Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo

Prawica skuteczniej korzysta z radykalizacji. Koalicja w sytuacji bez wyjścia

Akceptacja dla politycznej agresji i radykalizmu jest obecna zarówno u sympatyków koalicji, jak i opozycji. Większe korzyści czerpie z tego jednak tylko jedna strona. Druga potrzebuje przedefiniowania swoich metod. Raport „Ludzie bezwstydni. Dynamika emocjonalna populizmu w Polsce” to alarm dla rządzących.

Karol Nawrocki, Sławomir Mentzen
Politycy prawicy skutecznie zneutralizowali wstyd jako narzędzie uderzające w klasę ludową. W kampanii prezydenckiej zyskali na tym kandydaci prawicy, tacy jak Karol Nawrocki i Sławomir Mentzen. Fot. PAP/Wojtek Jargiło, Leszek Szymański

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czego dotyczy raport pt. „Ludzie bezwstydni. Dynamika emocjonalna populizmu w Polsce”.
  2. Jaki z raportu wyłania się obraz populizmu w wersji konserwatywnej i w wydaniu liberalnym.
  3. Na czym polega problem rządzących zarysowany w raporcie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Kolejne raporty socjologa prof. Przemysława Sadury (Uniwersytet Warszawski) ze współpracownikami z „Krytyki Politycznej” dostarczały ciekawych informacji o politycznych tendencjach w społeczeństwie. Pod koniec 2024 r., wraz ze Sławomirem Sierakowskim, w raporcie „Ukryty kryzys władzy” zwracali uwagę, że Konfederacja rośnie w siłę, a Nowa Lewica i ówczesna Trzecia Droga są w kryzysie. Wskazywali również Rafała Trzaskowskiego jako faworyta w wyborach prezydenckich. Kandydatura Karola Nawrockiego została przedstawiona miesiąc po publikacji raportu.

W lipcu duet Sadura-Sierakowski opublikował raport „Nowy duopol obali ten system”. Wynikało z niego, że powstaje nowa prawica, którą uosabia prezydent Karol Nawrocki, oraz że na znaczeniu będzie zyskiwał mniejszy duopol skrajności (Konfederacji po prawej i partii Razem po lewej stronie sceny politycznej).

„Ludzie bezwstydni”. Raport o populizmie i emocjach w polityce

Tym razem prof. Przemysław Sadura wspólnie z Julią Szostek i Michałem Sutowskim z Instytutu Krytyki Politycznej przeanalizowali rolę dumy i wstydu w umacnianiu polaryzacji politycznej. Inspiracją dla takiego kierunku były badania prof. Arlie Russell Hochschild, socjolożki z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Naukowczyni badała fenomen sukcesów konserwatywnego ruchu Tea Party oraz Donalda Trumpa. Badając mechanizmy podejmowania decyzji politycznych przywiązuje ona większą wagę do emocji (duma, wstyd) niż do czynników ekonomicznych.

Tym tropem idą też badacze z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Krytyki Politycznej. Wnioski zawarli w raporcie zatytułowanym „Ludzie bezwstydni. Dynamika emocjonalna populizmu w Polsce”.

Badanie „Polski powiatowej”

Na miejsce swoich badań wybrali gminę na Mazowszu, dla której mieszkańców istotnym punktem odniesienia w kwestii jakości życia jest Warszawa. Miasto miało spełniać stereotypowe kryteria „Polski powiatowej” czy wręcz „Polski B”. Istotną rolę dla miejscowej gospodarki odgrywało sadownictwo. Była to również gmina, w której Karol Nawrocki i Sławomir Mentzen mieli w wyborach prezydenckich wyższe wyniki lokalnie niż w skali kraju. Oprócz rozpoznania roli emocji w formowaniu politycznych postaw, celem badań było także wyjaśnienie ich wyników w wyborach prezydenckich.

