Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie deklaracje dotyczący nakładów na zbrojenia złożyli członkowie NATO podczas szczytu w Ankarze.
- Co uzyskała podczas szczytu Ukraina.
- Dlaczego polska delegacja może uznać szczyt za sukces.
Można dostrzec, że ważne imprezy międzynarodowe dzielą się ostatnio na te z udziałem i bez udziału prezydenta USA. Albowiem gdy zjawia się na nich Donald Trump, natychmiast przyćmiewa swą specyficzną osobowością zarówno gospodarzy, jak wszystkich gości. Nikt do końca nie wie, z czym przyjedzie i co powie. Jego kaprysy i zmienność nastrojów stały się już emblematyczne. Dlatego praktycznie za każdym razem, gdy się pojawia, kradnie show.
Nie inaczej było na szczycie Sojuszu Północnoatlantyckiego – NATO w Ankarze (7-8 lipca). Trump tym razem nie tylko przybył do stolicy Turcji w bojowym nastroju. Najwyraźniej to tam wydał rozkaz kolejnego ataku na Iran. Na jego mocy doszło do kolejnych wzajemnych ataków. Rakiety amerykańskie uderzyły w ponad sto obiektów na terenie Iranu. Ten w odpowiedzi skierował swoje pociski na amerykańskie bazy wojskowe w Bahrajnie i Kuwejcie. Doszło do kolejnej eskalacji, która nie wiadomo, kiedy i jak się zakończy. Co gorsza, o prowadzonych rozmowach rozejmowych Trump stwierdził jednoznacznie: „Myślę, że to koniec”.
Trump zmiennym jest
Podczas spotkania z sekretarzem generalnym Sojuszu Markiem Rutte prezydent Stanów Zjednoczonych, mówiąc o swych świeżych decyzjach, wręcz wybuchł i na przywódcach Iranu nie zostawił przysłowiowej suchej nitki.
– Nie chcę mieć z nimi nic do czynienia. To kłamcy, oszuści, chorzy ludzie, coś z nimi jest nie tak. Skrzywdzili swój naród. Zabili jak dotąd 54 tys. protestantów. Musimy się pozbyć tego raka jak najszybciej – stwierdził zdecydowanie i bez ogródek.
Mark Rutte włączył jednak swój znany i sprawdzony, choć przez wielu wyszydzany i kontestowany mechanizm. „Instrukcja obsługi” zakochanego w sobie prezydenta Trumpa jest prosta: chwalić go jako przywódcę i prezydenta na wszystkie sposoby. I tym razem się powiodło, bowiem Trump wreszcie, z uśmiechem i wyraźnie zadowolony, poklepując rozmówcę po ramieniu, stwierdził przed kamerami: „Widzicie, to dlatego go lubię”.
A potem już do końca szczytu był w dobrym nastroju oraz podpisał, jak wszyscy zebrani, krótki sześciopunktowy komunikat końcowy. Żaden zapis o Iranie i wojnie w nim się nie znalazł. Daje to pewną furtkę i szczyptę nadziei, że amerykański prezydent jednak ponownie zmieni zdanie. Albowiem w wyniku ostatniej eskalacji napięć i zbrojnych uderzeń Cieśnina Ormuz znowu się zamyka. A to jest kosztowne – dla świata, w tym USA. Toteż o niej właśnie na sam koniec komunikatu jednak wspomniano. NATO apeluje do władz Iranu o „pełne respektowanie wolności nawigacji” w tym kluczowym dla świata i światowej energetyki oraz gospodarki miejscu.
Deklaracja z Ankary
Ten dokument, nazwany Deklaracją z Ankary, jest co prawda krótki, za to ważny i treściwy. Zaznaczono w nim, by udobruchać Trumpa, że sojusznicy europejscy oraz Kanada mocno zwiększyli swoje wydatki zbrojeniowe. W 2025 roku wydali na inwestycje w tej dziedzinie aż 139 mld dolarów. Natomiast podczas rozmów w Ankarze podpisano umowy na dalsze 50 mld dolarów. Podpisała je też Polska. Ma uzyskać nowy sprzęt i wraz z Niemcami, Szwecją, Holandią i USA utworzy europejskie centrum serwisowania pocisków PAC-3 dla systemów Patriot. Jesteśmy więc w grze w dziedzinie dotychczas stanowiącej wąskie gardło, jeśli nie piętę achillesową europejskiego systemu bezpieczeństwa i obrony. Patrioty były dotychczas niemal wyłączną domeną Amerykanów.
