralizować i rozpraszać. Inna sprawa, czy państwo stać dziś na taką inwestycję i czy rzeczywiście powinna ona być jednym z priorytetów – podkreśla gen. Gromadziński.
CBRN pod jednym dachem? To wymagałoby zmian w prawie
Wątpliwości budzi również wskazywana przez Marcina Ociepę rola „polskiego Pentagonu” jako centrum koordynującego systemy wykrywania zagrożeń CBRN. W Polsce zadania te należą obecnie do Państwowej Straży Pożarnej i są silnie zdecentralizowane – każda komenda wojewódzka dysponuje własnymi zdolnościami w tym zakresie.
Aby przenieść te kompetencje do jednego ośrodka, konieczne byłyby zmiany w kilku ustawach, m.in. o zarządzaniu kryzysowym oraz o obronie cywilnej. Oznaczałoby to faktyczne wyjęcie części kompetencji spod nadzoru MSWiA i przekazanie ich do struktur wojskowych.
To jednak rodzi kolejne problemy – zarówno organizacyjne, jak i operacyjne.
Problem ewakuacji i koncentracji ludzi
Istnieje też kwestia bezpieczeństwa samego obiektu. Ewakuacja kompleksu, w którym jednocześnie pracowałoby kilka tysięcy osób, byłaby w warunkach realnego zagrożenia niezwykle trudna.
– W przypadku ataku rakietowego nie ma czasu na ewakuację. Pocisk Iskander wystrzelony z obwodu królewieckiego może dolecieć do Warszawy w trzy–pięć minut. W takiej sytuacji nie da się bezpiecznie wyprowadzić ludzi z obiektu tej skali – zauważa doświadczony oficer Straży Pożarnej.
Dodaje też, że koncentracja kluczowych instytucji w jednym miejscu oznacza stworzenie celu o najwyższym priorytecie militarnym.
– W czasach PRL szkoły wojskowe były rozproszone po całym kraju właśnie po to, by nie dało się ich zniszczyć jednym uderzeniem. To nie był przypadek. To była logika wojny – przypomina nasz rozmówca.
W tym kontekście koncepcja „polskiego Pentagonu” budzi zasadnicze pytanie: czy centralizacja rzeczywiście zwiększa bezpieczeństwo państwa, czy raczej tworzy jeden, wyjątkowo wrażliwy punkt krytyczny.
„Zbudujmy najbezpieczniejsze miejsce w Polsce”
Taki kompleks – jeśli rzeczywiście miałby pełnić rolę centralnego ośrodka dowodzenia – musiałby zostać objęty wyjątkowo rozbudowanym systemem obrony przeciwlotniczej. Warszawa już dziś znajduje się pod parasolem OPL, jednak w przypadku koncentracji kluczowych instytucji państwowych jego znaczenie i obciążenie wzrosłyby wielokrotnie.
Nie można przy tym zapominać, że stolica zawsze stanowi cel strategiczny. Przy tak dużym zagęszczeniu obiektów o krytycznym znaczeniu systemy obronne musiałyby działać niemal bezbłędnie. A to nigdy nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Nawet najlepiej zaprojektowana tarcza może zostać przełamana.
W rozmowie z XYZ Marcin Ociepa przekonuje jednak, że odpowiedzią na te zagrożenia powinna być zmiana sposobu myślenia.
– Naszym problemem w dyskursie strategicznym jest logika defensywy. Powinniśmy się z niej wyrwać. Tym bardziej że takie rozwiązania funkcjonują już na świecie – zarówno w USA, gdzie mamy Pentagon, jak i w Europie. Francuzi posiadają kompleks pełniący zbliżone funkcje, Egipt buduje nową dzielnicę rządową z centrami dowodzenia, podobne rozwiązania istnieją także w Niemczech – argumentuje polityk.
W jego ocenie Polska powinna postawić na stworzenie „najbezpieczniejszego miejsca w kraju”, wyposażonego w pełne spektrum zabezpieczeń – od systemów obrony powietrznej, przez niezależne źródła energii, po zaplecze umożliwiające funkcjonowanie państwa w warunkach kryzysu.
W Warszawie jest już wiele obiektów o znaczeniu wojskowym
Warto zwrócić uwagę, że na zaprezentowanej wizualizacji zaznaczono jedynie część kluczowych obiektów wojskowych. Widać na niej m.in. siedziby Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a także Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej – co, jak wyjaśnialiśmy wcześniej, również budzi wątpliwości.
Nie uwzględniono natomiast wielu innych lokalizacji, które z punktu widzenia militarnego również miałyby znaczenie. Brakuje chociażby Dowództwa Garnizonu Warszawa, Agencji Uzbrojenia, brygady pancernej z Wesołej czy Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni z Legionowa. Na tej liście znalazłyby się także Wojewódzki Sztab Wojskowy oraz koszary jednostki GROM w Rembertowie.
Z przedstawionej grafiki wynika, że hipotetyczny „polski Pentagon” miałby powstać w rejonie lotniska Chopina na warszawskim Okęciu. To właśnie tę lokalizację wskazuje Marcin Ociepa.
