Kategorie artykułu: Polityka Świat

Prof. Góralczyk po szczycie BRICS: Czarny sen amerykańskiego stratega

Szczyty Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Kirgistanie oraz BRICS+ w Indiach pokazały, jak mocno łączy opozycja przeciw dominacji Zachodu. Kluczową rolę odgrywają Chiny, a korzysta na tym ciepło przyjmowana Rosja.

BRICS 2026 w New Delhi, na zdjęciu Xi Jinping, prezydent Chin (z prawej), premier Indii Narendra Modi (w środku), oraz prezydent Rosji Władimir Putin (z lewej) podczas 18 sesji liderów BRICS 13 września 2026.
Na szczycie BRICS Xi Jinping (pierwszy z prawej) pojawił się po siedmiu latach przerwy. Gospodarzem 18 szczytu w New Delhi, które odbyło się w dniach 11-13 września 2026 r., był premier Indii Narendra Modi (w środku). W szczycie uczestniczył prezydent Rosji Władimir Putin (z lewej). Fot. PAP/EPA

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co zaproponował na szczycie BRICS+ Xi Jinping.
  2. Dlaczego chińska delegacja opuściła szczyt wcześniej.
  3. Jak współpracują kraje BRICS.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Przez ostatnie dekady, a nawet stulecia, o sprawach tego świata decydowano na salonach Zachodniej Europy, a po rozpadzie ZSRR w samym Waszyngtonie. Już tak nie jest. Ostatnie szczyty Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW) w stolicy Kirgistanu Biszkeku (31 sierpnia – 1 września) oraz ugrupowania BRICS+ w New Delhi (11-13 września) udowodniły, że na dzisiejszych salonach równie ważni są Xi Jinping, Narendra Modi i Władimir Putin, naturalnie otoczeni innymi liderami. SzOW to 10 stałych członków, dwóch obserwatorów i 14 państw partnerskich. Z kolei BRICS+ to także 10 państw członkowskich oraz 12 państw partnerskich i ponad 20 kandydatów.

Te spotkania dowodzą, że na scenie globalnej wyłoniło się nam nowe centrum o nazwie Globalne Południe. Pierwszoplanową rolę odgrywają Chiny z racji na ich potencjał. Ważnymi ośrodkami siły są Chiny, Indie i Rosja. Te spotkania pokazują przy okazji, że wymierzone w Rosję zachodnie sankcje nie do końca są i mogą być  skuteczne. Na obu szczytach Władimira Putina przyjmowano ciepło, jeśli nie kordialnie. Pojawił się fenomen o antyzachodnim i mocno antyamerykańskim ostrzu.

Czarny sen amerykańskiego stratega

Zbigniew Brzeziński w napisanej przed laty (1997 r., u nas rok później), godnej ponownego odczytania dzisiaj pracy „Wielka szachownica” nakreślił swego rodzaju czarny sen amerykańskiego stratega. Wskazywał, że nadrzędnym celem USA jako – wtedy – światowego hegemona jest niedopuszczenie do pojawienia się jakiejkolwiek koalicji państw o antyamerykańskiej agendzie, szczególnie na terenie Eurazji. A za najgorszy ze scenariuszy uznał współpracę Chin, Rosji i Iranu, z czym akurat teraz mamy do czynienia. Albowiem Iran jest członkiem obu ww. organizacji, a ta trójka na dodatek współpracuje z Indiami z jednej, a z Koreą Północną z drugiej strony.

Do czasu drugiej kadencji Donalda Trumpa ten drugi zestaw Amerykanie definiowali nawet jako „axis of upheaval” – oś niestabilności i zamieszania. Teraz zaprzestali używania tego terminu, bo to sam Trump do takiego globalnego zamieszania się przyczynia. Globalne Południe natomiast spaja. Dowodem może być ubiegłoroczny wyjazd do Chin po kilkuletniej przerwie premiera Modiego na szczyt SzOW w Tianjinie. W stosunku do końca XX wieku, gdy Brzeziński formułował swe tezy, mamy już więc gruntowną zmianę. Niekoniecznie na korzyść Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak też Unii Europejskiej (UE) i całego Zachodu.

Chiny dyktują agendę

Wymyślona przez analityka banku Goldman Sachs Jima O’Neilla współpraca w ramach BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny), rzekomo mająca łączyć największe wschodzące rynki, narodziła się na szczycie w Jekaterynburgu w czerwcu 2009 r. Była dowodem, obok zamiany G-7 na G-20, że wyłoniła się na scenie światowej nowa kategoria państw. To wschodzące rynki właśnie, dotychczas automatycznie wkładane do koszyka państw Trzeciego Świata.  Połączone są jednym nadrzędnym spoiwem – sprzeciwem wobec dominacji USA i Zachodu.

Chociaż od początku jest to ugrupowanie wielce różnorodne, to spoiwo wystarczyło, by nie tylko utrzymało się  na powierzchni, ale nawet rozwinęło. Już po roku BRIC zamieniono na BRICS, dodając do niego RPA. Odbyło się to z woli Chin, które od początku w ugrupowaniu brylowały, mając PKB i obroty handlowe większe niż czterej pozostali członkowie łącznie.