Jeśli o nie chodzi, to nie mniej ważna może okazać się deklaracja słowna prezydenta Trumpa w trakcie rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Zapowiedział, że Amerykanie przekażą know-how, aby Ukraina sama mogła je produkować. Gdyby tak się stało, byłby to ważny krok wzmacniający zdolności bojowe Kijowa.
Co więcej, zapisano w Deklaracji, że europejscy sojusznicy i Kanada, ale już bez USA, przeznaczą w tym roku 70 mld dolarów na wsparcie zbrojne Ukrainy. Zapowiedziano, że w roku 2027 takie wsparcie utrzyma się na co najmniej takim samym poziomie. A do tego dodano jeszcze uruchomienie długoterminowej linii kredytowej dla tego ponoszącego tak wielkie koszty wojenne kraju. Obecny na szczycie jako gość, bo jego kraj nie jest członkiem Sojuszu, prezydent Zełenski mógł być naprawdę zadowolony. Mając takie stabilne wsparcie, Ukraina ma na czym budować swoją obronę.
Rosja wrogiem NATO
Niezmiernie ważny jest też zapis Deklaracji, że stale podnoszone wydatki zbrojeniowe (do 5 proc. PKB, co bezustannie podkreślali w Ankarze Amerykanie, z Trumpem włącznie) mają na celu nic innego, jak „przeciwstawienie się długoterminowemu zagrożeniu, jakie dla euroatlantyckiego bezpieczeństwa stanowi Rosja”. Jednoznacznie wskazano więc Federację Rosyjską jako wroga. Niemiecki „Bild” skomentował to równie jednoznacznie: „NATO przechodzi transformację i staje się fortecą przeciwko Rosji”.
Z kolei Mark Rutte w udzielonym mediom koncernu Axel Springer obszernym wywiadzie tuż przed szczytem w swoim stylu wyeksponował dokonujące się wewnątrz Sojuszu zmiany.
– To oszałamiające. Nie widzieliśmy czegoś takiego przez ostatnie 60-70 lat. To wielkie zwycięstwo Trumpa i wielka porażka Putina – mówił sekretarz generalny NATO.
Następnie zaś wyjaśnił, że mamy do czynienia z przełomem.
– Głęboko wierzę, że NATO takie, jakim było zaledwie trzy lub cztery lata temu, nie byłoby w stanie funkcjonować w przyszłości. Zbytnie uzależnienie od Stanów Zjednoczonych, niewystarczające wydatki Europy, niewystarczająca produkcja — zarówno w USA, jak i w Europie — to wszystko teraz szybko się zmienia i to jest naprawdę wspaniałe – mówił Mark Rutte.
Co oznacza nowe NATO
Czy będzie z tego złożona z satelitów, dronów, radarów i czujników naziemnych „nowa żelazna kurtyna”, jak chcą niektórzy, nie wiadomo. Natomiast w świetle ostatniej eskalacji i rosyjskich ataków (w noc inaugurującą szczyt w Ankarze znowu uderzono rakietami i dronami w Kijów) i w świetle pojawiających się enuncjacji medialnych, że Rosja może dokonać prowokacji nawet na terytorium państwa członkowskiego Sojuszu, jest to deklaracja niezmiernie ważna.
Lejtmotywem obrad była jednak nie tyle Ukraina czy Iran, co właśnie rosnące wydatki zbrojeniowe. Szczyt w Ankarze zdaje się potwierdzać, że wcielana jest w życie koncepcja wymyślona przez podsekretarza stanu ds. politycznych w Pentagonie Eldbridge’a Colby’ego. To koncepcja NATO 3.0, sprowadzająca się do formuły „partnerstwo a nie zależność”. Z tego punktu widzenia dla Trumpa i członków jego delegacji (Rubio, Hegseth, Bessent) ważna była deklaracja brytyjska i kanadyjska. Oba kraje szybko zwiększą wydatki zbrojeniowe do poziomu 4 proc. PKB. Wielka Brytania przed tym szczytem twierdziła, że zwiększy je do 3,5 proc. do końca tej dekady, podczas gdy obecnie przeznacza 2,5 proc. Natomiast Kanada zapowiadała zaledwie 2 proc., czyli obiecuje szybkie ich podwojenie.
Kto ile wydaje na obronność
Najbardziej dostało się natomiast opornej Hiszpanii. Kraj nie chce podnosić obecnego poziomu 2 proc., za co Trump zagroził jej „zerwaniem więzi handlowych”. Chodzi bowiem o kwestię teraz zasadniczą, czyli stosowanie się do nowych reguł Sojuszu. Polegają one, mówiąc najkrócej, na tym, że sojusznicy europejscy i Kanada zwiększają wydatki na zbrojenia, podczas gdy USA, stale wydając najwięcej w NATO, będą je relatywnie zmniejszać. Według ostatnich danych USA odpowiadają za niemal 60 proc. budżetu Sojuszu, podczas gdy pozostałych 31 członków tylko 40 proc. Amerykanie chcą, by było 50:50, a nawet marzą o odwróceniu tych proporcji.
