Kategorie artykułu: Biznes Newsy

Prezes Warty apeluje o 15-procentowe podwyżki w OC. „Rynek nie ma wyjścia, inaczej utoniemy” (WYWIAD)

Jarosław Parkot, prezes Warty, ostrzega branżę przed wojną cenową w OC i AC, która może przynieść miliardowe straty. Ubezpieczyciel podniósł już w tym roku ceny, a to być może nie koniec podwyżek. Prezes z 16-letnim stażem zapowiada, że za pięć lat Warta przegoni PZU.

Jarosław Parkot uważa, że pogoń za udziałem w rynku za wszelką cenę byłaby błędem, dlatego Warta świadomie zdecydowała o wyhamowaniu dynamiki sprzedaży. Fot. Warta

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego prezes Warty celowo hamuje sprzedaż ubezpieczeń OC.
  2. Jakie straty czekają branżę ubezpieczeniową w najgorszych scenariuszach.
  3. Co prezes Warty sądzi o ujednoliceniu definicji w OWU oraz o przejęciach konkurentów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Piotr Sobolewski: 12,6 mld zł składki przypisanej brutto w 2024 r., 15 mld zł w 2025 r. Aby utrzymać dynamikę w 2026 r., powinno być to już 18 mld zł. Uda się?

Jarosław Parkot, prezes Warty: Ten rok będzie inny. Prosta kontynuacja wzrostu w obecnych warunkach byłaby nierozsądna. Mamy do czynienia z „miękkim rynkiem” w majątku oraz ostrą wojną cenową w ubezpieczeniach komunikacyjnych, w której branża notuje straty.

W takiej sytuacji pogoń za udziałem w rynku za wszelką cenę byłaby błędem. Dlatego zdecydowaliśmy, że nie będziemy jeszcze bardziej przyspieszać. Już w kwietniu, jako jeden z pierwszych dużych graczy, podjęliśmy decyzję o 8-procentowym podniesieniu cen, akceptując związane z tym przejściowe spowolnienie sprzedaży. Dzięki temu, pomimo strat całego rynku, utrzymujemy dodatni wynik w tym kluczowym segmencie.

Warto wiedzieć

Menedżer, który kieruje Wartą nieprzerwanie od 16 lat

Jarosław Parkot to jeden z najbardziej doświadczonych menedżerów w polskim sektorze ubezpieczeniowym, który od 16 lat stoi na czele Warty. Czyni go to obecnie najdłużej urzędującym prezesem dużego towarzystwa ubezpieczeniowego w Polsce. Wcześniej od 2004 do 2010 r. kierował polskim biznesem grupy ubezpieczeniowej Uniqa.

XYZ

Kolejne podwyżki zależą od średniej szkody w OC

To koniec podwyżek czy pierwszy etap?

Pierwsze kroki. Patrzymy już na kolejny rok, ponieważ w branży ubezpieczeniowej wyniki finansowe planuje się z dużym wyprzedzeniem. Rok 2026 jest już w dużym stopniu przez nas policzony. Mamy oszacowane wyniki tego roku i naszą rentowność.

Ubezpieczenia to gra długoterminowa. Polisa kupiona dzisiaj będzie chronić klienta przez cały najbliższy rok, a ewentualne szkody z niej wynikające mogą być likwidowane jeszcze później. Dlatego nasze obecne decyzje o cenach kształtują wyniki finansowe, które zobaczymy w przyszłości. Utrzymujemy rentowność i naszym celem jest kontynuowanie tej strategii. Dlatego uważnie obserwujemy kluczowe wskaźniki, takie jak średnia składka, częstość szkód i rosnące koszty napraw pojazdów. To od nich zależeć będzie, jaki poziom cen wystarczy do zrealizowania naszego przyszłorocznego planu, czy konieczne będą dalsze korekty.

Ten rok spisany jest już na straty?

W żadnym wypadku. Mamy 20 proc. udziałów w rynku i większy wzrost przypisu niż rynek. Teraz mamy chwilowe schłodzenie naszej sprzedaży, podejmujemy decyzje, których efekty zobaczymy w przyszłym roku. Nie chodzi o to, czy będziemy na plusie, czy minusie, ale o realizację planu.

Jaki jest ten plan?

