Kategoria artykułu: Polityka

Prezydenci z KO pod ostrzałem. Po Krakowie mogą być inne miasta

Po krakowskim referendum ruszyła giełda nazwisk. Pojawiły się też zapowiedzi kolejnych referendów. – Dla prezydentów miast najgroźniejsze jest połączenie dwóch rzeczy: niekompetencja i otoczka polityczna – mówi Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej.

Aleksander Miszalski
Mieszkańcy Krakowa zdecydowali: po dwóch latach Aleksander Miszalski pożegna się z funkcją prezydenta. Czy będą kolejne miasta? Fot. PAP/Art Service

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie polityczne wnioski płyną z krakowskiego referendum.
  2. Jak wygląda wstępna giełda nazwisk kandydatów na następcę Aleksandra Miszalskiego.
  3. W jakich miastach jest potencjał na kolejne referenda odwoławcze.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Po dwóch latach rządów z funkcją prezydenta Krakowa decyzją mieszkańców w referendum żegna się Aleksander Miszalski. Frekwencja wyniosła 29,99 proc. (próg ważności wynosił 26,98 proc.).

Krakowska opozycja i mieszkańcy domagali się zmian, krytykując ustępującego prezydenta m.in. za wprowadzenie Strefy Czystego Transportu (ograniczającej pojazdom niespełniającym norm emisji spalin wjazdu na obszar 60 proc. powierzchni miasta), zatrudnianie na publicznych stanowiskach osób z politycznego nadania oraz rosnące zadłużenie miasta.

Referendum w Krakowie. Miszalski odchodzi

Już po przegranym głosowaniu Aleksander Miszalski podziękował Krakowianom za udział w referendum oraz za dwa lata pełnienia urzędu. Wcześniej jednak zniechęcał mieszkańców do udziału w referendum. Liczył, że frekwencja nie przekroczy wymaganego progu.

Przewaga głosujących za jego odejściem była ogromna. Za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego zagłosowało 171 581 osób, a przeciwko odwołaniu 3 631 osób.

Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, zwraca uwagę na kilka czynników politycznych, które miały wpływ na przegraną Miszalskiego. To jego pracownia przeprowadziła badania exit poll podczas krakowskiego referendum.

– Dla prezydentów miast najgroźniejsze jest połączenie dwóch rzeczy: jakaś forma niekompetencji i otoczka polityczna. Jeżeli to polityk kojarzony z KO, to dla części wyborców PiS, Konfederacji i partii Brauna jest to wystarczająca motywacja, by iść na referendum. W 2024 r. przewidywaliśmy, że w tej kadencji samorządu czeka nas fala referendów. Z kilku przyczyn. To chociażby wysoka frekwencja w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, a niska w samorządowych, czego efektem są niskie progi referendalne. Tam, gdzie rządzi ktoś z KO, perspektywa pokazania żółtej kartki Tuskowi jest kusząca. Dopóki rządzi Donald Tusk, prezydenci z KO są zwierzyną łowną. Tuska nie można odwołać w referendum, ale można z satysfakcją odwołać kojarzonego z nim prezydenta miasta – uważa Łukasz Pawłowski.

Jak mówi prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, KO nie może lekceważyć zjednoczonych sił prawicy.

– KO powinna zdać sobie sprawę, że nawet jeżeli podział mandatów w sejmie jest dla niej korzystny, to prawica ma inną większość. Wyborców PiS, Konfederacji i Brauna jest więcej. Sprawili, że w zeszłym roku wygrał Karol Nawrocki i zmobilizowali się w Krakowie – przyznaje ekspert.

Pierwsze nazwiska kandydatów

Już pierwsze godziny po zakończeniu głosowania przyniosły nazwiska pierwszych chętnych na prezydenturę w Krakowie. Do walki o schedę po Miszalskim zgłosił się Bartosz Bocheńczak. To sekretarz partii Nowa Nadzieja, działacz Konfederacji i były szef kampanii prezydenckiej Sławomira Mentzena.

– Jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy i komisarz rozpisze wybory, to będę startować. Chciałbym odpowiedzieć na bolączki, które stały u podstaw zrezygnowania z usług ustępującego prezydenta. Po pierwsze to Strefa Czystego Transportu, którą z wielką przyjemnością bym zlikwidował. To również ogromne kolesiostwo w spółkach samorządowych i instytucjach związanych z samorządem. W zastraszającym tempie rośnie zadłużenie Krakowa, które chciałbym ograniczyć – mówi Bartosz Bocheńczak.

Po pierwsze to Strefa Czystego Transportu, którą z wielką przyjemnością bym zlikwidował.

Chęć startu zadeklarował także Marian Banaś, były prezes Najwyższej Izby Kontroli oraz minister finansów w rządzie PiS, który w ostatnich latach był skonfliktowany z dawną partią.

Nieoficjalnie słychać, że swoją kandydatkę w krakowskich wyborach prezydenckich wystawi partia Razem. Ma nią być Aleksandra Owca, miejska radna oraz współprzewodnicząca partii. Szczegóły mają być ogłoszone we wtorek o godz. 17.

