Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo

„Polski Pentagon” – potrzebna inwestycja czy kosztowna gigantomania?

Polskie instytucje centralne – w szczególności wojskowe – są dziś rozproszone po całej Warszawie. Ma to swoje historyczne i funkcjonalne uzasadnienie. Innego zdania jest jednak Stowarzyszenie OdNowa, które postuluje stworzenie jednego, dużego centrum dowodzenia, określanego roboczo mianem „polskiego Pentagonu”.

Projekt "polskiego Pentagonu"
Zgodnie z przedstawioną koncepcją miałaby to być swoista „kwatera główna państwa”. Na wizualizacjach zaprezentowanych przez stowarzyszenie widać m.in. napis „Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych”, choć sam Marcin Ociepa – były wiceminister obrony i przewodniczący OdNowy – zaprzeczał, by projekt wprost zakładał przeniesienie tych struktur w jedno miejsce. Fot. X/OdNowa

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym w założeniu ma być „polski Pentagon” i jakie instytucje miałyby się w nim znaleźć.
  2. Jakie zagrożenia niesie koncentracja infrastruktury wojskowej w jednym punkcie.
  3. Jak pomysł uzasadniają jego autorzy i dlaczego budzi on wątpliwości wśród ekspertów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Stowarzyszenie OdNowa założone przez byłych posłów Porozumienia ma nowy pomysł na zarządzanie armią w sytuacjach kryzysowych. „Polski Pentagon" miałby być odpowiednikiem swojego amerykańskiego „starszego brata". Centrum kierowania siłami zbrojnymi, zebranym w jednym miejscu. Inaczej, niż dziś, gdzie ośrodki decyzyjne są rozproszone po Warszawie. Jak tłumaczył Marcin Ociepa, przewodniczący OdNowy, nowy kompleks miałby pełnić rolę ośrodka zarządzania armią w sytuacjach kryzysowych. W jego skład miałyby wejść m.in.:

  • Ministerstwo Obrony Narodowej,
  • Sztab Generalny Wojska Polskiego,
  • centrum obrazowania satelitarnego,
  • ośrodek dowodzenia systemami wykrywania zagrożeń CBRN,
  • schron i szpital podziemny,
  • infrastruktura transportowa i energetyczna.

To jednak nie wszystko. W koncepcji pojawia się również schron dla ludności cywilnej Warszawy oraz podziemny szpital polowy (sic!). Całość miałaby być zintegrowana z siecią transportową, w tym kolejową.

Gdzie MON, a gdzie schron?

To właśnie ten element budzi największe kontrowersje. Umieszczenie schronu i szpitala w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu o znaczeniu militarnym jest co najmniej problematyczne. Z punktu widzenia międzynarodowego prawa humanitarnego obiekty cywilne – takie jak szpitale czy schrony – powinny pozostawać poza infrastrukturą wojskową.

W przeciwnym razie tracą status chroniony i mogą stać się legalnym celem ataku. To dokładnie ten mechanizm, za który społeczność międzynarodowa oskarża dziś Rosję w kontekście działań wojennych w Ukrainie. Tym bardziej zaskakuje fakt, że podobne rozwiązanie proponuje były wiceszef MON.

Marcin Ociepa: To III etap rozwoju sił zbrojnych

Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Jak tłumaczy Marcin Ociepa w rozmowie z XYZ, koncepcja „polskiego Pentagonu” ma być elementem trzeciego etapu rozwoju polskich sił zbrojnych.

Pierwszym etapem miało być zwiększenie liczebności armii, drugim – jej modernizacja techniczna. Trzecim ma być stworzenie nowoczesnego centrum dowodzenia, zdolnego do zarządzania coraz większym potencjałem militarnym.

Zdaniem Ociepy obecna infrastruktura MON i Sztabu Generalnego jest rozproszona, przestarzała i kosztowna w utrzymaniu. Centralizacja miałaby przynieść oszczędności oraz zwiększyć efektywność zarządzania.

– Druga kwestia to stworzenie stanowiska dowodzenia państwem na czas wojny. Z zapleczem w postaci schronu atomowego, centrum obrazowania satelitarnego, systemów CBRNE, podziemnego szpitala polowego i zaplecza dla ludności cywilnej. Wszystko to uzupełnione o infrastrukturę transportową, systemy antydostępowe i niezależne źródła energii – przekonuje polityk.