Bardzo ambitny, zarówno pod względem przypisu, jak i wyników finansowych. Mamy ku temu solidne podstawy – jesteśmy dużym graczem nie tylko w Polsce, ale jesteśmy także kluczową częścią międzynarodowej grupy Talanx [akcjonariusz Warty – red.], dla której co roku generujemy ponad 300 mln euro zysku. Jednakże dzisiaj obserwujemy spadające ceny nie tylko w OC, ale też w ubezpieczeniach dla firm, mieszkaniowych i życiowych. To oznacza, że nie każdy rok będzie dla nas rekordowy, ale podejmujemy działania, by sprostać naszym planom.

„Kończy się etap dobrych wyników, trzeba reagować”

Dlaczego wynik techniczny sektora w OC znowu jest pod kreską? Rynek wrócił do wojny cenowej czy wzrost wypłacanych świadczeń przyspieszył?

I jedno, i drugie. W ostatnich pięciu latach składki na rynku OC wzrosły o 11 proc., a w AC o 32 proc., a szkody w tym czasie zwiększyły się o 50 proc. Jeśli mamy taką dysproporcję, to pojawia się problem niesamowitej luki. Jeśli dodamy do tego lukę w mieszkaniach i korporacjach, to najwyższa pora zastanowić się, w którą stronę jako rynek idziemy. Kończy się etap dobrych wyników, trzeba reagować. My to robimy, bo najważniejszy dla nas jest zdrowy model biznesowy.

I cały rynek powinien pana posłuchać?

Każda firma na rynku podejmuje własne, suwerenne decyzje. Czuję jednak, że moim obowiązkiem, jako prezesa lidera branży, jest głośne mówienie o faktach i liczbach. Zależy mi na tym, aby dyskusja o kondycji rynku opierała się na twardych danych, a nie na życzeniach czy przypuszczeniach. Wie pan dobrze, że rzadko udzielam wywiadów, ale jesteśmy w takim momencie, że powinienem ten sygnał wysłać.

Prezes Warty prognozuje ogromne straty sektora

To nakreślmy najgorszy scenariusz. Co się może stać?

Nasze analizy rynkowe, oparte na dwóch prawdopodobnych scenariuszach wzrostu średnich kosztów szkód – o 5 proc. i 7,5 proc. rocznie – malują bardzo niepokojący obraz dla całej branży.

Zacznijmy od obowiązkowych ubezpieczeń OC. Przy tych założeniach prognozujemy dla całego rynku stratę od 1,3 mld zł do 1,6 mld zł w 2026 r., która w 2027 r. pogłębi się do poziomu od 2,2 mld zł do 2,8 mld zł.  To nie wszystko. Dodatkowe potężne straty pojawią się w segmencie autocasco. Już teraz, w pierwszym kwartale, rynek AC jest na minusie, a historia pokazuje, że to zwykle najlepszy okres w roku. Na koniec 2026 r. strata w tym segmencie sięgnie od 26 mln zł do 179 mln zł, a w 2027 r. wzrośnie do kwoty od 380 mln zł do aż 840 mln zł.

Czy ten scenariusz musi się spełnić? To zależy od odpowiedzialności wszystkich graczy. Chcemy podkreślić, że Warta w tym nie bierze udziału. Nasza fundamentalna zasada jest niezmienna – każdy produkt ma na siebie zarabiać, będziemy nadal rentowni.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

„Nie walczymy o krótkoterminowe zyski”

Ale możecie przez to stracić pozycję lidera w OC, o którą tak zabiegaliście.

Nawet jeśli zajmiemy przez trzy, cztery miesiące drugie miejsce, to jakie to ma znaczenie? Nie walczymy o krótkoterminowe zyski. Nasze ambicje są bardzo poważne, ale wzrost ma być racjonalny. Zmiany cen w ujęciu długoterminowym mogą tylko wzmocnić naszą pozycję. Jesteśmy liderem w każdej kategorii rynku. Mamy najlepszy pricing, selekcję ryzyka, najlepsze relacje z agentami i brokerami, najwyższą jakość, do tego jesteśmy najlepszym pracodawcą w Polsce.

