Kategorie artykułu: Lifestyle Świat

Powrót papierowego listu. Tradycyjna korespondencja staje się nowym biznesem

Witajcie w świecie snail mail, jak w języku angielskim określa się tradycyjną, nieelektroniczną pocztę. Papierowy list z artystyczną przesyłką to dziś przedmiot subskrypcji, w której można oczekiwać grafik, zdjęć, kartek i innych rzeczy, których AI nie wygeneruje. To szansa dla biznesu i artystów.

List w kopercie.
List, który nie jest rachunkiem za prąd? Wraca trend na tradycyjną korespondencję. Fot. Hanna Grzegorczyk

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym jest snail mail i dlaczego może być formą prowadzenia biznesu.
  2. Dlaczego Gen Z interesuje się tradycyjną formą papierowego listu.
  3. Dlaczego nostalgia jest jednocześnie informacją, jak może rozwijać się biznes artystyczny.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Poczta w Kanadzie właśnie przystąpiła do likwidacji ostatnich kilku milionów skrzynek pocztowych. Zostaną zastąpione przez skrzynki w tzw. community boxes, czyli czymś w rodzaju zespołu skrzynek na listy spotykanych w blokach apartamentowych. To jednak nie oznacza, że papierowy list odszedł w niepamięć. W Kanadzie, tak jak w wielu krajach, rozwija się biznes artystyczny, łączący kilka elementów. Należą do nich abonament, małe co nieco na poprawę humoru, niepowtarzalność i urok minionej epoki, w której list w kopercie oznaczał nie tylko rachunki, lecz przede wszystkim wieści od przyjaciół.

Przyjemność oczekiwania na niepowtarzalność

Na abonamencie na niepowtarzalność można zarobić i tę możliwość zaczęli wykorzystywać artyści, graficy, pisarze i twórcy niestandardowych pomysłów. Pomysł nosi nazwę „snail mail club”. Subskrybenci mogą liczyć na przychodzące czasem co kwartał, a czasem co miesiąc, zależnie od klubu, artystyczne kartki, papeterię, biżuterię, wiersze, zdjęcia, naklejki, książki kucharskie w odcinkach, grafikę czy ziny [amatorskie publikacje – red.]. Jednym słowem: wszystko to, co nie jest spod sztancy, co można przesłać pocztą tradycyjną i czego nie zapewnią ani serwisy streamingowe, ani AI.

– To i nostalgia, powiązana z oczekiwaniem na coś prawdziwego, unikatowego, i profesjonalny biznes. Dawniej wszyscy w jednym dniu oglądaliśmy te same odcinki seriali, istniała przyjemność oczekiwania, także wspólnego oczekiwania. Snail mail ma w sobie coś właśnie z przyjemności oczekiwania na przesyłkę, która przychodzi na początku miesiąca czy w innym regularnym terminie – mówi Tara Joy Andrews, graficzka i projektantka z Halifaksu.

Do swojej działalności zawodowej postanowiła dodać swój Enchanted Postmark Club. Subskrybentom wysyła co miesiąc oryginalną grafikę, dwie kartki z ptakami, list i niespodziankę. Rosnącą chęć stykania się z rzeczami prawdziwymi i namacalnymi Tara Joy Andrews widzi w trendzie równoległym i nieco podobnym do snail mail clubs. To junk journaling, czyli notesy czy też dzienniki, w których własną kreatywność można wyrażać np. ilustracjami czy wycinkami z gazet, dołączając codzienne notatki, zapiski, bilety z koncertów, naklejki itp.

