Kategorie artykułu: Biznes Newsy Technologia

Polski startup zebrał 8 mln dolarów w tydzień. Przekonał inwestorów do rozpoczęcia od zera

Po paru miesiącach od poprzedniej rundy finansowej TesterArmy pozyskał kolejne 8 mln dolarów. Startup zmienia jednak wszystko: nazwę, produkt i podejście do biznesu - zdradza w rozmowie z XYZ jego twórca, Szymon Rybczaka.

Szymon Rybczak (z lewej) i Oskar Kwaśniewski stworzyli TesterArmy, by okiełznać rozwijający się obszar programowania AI. Zdobyli znanych inwestorów i pierwszych klientów
Szymon Rybczak (z lewej) i Oskar Kwaśniewski stworzyli TesterArmy, a teraz zmieniają kierunek rozwoju. Open source to główne założenie projektu e2e. Fot. mat. prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego polski startup zdecydował się pozyskać kolejne miliony dolarów zaledwie dwa miesiące po poprzedniej rundzie i jak udało mu się przekonać inwestorów w tydzień.
  2. Co skłoniło założycieli do porzucenia produktu, z którego korzystali już płacący klienci, i postawienia na nową technologię.
  3. W jaki sposób bezpłatne narzędzie ma stać się podstawą globalnego biznesu i dlaczego jego twórcy chcą przekonać do siebie nie tylko programistów, lecz także agentów AI.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Niecałe dwa miesiące temu informowaliśmy o sukcesie polskiego startupu TesterArmy, założonego przez Szymona Rybczaka i Oskara Kwaśniewskiego. Spółka pozyskała wówczas od inwestorów 1,2 mln dolarów w rundzie pre-seed. Teraz do tej kwoty dołącza kolejne, znacznie większe finansowanie.

– Nie było presji, żeby zbierać kolejną rundę. To była nasza decyzja. Zobaczyliśmy, jakie mamy momentum, a warunki, które otrzymaliśmy, były bardzo dobre – mówi w rozmowie z XYZ Szymon Rybczak.

Spółka właśnie, dość niespodziewanie, zamknęła rundę seed. Wraz z nowym finansowaniem zmienia jednak kierunek rozwoju, a także nazwę. TesterArmy zamienił się w e2e i ma do dyspozycji łącznie 9,2 mln dolarów, czyli około 36,5 mln zł, pozyskanych od grona znanych inwestorów.

Nowa runda TesterArmy

W rundzie seed uczestniczyły trzy fundusze venture capital: Credo Ventures, KAYA i Point Nine. Dołączyli do nich aniołowie biznesu: Marcin Żukowski, współzałożyciel Snowflake’a, Matt Swulinski związany z ViktorAI a cześniej z Wispr Flow, oraz Jakub Pawelski, założyciel LiveKid.

– Nie ma co ukrywać: z 8 mln dolarów można zrobić znacznie więcej i szybciej niż z milionem. Dzisiaj nie konkurujemy już tylko z kilkudziesięcioma startupami rozwijającymi agentów AI do testowania, lecz z największymi technologiami, takimi jak Playwright Microsoftu. Do tego potrzebujemy większego zespołu – mówi Szymon Rybczak.

Współtwórca e2e nie zdradza wyceny firmy po transakcji, ale zapewnia, że wzrosła ona w porównaniu do poprzedniego finansowania. Przypomnijmy, wcześniej w TesterArmy zainwestowali m.in. Y Combinator, AIP Seed, Eight Capital i Script Capital. Do grona inwestorów dołączyli także Guillermo Rauch, założyciel i CEO Vercela, Fryderyk Wiatrowski, prezes i współzałożyciel Viktora, Charlie Cheever, szef Expo i współzałożyciel Quory, oraz Mike Grabowski, współzałożyciel Callstacka. W spółkę zainwestowali również Bartek Pucek oraz Piotr i Tomasz Karwatkowie.

Runda w tydzień. Dlaczego startup znów zebrał pieniądze?

– Od powrotu z Y Combinator do Polski w czerwcu zadawaliśmy sobie pytanie, jak jeszcze mocniej się wyróżnić. Konkurencja była tak duża, że niemal każdego dnia widziałem nową firmę w tej przestrzeni. Szukaliśmy czegoś, co sprawi, że ktoś spojrzy na nasz produkt i powie: „Oni mają coś, czego nikt inny nie ma”. Po setkach rozmów z klientami, w tym osobami odpowiedzialnymi za produkt i zespoły inżynieryjne, wykorzystaliśmy tę wiedzę do stworzenia e2e. To nadal rozwiązanie tego samego problemu, tylko w bardziej dojrzałej wersji – wyjaśnia Szymon Rybczak.