Wdrażamy 100 innowacji co roku, inwestujemy dużo w nowoczesne procesy. W Warcie technologia ma wspierać klientów, agentów i brokerów oraz pracowników. Dzięki automatyzacji jesteśmy w stanie wypłacać odszkodowania nawet tego samego dnia, a świadczenia w ciągu kilku godzin od zgłoszenia. Co jednak ważniejsze, nowoczesne narzędzia odciążają naszych ekspertów od biurokracji. Zamiast wypełniać dokumenty, mogą poświęcić swój czas na osobistą rozmowę i wsparcie klienta w trudnej sytuacji. Dlatego w Warcie poszkodowany ma gwarancję kontaktu z indywidualnym opiekunem, co jest dziś wyjątkowe na rynku.

Nawet jeśli zajmiemy przez trzy, cztery miesiące drugie miejsce, to jakie to ma znaczenie? Nie walczymy o krótkoterminowe zyski.

Warta za pięć lat ma być największym ubezpieczycielem majątkowym w Polsce

Branża panu zarzuci, że gdy był pan drugi i gonił pan pozycję pierwszą, to skala miała znaczenie, a teraz, gdy Warta jest już liderem, to nagle przestała i apeluje pan o podwyżki.

Skala ma znaczenie, ale w racjonalny sposób. Chcemy być pierwsi na tym rynku przez kolejne pięć lat. Co więcej, za pięć lat w całych ubezpieczeniach majątkowych będziemy pierwszą firmą na rynku [oznaczałoby to przegonienie PZU – red.]. Czy we wszystkich grupach? Może nie, ale w większości, w tym w AC.

Co się musi zmienić na rynku? Trzeba podnieść ceny czy KNF powinien mocniej reagować, gdy ktoś jest pod kreską?

KNF zaczął już działać, prowadzi kontrole i nakłada kary za ubiegłe lata. Myślę jednak, że warto przyjrzeć się także temu, co dzieje się w tym momencie. Ostateczne decyzje o strategii i apetycie na ryzyko zawsze należą do zarządów i rad nadzorczych poszczególnych firm. Jedno jest pewne: rynek jako całość nie ma wyjścia, musi podnieść ceny, bo inaczej utonie.

Klienci mogą ponieść ryzyko pogorszenia jakości

Koniec ery mówienia, że na OC się w Polsce nie zarabia?

To bezsensowne wytłumaczenie. My pokazujemy, że na tym produkcie również się zarabia i robimy to od lat.

Teraz zarabiacie niedużo. 2 mln zł wyniku technicznego.

Tak, ale to I kwartał tego roku, w momencie spadku cen i niekorzystnych zjawisk pogodowych. W tym i przyszłym roku chcemy osiągnąć combined ratio [relacja wypłacanych odszkodowań i ponoszonych kosztów do zebranej składki – red.] na poziomie 97-98 proc., a celujemy w 94 proc. To zdrowy poziom marży, gdy klienci wiedzą, że nie mamy nadmiarowych zysków z tego produktu.

Jak to tłumaczyć klientom? Zapłacą teraz więcej, choć nie mieli żadnej szkody. Z jakim odpływem klientów się liczycie?

Od lat mamy pozytywny bilans. W ciągu ostatnich czterech, pięciu lat pozyskaliśmy dodatkowe 3 mln klientów, to potężny kapitał, który daje nam ogromną stabilność. Jak tłumaczyć podwyżki? Trzeba pokazywać klientom, jaka jest składka, jaka inflacja, a jakie szkody. Jeśli okaże się, że w rachunkach wyników sektora zniknie 2-4 mld, zł to klient będzie ponosił ryzyko pogorszenia jakości. Na miejscu każdego klienta wolałbym zapłacić te kilkadziesiąt złotych więcej.

Ale to przecież nie jest ubezpieczenie dla mnie, ludzie traktują to jak podatek.

To prawda, ale to samo jest w AC. Ponadto, to sytuacja, która może spotkać każdego z nas, że obsługa i jakość będzie dużo niższa. A dla nas właśnie to jest kluczowe. Nie bez powodu przez dziewięć lat z rzędu mamy najniższy wskaźnik skarg do Rzecznika Finansowego. Firma, która ma wysoką jakość, w trudnej sytuacji sobie poradzi dużo lepiej niż ta, która konkuruje tylko ceną.

Efektem strat w sektorze byłby... wzrost Warty

No dobrze, jakość to jedno, ale czym jeszcze zaowocuje realizacja scenariusza, który pan nakreśla?

