Czy Rafał Brzoska zamieni biznes na politykę? (WYWIAD)
Prezes Grupy InPost mówi, czy zaangażuje się w politykę i dlaczego potrzebujemy EWG 2.0. Opowiada o deregulacji, kryzysie Europy i przejęciu jego firmy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czy plotki dotyczące zaangażowania się Rafała Brzoski w politykę mają uzasadnienie.
- Jakich reform potrzebuje Europa i Polska.
- Co dalej z pracami nad deregulacją gospodarki.
Grzegorz Nawacki, XYZ: Jesteśmy nieco ponad dwa tygodnie od ogłoszenia oferty zakupu wszystkich akcji InPostu przez konsorcjum z pana udziałem. Jak idzie transakcja, coś istotnego się wydarzyło od tego czasu?
Rafał Brzoska, założyciel i prezes Grupy InPost: Panie redaktorze, wie pan o jakim pytaniu marzyłem przez te wszystkie dni, od kiedy ogłosiliśmy to publicznie, a którego nigdy nie dostałem? „Panie Brzoska – wierzy pan w swój InPost jeszcze bardziej?”.
Śmieję się, ale to jest właśnie sedno tego strategicznego zamierzenia. Jednym ruchem zrealizujemy trzy cele. Po pierwsze pozyskamy konieczny kapitał, aby grać już nie w krajowej, nie europejskiej, lecz światowej lidze logistyki i e-commerce. Tej technologicznej, opartej z jednej strony na ultra-nowoczesnych rozwiązaniach z zakresu sztucznej inteligencji, a z drugiej – wciąż – na najwyższej jakości obsługi klienta. To wymaga gigantycznych nakładów finansowych. Po drugie zabezpieczamy to, że InPost nadal będzie firmą polską. Tu zawsze będzie nasza centrala, menadżerowie, najważniejsze działy, w tym IT. Tu będziemy płacić podatki. Po trzecie w końcu: tak, chcę jeszcze więcej siebie i swego czasu poświęcić na rozwój firmy, a fundusz, którego jestem założycielem (A&R Investments – red.) inwestuje w firmę, którą założyłem i zbudowałem ze swoim zespołem, zwiększając pakiet udziałów o jedną trzecią.
Ludzie, którzy komentowali „Brzoska sprzedał swój InPost”, nie rozumieją jednego. Nigdy nie ukrywałem, że jest on dla mnie czymś więcej niż firmą, którą zarządzam. Dziś jesteśmy potężną, międzynarodową korporacją, wartą miliardy euro, wchodzącą na nowe rynki i w nowe technologie – także w obszar sztucznej inteligencji. Ale w każdej, absolutnie każdej części tej korporacji nadal jest ten młody chłopak, który pojechał do Niemiec, żeby zarobić kilka marek, pracując przy ogrodach. Jest student z Krakowa, który założył swoją pierwszą firmę. I jest ryzykant, który – gdy jego rówieśnicy wchodzili na rynek pracy – odrzucił ofertę sprzedaży firmy za miliony, wybierając zamiast tego nieznaną przyszłość i dalekie horyzonty.
W każdej części InPostu są też moje porażki. Oszczędności życia moich rodziców, które zainwestowałem na giełdzie i straciłem co do złotówki. I momenty, gdy bankructwo zaglądało mi prosto w oczy. Raz, bo nieuczciwy kontrahent próbował ukraść mi firmę, wykorzystując bezprawnie wypełniony weksel. I dwa, gdy państwo chciało nas zmiażdżyć – nie potrafiąc wygrać z nami fair. Więc krótko: zostaję tu, a wy – proszę – zostańcie z nami. Warto.
W tej długiej wypowiedzi chyba dostałem odpowiedź na pytanie, które wielu nurtuje: wchodzi pan do polityki? Bo słychać, że tworzy pan partię.
To chyba najdziwniejsza plotka ostatnich tygodni. Najpierw wysyłali mnie na prezydenta. Teraz ci sami ludzie wysyłają mnie do Sejmu. Szczerze? Nie mam już siły zaprzeczać. Od 1999 r. jestem przedsiębiorcą i buduję biznes. Ledwie kilka tygodni po tym, jak ogłosiłem, że jestem w konsorcjum, które chce skupić akcje InPostu, by nadać mu nową prędkość, ktoś wypuszcza taką plotkę, a nawet poważni przecież dziennikarze ją podchwytują. Moim celem jest stworzenie prawdziwego, globalnego biznesu rodem z Polski. I nie zamierzam spocząć, dopóki tego nie dowiozę. Nie porzucę projektu mojego życia, by siedzieć w ławach poselskich albo na komisji sejmowej. Naprawdę, dajmy sobie spokój.