Framework e2e zadebiutował 1 października. Według spółki publikacje na jego temat uzyskały łącznie ponad 4 mln wyświetleń, projekt zbliżył się do 13 tys. gwiazdek na GitHubie, a pakiet oprogramowania pobrano ponad milion razy. W ciągu miesiąca za jego pomocą uruchomiono 10 mln testów.

– Nigdy nie widziałem takich liczb, chociaż pracowaliśmy już przy różnych projektach open source. Kiedy zobaczyliśmy to zainteresowanie, inwestorzy sami się odezwali. Po obu stronach uznaliśmy, że to właściwy moment na rundę. Jej celem było odblokowanie możliwości szybszego budowania. Zamknęliśmy ją w tydzień. Powiedzieliśmy inwestorom: możemy rozmawiać dalej, ale mamy tydzień i idziemy z tym, co w tym czasie zbierzemy – opowiada Szymon Rybczak.

Część funduszy znała już spółkę i na bieżąco śledziła postępy. Pomogło to zamknąć rozmowy terminie wyznaczonym przez założycieli.

– Każdy dzień spędzony na rozmowach z inwestorami jest dniem, w którym nie budujemy produktu. Y Combinator bardzo mocno podkreśla, że jeśli zbierasz finansowanie, musisz w pełni się na tym skupić. A kiedy budujesz produkt, powinieneś trzymać się od fundraisingu możliwie daleko, bo to rozprasza. Mieliśmy wystarczająco mocną pozycję, żeby zamknąć rundę w tydzień i następnego dnia wrócić do pracy nad technologią – tłumaczy współtwórca firmy.

Zdaniem eksperta

Jak open source wpływa na biznes?

Agenci AI fundamentalnie zmienią ekonomikę testowania oprogramowania. Obniżą koszt tworzenia i utrzymywania testów oraz będą samodzielnie szukać błędów- szybciej i na większą skalę. Widzimy podobne zjawisko w cyberbezpieczeństwie, tempo sprawdzania znanych scenariuszy skróciło czas łatania systemów z 3 dni do 1 godziny. Spodziewam się, że agenci zastąpią znaczną część ręcznej pracy i część dzisiejszych narzędzi. Nadal potrzebna będzie niezależna weryfikacja, żeby agent nie uznał własnego błędu za „feature”. Idę jednak dalej: docelowo agenci będą nie tylko wykrywać błędy, lecz także je naprawiać i sprawdzać skuteczność poprawek. To otwiera drogę do zarabiania na infrastrukturze, która pozwoli bezpiecznie prowadzić cały ten proces.

Open source daje startupowi realną szansę na konkurencję z gigantami: ułatwia zdobywanie użytkowników, budowanie zaufania i upowszechnienie technologii. Przy dzisiejszym tempie tworzenia oprogramowania sam kod coraz trudniej utrzymać jako trwałą przewagę. Red Hat pokazał, że wokół otwartej technologii można zbudować ogromny biznes, oferując niezawodność, wsparcie i przewidywalność działania. Sam zawsze patrzę ze szczególnym zainteresowaniem na firmy, w których software jest środkiem do dostarczenia szerszej usługi. W tym przypadku klient kupuje pewność, że jego oprogramowanie działa, a wykryte błędy są szybko naprawiane. Kod można udostępnić za darmo, a zarabiać na infrastrukturze i odpowiedzialności za jakość całej usługi. O sukcesie zdecyduje to, czy startup przełoży popularność wśród programistów na wartość, za którą firmy będą chciały płacić.

Koniec TesterArmy. Firma stawia wszystko na e2e

Zmiana nazwy nie jest jedynie rebrandingiem. Dotychczasowy produkt TesterArmy ma zostać wygaszony, mimo że zdobył już płacących klientów. Firma stawia na nowe rozwiązanie – e2e – które buduje od podstaw. I to właśnie on będzie „następcą” TesterArmy.