Naszym większym wzrostem w przyszłości, bo będziemy mieć lepszą platformę do rozwoju.

To chyba dobrze. Może nie ma co przestrzegać branży, tylko robić swoje?

Gdybyśmy myśleli tylko o sobie, być może byśmy milczeli. Ale pozycja lidera zobowiązuje. Naszym obowiązkiem jest dbanie o stabilność całego sektora, bo w długim terminie jest to w interesie każdego klienta. Dlatego nie możemy ignorować faktów.

A fakty są takie, że koszty napraw i odszkodowań będą rosły. Żeby zrównoważyć ten wzrost, rynek potrzebuje korekty cen w granicach 10-15 proc. Nie mówię tego, by kogoś straszyć. Mówię to, bo takie są wyliczenia. To czysta matematyka, a z nią trudno się dyskutuje.

Rynek potrzebuje korekty cen w granicach 10-15 proc. To czysta matematyka, a z nią trudno się dyskutuje.

Warta celuje w pozycję nr 3 na rynku ubezpieczeń na życie

Ubezpieczenia komunikacyjne stanowią 63 proc. waszego portfela, sporo.

Majątek i komunikacja rosną równie szybko, co istotne, w składce regularnej w ubezpieczeniach życiowych też rośniemy dwa razy szybciej niż rynek. Bardzo dobrze rozwijamy się w ubezpieczeniach na życie – kilka lat temu byliśmy 10. graczem, a teraz jesteśmy czwartym. Co więcej, nie mamy składki jednorazowej. Nasza strategia to produkty życiowe oparte na ryzyku. Ubezpieczenia ze składką jednorazową to korzyść jedynie dla banku, czy innej instytucji, z którą się współpracujemy. Mamy ponad 200 mln zł nowego przypisu w składce regularnej co roku.

Zdobycie trzeciego miejsca na tym rynku jest realne. Zbudowaliśmy coś, co jest unikatowe na rynku, bo sprzedajemy ubezpieczenia życiowe także przez agentów wyspecjalizowanych w dziale majątkowym. Wiele lat temu wydawało się to niemożliwe, dziś to część naszej oferty.

Ubezpieczanie zdrowia jako opcja dodatkowa przy ubezpieczeniach życiowych robi teraz różnicę w konkurowaniu?

Zdecydowanie tak. Widzimy, że nasi klienci potrzebują takiej ochrony i ją wybierają. Najlepiej świadczą o tym twarde dane. W naszej nowej sprzedaży udział polis z umowami dodatkowymi dotyczącymi zdrowia klienta wzrósł w ostatnim roku aż o 11 proc. To wyraźny sygnał, że klienci coraz aktywniej szukają kompleksowej ochrony, a zdrowie jest dla nich absolutnym priorytetem. Dlatego rozwijanie naszej oferty o kolejne innowacyjne dodatki zdrowotne jest i będzie jednym z kluczowych kierunków rozwoju Warty.

„Nie znaleźliśmy wartościowego celu do przejęcia”

Może warto wejść w „czyste” ubezpieczenia zdrowotne?

W obecnym systemie ochrony zdrowia potrzeba ubezpieczeń zdrowotnych jest oczywista, ale trzeba zwrócić uwagę na rentowność, która jest niska. Gdy popatrzymy na głównych graczy, to warto sprawdzić, po ilu latach zaczęli zarabiać. Dziś współpracujemy z Lux Medem i oferujemy ubezpieczenia zdrowotne dla MŚP. Żeby być dużym graczem, musielibyśmy być dostawcą tej usługi, a rynek musiałby być bardziej rentowny. Dotychczasowe analizy wskazały, że nie jest to atrakcyjny obszar dla naszego rozwoju.

Talanx jest otwarty na akwizycje w Polsce?

Wzrośliśmy z 12 do 20 proc. organicznie i jesteśmy pokazywani w grupie jako wzór wzrostu bez przejęć. Ale Talanx robi akwizycje za granicą. Mieliśmy kilka rozmów o przejęciach w Polsce. Akcjonariusze pytają nas co o tym sądzimy i od 14 lat nie znaleźliśmy takiego celu, który byłby dla nas wartościowy. Nie widzimy wymiernej korzyści dla Warty.

