Psie Porsche kontra psi Golf. Polski mistrz świata o wyścigach psich zaprzęgów i postawieniu się Rosji
Z psami rozumie się niemal tak dobrze jak Doktor Dolittle. Inaczej nie wywalczyłby 19 tytułów mistrza świata i Europy w sportach zaprzęgowych. Igor Tracz opowiada o swojej pasji do sportu, zwierząt i o tym, jak skutecznie postawił się powrotowi Rosjan do sportowej rywalizacji.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Psy, jakich ras najlepiej sprawdzają się w sportach zaprzęgowych.
- Czym jest bikerjoring.
- Dlaczego Igor Tracz tak bardzo zaangażował się w pomoc Ukrainie.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Można na śniegu, można na leśnym dukcie. Na specjalnie zaprojektowanym trójkołowcu, nartach, rowerze, a nawet pieszo. Sportów zaprzęgowych jest co niemiara. Popkultura zakrzewiła w nas obraz sunących pod śniegu huskich, ale większość zawodów i dyscyplin organizowana jest w bezśnieżnych warunkach.
W psich sportach zaprzęgowych nie wystarczy być świetnym biegaczem, kolarzem czy narciarzem. Nie wystarczy też mieć najszybszego psa. Trzeba stworzyć z nim duet, w którym oba organizmy pracują właściwie jak jeden.
– Te zwierzęta cholernie mocno oddają się do pracy z człowiekiem. Bardzo ci ufają, a ty musisz ufać im. W tym sporcie nie ma mowy o zmuszaniu psów do biegania, bo pies, który jest zmuszony do biegania, nigdy nie osiągnie wyniku. Nie będzie biegał z radością i szczęściem na pysku. On musi tego chcieć – mówi Igor Tracz w podcaście „Sport to pieniądz”.
Psie Porsche
Wbrew stereotypom współczesne psy zaprzęgowe zwykle nie są psami rasy husky. W sprinterskich odmianach sportu dominują psy wyhodowane z myślą o szybkości i współpracy z człowiekiem. Szczególnie trafione okazało się połączenie wyżła niemieckiego krótkowłosego z greyhoundem, czyli chartem angielskim. Taka mieszanka dała początek greysterom – psom niezwykle szybkim, silnym i wydolnym.
– Husky to jest Golf jedynka, 1.6 diesel bez turbiny, 50 koni mechanicznych. Wszędzie dojedzie, wszędzie go naprawisz, mało pali. A greyster, współczesny pies zaprzęgowy, to takie Porsche, które potrzebuje odpowiedniego serwisu, umiejętnego prowadzenia i potwornych ilości paliwa – tłumaczy Igor Tracz.
Te różnice wynikają z genetyki. Psy północne przez tysiące lat były przystosowywane do ciągnięcia ciężarów na ogromnych dystansach i przetrwania w ekstremalnych warunkach. Nie będąc pewne, co je czeka, podczas wysiłku zawsze zostawiają sobie pewną rezerwę. Z kolei współczesne psy wyścigowe mają przede wszystkim szybko biegać.
– To jest chudy, bardzo wysoki pies, który waży 30-35 kg. Czasami ludzie mówią – jaki on jest chudy. To jest psi lekkoatleta. Jego bardzo krótkie futro albo brak prawie żadnej sierści i minimalna tkanka tłuszczowa powoduje, że jest zupełnie nieodporne na skrajnie niskie temperatury. A więc po takim biegu muszą być ubrane w derki jak konie wyścigowe i muszą iść do ciepłych pomieszczeń – mówi Igor Tracz.
Ich dieta również nie przypomina żywienia przeciętnego psa. Chudy, ważący 30-35 kilogramów „zawodnik” może jeść dwa, a nawet trzy razy więcej niż husky.
Liczące kilkanaście sztuk stadko Igora Tracza pochłania miesięcznie od 300 do 500 kg mięsa i karmy.
Kolarski tandem i kilometr szybciej maratończyka
Obecnie powszechnym sportem zaprzęgowym jest bikejoring, czyli jazda na rowerze z psem przypiętym specjalną, elastyczną liną. Zawodnik nie siedzi jednak wygodnie i nie czeka, aż pies wykona całą pracę. Musi pedałować, pomagać na podjazdach, odpowiednio pokonywać zakręty i komunikować się ze swoim psim partnerem.
