Świat w trakcie demontażu. Prof. Góralczyk podsumowuje konferencję w Monachium
W niedzielę zakończyła się coroczna Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium. Pokazała, że epoka globalizacji ustępuje miejsca erze bezpieczeństwa. Zamiast integracji i otwartych rynków dominują izolacjonizm, protekcjonizm i taryfy. – Hasło „gospodarka, głupcze” zastąpiło dziś inne: „bezpieczeństwo, głupcze” – podsumowuje prof. Bogdan Góralczyk, analityk spraw międzynarodowych XYZ.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co na wcześniejszych konferencjach w Monachium powiedzieli Władimir Putin i J.D. Vance.
- Co w tym roku powiedzieli Marco Rubio, Friedrich Merz i Donald Tusk.
- Jaki przekaz miał dla uczestników konferencji Wołodymyr Zełenski.
Organizowana w lutym w monachijskim Bayerisher Hod już od 1963 r. Konferencja Bezpieczeństwa, największa tego typu obok Dialogu Shangri-La w Singapurze, zbiera każdorazowo po kilkaset osób. To najwyższej rangi politycy, parlamentarzyści, biznesmeni, wojskowi i media. Konferencja w Monachium po raz pierwszy naprawdę stała się głośna, gdy w 2007 r. wystąpił na niej Władimir Putin. Ogłosił wtedy, że pozimnowojenny porządek oparty na dominacji USA „się nie sprawdził”. Tamta wypowiedź odbiła się głośnym echem. Jak pokazały późniejsze wydarzenia, była też zwiastunem odrodzenia rosyjskiego imperialnego rewizjonizmu, czy to w Gruzji, czy Ukrainie.
Europa zagrożona od wewnątrz
Równie głośne jak tamto wystąpienie Putina było ubiegłoroczne przemówienie wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki J. D. Vance’a. Zafundował zebranym w sali i w ślad za tym wszystkim na światowej scenie, a szczególnie europejskiej opinii publicznej, prawdziwą terapię szokową.
To był dopiero początek drugiej administracji Donalda Trumpa. Europa nadal liczyła, że – mimo kontrowersji znanych już z pierwszej kadencji tego „nieortodoksyjnego” polityka – uda się utrzymać silne więzi transatlantyckie. Tym ważniejsze, że istniała powszechna świadomość, iż trwający od lutego 2022 r. a w istocie nawet od 2014 r. konflikt na obszarach Ukrainy wymaga na kontynencie stałej amerykańskiej obecności i wsparcia.
Tymczasem Vance, ku ogromnemu zaskoczeniu, ostro zaatakował Europę i obowiązujące w niej instytucje, formuły i nawet wartości.
– Największym zagrożeniem dla Europy nie jest Rosja czy Chiny, ale zagrożenie od wewnątrz, odwrót Europy od niektórych z najbardziej podstawowych wartości – stwierdził amerykański polityk.
Dla wielu analityków i obserwatorów było to wręcz wypowiedzenie sojuszu przez USA Europie, a na pewno podważenie dotychczasowych zasad. Jak się okazało, to wystąpienie było nie tylko werbalnym atakiem na europejskie (czytaj: te w ramach Unii Europejskiej) liberalne porządki. Było też zapowiedzią dalszego postępowania USA na arenie międzynarodowej. To dodatkowe cła i taryfy oraz roszczenia czy to handlowe, czy nawet terytorialne, jak te wobec Grenlandii, bez względu na to, czy to przeciwnik i rywal, czy sojusznik.
To nowe, chwilami brutalne amerykańskie zachowanie, polityka siły, jaskrawo potwierdzona interwencją w Wenezueli i porwaniem jej prezydenta oraz przejawami wielkomocarstwowej gry, a chwilami nawet buty, sprawiły, że specjalny raport, przygotowany na rzecz tegorocznej konferencji zatytułowano „Under destruction” – w trakcie niszczenia.
„Świat wkroczył w okres polityki burzenia. Na porządku dziennym jest raczej szeroko zakrojone niszczenie niż ostrożne reformy i korekty polityk międzynarodowych" – wyjaśnili organizatorzy.