Na rynku ubezpieczeń dla firm widać duże przeceny

Przejdźmy do ubezpieczeń dla firm. Przygotowaliście raport, z którego wynika, że rynek się kurczy, ceny spadają, a jednak wielu graczy ma duże ambicje w tym obszarze. Jak to tłumaczyć?

Rynek ubezpieczeń dla dużych firm jest trudny, ale musimy na nim być. Obecnie największym wyzwaniem jest sytuacja na rynku globalnym, spadki cen również u reasekuratorów. Żeby to zobrazować, żadna polska firma nie jest w stanie samodzielnie ubezpieczyć np. całej elektrowni. Część tego ogromnego ryzyka sprzedajemy właśnie reasekuratorom, głównie z Londynu. Kiedy oni obniżają swoje ceny, na naszym lokalnym rynku natychmiast pojawia się presja na cięcie stawek dla klienta końcowego. I to właśnie obserwujemy – ceny w Polsce spadają, a cykl przecen się napędza.

To o tyle niebezpieczne, że ten segment biznesu ma bardzo niską marżowość. Rentowność udaje się tu zachować tylko wtedy, gdy wskaźnik szkodowości wynosi około 53-55 proc. Tymczasem obserwujemy przeceny w dużych ryzykach na poziomie 30-50 proc.

Ale rynek rośnie...

Inwestycje związane z KPO napędzają popyt. Ale co z tego, skoro rentowność całości topnieje w oczach? Dziś presję cenową widać w niemal każdym obszarze ubezpieczeń korporacyjnych.

Pool jądrowy? Warta może wejść bezpośrednio, ale możliwy jest też udział spółek globalnych

Jednocześnie mamy duże projekty, jak elektrownia jądrowa czy Port Polska.

Jako drugi największy gracz to naturalne, że jesteśmy przy tych inwestycjach. Mamy spółkę reasekuracyjną w grupie Talanx, która specjalizuje się w tego typu inwestycjach. Kluczowe jest, jaka jest ocena ryzyka i jaka jest składka – jeśli potrafimy to zaakceptować, to wchodzimy w ochronę ubezpieczeniową tej inwestycji. Czysta ekonomiczna decyzja.

Ma pan niedosyt związany z poolem jądrowym? Warta myślała o tym, by być liderem. Teraz wiemy, że TUW PZUW przejmie tę rolę.

Bierzemy czynny udział w rozmowach. Zobaczymy, jaki będzie finał. Jeśli propozycja będzie dla nas do zaakceptowania, to ją zaakceptujemy. Rozmawiamy też z grupą, by wejść i jako Warta, i jako grupa, czy to Hanover Re, czy HDI Global. Robimy to dlatego, że przy elektrowni będą potrzebne olbrzymie pojemności.

„Współpraca branży jest możliwa tam, gdzie nie narusza konkurencji”

Pool jądrowy to jeden z obszarów, gdzie sektor współpracuje ze sobą. Od lat słychać jednak narzekanie, że tej współpracy mogłoby być więcej, a bankowy BLIK jest przedstawiany jako wzór do naśladowania. Można coś zrobić?

Porównanie do Blika jest zręczne, ale musimy pamiętać o fundamentalnych różnicach między naszymi sektorami. Kluczowe jest pytanie o wspólną korzyść. W ubezpieczeniach współpraca rozwija się tam, gdzie korzyść jest oczywista dla wszystkich i nie narusza konkurencji.

Możemy wskazać tu dwa główne obszary. Pierwszy to walka z przestępczością i usprawnienia procesowe. To nasz wspólny interes. Dlatego z sukcesem współpracujemy w ramach UFG i PIU przy takich projektach jak wspólna aplikacja do obsługi zdarzeń drogowych mStłuczka, cyfrowa wymiana zdjęć z wypadków (system FOTO), czy bazy danych, które pomagają zwalczać próby wyłudzeń. To przynosi korzyść i nam, i przede wszystkim uczciwym klientom.

Drugim obszarem jest np. tworzenie standardów rynkowych. Jako branża potrafimy przygotować wspólne stanowisko i standardy działania, czego najlepszym przykładem są wypracowane z KNF tzw. rekomendacje dystrybucyjne, dbające o jakość sprzedaży. Angażujemy się też w kluczowe debaty regulacyjne, na przykład dotyczące zasad przymusowej restrukturyzacji, czyli tematu resolution. Uważamy, że w tym obszarze kluczową rolę powinien odgrywać KNF.