PiS czeka na ruch KO

Prawo i Sprawiedliwość nie podjęło jeszcze decyzji. Jak mówi Łukasz Kmita, krakowski poseł PiS i kandydat, który w 2024 r. przegrał z Miszalskim, partia czeka na możliwość kontrataku.

– Czekamy na wskazanie komisarza przez Donalda Tuska i wojewodę. Jeżeli nie będzie to sekretarz miasta, który jest apolitycznym urzędnikiem, to byłby to skandal. Mieszkańcy wypowiedzieli się przeciwko KO w Krakowie i próba narzucenia partyjnego komisarza byłaby policzkiem dla mieszkańców. Naszym lub popieranym przez nas kandydatem będzie osoba, która będzie umiała zawalczyć o drugą turę, a potem o zwycięstwo. Druga kwestia to osoba, którą wskaże Donald Tusk na kandydata KO na prezydenta Krakowa. Nie ujawnimy kandydata, jeżeli wcześniej nie zrobi tego KO. Dopasujemy naszą strategię do działań przeciwnika, by być skuteczniejszym i osiągnąć sukces – mówi poseł Łukasz Kmita.

Nie ujawnimy kandydata, jeżeli wcześniej nie zrobi tego KO.

Jak mówi polityk PiS, partia bierze pod uwagę pięć osób.

– To m.in. bardzo ceniony profesor bez szyldu partyjnego, który mógłby być kandydatem szerokiej części społeczeństwa. Druga to nasz sprawny działacz samorządowy i skuteczny wiceprzewodniczący Rady Miasta (Michał Dwernicki – red.). W tym gronie jest też osoba, która służyła bezpieczeństwu państwa polskiego i Małopolsce i ma świetne CV. Gdyby z koalicji odszedł jeden z parlamentarzystów, być może byłby popieranym przez nas kandydatem. Nie mamy krótkiej ławki. Wręcz odwrotnie – kwituje Łukasz Kmita.

Gibała czeka z decyzją

Do końca długiego czerwcowego weekendu z decyzją chce czekać Łukasz Gibała, opozycyjny krakowski radny. W 2024 r. przegrał w drugiej turze z Miszalskim zaledwie o 5434 głosy.

„Po referendum, w którym mieszkańcy Krakowa zdecydowali się odwołać dotychczasowego prezydenta, otrzymuję wiele pytań dotyczących mojego udziału w nadchodzących wyborach. Decyzja o kandydowaniu jest decyzją o wzięciu odpowiedzialności za miasto i przyszłość jego mieszkańców. Tylko wówczas, gdy będę miał pewność, że wraz z moim zespołem ekspertów sprostam temu wyzwaniu, podejmę się kandydowania. Będę do Państwa dyspozycji po długim weekendzie” – napisał Łukasz Gibała w oświadczeniu przekazanym naszej redakcji.

Koalicja na razie bez nazwisk

Co zrobią partie koalicyjne? Marszałek sejmu i szef Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty zapowiedział, że krakowskie struktury jego partii wyłonią kandydata lub kandydatkę.

Polska 2050 rozważa wystawienie Pawła Śliza, krakowskiego posła i szefa klubu parlamentarnego. Decyzja jednak jeszcze nie zapadła.

Nie zapadła też w Koalicji Obywatelskiej, z którą związany jest Aleksander Miszalski. Na giełdzie nazwisk KO pojawiają się senator Monika Piątkowska oraz kierownik ambasady w Waszyngtonie Bogdan Klich, który kilka dni temu zaprzeczył, że to byłoby możliwe. Premier Donald Tusk nie skomentował jednak publicznie wyniku krakowskiego referendum.

Łukasz Pawłowski z Ogólnopolskiej Grupy Badawczej nie wróży sukcesów kandydatce Razem i ewentualnemu kandydatowi PiS.

– W Krakowie kandydat PiS i tak nie wygra, partia pewnie nie wystawi kandydata. Razem ma problem. Wyborcy tej partii reagują merytorycznie i ich udział w Krakowie był większy niż wyborców Nowej Lewicy. Głosowali jednak w sojuszu taktycznym z wyborcami prawicy, co w koncepcji ogólnopolskiej może im mocno zaszkodzić. Dla wyborców liberalnych oznacza to paktowanie z PiS – uważa Łukasz Pawłowski.

Będą kolejne miasta?

Bieżąca kadencja samorządu upłynie wiosną 2029 r. Czy do tego czasu można spodziewać się kolejnych inicjatyw referendalnych? Spodziewa się tego prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. Zdaniem Łukasza Pawłowskiego „po przypadku może być seria”. Zwraca uwagę, że Kraków nie jest pierwszym dużym miastem, w którym doszło do odwołania prezydenta. W maju zeszłego roku mieszkańcy Zabrza odwołali prezydent Agnieszkę Rupniewską. Pełniła urząd przez zaledwie rok. W roli prezydenta zastąpił ją Kamil Żbikowski, który kandydował bezskutecznie rok wcześniej.