– Na tym etapie firmy musimy podejmować duże decyzje. Nad TesterArmy pracowaliśmy przez kilka miesięcy, mieliśmy już ponad 70 płacących klientów, a jednak migrujemy cały produkt. Widzimy, że pod względem technicznym to, co stworzyliśmy w e2e, jest znacznie lepsze. TesterArmy musiało powstać, żebyśmy mogli dojść do kolejnej wersji. Musieliśmy zrozumieć, co działa, co nie działa i co można zrobić inaczej – mówi Szymon Rybczak.

Najważniejszą zmianą jest udostępnienie kodu źródłowego. e2e rozwijane jest jako projekt open source, dostępny bezpłatnie dla programistów i firm. Użytkownik może pobrać framework, połączyć go z wybranym modelem sztucznej inteligencji, a w razie potrzeby zmienić także agenta AI lub środowisko, w którym wykonuje testy. Nie musi więc korzystać wyłącznie z infrastruktury dostarczanej przez startup.

Framework ma również ograniczać liczbę wywołań modelu AI. Przy pierwszym uruchomieniu agent ustala sposób wykonania zadania, a e2e zapisuje jego działania. Podczas kolejnych testów odtwarza tę sekwencję bez ponownego angażowania modelu. Jeśli po zmianie w aplikacji któryś krok przestanie działać, agent ponownie ustala sposób jego wykonania. Takie rozwiązanie pozwala połączyć elastyczność AI z powtarzalnym przebiegiem testów.

– Chcemy, żeby e2e stało się standardem i etapem weryfikacji każdego tworzonego kodu. Przy poprzednim produkcie nie mieliśmy takiej możliwości. W historii oprogramowania najważniejsze projekty bardzo często były otwartoźródłowe. Agenci również chętniej wybierają narzędzia open source, z których można korzystać bezpłatnie. Projektowaliśmy e2e tak, żeby było gotowe do pracy z agentami, bo to oni coraz częściej uczestniczą w wyborze narzędzi – przekonuje współtwórca startupu.

Szymon Rybczak zaznacza, że znacząca część wzrostu zainteresowania projektem pochodzi już od agentów AI, które samodzielnie wybierają narzędzia.

Zdaniem eksperta

Fala nadciąga

Znam organizację, która nie zatrudnia już tradycyjnych testerów, lecz specjalistów ds. automatyzacji testów (test automation specialists). Dzięki temu może testować aplikacje dosłownie 24 godziny na dobę. Oczywiście wciąż pojawiają się wyzwania, takie jak wyniki fałszywie dodatnie (false positives), ale myślę, że i ten problem zostanie rozwiązany. Zyskają na tym firmy, które już dziś są resellerami infrastruktury i narzędzi gigantów technologicznych. Klienci będą zwracać uwagę nie tylko na produkt, lecz także na jakość dostawcy i jego możliwości w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa aplikacji. Budowa własnej infrastruktury jest kosztowna, co będzie dodatkowo faworyzować dużych graczy.

Darmowy kod, płatna infrastruktura

Startup chce zarabiać na płatnej infrastrukturze do uruchamiania testów oraz rozwiązaniach przygotowywanych dla dużych przedsiębiorstw.

– Przychody na większą skalę powinny pojawić się w przyszłym roku, choć pierwsze już się pojawiają. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko wejdziemy w rozmowy z dużymi przedsiębiorstwami. Open source ułatwia im podjęcie decyzji, bo ogranicza obawę, że dostawca zniknie, a wraz z nim technologia. Kod jest na GitHubie i klient w każdej chwili może stworzyć własną wersję albo coś na nim zbudować. To ważne zwłaszcza dla największych firm – mówi Szymon Rybczak.

Pierwszym płatnym rozwiązaniem ma być chmura e2e. Startup zamierza udostępniać przeglądarki, symulatory i fizyczne urządzenia z systemami iOS i Android, na których zespoły będą mogły uruchamiać testy. Drugim obszarem działalności mają być wdrożenia dostosowane do infrastruktury dużych przedsiębiorstw. Wiedza zdobywana podczas ich realizacji ma następnie wspierać rozwój otwartego frameworka.

– Zawsze będzie można używać e2e za darmo. Nasza chmura będzie opcjonalna. Jeżeli ktoś ma własną infrastrukturę albo chce korzystać z rozwiązania innego dostawcy, będzie mógł to zrobić. Nasza usługa będzie jedną z wielu możliwości. Oprócz tego największe przedsiębiorstwa potrzebują czasem dopasowanej wersji produktu. To dwie drogi monetyzacji, które widzimy – wyjaśnia twórca startupu.