Snail mail club jako trend

Zjawisko snail mail jest na tyle poważne, że Pinterest ujął je w raporcie opisującym 21 trendów na 2026 r. Uznano, że konsumenci będą szukać poczucia komfortu, autentyczności i optymizmu, „by uspokoić stały hałas świata i mediów społecznościowych”. 55 proc. konsumentów chce poczucia „komfortu w codziennym życiu i szuka bezpiecznych przystani, znajdując ulgę w codziennych rytuałach i nostalgii, by znów się poczuć sobą”. Chce rzeczy wyselekcjonowanych, a nie kopii. Trendów, które zgadzają się z poczuciem tego, kim są. 42 proc. respondentów na świecie mówiło, że uczestniczą tylko w trendach, które im pasują. Do tego dochodzi optymizm zakorzeniony w codzienności, ponieważ „planów pięcioletnich już nie ma”. Nie da się robić planów na dłużej niż 24 miesiące.

„Oczekujcie renesansu pisania listów w 2026, Gen Z i milenialsi przekształcają tradycyjną pocztę w sztukę performansu. Pomyślcie o dopracowanych kopertach, specjalnej papeterii i licznych znaczkach” – napisano w raporcie Pinterest Predicts z grudnia 2025 r.

Na tym właśnie gruncie wyrastają biznesy, które swoje źródło mają w zapomnianej, choć niezaginionej całkowicie sztuce pisania listów i klubów korespondencyjnych przyjaciół, czyli pen pals. W Google Trends widać nagły skok zainteresowania terminem „snail mail club” od ok. połowy 2025 r.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Publiczny kanadyjski nadawca CBC podawał za wewnętrznymi statystykami Pinteresta, że tylko w Kanadzie liczba wyszukiwania hasła „snail mail” na tej platformie wzrosła w ciągu roku (lipiec 2025 do lipca 2026) o 169 proc.

List, a nie mail

– Zawsze lubiłam sklepy papiernicze, lubię dotykać rzeczy. Pamiętam oczekiwanie na kartki bożonarodzeniowe, listy z wiadomościami od rodziny i znajomych, pisanie listów do babci. Piszemy listy do ludzi, których kochamy. Widać zresztą powrót popularności papeterii. W ubiegłym roku w Halifaksie otworzył się nowy sklep papierniczy. W sklepie jest papier, papeteria, pocztówki, a prowadzi go trzydziestoletnia kobieta – mówi Tara Joy Andrews.  

Próbuje wyjaśnić to zjawisko.

 – Ludzie mają skłonność do trzymania rzeczy, które sprawiają, że są szczęśliwi, zachowują wspomnienia. Chcą odsunąć się od mediów społecznościowych, bo zostały one stworzone tak, by uzależniały – mówi graficzka.

Jednocześnie zwraca uwagę, że np. na Instagramie jest olbrzymia społeczność interesująca się snail mail. Podkreśla, że renesans snail mail nie ogranicza się do modnego wśród młodszych generacji trendu. Wśród zainteresowanych są np. osoby, które przeszły na emeryturę i poszukują nowych hobby.

Graficzka wymienia też istotny element socjologiczny, czyli powstawanie nowych znajomości. Część snail mail clubs umożliwia subskrybentom wymianę listów z innymi osobami.

– Też organizuję taką wymianę listów. Jeśli pierwszy kontakt jest sympatyczny, ludzie mogą do siebie dalej pisać. Czasem powstają z tego nowe przyjaźnie. Trochę tak, jak dawniej działały kluby pen pals. Za cztery czy pięć dolarów, czyli za niewielką opłatą, można w nich było uzyskać adresy osób z całego świata. Potem można było pisać do nich listy i dowiadywać się wielu ciekawych rzeczy. Ja dowiedziałam się od korespondencyjnych znajomych z Australii, że ich Boże Narodzenie jest w lecie. To subskrypcja, ale jednocześnie zachęta do tego, by szukać nowych znajomych –  uważa Tara Joy Andrews.

Sztuka dnia codziennego. Czyli lokalny biznes

Pracy przy swoim klubie ma sporo.

– Te setki przesyłek trzeba zapakować i wysłać pocztą. Dużo czasu zajmuje marketing. Przygotowuję też newsletter dla moich subskrybentów – zaznacza Tara Joy Andrews.

