Kategoria artykułu: Sport

Polskie ekspansje zagraniczne. Zaatakujemy również biegiem przeszkodowym – Runmageddonem

W ubiegłym roku organizatorzy Runmageddonu odnotowali w Polsce ponad 70 tys. zgłoszeń do swoich biegów. Aż jedna trzecia uczestników to debiutanci. Firma, która w czasie pandemii musiała zwolnić 80 proc. zespołu, dziś jest na tyle stabilna, że planuje ekspansję do kilku krajów europejskich. O kluczowych decyzjach, które doprowadziły markę do odbudowy i ponownego wzrostu, opowiada nam jej twórca – Jarosław Bieniecki.

Jarosław Bieniecki, twórca Runmageddonu
Jarosław Bieniecki, twórca Runmageddonu. Pierwszy bieg z tej serii odbył się w 2014 r. w Warszawie. Po kilku latach w firmie pracowało już 60 osób.
Fot. Jarosław Bieniecki/archiwum własne

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób Jarosław Bieniecki pozyskał środki potrzebne do startu Runmageddonu.
  2. Jak dużym budżetem rocznym dysponuje dziś Runmageddon.
  3. Jak udawało się organizować biegi w czasie pandemii koronawirusa.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Angielskie słowo „timing” opisuje pojęcie tak kluczowe – nie tylko w biznesie – że przestało być tłumaczone na język polski. Rozmawiamy o nim z Jarosławem Bienieckim, zastanawiając się, czy Runmageddon odniósłby podobny sukces, gdyby startował w czasach sprzed mediów społecznościowych.

– Wystartowaliśmy w 2014 r., gdy niemal każdy miał już konto na Facebooku. Media społecznościowe okazały się potężnym wehikułem marketingowym, a naszym szczęściem było to, że dostaliśmy ogromną dawkę darmowej promocji. Bo kto nie chciałby pochwalić się ukończeniem Runmageddonu? – mówi Jarosław Bieniecki.

Naszym szczęściem było to, że dostaliśmy ogromną dawkę darmowej promocji. Bo kto nie chciałby pochwalić się ukończeniem Runmageddonu?

I rzeczywiście – jest czym się chwalić. Runmageddon to kilka, kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt kilometrów biegu z wymagającymi, widowiskowymi przeszkodami. Błoto, czołganie pod zasiekami, ściany do pokonania, dźwiganie ciężarów. Drabinki, liny, test wytrzymałości i charakteru.

Jak doszło do Runmageddonu?

– Dobry timing był niezwykle ważny, ale z perspektywy czasu coraz bardziej doceniam też inną decyzję: to, że od razu postanowiliśmy organizować imprezy w różnych częściach kraju. Weszliśmy na rynek bardzo szeroko i w zasadzie zablokowaliśmy przestrzeń dla potencjalnych naśladowców – wspomina Jarosław Bieniecki.

Do szczerości twórca Runmageddonu wraca również wtedy, gdy opowiada o początkach projektu i o tym, co doprowadziło go do zmiany zawodowej drogi.

Przez około dziesięć lat pracowałem w korporacji, byłem dyrektorem w dużej spółce z branży e-commerce. Z czasem zaczęło się zmęczenie. Gdy pojawiła się myśl o zmianie, zacząłem się zastanawiać, co właściwie potrafię po tych latach pracy. Jakie umiejętności mogę „rzucić” na rynek? Doszedłem do wniosku, że moje CV wygląda dobrze, ale tak naprawdę… nie umiem nic konkretnego. Dopiero po dłuższym namyśle, kiedy zacząłem sięgać poza świat korporacji, uświadomiłem sobie, że całkiem nieźle znam się na biegach – opowiada Jarosław Bieniecki.

„Znał się na biegach” nieprzypadkowo. Był dyrektorem sportowym Maratonu Warszawskiego, a wcześniej – razem z bratem – współorganizował Bieg Rzeźnika, 80-kilometrowy ultramaraton prowadzony wymagającą, górską trasą.

– To wciąż jednak nie były biegi z przeszkodami. Do Runmageddonu doszedłem inną drogą. Kiedyś znajomy opowiedział mi o tego typu imprezach za granicą. Pomyślałem, że chcę to zobaczyć. A kiedy zobaczyłem – uznałem, że potrafiłbym zrobić to lepiej. Wiedziałem, że w Polsce biegów jest już bardzo dużo, ale takich z przeszkodami jeszcze nie było – mówi Jarosław Bieniecki.

Jarosław Bieniecki, twórca Runmaggedonu, biegu z przeszkodami
Główna część pieniędzy na rozkręcenie Runmageddonu pochodziła ze sprzedaży kawalerki, która należała do babci Jarosława Bienieckiego. Fot. Jarosław Bieniecki/archiwum własne

Kawalerka babci i droga do nazwy

Jego brat pozostał przy Biegu Rzeźnika, który organizuje do dziś. On sam coraz intensywniej myślał o nowym formacie zawodów. Coraz częściej też – już z Warszawy – wracał myślami do rodzinnych Gliwic i stojącej tam kawalerki po babci.

– Sprzedaż mieszkania dała mi około 100 tys. zł. Do tego udało się pozyskać dwójkę inwestorów – kolegę z czasów studenckich gier brydżowych oraz jego wspólniczkę. Do pierwszego Runmageddonu zgłosiło się ponad 800 osób. Oczywiście, że to pamiętam – mówi Jarosław Bieniecki.

Od początku bardzo dokładnie planował trasy, dbając o to, by były możliwie najbardziej widowiskowe i wymagające. Sam też wymyślił nazwę wydarzenia, choć – jak podkreśla – w procesie myślowym uczestniczyli również współpracownicy.