Zainteresowanie frameworkiem zgłaszają również konkurenci. Z niektórymi spółka rozpoczęła już prace nad integracjami.

– Jeżeli e2e stanie się standardem w świecie, w którym agenci piszą kod, osiągniemy nasz cel. Ktoś inny też może na tym zarabiać. My będziemy budować biznes na własnej chmurze, ale nie chcemy zamykać całego rynku dla siebie. Deweloperzy bardzo szybko rozpoznają projekty, które są otwarte tylko z nazwy, a przy większej skali zmuszają do korzystania z jednego dostawcy – ocenia Szymon Rybczak.

Zdaniem eksperta

Jak agenci AI zmienią rynek

Agenci zmienią rynek testowania szybciej, niż się wielu osobom wydaje. Testowanie jest dziś jednym z najbardziej pracochłonnych etapów tworzenia oprogramowania, a im więcej kodu pisze AI, tym większe staje się wąskie gardło. Nie sądzę, żeby agenci wyparli istniejące narzędzia. Nadbudują się nad Playwrightem czy Selenium i przejmą najbardziej powtarzalną część pracy. Patrzę na to jak inwestor: wygra ten, kto wpina się w istniejące CI/CD, a nie ten, kto każe firmom zmieniać proces.

Pamiętajmy jednak, że nie każdy open source to dobry biznes. To najtańszy kanał dystrybucji, bo deweloperzy sami wprowadzają produkt do firm. Red Hat (ok. 34 mld dolarów, przejęcie przez IBM) jest wzorcem, a MongoDB, Elastic czy GitLab pokazują, że da się zbudować wielomiliardowe spółki. Przy ocenie takiej firmy patrzę na trzy rzeczy. Pierwsza to jasna granica między tym, co darmowe, a tym, za co firmy płacą. Druga to ryzyko, że hiperskaler skomercjalizuje produkt szybciej niż sam startup. Trzecia to konwersja adopcji w przychód, bo gwiazdki na GitHubie to nie model biznesowy.

Z ośmiu osób do piętnastu. Przed firmą budowa chmury

Najbardziej bezpośrednim skutkiem nowej rundy finansowania będzie rozbudowa zespołu z obecnych ośmiu do około piętnastu osób w ciągu kilku miesięcy.

– Zatrudniamy przede wszystkim inżynierów. Chcemy przyciągnąć programistów, którzy rozwijali ważne projekty technologiczne, szczególnie open source. To specyficzny rodzaj pracy, inny niż tworzenie kodu wyłącznie na potrzeby jednej firmy. Jednocześnie budujemy zespół do stworzenia naszej chmury do uruchamiania testów. To dla nas nowy obszar. Potrzebujemy również ludzi, którzy będą pracować bezpośrednio przy wdrożeniach u dużych klientów – mówi współtwórca e2e.

Polskim narzędziem mają być zainteresowane firmy z listy Fortune 500. Rybczak nie chce jednak ujawniać konkretnych nazw. Rozmowy z potencjalnymi klientami mają również pomóc startupowi lepiej poznać potrzeby dużych organizacji. Wraz z rozwojem płatnej oferty e2e planuje stopniowo budować zespół sprzedażowy.

Rekrutacje będą prowadzone na całym świecie. Firma działa przede wszystkim zdalnie, a jej sposób pracy opiera się na komunikacji asynchronicznej. Ma biuro w Warszawie, kolejne planuje otworzyć w San Francisco. Chce przyciągać także polskich programistów.

Zdaniem eksperta

Co się dzieje w AI?

Kilka dni temu Anthropic pokazał, jak zespół Claude Code sprawdza własny kod. AI nie może po prostu ogłosić „gotowe” – musi uruchomić testy i przedstawić ich wyniki, a drugi Claude przegląda zmiany, zanim zobaczy je człowiek. Efekt? Ponad dwa razy więcej zmian i odsetek wycofanych zmian niższy o ponad 40 pproc. To jednak ludzie decydują, co w ogóle budować, i sami analizują najbardziej ryzykowny kod. Czy agenci AI ich zastąpią, czy tylko uzupełnią? Żmudne 95 proc. pracy przejmą agenci. Najważniejsze 5 proc. pozostanie w rękach ludzi.