Rozmówcami, z którymi badacze rozmawiali w większości indywidualnie i w dwóch przypadkach grupowo, było 19 kobiet oraz 26 mężczyzn w wieku od 18 do 81 lat. Były to osoby o różnym wykształceniu i różnych sympatiach politycznych. Ponad połowa rozmówców nie chciała określić swoich politycznych poglądów. Z tych, którzy się określili, nieco większa grupa sprzyjała Koalicji Obywatelskiej, a pozostali poparli w zeszłorocznych wyborach Karola Nawrockiego.

Pytania dotyczyły życiowych doświadczeń oraz wartości wyznawanych przez respondentów. W dalszej części dotyczyły wielu kwestii, które odgrywają istotną rolę w politycznym dyskursie. To choćby stosunek do Unii Europejskiej, migracji, ról płciowych, praw osób LGBTQ+, a także oceny współczesnej polityki. Również rządów obecnej koalicji (w raporcie wyróżniono Koalicję Obywatelską jako wiodącą partię tworzącą rząd) i prezydentury Karola Nawrockiego.

Granice dumy i warunkowa akceptacja inności

Unia Europejska w lokalnym dyskursie występowała jako istotny, choć niejednoznaczny punkt odniesienia. Liberalni respondenci postrzegają Unię jako szansę na rozwój, również finansowy, a dla konserwatywnych jest synonimem podporządkowania zewnętrznego.

W kwestii migracji oczywiste jest, że bez migracyjnej siły roboczej lokalne sadownictwo byłoby zagrożone. Obie grupy odnotowują zmianę pozycji migrantów z Ukrainy od początku rosyjskiej inwazji. Liberalni widzą tu awans społeczny, a ci bardziej konserwatywni zarzucają Ukraińcom uprzywilejowanie w dostępie do usług publicznych. Wywołuje to poczucie niesprawiedliwości. Obecność Ukraińców akceptują warunkowo – dopóki wspierają lokalną produkcję i dostosowują się do miejscowych norm.

Warunkowa akceptacja dotyczy również osób LGBTQ+. Według respondentów nienormatywność dotycząca tożsamości seksualnej powinna pozostać niewidoczna. Zdaniem badaczy jest to relacja społeczna oparta na nierówności, w której „jedni mogą głośno mówić o swoich potrzebach, a inni zobowiązani są do milczenia”.

Granice badanej dumy określają tu relacje z grupami traktowanymi jako zewnętrzne. Traktowani tak są migranci (którzy nie są tutejsi), osoby LGBTQ+ (stanowiące nienormatywną mniejszość) oraz Unia Europejska (postrzegana przez sporą grupę jako podmiot zewnętrzny).

Wstyd za polityków

Dumę budzą lokalne osiągnięcia. W kwestii wstydu jest coś, co łączy obie grupy. To wstydzenie się za kogoś innego, a nie za siebie. Jako zjawiska będące przedmiotem wstydu często padają tu narodowe stereotypy (jak choćby skłonność do nadużywania alkoholu), a rzadziej negatywne postawy wobec innych.

Obiektem wstydu łączącym obie grupy jest klasa polityczna, którą cechuje wewnętrzne skłócenie. Potępiane jest zjawisko polaryzacji społeczno-politycznej, w które wpisują się sami badani.

Krytyka polaryzacji jest kierowana jednak niemal zawsze w stronę przeciwników politycznych. Bez poczucia współodpowiedzialności, choćby zbiorowej, za społeczną polaryzację.

Niejednorodna klasa ludowa

Pytania o czynniki powodujące wstyd na poziomie lokalnym doprowadziły do bardziej szczegółowych wniosków. Respondenci liberalni uznali polską transformację za fasadową, krytykując mentalność lokalnych elit. Zdaniem badaczy, przeczy to stereotypowemu postrzeganiu zwolenników transformacji ustrojowej i wyborców KO. Zazwyczaj byli oni postrzegani jako bezrefleksyjni zwolennicy przemian.

Druga strona wskazywała na zagrożenia związane z lękiem przed degradacją społeczną, ale też na nierówności w redystrybucji. Choćby na poziomie szkolnym, gdzie dzieci rodziców z wyższych poziomów hierarchii społecznej są traktowane lepiej niż dzieci robotników.

