Kategorie artykułu: Polityka Świat

Porwanie prezydenta Wenezueli. Kulisy wielomiesięcznej operacji USA

Kiedy w sobotę 3 stycznia wstawał świt, amerykańskie siły specjalne przeprowadziły uderzenie, które odbiło się echem na całym świecie, przypominając scenariusz znany z Panamy roku 1989. W trakcie brawurowej akcji amerykańskie jednostki specjalne zatrzymały prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i pierwszą damę Cilię Flores. Z pogrążonego w chaosie Caracas ich droga prowadziła już tylko w jednym kierunku: do Nowego Jorku, gdzie para prezydencka zmierzy się z oskarżeniami o „narkoterroryzm”.

Prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej
Stany Zjednoczone z powodzeniem przeprowadziły uderzenie na wielką skalę, wymierzone w Wenezuelę i jej przywódcę – obwieścił prezydent USA Donald Trump. Fot. Nicole Combeau/Bloomberg via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jaki sposób Stany Zjednoczone dokonały zatrzymania prezydenta Maduro i pierwszej damy Wenezueli?
  2. Dlaczego administracja Trumpa zdecydowała się na eskalację konfliktu z Wenezuelą pomimo pewnych postępów w rozmowach dyplomatycznych dotyczących dostępu do zasobów energetycznych?
  3. Jakie znaczenie ma ta interwencja w kontekście szerszej strategii USA opartej na odświeżonej doktrynie Monroe?
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wczesnym rankiem w sobotę, za pośrednictwem platformy Truth Social, prezydent Donald Trump potwierdził to, o czym spekulował już świat. W odróżnieniu od grudniowego ataku na cele ISIS w Nigerii operacja w Wenezueli nie była odosobnionym przypadkiem, lecz punktem kulminacyjnym trwającej od pół roku kampanii wywierania nacisku na reżim Maduro i zwiastunem powrotu do XIX-wiecznej doktryny Monroe w trakcie jego drugiej kadencji w Białym Domu.

– Stany Zjednoczone z powodzeniem przeprowadziły uderzenie na wielką skalę, wymierzone w Wenezuelę i jej przywódcę. Maduro wraz z małżonką zostali pojmani i wywiezieni z kraju – obwieścił Trump dokładnie o godzinie 4:21 czasu wschodnioamerykańskiego.

Operacja „Absolutna Determinacja”

Pentagon nadał akcji kryptonim Absolutna Determinacja” (Operation Absolute Resolve). Według źródeł wojskowych szpicę ataku stanowili żołnierze elitarnej Delta Force, wspierani przez legendarny 160. Pułk Lotniczy Operacji Specjalnych, znany w środowisku jako Nocni Łowcy”.

Wśród głównych celów ataków znalazł się kompleks wojskowy Fuerte Tiuna, betonowa twierdza będąca centrum dowodzenia systemu obronnego reżimu oraz siedzibą kluczowych instytucji wojskowych i oficjalnych rezydencji. Jednocześnie przeprowadzono precyzyjne naloty na strategiczne instalacje wojskowe: zneutralizowano elementy obrony przeciwlotniczej (m.in. w bazie La Carlota), uszkodzono infrastrukturę łączności wokół Caracas oraz zaatakowano port La Guaira.

– Misja została zainicjowana po spełnieniu konkretnych warunków – oświadczył krótko sekretarz stanu Marco Rubio. Z uwagi na tajny charakter operacji Kongres nie został wcześniej uprzedzony o planowanym uderzeniu, a oficjalne powiadomienia wysłano dopiero po faktycznym rozpoczęciu działań wojskowych.

Chwilę później głos zabrała prokurator generalna Pam Bondi, oficjalnie potwierdzając zatrzymanie Maduro i jego żony. Zapowiedziała, że para prezydencka zmierzy się z „pełną surowością amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości” przed sądem Południowego Dystryktu Nowego Jorku – tym samym, w którym od 2020 roku ciążą na Maduro zarzuty przekształcenia Wenezueli w „narkopaństwo”.

Odpowiedź reżimu w Caracas była natychmiastowa i nerwowa. W chaotycznym orędziu do narodu wiceprezydent Delcy Rodríguez grzmiała o „zbrodniczej, imperialistycznej agresji”. Żądając «dowodu życia» uprowadzonego lidera, domagała się jego natychmiastowego uwolnienia, a władze Wenezueli ogłosiły stan wyjątkowy w całym kraju. W reakcji na te wydarzenia Sąd Najwyższy powierzył jej tymczasowe pełnienie obowiązków głowy państwa.