Problem w tym, że właśnie ta koncentracja funkcji – zamiast zwiększać bezpieczeństwo – może je paradoksalnie obniżać. I to jest jeden z głównych argumentów krytyków koncepcji „polskiego Pentagonu”.

Gen. Gromadziński: Na czas wojny należy decentralizować

Czy budowa jednego, dużego kompleksu dowodzenia ma sens z wojskowego punktu widzenia? O to zapytaliśmy byłego dowódcę Eurokorpusu, gen. dyw. Jarosława Gromadzińskiego.

Generał przyznaje, że z perspektywy czysto ekonomicznej taki projekt mógłby mieć uzasadnienie. W rozmowie przypomniał, że podobne koncepcje pojawiały się już na początku XXI w. Sprzedaż części nieruchomości, w których dziś mieszczą się rozproszone instytucje wojskowe, mogłaby przynieść znaczne środki finansowe.

– Pod względem organizacyjnym można sobie wyobrazić integrację instytucji podległych MON i Sztabowi Generalnemu, które dziś są rozsiane po całej Warszawie – zaznacza generał.

Jednocześnie wyraźnie zastrzega, że taka centralizacja miałaby sens wyłącznie w czasie pokoju lub podwyższonego napięcia, ale nie w warunkach wojny.

– Na czas wojny struktury należy decentralizować i rozpraszać. Inna sprawa, czy państwo stać dziś na taką inwestycję i czy rzeczywiście powinna ona być jednym z priorytetów – podkreśla gen. Gromadziński.

CBRN pod jednym dachem? To wymagałoby zmian w prawie

Wątpliwości budzi również wskazywana przez Marcina Ociepę rola „polskiego Pentagonu” jako centrum koordynującego systemy wykrywania zagrożeń CBRN. W Polsce zadania te należą obecnie do Państwowej Straży Pożarnej i są silnie zdecentralizowane – każda komenda wojewódzka dysponuje własnymi zdolnościami w tym zakresie.

Aby przenieść te kompetencje do jednego ośrodka, konieczne byłyby zmiany w kilku ustawach, m.in. o zarządzaniu kryzysowym oraz o obronie cywilnej. Oznaczałoby to faktyczne wyjęcie części kompetencji spod nadzoru MSWiA i przekazanie ich do struktur wojskowych.

To jednak rodzi kolejne problemy – zarówno organizacyjne, jak i operacyjne.

Problem ewakuacji i koncentracji ludzi

Istnieje też kwestia bezpieczeństwa samego obiektu. Ewakuacja kompleksu, w którym jednocześnie pracowałoby kilka tysięcy osób, byłaby w warunkach realnego zagrożenia niezwykle trudna.

– W przypadku ataku rakietowego nie ma czasu na ewakuację. Pocisk Iskander wystrzelony z obwodu królewieckiego może dolecieć do Warszawy w trzy–pięć minut. W takiej sytuacji nie da się bezpiecznie wyprowadzić ludzi z obiektu tej skali – zauważa doświadczony oficer Straży Pożarnej.

Dodaje też, że koncentracja kluczowych instytucji w jednym miejscu oznacza stworzenie celu o najwyższym priorytecie militarnym.

– W czasach PRL szkoły wojskowe były rozproszone po całym kraju właśnie po to, by nie dało się ich zniszczyć jednym uderzeniem. To nie był przypadek. To była logika wojny – przypomina nasz rozmówca.

W tym kontekście koncepcja „polskiego Pentagonu” budzi zasadnicze pytanie: czy centralizacja rzeczywiście zwiększa bezpieczeństwo państwa, czy raczej tworzy jeden, wyjątkowo wrażliwy punkt krytyczny.

„Zbudujmy najbezpieczniejsze miejsce w Polsce”

Taki kompleks – jeśli rzeczywiście miałby pełnić rolę centralnego ośrodka dowodzenia – musiałby zostać objęty wyjątkowo rozbudowanym systemem obrony przeciwlotniczej. Warszawa już dziś znajduje się pod parasolem OPL, jednak w przypadku koncentracji kluczowych instytucji państwowych jego znaczenie i obciążenie wzrosłyby wielokrotnie.