Wstyd wzbudzają klasa polityczna i jej niekompetencja, narodowe stereotypy oraz społeczna polaryzacja.

Dalsze rozważania prowadzą do wniosku, że „polska klasa ludowa nie jest jednorodna”. Bywa zarówno liberalna, proeuropejska, jak i konserwatywna. Zespół prof. Sadury zwraca uwagę, że o przynależności do którejś z tych grup w coraz mniejszym stopniu świadczą status ekonomiczny, a w coraz większym wybory polityczne i kulturowe. Badacze zwracają uwagę, że kryterium dochodowe kwalifikowałoby do klasy ludowej nauczycieli, których zarobki są zbliżone do zarobków sprzedawczyń, a nie dyrektorów.

Liberalny populizm

Raport przełamuje stereotyp populizmu, jakoby dotyczył on głównie konserwatystów. Podatność na radykalizację oraz brutalizację języka debaty publicznej może dotyczyć każdego.

Respondenci z wyższym kapitałem kulturowym, reprezentujący zawody typowe dla inteligencji i śledzący liberalne media, czuli się osaczeni przez sympatyków PiS. Rozwijało to w nich syndrom oblężonej twierdzy, który powoduje z kolei podatność na liberalne lęki.

Choć deklarują otwartość, to nie szczędzą cichej pogardy politycznym przeciwnikom. Syndrom oblężonej twierdzy prowadzi też do pewnych skrajności, takich jak wewnętrzny przymus dystansowania się od krytykowanych postaw.

Prawica skuteczniej korzysta z radykalizacji

W swoim poprzednim raporcie prof. Przemysław Sadura i Sławomir Sierakowski wskazywali, że Karolowi Nawrockiemu w wygraniu wyborów pomogła konsolidacja prawicowych elektoratów wokół radykalizmu, antysystemowości, suwerenizmu i akceptacji autorytaryzmu. Nowy raport potwierdza, że prawica skuteczniej wykorzystała radykalizację w ubiegłorocznych wyborach.

O sprzyjaniu tendencjom autorytarnym w elektoracie Karola Nawrockiego świadczyć ma akceptacja udziału w ustawkach kibolskich. Ma to symbolizować siłę lidera, który nie daje się ograniczać. Potrzeba antysystemowości wyrażała chęć zmiany na scenie politycznej przez twarz spoza starej sceny.

Innym czynnikiem istotnym dla emocji prawicowych wyborców było poczucie bycia poszkodowanym przez Ukraińców i innych migrantów, przez których (nawet jeżeli takie przeświadczenie nie ma pokrycia w faktach) czują się jak obywatele gorszej kategorii.

Karol Nawrocki w kampanii wyborczej wychodził tej emocji naprzeciw. Mówił m.in., że ukraińscy uchodźcy są traktowani lepiej przez system ochrony zdrowia. Do wyborców Konfederacji z kolei kierował przekaz oparty na suwerenizmie wyrażanym postawami krytycznymi wobec migracji w kontrze do prounijnych stronnictw.

Badacze zwracają uwagę na nowe miejsce wstydu w procesie polaryzacji. Przez lata prounijne centrum zawstydzało prowincję. Za rządów PiS nastąpiło dowartościowanie tzw. społecznych peryferii. W efekcie wstyd przestał być głównym czynnikiem porządkującym myślenie elektoratu ludowego.

Wstyd już nie działa. Koalicja w pułapce

W ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej mechanizm zawstydzania politycznego przeciwnika i jego zwolenników poniósł porażkę. Politycy i sympatycy koalicji rządzącej konkurując z Karolem Nawrockim wytykali mu znajomości w kibolskim i przestępczym półświatku. Pojawiały się również sugestie o uzależnieniu (zażycie snusa podczas debaty telewizyjnej) czy o sutenerstwie (publikacje o przeszłości Nawrockiego, gdy pracował w sopockim Grand Hotelu). Nie zniechęcało to jednak konserwatywnych wyborców. Tu zaczyna się problem polityków i wyborców koalicji.