Kwestia wydatków zbrojeniowych jest na tyle delikatna, że nie ogłoszono, jak dotychczas, gdzie i kiedy odbędzie się następny doroczny szczyt, choć wiadomo, że pierwsza w kolejce jest Albania. Ona też wydaje niewiele na zbrojenia (nawet poniżej 2 proc.). Na dodatek ostatnio ujawniły się tam mocne kontrowersje wokół planowanej przez córkę i zięcia Trumpa inwestycji na ekologicznie nienaruszonej wyspie u jej wybrzeży. Kilkakrotnie wyprowadziło to ludzi na ulice. Najwyraźniej nie chcąc poruszać tej drażliwej kwestii, odłożono ją na bok. Są dwie opcje – albo następny szczyt będzie odroczony, albo przeniesiony w inne miejsce.
Zadowolona Polska
Z naszego, polskiego punktu widzenia ważne są nie tylko podpisane przez wszystkich ustalenia końcowe szczytu. Kluczowa jest także niemal godzinna rozmowa dwustronna prezydentów Polski i Ukrainy. Doszło do tego spotkania w chwili, gdy napięcia dwustronne eskalowały. A na tej złej drodze pojawiają się kolejne okoliczności, które mogą rozgrzać atmosferę w obu krajach. To następna rocznica rzezi na Wołyniu (11 lipca) czy zapowiedziana przez Kijów budowa Panteonu Narodowego w Ukrainie. W takiej sytuacji tę „konstruktywną”, jak ją określono, rozmowę należy uznać za sukces. Niestety, wyniesionych ostatnio do rangi niemal najważniejszych kwestii historycznych, nie zdjęto z agendy. Jest to błędem obu stron. Chyba ich jednak zbytnio nie roztrząsano.
Ważne są jednak słowa prezydenta Karola Nawrockiego, wypowiedziane na koniec szczytu.
– Sąsiedzi muszą utrzymywać kanały dialogu. To, co się nie zmienia, to fakt, że Rosja pozostaje głównym zagrożeniem dla Polski i Ukrainy. Nie udało się rozwiązać kwestii historycznych. Nie przystępowaliśmy z nadzieją, że uda się wszystkie kwestie rozwiązać. Dla mnie gloryfikowanie UPA nie jest kwestią negocjowaną. Kwestie nierozwiązywalne nie powinny zamykać drogi do dialogu w sprawach, które nas łączą – powiedział prezydent Nawrocki.
„To była ważna i potrzebna rozmowa. Rozmawialiśmy przez ponad godzinę. Stajemy w obliczu jednego wspólnego zagrożenia — Rosji. I kluczowe jest utrzymywanie wzajemnego zrozumienia, wsparcia oraz jedności działań. Nasze kraje potrzebują tylko silnych relacji. Uzgodniliśmy kontynuację naszego dialogu” – napisał z kolei w mediach społecznościowych Wołodymyr Zełenski.
Nie wiadomo, czy do tej zmiany przyczyniła się specjalna uchwała Parlamentu Europejskiego przyjęta w trakcie obrad szczytu. Oceniono w niej gloryfikację UPA za błąd ze strony Kijowa. Nie wiadomo też, jakie będą dalsze kroki na tej ścieżce. Ale ważne, że prezydenci ze sobą rozmawiali, a brak komunikatu po tej rozmowie zdaje się świadczyć, że szczerze i głęboko. Tak trzymać!
Główne wnioski
- Sojusz Północnoatlantycki utrzymał jedność, co przed szczytem w Ankarze wcale nie było pewne. Zachód pozostaje jednością.
- Mimo znanej już powszechnie chimeryczności prezydenta Trumpa NATO potwierdziło, że jest silne i gotowe, by bronić swoich wartości i interesów. W tym – co dla nas najważniejsze – w stosunku do Rosji i Ukrainy.
- Delegacja polska, prezydent i dwaj wicepremierzy, wyjeżdżali więc z Ankary wyraźnie zadowoleni. Polacy osiągnęli swe cele. Potwierdzono zobowiązania sojusznicze, utrzymano trzeszczące ostatnio więzi transatlantyckie, a za główne wyzwanie, wręcz wroga Sojuszu, uznano Federację Rosyjską. Do tego doszła ważna rozmowa bilateralna prezydentów Polski i Ukrainy. Liczą się też podpisane przez stronę polską umowy na nowy sprzęt i jego produkcję.