Tak jest do dziś. W ubiegłym roku odbył się 17 szczyt w Rio de Janeiro, tym razem już  BRICS+. Ostatnio dołączyły do ugrupowania Etiopia, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran i Indonezja. Nigeria, najludniejsze państwo Afryki, już puka do tych drzwi. Przywódca Chin Xi Jinping w przesłaniu wirtualnym do uczestników przedłożył wówczas trzy propozycje. Pierwsza dotyczyła utrzymania wielobiegunowości oraz zasad sprawiedliwej współpracy. Było to kolejnym przejawem oporu wobec narzucanych przez Trumpa dodatkowych ceł i taryf. Druga propozycja mówiła o utrzymaniu otwartych rynków i obopólnie korzystnej współpracy na zasadzie win-win. Trzecia sugerowała nawet szukanie synergii w podobnych modelach rozwojowych. W domyśle: odmiennych od tych, jakie forsuje Zachód. 

Nowy program Xi Jinpinga

Na szczycie w New Delhi Xi Jinping pojawił się po siedmiu latach przerwy. Wywołały ją pandemia i starcia z Indiami na nigdy nie wytyczonej do końca wspólnej granicy. Xi zaproponował 5-punktowy program na rzecz zacieśnienia współpracy. Jego zdaniem BRICS+ powinien dążyć do kilku celów.

  • Otwartej i inkluzyjnej sztucznej inteligencji (AI)

Chiny proponują tworzenie społeczności BRICS w sferze otwartego oprogramowania AI. Zapowiadają, że  wesprą współpracę w zakresie rozwoju zastosowania dużych modeli językowych (LLM)

  • Ułatwień na rzecz rozwoju handlu i inwestycji

Tutaj z kolei chodzi o partnerstwo w sprawie tworzenia specjalnych stref ekonomicznych wewnątrz BRICS, ze wspierającymi je inteligentnymi portalami włącznie. Globalizacja ma kwitnąć, a nie zwijać się, jak chcą Trump i inni. To nie jest czas deglobalizacji.

  • Rozwoju gospodarki cyfrowej

Miałby powstać własny ekosystem i platforma chmurowa państw BRICS. Chiny zapewnią odpowiednie przeszkolenie i zaplecze w tych dziedzinach. Gospodarka cyfrowa ma być  wspierana we wszystkich możliwych dziedzinach funkcjonowania państw.

  • Rozwoju inteligentnej wytwórczości (smart manufacturing)

Chiny są gotowe wspierać członków i partnerów BRICS w budowie inteligentnych fabryk i opracowywaniu standardów oraz norm ich funkcjonowania.

  • Rozwój i szanowanie talentów w sferze nauki i technologii

Ma powstać sojusz BRICS w celu wspólnego szkolenia inżynierów i wzajemnego uznawania standardów i kompetencji.

Czego chcą Chiny?

Z przedłożonych przez chińskiego przywódcę propozycji wynika jasno, że Chiny pragną utrzymać na agendzie globalizację i otwarte rynki. Partnerom z Globalnego Południa proponują już nie tylko współpracę czy wymianę handlową. Oferują też współpracę technologiczną, mając przecież na tym polu pozycję dominującą.

Ich cele dobrze zdefiniował w artykule redakcyjnym z 12 września będący tubą propagandową władz w Pekinie dziennik „Global Times”.

„W chwili obecnej potężne zmiany niewidziane od stu lat jeszcze przyspieszają, a hegemonizm, unilateralizm i protekcjonizm biorą górę. Tendencja prowadząca do wielkich globalnych przetasowań, podziałów i zmian sojuszy jest zauważalna w coraz większym stopniu. Dlatego też w czasach, gdy świat mocno się zmienia i popada w turbulencje, tym większą i unikatową wartość ma współpraca w ramach BRICS” – napisał dziennik, odwołując się do słów Xi, co w Chinach jest teraz powszechne.

Chińskie założenia są jasne: gdzie tylko można, przeciwstawiać się Amerykanom. Jak oni (Trump) forsują deglobalizację i protekcjonizm, to my otwarte rynki. Jak oni narzucają cła i taryfy, to my znosimy cła wszystkim krajom afrykańskim. (Wyjątkiem jest Eswatini, dawniej Suazi, państwo utrzymujące stosunki dyplomatyczne z Tajwanem). Gdy oni wprowadzają świat w turbulencje, my pozycjonujmy się jako oaza spokoju, stabilności i przewidywalności.

Co na to Indie?

No dobrze, a co na to wszystko Indie, przecież drugi ze wschodzących rynków? (Rosja to bowiem w sensie gospodarczym raczej rynek schodzący). No cóż, Indie od dawna pozycjonują się jako „swing state”. Oznacza to państwo obrotowe, czyli forsujące współpracę z partnerami, którzy dają korzyści. Tę zasadę strategicznej niezależności dobrze uchwyciła była ambasador Indii w USA Meera Shankar.