– Zrobiliśmy konkurs wśród wolontariuszy. Dostaliśmy około 120 propozycji. Ale nazwa narodziła się trochę inaczej. Jedna z blisko współpracujących ze mną osób rzuciła kiedyś hasło „Armageddon”. Pasowało do naszego sloganu: „Koniec świata nudnych biegów”. Odpowiedziałem, że brakuje tu biegowego charakteru – i wtedy do głowy przyszło mi „Run…”. Kiedy wypowiedziałem to na głos, od razu wiedziałem, że to jest to. Chwilę później pojawiła się obawa, że nazwa pewnie jest już zajęta. Byłem szczerze zaskoczony, gdy okazało się, że nie – wspomina Bieniecki.

Wielkie sukcesy i... walka o życie

Jego biegi zyskiwały coraz większą popularność, choć wpisowe nigdy nie było „symboliczne” – i do dziś wynosi od 200 do 500 złotych, w zależności od formatu (organizowane są także biegi dla dzieci). W pierwszym roku w czterech imprezach wzięło udział około czterech tysięcy osób, w drugim – już 17 tys., a w czwartym – ponad 50 tys.

– W 2019 r. we wszystkich naszych wydarzeniach wystartowało łącznie 90 tys. uczestników. Chcieliśmy w 2020 r. osiągnąć 100 tys. albo więcej. I wtedy przyszła pandemia. Wszystko stanęło. Nasze miesięczne koszty wynosiły już około miliona złotych, więc łatwo sobie wyobrazić, w jakiej znaleźliśmy się sytuacji. To był kurs na ścianę. Mieliśmy 60 osób na pokładzie, a w wyniku pandemii musiałem zwolnić 80 proc. zespołu. Do dziś nie wróciliśmy do tamtego poziomu zatrudnienia – jeśli chodzi o sam Runmageddon – mówi Jarosław Bieniecki.

Gdy w 2020 r. obostrzenia zaczęły być stopniowo luzowane, Runmageddony wracały – często dzięki kreatywnemu obchodzeniu przepisów. Bieniecki przyznaje, że szukał wszelkich możliwych luk prawnych. Doszło nawet do sytuacji, w której jeden z biegów został formalnie zorganizowany jako trening zapaśników, ponieważ tego typu aktywności nie podlegały covidowym restrykcjom.

Jak podbić Europę

Firma przetrwała najtrudniejszy okres, a w 2025 r. jej budżet przekroczył 20 mln złotych. Około 80 proc. przychodów stanowią wpisowe od uczestników biegów. W ubiegłym roku odbyło się 17 edycji Runmageddonu w 16 lokalizacjach. Łączna długość tras przekroczyła 500 km, a liczba przeszkód sięgnęła 1300.

– Chcemy spróbować wejścia na inne rynki europejskie. Oczywiście wcześniej organizowaliśmy już biegi za granicą, ale były to raczej pojedyncze wydarzenia, głównie skierowane do Polaków. Byliśmy m.in. dwa razy na Kaukazie i dwa razy na Saharze. Finansowo to się nie spinało, mimo że wpisowe sięgało nawet 10 tys. złotych. Runmageddon jest przedsięwzięciem bardzo złożonym logistycznie – także w Polsce – bo jego istotą są przeszkody, które trzeba przewieźć, zmontować i obsłużyć – tłumaczy Jarosław Bieniecki.

Mimo to firma zamierza spróbować ponownie.

– Jestem przekonany, że nasze biegi należą do najciekawszych w Europie. Prowadzimy obecnie analizy, które pozwolą wybrać kraje najbardziej obiecujące na start – dodaje nasz rozmówca.

Czy znów trafi na dobry czas? Dziś Jarosław Bieniecki chce wejść do Europy z opowieścią, że Runmageddon jest odpowiedzią na jeden z głównych problemów współczesności. Że satysfakcja płynąca z pokonywania przeszkód i własnych ograniczeń jest zdrowsza – i znacznie głębsza – niż ta, którą daje wielogodzinne leżenie na kanapie z serialem lub bezmyślne przewijanie Facebooka.

Być może więc po raz drugi jego projekt skorzysta na sile mediów społecznościowych. Najpierw były one potężnym narzędziem promocji, później zaczęły współtworzyć problemy społeczne, na które Runmageddon dziś próbuje być lekarstwem.

Główne wnioski

  1. Runmageddon to polska marka organizująca biegi z przeszkodami, stworzona przez Jarosława Bienieckiego w pierwszej połowie ubiegłej dekady. W 2025 r. w Polsce odbyło się 17 imprez z tego cyklu, w których wzięło udział ponad 70 tys. uczestników. Udział w zawodach wiąże się z opłatą w wysokości od 200 do 500 złotych, co stanowi główne źródło przychodów firmy.
  2. Jak podkreśla Bieniecki, kluczową rolę w popularyzacji Runmageddonu odegrały media społecznościowe. Mechanizm był prosty: ukończenie wymagającego biegu stawało się powodem do dumy i naturalną treścią do pokazania znajomym – zwłaszcza w serwisach takich jak Facebook.
  3. Dziś twórca marki liczy na to, że zainteresowanie biegami z przeszkodami będzie w Europie rosło. Jego zdaniem coraz więcej osób dostrzega, jak poważnym problemem społecznym staje się siedzący tryb życia i wielogodzinne funkcjonowanie ze smartfonem w dłoni – a Runmageddon może być dla tego zjawiska skuteczną przeciwwagą.