Podkreśla, że kluby takie jak jej, wyrastające z własnych zainteresowań i pasji, a także poszukiwania przyjemności z pracy, to także – właśnie – praca. Wskazuje przy tym, że dla artystów, dla których snail mail clubs to forma działalności biznesowej, nawet zajmujące wiele czasu przygotowywanie listów do wysyłki to mniej skomplikowana działalność niż poszukiwanie nabywców pojedynczych grafik czy obrazów. Dodaje, że kluby to nie tylko zjawisko społeczne czy trend.

– Działam w swoim zawodzie od lat, mam doświadczenie i kontakty. Do przygotowania grafik, kartek, kopert korzystam z lokalnych drukarni. Takie kluby jak mój to mały biznes, który wspiera inny lokalny mały biznes. Kiedy stajesz się subskrybentem mojego klubu, stajesz się jednocześnie nabywcą lokalnych usług. To jest olbrzymia sieć różnych społeczności  – mówi graficzka. 

Abonament w kanadyjskich snail mail clubs to z reguły od kilku do ok. 20 dolarów kanadyjskich miesięcznie. Zainteresowanie przyjemnością z kontaktu z życiem poza siecią przekłada się na pieniądze. Telewizja CNBC opisywała przykład kanadyjskiego klubu The Lucky Duck założonego przez Kiki Klassen. Subskrybenci płacą miesięcznie 8 dolarów (amerykańskich). Założycielka działającego od 2024 r. klubu liczy obecnie miesięczne przychody na poziomie prawie 4,4 tys. USD.

Ludzki element

Profesor Richard Lachman z Toronto Metropolitan University, specjalizujący się w mediach cyfrowych, mówił w kanadyjskich mediach o coraz wyraźniej zauważalnym dążeniu Gen Z do odnajdywania rzeczy poza ekranem, rzeczy namacalnych. W wydanej w tym roku książce, „Digital Wisdom: Searching for Agency in the Age of AI” Richard Lachman pisze o umiejętności odnajdywania „cyfrowej mądrości” i poczucia sprawstwa w epoce AI. Pokazuje, jak współczesna technologia zderza się z dotychczasowymi przekonaniami o prywatności czy autonomii. Podkreśla, że podejście reprezentowane przez Sama Altmana, publicznie deklarującego, że postęp ludzkości polega na rozwoju naukowym i technologicznym, jest „krótkowzroczne i dalece niepokojące”. Dlaczego? Ponieważ sprowadza „wrodzoną, bałaganiarską, chaotyczną naturę ludzkiego społeczeństwa do serii problemów inżynieryjnych”. Umniejsza też wartość nauk humanistycznych, społecznych, sztuki, polityki, podobnie jak wartość relacji między ludźmi.

W końcu kto z nas nie zachował w życiu chociaż jednego ważnego listu, ot tak dla przyjemności?

Główne wnioski

  1. Zjawisko snail mail jest na tyle poważne, że Pinterest ujął je w raporcie opisującym 21 trendów na 2026 r. Uznano, że konsumenci będą szukać poczucia komfortu, autentyczności i optymizmu, „by uspokoić stały hałas świata i mediów społecznościowych”. Tego poczucia komfortu konsumenci upatrują m.in. właśnie w autentyczności papierowego listu
  2. Snail mail wyrasta z pasji i artystycznego talentu, ale potrzebne jest również podejście biznesowe. W tym także zrozumienie, że jest to forma wspierania małych lokalnych biznesów.
  3. Specjaliści zwracają uwagę, że Gen Z zaczęła szukać rzeczy poza ekranem. Przekonanie big techów, że postęp ludzkości polega na naukowym i technologicznym rozwoju, jest błędne. Nie uwzględnia bowiem ludzkiej nieprzewidywalności i wrodzonej chaotycznej natury społeczeństwa oraz wartości relacji między ludźmi.