– Jako kolarz mam nad psem przewagę tylko i wyłącznie na zjazdach. Wtedy mogę puścić korby i odpocząć. Na pozostałych odcinkach robię wszystko, żeby go odciążyć, bo im więcej energii zachowa, tym lepiej pomoże mi na kolejnym trudnym podbiegu – opowiada Igor Tracz.
Na najszybszych odcinkach duety osiągają prędkość 50-60 km/h.
Mniej popularny jest canicross – bieganie z psem. Najlepsi zawodnicy pokonują pięć kilometrów w lesie ze średnią prędkością 2:15-2:25 min/km. Brytyjczyk Ben Robinson, jeden z najszybszych zawodników na świecie, w duecie ze swoim psem pokonał kilometr w 2:04 min. To czas lepszy niż rekord świata w biegu na kilometr.
Do najbardziej widowiskowych sportów zaprzęgowych należą wyścigi na lekkich, trój- lub czterokołowych konstrukcjach, ciągniętych przez cztery, sześć lub osiem psów.
– Po 10-15-minutowym wyścigu na wózku czasami tydzień dochodzę do siebie. Człowiek musi utrzymać niską pozycję, balansować ciałem, kontrolować sprzęt i pomagać psom na podjazdach. Jeśli chcesz zrobić wynik, twój wysiłek musi być porównywalny z wysiłkiem zwierząt – mówi Igor Tracz.
Człowiek najsłabszym ogniwem
Przy prędkościach dochodzących do 50 km/h nietrudno o wypadek. Kontuzje są więc wpisane w ten sport. Igor Tracz ma za sobą złamania palców i dłoni, pękniętą miednicę, urazy żeber, wstrząśnienia mózgu i wybity obojczyk.
– Psie ciała są dużo bardziej sprawne i elastyczne, mają lepszy refleks. To zawsze my jesteśmy kulą u nogi dla naszych psów i robimy wszystko, co możemy, żeby je odciążyć. Psy są szybsze, silniejsze i dużo szybciej się regenerują – opowiada Igor Tracz.
Wielokrotny mistrz świata wie, co mówi – uprawia sporty zaprzęgowe od 25 lat. Kierują nim pasja i miłość do psów.
– Na mistrzostwach świata, na których zdobywam tytuł mistrza świata, nie dostaję nic oprócz medalu i worka karmy dla mojego psa. Żadnych pieniędzy. Ludzie robią to dla frajdy, dla przyjemności swoich psów i z pasji, a nie dla zarobku – mówi Igor Tracz.
Przyzwoitość ważniejsza od medali
Od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę Igor Tracz angażuje się w organizowanie pomocy humanitarnej dla Ukrainy. Za jego sprawą trafiło tam już ponad 100 transportów. Początkowo Igor Tracz pomagał przede wszystkim zwierzętom, dostarczając karmę, wspierając schroniska i weterynarzy oraz uczestnicząc w ewakuacjach. Z czasem pomoc została skierowana w dużym stopniu do ukraińskiego wojska.
Jego zaangażowanie przełożyło się również na zdecydowane stanowisko wobec rosyjskich zawodników. Gdy pojawiła się możliwość dopuszczenia ich do mistrzostw Europy, Polak zapowiedział, że sam nie wystartuje, jeśli Rosjanie zostaną dopuszczeni do rywalizacji. Dzięki kontaktom z ukraińską dyplomacją udało się utrzymać zakaz.
– Zostałem tak wychowany, że słabszemu się pomaga, a kiedy jest zagrożenie, nie można stać w rozkroku. Trzeba obrać stronę. Jestem Polakiem, pomagam Ukrainie, ponieważ jest słabsza podczas wojny z Rosją i została zaatakowana – opowiada maszer.
Wojna zmieniła także jego osobiste relacje. Przed 2014 rokiem często jeździł do Rosji, prowadził szkolenia i zaprzyjaźnił się z tamtejszymi zawodnikami. W 2013 lub 2014 roku rosyjski minister sportu zaproponował mu nawet przyjęcie rosyjskiego paszportu, by mógł startować jako reprezentant Rosji. Igor Tracz odmówił.