Prowadzenie projektów open source jest dziś trudniejsze niż kiedykolwiek. „Za darmo” przestało być przewagą – giganci technologiczni również udostępniają swoje rozwiązania bezpłatnie. Kod potaniał – agent AI może odtworzyć cudzy projekt w kilka dni, więc sam kod przestał być barierą wejścia i wartością samą w sobie. Na rynku nadal można wygrać, ale nie samym kodem. Zwycięży ten, kto zbuduje społeczność, zanim giganci zauważą niszę.

Będą kolejne inwestycje

Równolegle firma zamierza rozwijać funkcje dla różnych platform – od przeglądarek internetowych po urządzenia mobilne i aplikacje komputerowe. Wśród planów jest rozszerzenie możliwości testowania gestów i animacji oraz wydajności aplikacji, na przykład płynności działania interfejsu. Twórcy chcą, by framework obsługiwał możliwie wszystkie istotne scenariusze testowania.

– Chcemy, żeby wszystko, co można zrobić w przeglądarce czy na telefonie, dało się również przetestować. Każdy gest, każdą animację. Patrzymy także na wydajność, na przykład na to, czy po kliknięciu przycisku animacja działa z płynnością 60 klatek na sekundę. Chcemy stworzyć możliwie najmocniejszy framework do testowania dowolnego oprogramowania. Pracy jest bardzo dużo, a z narzędzia korzystają już tysiące zespołów, więc każda funkcja i sposób jej użycia mają znaczenie – podkreśla Szymon Rybczak.

Na koniec roku spółka stawia sobie jednak przede wszystkim cel związany z rozpoznawalnością swojej technologii wśród agentów AI.

– Chcielibyśmy, żeby gdy 1 stycznia ktoś zapyta agenta AI, jaki jest najlepszy sposób testowania aplikacji w 2027 r., e2e było jego pierwszą propozycją. Już widzimy pojedyncze takie rekomendacje. Chcemy jednak dojść do momentu, w którym nowe modele będą znały naszą technologię, a agenci będą naturalnie po nią sięgać. W tym kierunku chcemy rozwijać produkt – podsumowuje współtwórca TesterArmy, a obecnie e2e.

Główne wnioski

  1. Polski startup TesterArmy, założony przez Szymona Rybczaka i Oskara Kwaśniewskiego, pozyskał kolejne 8 mln dolarów finansowania zaledwie dwa miesiące po poprzedniej rundzie. Łącznie firma zebrała już 9,2 mln dolarów, czyli około 36,5 mln zł. W rundzie seed uczestniczyły fundusze Credo Ventures, KAYA i Point Nine oraz znani aniołowie biznesu. Rozmowy z inwestorami trwały zaledwie tydzień. Założyciele zdecydowali się na dodatkowe finansowanie po dużym zainteresowaniu nowym rozwiązaniem, za którego pomocą w ciągu miesiąca od premiery uruchomiono 10 mln testów.
  2. Wraz z pozyskaniem kapitału startup radykalnie zmienia strategię. Dotychczasowy produkt TesterArmy, z którego korzystało ponad 70 płacących klientów, ma zostać wygaszony. Firma stawia na e2e, otwartoźródłowy framework wykorzystujący agentów AI do automatyzacji testowania oprogramowania. Technologia ma ograniczać koszty korzystania z modeli sztucznej inteligencji i umożliwiać programistom wybór własnej infrastruktury. Sam framework pozostanie bezpłatny. Spółka zamierza zarabiać na usługach chmurowych i rozwiązaniach dla dużych przedsiębiorstw, zachowując otwarty charakter podstawowej technologii.
  3. Nowe finansowanie ma pozwolić e2e przyspieszyć rozwój technologii i zwiększyć zespół z ośmiu do około piętnastu osób. Startup planuje budowę własnej infrastruktury do testowania aplikacji, rozwój funkcji dla urządzeń mobilnych i komputerów oraz ekspansję na rynek amerykański. Firma prowadzi już rozmowy z przedsiębiorstwami z listy Fortune 500. Jej długoterminową ambicją jest stworzenie standardu testowania oprogramowania w świecie, w którym coraz większą część kodu piszą agenci AI. Założyciele chcą, aby ich narzędzie było naturalnym wyborem zarówno dla programistów, jak i samych agentów.