Pięć miesięcy przygotowań

Machina wojenna ruszyła jednak znacznie wcześniej. Już pod koniec sierpnia administracja Trumpa dała zielone światło dla operacji o kryptonimie „Południowa Włócznia” (Operation Southern Spear). Wkrótce potem Morze Karaibskie zaroiło się od okrętów. Rozmieszczenie 15 tysięcy żołnierzy, wspieranych przez niszczyciele i pływającą fortecę – lotniskowiec USS Gerald R. Ford – stanowiło największą koncentrację amerykańskich sił w tym regionie od 1989 roku.

Waszyngton postawił na stopniową i konsekwentną eskalację. Pierwsze uderzenia nastąpiły we wrześniu, gdy w atakach na jednostki podejrzewane o przemyt narkotyków zginęło jedenaście osób. W kolejnych miesiącach USA przeprowadziły dwadzieścia jeden podobnych akcji na Karaibach i Pacyfiku, przez co liczba ofiar do końca listopada przekroczyła osiemdziesiąt osób. Organizacje humanitarne oraz ONZ zaczęły wówczas alarmować o możliwych „pozasądowych egzekucjach” (extrajudicial killings), podważając zasadność i proporcjonalność użycia siły przez siły amerykańskie.

Pod koniec października 2025 roku zdjęcia satelitarne nie pozostawiały już złudzeń. W obiektywach wywiadu pojawił się okręt desantowy USS Iwo Jima w asyście niszczycieli. Flotylla zajęła pozycje w bezpośrednim zasięgu uderzeniowym wenezuelskiej bazy La Orchila, co analitycy wojskowi już wtedy opisywali jako potencjalne przygotowania do operacji desantowej lub precyzyjnego uderzenia.

Pętla zacisnęła się jeszcze bardziej w listopadzie. Administracja Trumpa wytoczyła wówczas ciężkie działa na froncie prawnym, oficjalnie wpisując tzw. Kartel Słońc (Cartel de los Soles), przestępczą strukturę, którą według Waszyngtonu steruje sam Maduro, na listę zagranicznych organizacji terrorystycznych (FTO). Ten z pozoru biurokratyczny ruch istotnie zmienił zasady gry. Nadając reżimowi Maduro status organizacji terrorystycznej, Biały Dom otworzył sobie polityczną drogę do znacznie ostrzejszych kroków, w tym do wprowadzenia dotkliwszych sankcji oraz zastosowania bardziej zdecydowanych metod ścigania.

Maduro szukał dyplomatycznego rozwiązania

Jeszcze we wrześniu i październiku rząd Maduro podejmował równoległe próby znalezienia dyplomatycznego wyjścia. Oferta Caracas miała być konkretna: przyznanie amerykańskim firmom bezpośredniego dostępu do wenezuelskich złóż ropy i minerałów, ograniczenie współpracy w sektorze energetycznym i wydobywczym z Chinami, Rosją i Iranem oraz preferencyjne warunki dla firm z USA. W negocjacjach tych uczestniczył Richard Grenell, specjalny wysłannik amerykańskiej administracji, a rozmowy toczyły się przy wyraźnych sygnałach zainteresowania ze strony prezydenta Trumpa zawarciem "dealu" dotyczącego dostępu do tych zasobów.

Według doniesień rozmowy przyniosły pewien postęp w kwestiach gospodarczych, jednak nie zakończyły się ostatecznym porozumieniem. Na początku października Trump polecił Grenellowi zerwać kontakty z Caracas, a administracja amerykańska - zamiast domknąć negocjowane wcześniej porozumienie - jeszcze bardziej zwiększyła presję. Może to sugerować, że faktycznym celem działań USA było całkowite obalenie reżimu Maduro, a nie jedynie uzyskanie dostępu do zasobów czy wymuszenie zmian w polityce wenezuelskich władz.

W grudniu kampania wkroczyła w fazę otwartej konfrontacji. 10 grudnia jednostki specjalne, operujące z pokładu lotniskowca USS Gerald R. Ford, dokonały przejęcia tankowca Skipper z ładunkiem wenezuelskiej ropy, a tydzień później prezydent Trump ogłosił blokadę morską całego kraju. Pod koniec miesiąca doniesienia medialne potwierdziły kolejne uderzenie: precyzyjny atak drona CIA na obiekt portowy. Choć oficjalnie utrzymywano narrację o egzekwowaniu prawa antynarkotykowego, zdaniem amerykańskich mediów był to jasny sygnał rozpoczęcia „nowej, bardziej agresywnej fazy operacyjnej”, stanowiącej w praktyce bezpośrednie przygotowanie gruntu pod zatrzymanie prezydenta Maduro.