Któryś z dziennikarzy publikujących te „newsy” kontaktował się z panem przed publikacją?
No właśnie rzecz w tym, że nie. Wypuścili informacje, które nie mają nic wspólnego z prawdą i rzeczywistością. W artykule powołują się na „bliskie otoczenie Rafała Brzoski”. Jest nim moja żona – Omenaa. Do niej nikt z panów redaktorów nie dzwonił. Zaczyna się od anonimowego wpisu na X, potem o tym mówią dziennikarze i politycy – tak niestety wygląda dziś obieg informacji. Smuci mnie, w którym kierunku zmierzają media.
Oliwy do ognia dolewają politycy PSL. Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, że ma pan „polityczny ząb”, a Piotr Zgorzelski, że „jeżeli pan Brzoska wejdzie do polityki, to może istotnie zmienić konfigurację na polskiej scenie politycznej”.
Szanuję liderów wszystkich partii politycznych, bardzo im dziękuję za pozytywne głosy pod moim adresem, ale nie można naginać rzeczywistości. Mogę im jednak obiecać, że będę wspierał wszystkie ich dobre pomysły, które będą pchały Polskę i całą Europę do przodu. Możecie liczyć na mnie na poziomie organizacji przedsiębiorców, w które jestem zaangażowany, i wiedzy eksperckiej.
Wielu mówi, że Omenaa Mensah, małżonka, widzi się w roli pierwszej damy. Więc może jednak prezydentura?
Tak może mówić tylko ktoś, kto nas kompletnie nie zna, a aspiruje do mówienia, że jest inaczej. Nikt z naszych przyjaciół by takiej myśli nie sformułował. Omenaa ma misję, by pomagać innym, i to nie tylko w Polsce, ale również za granicą – i robi to bardzo skutecznie. Niewiele jest okazji do tego, by pokazać Polskę od strony filantropijnej w tak pozytywnym świetle, jak to się jej udaje. Wyrazem tego jest niedawna nagroda, którą dostała w San Francisco. Jej ambicje wykraczają daleko poza to, co robi dzisiaj, ale na pewno nie w kategorii bycia pierwszą damą.
Omenaa bardziej widzi siebie jako wspierającą każdą pierwszą damę, by łatwiej się odnajdywała na tej pozycji i zajmowała się kluczowymi sprawami z punktu widzenia polskiego społeczeństwa i tego, czego się oczekuje od pierwszej damy. Dlatego zawsze zostawia otwarte drzwi do rozmowy z pierwszymi damami światowej polityki, takimi jak Jill Biden, Michelle Obama, a także Jolantą Kwaśniewską, Agatą Dudą i mam nadzieję każdą kolejną.
Patrząc na reakcje na tę plotkę, należy wnioskować, że jest oczekiwanie powstania nowej partii.
Myślę, że dziś w Polsce są trzy obozy. Jeden wspiera koalicję rządzącą i nie wyobraża sobie świata poza nią. Drugi obecną opozycję i nie widzi innej opcji. Oraz ten trzeci, który wydaje się tej samej wielkości co tamte dwa, a być może jest większy – to ludzie, którzy oczekują czegoś świeżego. I to na pewno jest okazja również dla nowych środowisk – przedsiębiorców, ludzi młodych, NGO, a przede wszystkim – wszystkich tych, którzy aktywizują swoje małe społeczności. Wydaje się, że mają wielką szansę, bo – jak widać – jest duże zapotrzebowanie społeczne na nowe spojrzenie na politykę, na Polskę i Europę, lecz przede wszystkim – w przyszłość.
Ustalmy jeszcze jedno: Sejm, rząd – nie teraz czy nigdy?
Absolutnie nigdy. Tam jest miejsce dla polityków. Tych, którzy od młodości chcieli się nią zajmować, którzy chcą jej poświęcić życie. Za młodu roznosili ulotki, potem startowali w kampaniach. Przedsiębiorcy powinni być w biznesie. Wtedy jako kraj będziemy mieli największe korzyści. Najlepszego napastnika nie wstawia się na bramkę, a bramkarza nie wystawia się w ataku.
Być może plotki rodzą się dlatego, że pan często wypowiada się publicznie w sprawach dotyczących państwa, reform.
Bo debaty o Polsce nie można zostawiać wyłącznie zawodowym politykom. Przedsiębiorcy mają wiedzę, doświadczenie, umiejętność wdrażania zmian i czują odpowiedzialność za kraj. To nie jest chęć władzy. To jest troska o gospodarkę i konkurencyjność naszego kraju.