Silna Europa – na naszych warunkach
Dlatego na tej konferencji najbardziej oczekiwanym gościem był sekretarz stanu Marco Rubio. Jest znany ze swych „jastrzębich” poglądów, szczególnie w stosunku do państw Ameryki Łacińskiej w tym Kuby, z której się wywodzi. Jest zarazem szanowany w Europie jako głos rozwagi w chaotycznej i często nie przebierającej w słowach administracji Trumpa, z nim samym w roli głównej. Na dodatek – jak się przyjmuje na europejskich salonach – Rubio to polityk, z którym można prowadzić konstruktywne rozmowy.
Marco Rubio jako mówca rzeczywiście nie zawiódł. W przeciwieństwie do Vance’a uderzył w bardziej przyjazne tony. Opowiedział się za utrzymaniem współpracy transatlantyckiej i nakreślił wizję nowego ich otwarcia.
– Chcemy, żeby Europa była silna i żeby przetrwała. [...] Chociaż jesteśmy gotowi, jeśli jest to konieczne, działać w pojedynkę, na naszych zasadach, to mamy nadzieję, że uda nam się współpracować z wami. Jesteśmy na to gotowi – powiedział Marco Rubio.
Kluczowe są jednak, jak wszystko na to wskazuje, słowa „na naszych zasadach”.
– Czasami jako Amerykanie wydajemy się zbyt bezpośredni. Ale to dlatego, że bardzo troszczymy się o waszą przyszłość. Nasze nieporozumienia wynikają z obawy o Europę, z którą połączeni jesteśmy nie tylko gospodarczo i militarnie, ale duchowo i kulturowo – wyjaśniał polityk.
Jednakże jego przesłanie pozostało twarde i zawiera wobec Europy nadal długą listę żądań. Jak przekonywał, nasz kontynent musi odrobić zaległe lekcje w obszarze obrony, migracji i gospodarki, aby nadal być równorzędnym parterem dla Stanów Zjednoczonych.
Co więcej – i co równie znaczące – Rubio nie pozostał na spotkaniu ze swoimi europejskimi odpowiednikami po konferencji. Udał się do Budapesztu, aby tym samym wyraziście wspierać premiera Viktora Orbána w nadchodzących wyborach. To on jest przecież pionierem „nieliberalnej demokracji” oraz szanowanym „ojcem chrzestnym” ruchu MAGA. Mamy więc bój o wartości, gdzie UE i USA nie stoją po tej samej stronie. Na dodatek Amerykanie wspierają w Europie „patriotów” spod znaku Orbána. To otwarte wspieranie państw narodowych, a nie multilateralnej UE. Albowiem, jak mówił Rubio w Monachium, Europa „musi wzmocnić się militarnie i duchowo”.
Wygramy każdą bitwę?
Co na to Europa? Głos zabrało wielu mówców, ale za najważniejsze uznaje się wystąpienie kanclerza Friedricha Merza. Otwarcie sprzeciwił się on tezie Vance’a sprzed roku, mówiącej o cywilizacyjnym „wymazaniu” (erasure) kontynentu z powodu źle obranego kursu politycznego i ideologicznego. Merz bronił europejskich wartości, ale zgodził się, że Europa nie ma innego wyjścia, jak tylko pozostać w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie jednak, co mocno podkreślał, musi wzmacniać się wewnętrznie, dywersyfikować partnerstwa i tworzyć nowe możliwości na arenie międzynarodowej. Musi przede wszystkim rozwijać relacje gospodarcze z Chinami, Indiami i innymi państwami niezachodnimi (kanclerz Niemiec już pod koniec tego miesiąca złoży wizytę w Chinach).
Owszem, Niemcy podobnie jak pozostali w Europie, nadal chcą polegać na amerykańskim parasolu atomowym i będą zabiegać o jego utrzymanie. Nie oznacza to jednak podporządkowania się (niektórzy mówią nawet o „wasalizmie”) Amerykanom. I twardo dodał: „wojny kulturowe MAGA nie są naszymi wojnami".
W tym samym duchu mówił wyrastający na głównego przeciwnika politycznego Trumpa w USA gubernator Kalifornii Gavin Newsom, który uznał rządy obecnej administracji za „stan przejściowy”. Podobnie uważają dwaj pozostali najważniejsi zachodni mówcy. To prezydent Emmanuel Macron, który nadal forsuje swą ideę „strategicznej autonomii” Europy. Natomiast drugi to sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Oni też opowiedzieli się za koniecznością utrzymania sojuszu z USA. Zarazem, podobnie jak pozostali Europejczycy, nawiązywali do sytuacji na frontach Ukrainy. Jedynie jednak Rutte zdobył się na odważną deklarację.