Interwencja w Wenezueli jako realizacja doktryny Monroe 2.0

Operacja przeciwko Maduro jest częścią szerszej strategii USA, nawiązującej bezpośrednio do historycznej doktryny Monroe, jednak dostosowanej do współczesnych realiów rywalizacji między mocarstwami. Administracja Trumpa formalnie zdefiniowała to podejście jako „Uzupełnienie Trumpa” (Trump Corollary) do pierwotnej doktryny z 1823 roku. Stanowi to ponowne, zdecydowane potwierdzenie przez USA prawa do powstrzymywania innych mocarstw przed zwiększaniem wpływów w regionie, który Waszyngton od dawna traktuje jako swoją wyłączną strefę wpływów.

Odrodzenie Doktryny Monroe wykracza daleko poza samą interwencję w Wenezueli. W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego administracji Trumpa przedstawiono nowe podejście USA do całej półkuli zachodniej, którego kluczowymi elementami są: zmiana rozmieszczenia wojsk, zwiększona obecność sił morskich oraz jednoznaczna gotowość do wykorzystania - jak to określono - „najsilniejszego potencjału wojskowego na świecie”, by zabezpieczyć dostęp do strategicznych zasobów w regionie. Głównym celem tej strategii jest ograniczenie chińskiego udziału w przedsięwzięciach gospodarczych i infrastrukturalnych, szczególnie tych związanych z Inicjatywą Pasa i Szlaku, oraz - w szerszym ujęciu - eliminacja „zewnętrznych wpływów” spoza półkuli zachodniej. W praktyce jest to więc kampania „wypierania” (rollback), której celem jest przywrócenie pełnej dominacji USA w regionie.

Szerszy kontekst tych działań obejmuje wywieranie nacisku na rządy Ameryki Łacińskiej. Trump zagroził Kolumbii nałożeniem ceł w wysokości 25–50 proc. na eksportowane do USA towary. Choć rząd w Bogocie początkowo zapowiadał działania odwetowe, ostatecznie ustąpił, zgadzając się na bezwarunkowe przyjmowanie deportowanych Kolumbijczyków. W przypadku Panamy Trump ostrzegł, że USA mogą „odzyskać” kontrolę nad Kanałem, nie wykluczając użycia siły, a sekretarz stanu Marco Rubio zapowiedział konkretne kroki, jeśli kraj ten nie ograniczy wpływów Chin. W rezultacie Panama ogłosiła wycofanie się z chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku. Natomiast Argentyna pod rządami Javiera Milei, uznawanego za libertariańskiego sojusznika Waszyngtonu, zawarła porozumienie handlowe z USA, przedstawione jako rezultat „wspólnych wartości”, co zaowocowało obniżeniem amerykańskich ceł na część argentyńskich produktów. Kraje dystansujące się wobec Waszyngtonu stanęły w obliczu gróźb handlowych i dyplomatycznych.

W tym ujęciu operacja w Wenezueli jest praktyczną realizacją nowej wizji strategicznej Waszyngtonu. Chodzi w niej o odzyskanie przez USA dominującej pozycji na półkuli zachodniej, wyparcie chińskich i innych obcych wpływów, zapewnienie USA dostępu do kluczowych surowców oraz ustanowienie precedensu dla jednostronnych interwencji wojskowych przeciwko rządom uznanym za nielegalne lub ideologicznie wrogie.

Główne wnioski

  1. Operacja w Wenezueli pokazuje, że administracja Trumpa otwarcie powróciła do polityki zbrojnego interwencjonizmu w Ameryce Łacińskiej, reaktywując doktrynę Monroego jako narzędzie utrzymania dominacji USA w tym regionie.
  2. Interwencja ta potwierdza, że rzeczywistym celem Waszyngtonu nie była jedynie korekta kursu politycznego Maduro, lecz całkowite obalenie reżimu w Caracas oraz demonstracja gotowości do podejmowania jednostronnych działań przeciwko przywódcom uznanym za zagrożenie dla amerykańskich interesów.
  3. Akcja ta ustanawia niebezpieczny precedens, sugerując, że USA mogą uciekać się do siły militarnej bez uprzedniej zgody Kongresu - pod pretekstem walki z terroryzmem i handlem narkotykami, co rodzi poważne pytania o zgodność takich działań z prawem amerykańskim i międzynarodowym.