Nie można przy tym zapominać, że stolica zawsze stanowi cel strategiczny. Przy tak dużym zagęszczeniu obiektów o krytycznym znaczeniu systemy obronne musiałyby działać niemal bezbłędnie. A to nigdy nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Nawet najlepiej zaprojektowana tarcza może zostać przełamana.

W rozmowie z XYZ Marcin Ociepa przekonuje jednak, że odpowiedzią na te zagrożenia powinna być zmiana sposobu myślenia.

– Naszym problemem w dyskursie strategicznym jest logika defensywy. Powinniśmy się z niej wyrwać. Tym bardziej że takie rozwiązania funkcjonują już na świecie – zarówno w USA, gdzie mamy Pentagon, jak i w Europie. Francuzi posiadają kompleks pełniący zbliżone funkcje, Egipt buduje nową dzielnicę rządową z centrami dowodzenia, podobne rozwiązania istnieją także w Niemczech – argumentuje polityk.

W jego ocenie Polska powinna postawić na stworzenie „najbezpieczniejszego miejsca w kraju”, wyposażonego w pełne spektrum zabezpieczeń – od systemów obrony powietrznej, przez niezależne źródła energii, po zaplecze umożliwiające funkcjonowanie państwa w warunkach kryzysu.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W Warszawie jest już wiele obiektów o znaczeniu wojskowym

Warto zwrócić uwagę, że na zaprezentowanej wizualizacji zaznaczono jedynie część kluczowych obiektów wojskowych. Widać na niej m.in. siedziby Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a także Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej – co, jak wyjaśnialiśmy wcześniej, również budzi wątpliwości.

Nie uwzględniono natomiast wielu innych lokalizacji, które z punktu widzenia militarnego również miałyby znaczenie. Brakuje chociażby Dowództwa Garnizonu Warszawa, Agencji Uzbrojenia, brygady pancernej z Wesołej czy Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni z Legionowa. Na tej liście znalazłyby się także Wojewódzki Sztab Wojskowy oraz koszary jednostki GROM w Rembertowie.

Z przedstawionej grafiki wynika, że hipotetyczny „polski Pentagon” miałby powstać w rejonie lotniska Chopina na warszawskim Okęciu. To właśnie tę lokalizację wskazuje Marcin Ociepa.

– To miejsce dostatecznie oddalone od ścisłego centrum miasta, a jednocześnie zapewniające dostęp do infrastruktury lotniczej. Oczywiste jest dla mnie, że powinny się tam znaleźć siedziby MON i Sztabu Generalnego. Natomiast już niekoniecznie oba obecne dowództwa – Dowództwo Generalne i Dowództwo Operacyjne. Struktury dowodzenia operacyjnego powinny być oddzielone od części zarządczej i politycznej – podkreśla poseł.

Koszty i zasadność projektu

Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą jednak skali inwestycji. Sam Marcin Ociepa przyznaje, że jego propozycja ma przede wszystkim rozpocząć dyskusję, a nie stanowić gotowy plan do realizacji. Jednocześnie zaznacza, że w MON projekt spotyka się z pewną przychylnością.

– W mojej ocenie mógłby to być kolejny duży projekt infrastrukturalny, porównywalny z gazoportem. Wszystko zależy od klasy politycznej i tego, jak podejdziemy do tej kwestii. Skoro słyszę od najwyższych rangą wojskowych, że taka potrzeba istnieje, to jako polityk staram się ją artykułować – mówił Marcin Ociepa.

Problem polega jednak na tym, że Polska już dziś przeznacza ogromne środki na obronność. Budowa centralnego kompleksu dowodzenia pochłonęłaby kolejne miliardy złotych. Co więcej – jak zauważa w rozmowie z XYZ doświadczony oficer wojsk przeciwlotniczych – tego typu obiekt i tak nie powinien pełnić funkcji głównego stanowiska dowodzenia w czasie wojny.