– Wygramy każdą bitwę z Rosją, jeśli zaatakuje nas teraz, i musimy się upewnić, że za dwa, cztery, sześć lat sytuacja będzie taka sama – powiedział Mark Rutte.
Samodzielni, ale nie gotowi
Czy tak będzie? Oczywiście, nie wiemy. I naturalnie, chyba nikt nie zakłada bezpośredniego konfliktu z Rosją, czy też jej ataku bezpośrednio na państwa NATO. Jednak sytuacja pozostaje poważna, a ta na frontach ukraińskich bardzo poważna. Tymczasem Donald Trump tuż przed konferencją znów naciskał na prezydenta Zełenskiego, by „przechodził do czynów”. Można to rozumieć: by przyjmował rosyjskie warunki rozejmu. Albowiem Rosjanie, jak wskazują media, oferują mu kolejne intratne propozycje biznesowe.
W tym kontekście ważne – i znamienne – jest to, że w tym roku kluczową nagrodę im. Ewalda von Kleista dla osób, które są najbardziej zaangażowane „w pokojowe rozwiązywanie konfliktów”, Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa przyznała narodowi Ukrainy. To jednoznaczny sygnał dla Trumpa, ciągle stojącego bardziej przy Putinie, gdzie i przy czym oraz przy kim stoi Europa.
Wołodymyr Zełenski wygłosił przy tej okazji kolejne przemówienie. Podkreślił, że armia ukraińska jest obecnie największą i najsilniejszą siłą zbrojną w Europie. Dlatego trzymanie jej poza strukturami NATO „jest błędem”. Jak zwykle, zaapelował przy tym o kolejne dostawy broni dla Ukrainy.
– Rosyjskie ataki na Ukrainę odbywają się każdego dnia; wywiad ostrzega, że do nowych zmasowanych uderzeń dojdzie w najbliższych dniach – dodał przestrogę prezydent Ukrainy.
To oznacza, że wojna trwa – i nie wiadomo, kiedy i jak się zakończy.
Istotne, nie tylko dla nas, jest to, że laudację po wręczeniu nagrody dla narodu ukraińskiego wygłosił Donald Tusk. Dowodził, że Europa podchodzi do zachodzących zmian z mniejszym strachem niż w zeszłym roku.
– Słyszę opinie, że Europa znajduje się na krawędzi upadku, że NATO jest przestarzałe, że nadszedł czas na realizację polityki transakcyjnej i koncert wielkich mocarstw. Nonsens. Ci, którzy myślą, że wszystko można kupić, powinni również pamiętać, że zgodnie z tą filozofią każdego można sprzedać – powiedział twardo Donald Tusk.
To ważne i potrzebne słowa. Warto zwrócić uwagę na to, co napisał niemiecki „Tagesspiegel". W jego opinii Europa „obudziła się" po zeszłorocznej konferencji i obudziły się także same Niemcy. Tyle tylko, co nie mniej ważne, że kraje europejskie wciąż nie są gotowe do samodzielnej obrony przed Rosją.
Główne wnioski
- Stary porządek poszedł do lamusa. Kto wygra starcie o nowy? Czy obrońcy dotychczasowych zasad, jak Donald Tusk, czy Friedrich Merz, utrzymają swoje pozycje i wartości, czy jednak będą musieli ulec polityce siły forsowanej teraz przez Waszyngton, Moskwę i Pekin? To bodaj najważniejsze teraz pytanie w tym nowym świecie „w trakcie niszczenia” starych porządków.
- Porządek oparty na zasadach (value-based order), który przez dekady forsowali Amerykanie, odszedł już do historycznych annałów, co potwierdził w Monachium sam Marco Rubio. Trwa bój ideologiczny i aksjologiczny o przyszłe oblicze świata atlantyckiego. Europa organizuje się i próbuje przeciwstawiać forsowanej przez obecną administrację w Waszyngtonie polityce siły.
- Czy europejskie starania będą skuteczne? Trudno powiedzieć. Podobnie, jak trudno przewidzieć, czy Europejczycy pójdą na głębszą współpracę z Chinami i innymi „wschodzącymi rynkami”, o co otwarcie apelował inny ważny mówca w Monachium, szef chińskiej dyplomacji Wangi Yi, oferujący partnerom w Europie rozmowy dotyczące „nowej architektury bezpieczeństwa”.