Żyjemy w czasie gigantycznej zmiany. Świat pędzi. Sztuczna inteligencja, robotyzacja, nowe łańcuchy dostaw, zbrojenia. A my w Polsce i Europie rozmawiamy o tym, kto z kim jest w koalicji, kto kogo nie lubi albo kto będzie premierem. Tak nie wygramy tego wyścigu.
Europa i Polska potrzebują inwestorów, którzy są pewni, że warto tu wejść, ale i obywateli, którzy nie muszą się trzymać za portfele, bo wiedzą, że mogą wydawać pieniądze.
Co dziś jest największym problemem Europy?
Straciliśmy ambicję. Europa stała się mistrzem regulacji, a nie innowacji. Biurokracja wyziera z każdego kąta. Żaden kraj nie zbudował swojej potęgi na nadmiarze przepisów i wysokich podatkach. Integracja europejska zaczęła się od sześciu krajów i bardzo prostej idei: mniej barier, więcej handlu, więcej konkurencji. Ekonomia była na pierwszym miejscu, nie ideologia. Dziś potrzebujemy EWG 2.0 – odważnego kroku wstecz, który będzie jednocześnie ogromnym krokiem naprzód. Jeżeli wrócimy do fundamentów: wolność gospodarcza, konkurencja, innowacja – Europa może znów być wzorem dla świata. Jeśli nie – inni napiszą naszą przyszłość za nas.
A nie jest problemem to, że Europa jest podzielona, a interesy narodowe są często sprzeczne? Dlatego nie można nas porównywać do USA czy Chin.
Nie wszystkie 27 krajów chce tego samego. Nie wszystkie grają zespołowo. Może więc zamiast udawać jedność, trzeba pozwolić chętnym iść szybciej? Być może lepsza byłaby unia dwóch prędkości, bo lepiej mniejsza, ale szybka grupa niż marazm 27 państw.
Swobodny przepływ kapitału, usług, ludzi i towarów – to powinien być fundament wspólnoty, EWG 2.0, która zajęłaby miejsce Unii Europejskiej, a nie ta czy inna ideologia. Weszłyby do niej dobrowolnie kraje, które chcą przyspieszyć. UE może pozostać jako ciało polityczne. Problem w tym, że w Europie nie ma lidera, który odważyłby się taką dyskusję rozpocząć. Polska mogłaby to zrobić. I to nie jest przeciwko Europie – przeciwnie, dla dobra Europy. Coraz wyraźniej widać, że obywatele nie chcą UE w kształcie, którego nabrała.
A co jest problemem Polski?
Mamy jedne z najwyższych cen energii w Europie. To nas eliminuje z wyścigu o centra danych, fabryki, przemysł chemiczny. Nawet w Brukseli mówi się już, że ETS jest błędem i trzeba go pilnie przemodelować. Oparcie się wyłącznie na OZE to ślepa uliczka. Słońce nie świeci zawsze, wiatr też nie wieje non stop. Atom – duży i mały – musi być kluczową częścią miksu. Gaz będzie stabilizatorem jeszcze długo. Jednak nie oszukujmy się – miksu energetycznego nie da się zmienić z dnia na dzień, więc jeśli dziś mamy drogi prąd, to musimy specjalizować się w działalności o niskim zapotrzebowaniu energetycznym. Polska potrzebuje specjalizacji, nie da się być mistrzem świata we wszystkim.
A co jest naszym atutem?
Na pewno położenie geograficzne, które sprawia, że powinniśmy być naturalnym hubem tranzytowym między Azją a Europą. Budowa CPK powinna przyspieszyć także z tego powodu. Europa nakłada cła na produkty z Chin? Świetnie. To my powinniśmy je przejmować, konfekcjonować, dystrybuować dalej. Strategia to nie marzenia o byciu najlepszym we wszystkim. Strategia to specjalizacja tam, gdzie mamy przewagę.
Nie zaprzecza pan sobie? Jak mamy budować silny przemysł europejski, jednocześnie stawiając na import z Chin? Chińskie elektryki grzebią europejski przemysł motoryzacyjny.
Świetny przykład. Chiny zdominowały światową produkcję baterii do aut elektrycznych. Skoro wiemy, że nie wygramy z Chinami w produkcji baterii i tanich elektryków, to dlaczego sami sobie narzucamy regulacje, które zmuszają nas do wchodzenia na ich boisko? Zmuszanie Europejczyków do kupowania dwa razy droższych aut tylko po to, by spełnić własne regulacje, to ekonomiczne samobójstwo. Europejczycy byli mistrzami w wydajnych silnikach spalinowych. Może zamiast rezygnować z naszych kompetencji, powinniśmy je rozwijać? Bardziej efektywne silniki spalinowe mogą dać taki sam efekt dla klimatu, szczególnie biorąc pod uwagę cały koszt EV – łącznie z wyprodukowaniem baterii, jej żywotnością i utylizacją.