Zdaniem eksperta

Michał Piekarski: Pomysł efektowny, ale nieprzemyślany

Pomysł jest efektowny, ale głęboko nieprzemyślany i nieefektywny. Już sama nazwa „polski Pentagon” budzi wątpliwości – to próba kopiowania rozwiązań państwa, którym nie jesteśmy i którym nigdy nie będziemy. Umieszczanie w jednym obiekcie Ministerstwa Obrony Narodowej, Sztabu Generalnego, szpitala polowego, węzła komunikacyjnego oraz centrum CBRN to konstrukcja wewnętrznie sprzeczna.
 
Nie można w jednym miejscu lokować wojskowych centrów dowodzenia oraz obiektów przeznaczonych do ochrony ludności, takich jak szpitale czy schrony. Nie wolno wykorzystywać infrastruktury medycznej jako osłony dla instalacji wojskowych – to wprost narusza prawo międzynarodowe. Gdyby taki obiekt powstał i stał się celem ataku, nie można byłoby mówić o zbrodni wojennej, ponieważ to właśnie takie działania są zakazane.
 
Nie potrzebujemy takiego kompleksu. Siedziby Sztabu Generalnego przy Rakowieckiej czy MON przy Niepodległości to dziś budynki administracyjne, wyposażone w kancelarie tajne i zaplecze biurowe. W czasie wojny następuje rozśrodkowanie stanowisk dowodzenia – one nie funkcjonują w jednym miejscu, a już na pewno nie w stolicy.

Amerykanie doskonale to rozumieją: w razie konfliktu w pierwszej kolejności ewakuuje się centrum władzy. Prezydent może pozostać w stolicy w fazie kryzysu, ale musi mieć przygotowane zapasowe stanowisko kierowania i drogi ewakuacji. To samo dotyczy premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz całego rządu. Również parlament powinien mieć alternatywne miejsce pracy.
 
Tymczasem proponowany obiekt byłby niezwykle kosztowny, wymagałby gigantycznych nakładów finansowych i długotrwałych inwestycji. Z punktu widzenia obronności znacznie bardziej racjonalne byłoby przeznaczanie środków na infrastrukturę wojskową, koszary, poligony czy realne elementy obrony cywilnej. W obecnych warunkach taki projekt nie zwiększa bezpieczeństwa państwa.

W mojej ocenie jest to klasyczny przykład gigantomanii. Tego typu przedsięwzięcia powstają zwykle z powodów wizerunkowych, nie operacyjnych. Nie widzę sensu budowy takiego obiektu. Nowa siedziba MON? Być może – zwłaszcza w innej lokalizacji, dalej od rosyjskiej ambasady. Przeniesienie części instytucji, poprawa zabezpieczeń, modernizacja infrastruktury – to wszystko ma sens. Ale koncepcja jednego, wielkiego „polskiego Pentagonu” nie jest rozwiązaniem racjonalnym ani bezpiecznym.

Główne wnioski

  1. Budowa „polskiego Pentagonu”, choć intrygująca koncepcyjnie, może okazać się przedsięwzięciem skrajnie kosztownym, a w zaproponowanym kształcie – po prostu niewykonalnym. Łączenie infrastruktury stricte wojskowej z obiektami obrony cywilnej stanowi realne zagrożenie dla tych drugich, co dobitnie pokazują doświadczenia wojny rosyjsko-ukraińskiej.
  2. Wątpliwości w tej sprawie zgłasza były dowódca Eurokorpusu, gen. Jarosław Gromadziński. – Na czas wojny należy decentralizować i rozpraszać instytucje. Inna kwestia, czy nas na to stać i czy w obecnych realiach powinien to być najwyższy priorytet – mówi w rozmowie z XYZ.
  3. Dodatkowym problemem jest czas reakcji. Pocisk balistyczny Iskander-M wystrzelony z obwodu królewieckiego potrzebowałby na dotarcie do Warszawy zaledwie od trzech do pięciu minut. Nawet przy założeniu istnienia rozbudowanego i skutecznego systemu obrony przeciwlotniczej ewakuacja dużego, wielofunkcyjnego kompleksu zajęłaby znacznie więcej czasu. W praktyce oznacza to, że taki obiekt – zamiast zwiększać bezpieczeństwo – mógłby stać się jednym z najbardziej wrażliwych punktów państwa.