„Jeśli liberalny elektorat nie przejdzie równie gruntownej terapii jak ta, którą „ludowi” przeprowadził PiS, i nie oduczy się zawstydzać, poniżać, wywyższać i pouczać, to przegra także wszystkie kolejne głosowania. (...) Na razie nic nie wskazuje na to, żeby liberalna elita miała zdolność autorefleksji” – twierdzą badacze.

Jako przykłady nieskuteczności zawstydzania politycznego przeciwnika badacze wskazują reakcje na niedawny wywiad pierwszej damy w TVN24. Liberalne liderki opinii (choćby pisarka Manuela Gretkowska na Facebooku, czy dziennikarka „Wysokich Obcasów” Natalia Waloch) sięgały po klasistowską retorykę, jakoby Marta Nawrocka nie miała mandatu do prezentowania swojego punktu widzenia na sprawy kobiet. Takie głosy tylko podbijały solidarność z pierwszą damą.

Badacze wskazują, że choć polityka budzi coraz większą niechęć, to budzi też nie mniejsze zaangażowanie emocjonalne. Razem z nim rośnie akceptacja dla politycznej agresji. Dotyczy to zarówno wyborców konserwatywnych, jak i liberalnych.

Przedwyborczy krajobraz

Z raportu wyłaniają się gorzkie wnioski dla koalicji rządzącej. Uderzanie w politycznego przeciwnika przy zastosowaniu poniżania z perspektyw klasowych jest nieskuteczne. Prawica się na to uodporniła. Dla polityków i wyborców koalicji oznacza to konieczność znalezienia nowych metod oraz nowej retoryki. Na razie jednak – zdaniem twórców raportu – trudno o autorefleksję.

Prawica nie tylko uodporniła się na mającą ją zawstydzić narrację, lecz wypracowała mechanizm bezwstydności. Jej wyborcy konsolidują się wokół polityków odmawiających im wstydu, gdy liberałowie sięgają po takie środki.

Stawiając na Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera, PiS postawiło również na radykalną retorykę. Radykalizmami posługują się też pozostałe partie opozycyjne na prawicy – Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej. Obie te partie są przymierzane do ewentualnego paktu senackiego z PiS, a także do potencjalnej koalicji po wyborach w 2027 r., choć obecnie politycy PiS dystansują się od lidera Korony, Grzegorza Brauna. Postawienie na radykalizację przekazu może być próbą rywalizacji z Braunem i próbą powstrzymania dalszego odpływu wyborców PiS do Korony.

Główne wnioski

  1. Raport „Ludzie bezwstydni. Dynamika emocjonalna populizmu w Polsce” to wynik badań terenowych w Polsce powiatowej. Badacze z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Krytyki Politycznej próbowali poznać emocje decydujące o wysokim poparciu dla Karola Nawrockiego i Sławomira Mentzena (w badanej gminie ich wyborcze wyniki były wyższe niż w skali kraju). Próbowali poznać wpływ emocji na mechanizm podejmowania politycznych decyzji.
  2. Z raportu płynie wniosek o zagrożonej dumie i dynamice wstydu, które wpływają na polityczną polaryzację. Wstyd jest kierowany przez zwolenników koalicji i opozycji na siebie nawzajem, co karmi ich populizmy. Elementami prawicowego populizmu są niechęć do tego, co zewnętrzne (migranci, Unia Europejska) oraz różne poziomy rasizmu i homofobii. Populizm liberalny cechuje się klasizmem i poczuciem wyższości. Radykalizacja nie dotyczy jedynie konserwatystów. Przyzwolenie na polityczną agresję występuje po obu stronach. Prawica jednak czerpie z radykalizacji większe profity.
  3. Po latach rządów PiS wstyd nie jest już skutecznym narzędziem do uderzania w prawicę i jej wyborców. Rządy PiS dowartościowały konserwatywny elektorat. Strona liberalna potrzebuje autorefleksji oraz znalezienia nowych źródeł dumy. Ich brak prowadzi do eskalacji populizmu i agresji, a na nich bardziej zyskuje prawica.