Wspólne definicje? Postulat trudny do zrealizowania

No dobrze, a inny obszar współpracy, np. wypracowane przez branżę ustandaryzowane definicje w OWU. Mówi o tym np. Rzecznik Finansowy. Warto w to iść?

Rozumiem intencję, która stoi za tym pomysłem – chęć ułatwienia klientom porównywania ofert. I to jest cel, z którym w pełni się zgadzam. Mam jednak fundamentalną wątpliwość, czy droga do niego wiedzie przez ujednolicanie produktów.

Jestem zwolennikiem wolnorynkowej konkurencji, ponieważ ona w najszerszym stopniu chroni interesy klientów. Konkurowanie, to nie tylko cena. To także innowacyjność, jakość obsługi, szybkość likwidacji szkód czy zakres ochrony. Jeśli sprowadzimy wszystko do jednego, standardowego wzorca, jedynym polem do rywalizacji pozostanie cena. A to droga do obniżenia jakości, a w konsekwencji strata dla klienta.

„Co roku gramy w Lidze Mistrzów i ją wygrywamy”

Przejdźmy jeszcze na koniec do zarządzania Wartą. W lipcu mija 16 lat, od kiedy zasiada pan na stanowisku szefa. Wciąż czuje pan frajdę z kierowania tak dużą firmą?

W Warcie dzieje się bardzo dużo. Co roku gramy w Lidze Mistrzów i ją wygrywamy – mamy najlepsze wyniki, najlepszą rentowność, jesteśmy najlepsi w likwidacji szkód i we współpracy z pośrednikami. Nieważne dziś, ile kto pracuje na jakim stanowisku, ale jakie ma wyniki. Tym się zajmujemy.

Można się zmęczyć.

Wręcz przeciwnie. Myślę, że człowiek nie męczy się, gdy ma dużo pracy, tylko wtedy, gdy patrzy w okno i nie widzi sensu swojej pracy. Uwielbiam swoją pracę, a jej kluczowym elementem są ludzie. To właśnie praca z zespołem, bezpośrednie relacje i wspólne pokonywanie wyzwań dają mi najwięcej energii. Codzienna obecność w biurze to dla mnie autentyczna przyjemność.

Jak długo trwa pana kadencja?

Moja obecna kadencja trwa jeszcze dwa lata. Co będzie później? O tym, zgodnie z zasadami, zdecydują właściciele firmy. Po szesnastu latach na stanowisku prezesa, kiedy patrzę na niesamowity rozwój spółki, mogę szczerze powiedzieć, że kierowanie Wartą przynosi mi ogromną satysfakcję. Energia, którą czerpię z pracy z ludźmi, sprawia, że to wciąż jest dla mnie czysta przyjemność, a nie praca.

Główne wnioski

  1. Odpowiedź na wojnę cenową i prognoza strat sektora. Warta jako jeden z pierwszych dużych graczy podniosła w kwietniu ceny polis o 8 proc., akceptując przejściowe schłodzenie sprzedaży w imię utrzymania rentowności. Jarosław Parkot ostrzega, że przy braku odpowiedzialności rynkowej i rosnących o 50 proc. kosztach szkód, w latach 2026-2027 łączna strata sektora w samych ubezpieczeniach komunikacyjnych (OC i AC) może sięgnąć miliardów złotych.
  2. Ambitne plany ekspansji. Strategicznym celem Warty jest prześcignięcie konkurencji i wywalczenie w ciągu najbliższych pięciu lat pozycji lidera całego rynku ubezpieczeń majątkowych, w tym segmentu autocasco. Równolegle spółka dynamicznie rozwija ubezpieczenia życiowe oparte na regularnej składce, celując w awans z czwartego na trzecie miejsce na rynku.
  3. Sceptycyzm wobec akwizycji i standaryzacji. Talanx, właściciel Warty, pozostaje otwarty na akwizycje w Polsce, jednak zarząd od 14 lat nie znalazł podmiotu, którego przejęcie przyniosłoby firmie wymierną wartość biznesową. Prezes Warty krytycznie ocenia pomysły ujednolicania definicji w umowach ubezpieczeniowych, argumentując, że ograniczenie konkurencji do ceny uderzyłoby w jakość obsługi klienta.