– To miejsce dostatecznie oddalone od ścisłego centrum miasta, a jednocześnie zapewniające dostęp do infrastruktury lotniczej. Oczywiste jest dla mnie, że powinny się tam znaleźć siedziby MON i Sztabu Generalnego. Natomiast już niekoniecznie oba obecne dowództwa – Dowództwo Generalne i Dowództwo Operacyjne. Struktury dowodzenia operacyjnego powinny być oddzielone od części zarządczej i politycznej – podkreśla poseł.
Koszty i zasadność projektu
Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą jednak skali inwestycji. Sam Marcin Ociepa przyznaje, że jego propozycja ma przede wszystkim rozpocząć dyskusję, a nie stanowić gotowy plan do realizacji. Jednocześnie zaznacza, że w MON projekt spotyka się z pewną przychylnością.
– W mojej ocenie mógłby to być kolejny duży projekt infrastrukturalny, porównywalny z gazoportem. Wszystko zależy od klasy politycznej i tego, jak podejdziemy do tej kwestii. Skoro słyszę od najwyższych rangą wojskowych, że taka potrzeba istnieje, to jako polityk staram się ją artykułować – mówił Marcin Ociepa.
Problem polega jednak na tym, że Polska już dziś przeznacza ogromne środki na obronność. Budowa centralnego kompleksu dowodzenia pochłonęłaby kolejne miliardy złotych. Co więcej – jak zauważa w rozmowie z XYZ doświadczony oficer wojsk przeciwlotniczych – tego typu obiekt i tak nie powinien pełnić funkcji głównego stanowiska dowodzenia w czasie wojny.
Zdaniem eksperta
Michał Piekarski: Pomysł efektowny, ale nieprzemyślany
Nie można w jednym miejscu lokować wojskowych centrów dowodzenia oraz obiektów przeznaczonych do ochrony ludności, takich jak szpitale czy schrony. Nie wolno wykorzystywać infrastruktury medycznej jako osłony dla instalacji wojskowych – to wprost narusza prawo międzynarodowe. Gdyby taki obiekt powstał i stał się celem ataku, nie można byłoby mówić o zbrodni wojennej, ponieważ to właśnie takie działania są zakazane.
Nie potrzebujemy takiego kompleksu. Siedziby Sztabu Generalnego przy Rakowieckiej czy MON przy Niepodległości to dziś budynki administracyjne, wyposażone w kancelarie tajne i zaplecze biurowe. W czasie wojny następuje rozśrodkowanie stanowisk dowodzenia – one nie funkcjonują w jednym miejscu, a już na pewno nie w stolicy.
Amerykanie doskonale to rozumieją: w razie konfliktu w pierwszej kolejności ewakuuje się centrum władzy. Prezydent może pozostać w stolicy w fazie kryzysu, ale musi mieć przygotowane zapasowe stanowisko kierowania i drogi ewakuacji. To samo dotyczy premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz całego rządu. Również parlament powinien mieć alternatywne miejsce pracy.
Tymczasem proponowany obiekt byłby niezwykle kosztowny, wymagałby gigantycznych nakładów finansowych i długotrwałych inwestycji. Z punktu widzenia obronności znacznie bardziej racjonalne byłoby przeznaczanie środków na infrastrukturę wojskową, koszary, poligony czy realne elementy obrony cywilnej. W obecnych warunkach taki projekt nie zwiększa bezpieczeństwa państwa.
W mojej ocenie jest to klasyczny przykład gigantomanii. Tego typu przedsięwzięcia powstają zwykle z powodów wizerunkowych, nie operacyjnych. Nie widzę sensu budowy takiego obiektu. Nowa siedziba MON? Być może – zwłaszcza w innej lokalizacji, dalej od rosyjskiej ambasady. Przeniesienie części instytucji, poprawa zabezpieczeń, modernizacja infrastruktury – to wszystko ma sens. Ale koncepcja jednego, wielkiego „polskiego Pentagonu” nie jest rozwiązaniem racjonalnym ani bezpiecznym.
Główne wnioski
- Budowa „polskiego Pentagonu”, choć intrygująca koncepcyjnie, może okazać się przedsięwzięciem skrajnie kosztownym, a w zaproponowanym kształcie – po prostu niewykonalnym. Łączenie infrastruktury stricte wojskowej z obiektami obrony cywilnej stanowi realne zagrożenie dla tych drugich, co dobitnie pokazują doświadczenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.
- Wątpliwości w tej sprawie zgłasza były dowódca Eurokorpusu, gen. Jarosław Gromadziński. – Na czas wojny należy decentralizować i rozpraszać instytucje. Inna kwestia, czy nas na to stać i czy w obecnych realiach powinien to być najwyższy priorytet – mówi w rozmowie z XYZ.
- Dodatkowym problemem jest czas reakcji. Pocisk balistyczny Iskander-M wystrzelony z obwodu królewieckiego potrzebowałby na dotarcie do Warszawy zaledwie od trzech do pięciu minut. Nawet przy założeniu istnienia rozbudowanego i skutecznego systemu obrony przeciwlotniczej ewakuacja dużego, wielofunkcyjnego kompleksu zajęłaby znacznie więcej czasu. W praktyce oznacza to, że taki obiekt – zamiast zwiększać bezpieczeństwo – mógłby stać się jednym z najbardziej wrażliwych punktów państwa.