– Obecność Indii w BRICS ma nie dopuścić do tego, by ta platforma współpracy zamieniła się z niezachodniej w antyzachodnią – powiedziała Meera Shankar.

W ogóle w relacjach dwustronnych coś poszło nie tak. Xi Jinping podjął bowiem decyzję o przyjeździe do New Delhi dosłownie w ostatniej chwili, czym najwyraźniej zaskoczył indyjski protokół. Kraj miał reprezentować premier Li Qiang. Cesarza z Pekinu nie powitał na lotnisku premier Modi lecz minister – nietakt. Potem był długi marsz Xi Jinpinga ciemnym korytarzem w kierunku stojącego Modiego – tego Chiny nie lubią. Podczas obrad, co zarejestrowały kamery, Xi chyba poczuł się źle, a prowadzący obrady premier Modi zapytał go, czy wszystko jest OK. A co najgorsze, nie podpisano zapowiadanej dwustronnej umowy gospodarczej. Xi i chińska delegacja nie zjedli w Delhi chyba żadnego posiłku, bowiem lunch opuścili, podobnie jak uroczystą kolację wieńczącą obrady. Wyjechali przed czasem, co daje powód do wielu spekulacji, którymi się tutaj nie zajmuję.

Deklaracja z New Delhi

Współpraca w ramach BRICS przynosi już konkretne rezultaty. Funkcjonujący w Szanghaju Bank Rozwoju zatwierdził już ponad 140 projektów na łączną sumę 44 mld dolarów. Jego szefowa, była prezydent Brazylii Dilma Rousseff, była w New Delhi. Podobnie jak sekretarz generalny ONZ czy szef Światowej Organizacji Zdrowia – WHO. Państwom słabiej rozwiniętym w ramach tego ugrupowania udziela się hojnych kredytów. Otrzymują je nawet na tworzenie stref wolnego handlu i przemysłowych, obok rozwijania istniejących łańcuchów dostaw.

Przyjęta i podpisana przez uczestników Deklaracja z New Delhi jest bardzo obszerna i liczy aż 140 punktów. Oprócz kwestii wyżej wymienionych podnosi m.in. rozszerzenie tej współpracy na inne gremia. Obok już funkcjonujących Forum Biznesu i Parlamentarnego przewiduje spotkania Rady Think Tanku, Rady Służby Cywilnej BRICS czy Forum Akademickiego i Obywatelskiego BRICS. Planowane jest nawet spotkanie Sojuszu Kobiet Biznesu, BRICS Women’s Business Alliance (WBA). Widać wyraźnie, że jest to próba budowania wszechstronnego i pełnokrwistego ugrupowania.

W przyszłym roku przewodnictwo nad BRICS+ obejmą Chiny. Nie będą miały łatwo, bo świat rzeczywiście jest w turbulencjach. Do wojny w Ukrainie i Iranie doszła jeszcze blokada nie tylko cieśniny Ormuz, ale też Bab al-Mandab w Zatoce Adeńskiej u wejścia do Kanału Sueskiego. Czy w tym drugim przypadku pomoże chińska baza w pobliskim Dżibuti? I czy Chiny zechcą ratować globalizację także poza BRICS? Nawet trudno przewidywać, co będzie się działo dalej.

Prężenie muskułów

Jedna  z kwestii jest kluczowa. Strona chińska przed szczytem BRICS, a już po spotkaniu SzOW w Biszkeku zagroziła, że jeśli Amerykanie dostarczą obiecaną już pod koniec minionego roku broń dla Tajwanu na sumę 11 mld dolarów, to do planowanego na 24 września spotkania z Donaldem Trumpem i do wizyty Xi w Waszyngtonie nie dojdzie.

Obydwa ostatnie szczyty były w chińskich intencjach niczym innym, jak pokazaniem zwartych szeregów obu ugrupowań. Kluczową w nich rolę miały Chiny i swego rodzaju demonstracja ich siły lub prężenie muskułów przed rozmowami z USA. W odpowiedzi na te groźby Trump, jak zwykle w mediach społecznościowych, zapewnił, iż „nie wyobraża sobie”, by do wizyty chińskiego przywódcy miało nie dojść. Ale czy deklaracjom Donalda Trumpa można wierzyć?

Główne wnioski

  1. Spotkania Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku i BRICS+ w New Delhi dowodzą, że Globalne Południe pod wodzą Chin, z walnym wsparciem Indii i Rosji, wyrasta na istotnego gracza na arenie międzynarodowej.
  2. Wyjątkowo małe echo tych spotkań w polskich mediach dowodzi, że nie dostrzegamy rangi i znaczenia tego fenomenu, a jego ważnej roli już nie sposób przeoczyć. Im wcześniej to zrozumiemy, tym lepiej.
  3. Rośnie potężne wyzwanie dla dotychczas dominującego na globie Zachodu, wraz z dominującą rolą USA, którą w ostatnim czasie jeszcze bardziej podważa sam Donald Trump, najpierw wprowadzając dodatkowe cła i bariery, a potem atakując Iran – z widocznymi skutkami.