– W obu tych miastach byli prezydenci z KO, którzy rządzili pierwszą kadencję. Każde takie referendum mobilizuje jeszcze bardziej lokalną opozycję w innych miastach. Z miast, w których rządzi prezydent z KO lub kojarzony z KO, przychodzą mi do głowy Rzeszów, Lublin, Białystok, Wrocław, Gliwice, Kielce. Warunkiem jest jednak osoba, która mogłaby wygrać wybory zarządzone po referendum. Dlatego też nie będzie referendów w Poznaniu czy w Łodzi, bo tam pretendenci są z tego samego środowiska – uważa Łukasz Pawłowski.

Po Krakowie Rzeszów

W Rzeszowie chęć inicjatywy referendalnej ogłoszono już dzień po referendum krakowskim. Rzeszowski radny Jacek Strojny zapowiedział wniosek do Rady Miasta o przeprowadzenie referendum ws. odwołania prezydenta Konrada Fijołka.

Od pewnego czasu temat referendum pojawia się w dyskusjach miejskiej opozycji w Gdańsku. Tam jednak prezydent Aleksandra Dulkiewicz i jej współpracownicy są mocniej zakorzenieni w miejskim systemie.

– Odwołanie prezydenta Miszalskiego to druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla KO. Gdańsk i Kraków mają sporo podobieństw: tzw. kolesiostwo w miejskich spółkach i instytucjach, podwyżki cen biletów w transporcie publicznym oraz w strefach płatnego parkowania. Kraków daje przykład i motywację, ale brak odwołania Rady Miasta, pokazuje też, że pełne zwycięstwo jest możliwe tylko przy bardzo dobrej organizacji i tytanicznej pracy zwolenników ewentualnego referendum nad Motławą. Obserwujemy sytuację w Krakowie i wyciągamy wnioski – mówi gdański radny PiS Andrzej Skiba.

„Musiałoby to być działanie oddolne”

Takie sugestie pojawiają się również w Gdyni. Krytyka prezydent Aleksandry Kosiorek, która zastąpiła rządzącego 26 lat Wojciecha Szczurka, zatacza coraz szersze kręgi. Jakub Ubych, wiceprzewodniczący Rady Miasta i szef klubu Samorządność (ugrupowania byłego prezydenta Szczurka) przyznaje, że po krakowskim referendum otrzymał pytania o podobną inicjatywę w Gdyni. Przyznaje, że „wśród mieszkańców narasta emocja, która pokazuje, że władze miasta powinny mieć się na baczności”. Zastrzega jednak, że „byłby to dopiero początek drogi”.

– W mediach społecznościowych, równolegle do wydarzeń w Krakowie, słowo „referendum” pojawiało się często. Może to oznaczać, że wśród mieszkańców ta emocja urośnie do tego poziomu. Musiałoby to być działanie oddolne i pokazujące niezadowolenie mieszkańców różnych dzielnic, co ostatnio jest widoczne. Potwierdza to, że nie są to odosobnione emocje miejskiej opozycji, ale podzielają je również mieszkańcy. Wraz ze środowiskiem jesteśmy bardzo krytyczni w stosunku do obecnych działań – to chaos, brak wizji, zapaść inwestycyjna. Najsmutniejszy jest fakt, że słowo referendum pojawia się w roku stulecia Gdyni. Widać, że obecne władze nie dostrzegają jak ważny to czas dla mieszkańców – mówi Jakub Ubych.

Z kolei we Wrocławiu były już dwie próby odwołania prezydenta Jacka Sutryka. Do referendum jednak nie doprowadzono. Politycy prawicy w mediach społecznościowych sugerują kolejną próbę.

Główne wnioski

  1. Łukasz Pawłowski z Ogólnopolskiej Grupy Badawczej uważa, że próba odwołania włodarza związanego z KO jest formą perspektywą pokazania żółtej kartki Donaldowi Tuskowi. W efekcie niskiej frekwencji w wyborach samorządowych niskie są też progi referendalne. Dla KO problemem jest przewaga liczebna wyborców partii prawicowych.
  2. Do startu w wyborach na prezydenta Krakowa zgłosili się już były prezes NIK Marian Banaś i Bartosz Bocheńczak z Konfederacji. Partia Razem może wystawić swoją współprzewodniczącą i krakowską radną Aleksandrę Owcę. Kandydata lub kandydatkę chce wystawić Nowa Lewica. Polska 2050 rozważa start posła Pawła Śliza. Decyzji nie ma jeszcze w KO i PiS, które rozważa kilka opcji, ale czeka na ruch partii Donalda Tuska.
  3. Zdaniem Łukasza Pawłowskiego może dojść do referendów w kolejnych miastach, w których rządzą włodarze związani z KO. Wskazuje Rzeszów, Lublin, Białystok, Wrocław, Gliwice, Kielce. W pierwszym z tych miast zapowiedziano już start inicjatywy referendalnej. We Wrocławiu było już kilka nieudanych prób odwołania prezydenta miasta, jednak politycy prawicy zapowiadają kolejną. Sugestie referendów słychać w Gdańsku i w Gdyni.