A jak obudzić innowacje? W zeszłym tygodniu pisaliśmy w XYZ, że wartość inwestycji w startupy w USA w ciągu kilku dni w tym roku jest większa niż w całym ubiegłym roku w Polsce. To przepaść.
Tak, ale spora część kapitału inwestowanego w USA pochodzi z Europy. I powoli ten kapitał wraca do nas. Dobrze byłoby tworzyć ramy, by jak najwięcej było inwestowane w europejskie projekty.
Tylko czy nasze projekty są równie dobre?
I to jest sedno. W Chinach jest dziś około 1500 firm skoncentrowanych na robotyzacji. W USA około 300. Natomiast w Europie – mniej niż 100. Do 2040 roku na świecie może być 10 miliardów robotów. Pytanie brzmi: czy będziemy je produkować, czy tylko kupować?
Na razie to zamiast na innowacje i roboty musimy wydawać na zbrojenia.
Paradoksalnie rosnące wydatki na zbrojenia mogą być impulsem dla europejskiej innowacyjności. Historycznie to właśnie konflikty przyspieszały rozwój technologii. Ale inni nie stoją. Chiny inwestują gigantyczne pieniądze w automatyzację i AI. Jeśli nie skierujemy 200 proc. naszej uwagi na te obszary, zostaniemy w tyle na dekady.
Minął rok od powołania zespołu SprawdzaMy. W tym czasie przekazał rządowi ponad 512 propozycji, z czego 138 weszło do porządku prawnego. Sukces?
Jestem daleki od ogłaszania pełnego sukcesu. Wdrożyliśmy 140 zmian, podczas gdy ponad 300 dostało zielone światło. Prawdziwym sukcesem będzie pełne wdrożenie tych zmian oraz uruchomienie kolejnej, bardziej systemowej fazy.
Najważniejsze jest jednak to, aby deregulacja stała się procesem odczuwalnym dla obywateli. Zbyt łatwo obwiniamy Brukselę za nadmiar regulacji, zapominając o tzw. gold platingu – dokładaniu krajowych przepisów ponad wymogi prawa unijnego. Jeśli uda się z tym skończyć, będzie to realny przełom.
Dużo pan mówi o tym, że UE też potrzebuje deregulacji. Może powinniśmy „wyeksportować” SprawdzaMy. Możemy być przykładem dla Europy?
Nie tylko możemy – już jesteśmy. W minionym tygodniu byłem na szczycie UE–USA w Brukseli. Zaskoczył mnie poziom wiedzy o polskich działaniach i otwartość na dyskusję. Zamiast ograniczać się do notatek, powinniśmy przejść do warsztatów i konkretnych działań. Jeśli polski „sprint deregulacyjny” może stać się inspiracją dla systemowych zmian w Europie, warto spróbować.
Deregulacja może się udać tylko wtedy, gdy nie jest wyłącznie projektem urzędników. Musi być realizowana wspólnie: przez administrację, polityków, przedsiębiorców i ekspertów – niezależnie od opcji politycznej.
Główne wnioski
- Rafał Brzoska nie wchodzi do polityki – stawia wszystko na globalny rozwój InPostu. Prezes InPostu jednoznacznie odcina się od plotek o wejściu do polityki. Jego celem jest budowa globalnej firmy rodem z Polski i zwiększenie zaangażowania kapitałowego w InPost, aby konkurować w światowej lidze logistyki i e-commerce.
- Europa potrzebuje „EWG 2.0” – mniej regulacji, więcej konkurencji. Zdaniem Brzoski największym problemem Europy jest nadmiar regulacji i utrata ambicji. Postuluje powrót do fundamentów wspólnego rynku – wolności gospodarczej, konkurencji i innowacji – nawet w formule „Europy dwóch prędkości”.
- Polska musi postawić na energię, specjalizację i deregulację. Wysokie ceny energii osłabiają konkurencyjność kraju, dlatego potrzebna jest realistyczna polityka energetyczna (atom jako kluczowy element miksu) oraz specjalizacja gospodarcza. Równolegle deregulacja – w tym ograniczenie „gold platingu” – powinna stać się realnym, odczuwalnym procesem dla przedsiębiorców i obywateli.
Napisaliśmy o tym, bo uznaliśmy to za ważne i ciekawe. Dla pełnej transparentności informujemy, że fundusz RiO, należący do Omeny Mensah i Rafała Brzoski, prezesa i akcjonariusza InPostu, jest inwestorem w XYZ.