Rafał Brzoska: Potrzebujemy taniej energii, AI, robotyzacji i resetu w relacjach UE-USA (WYWIAD)
Europa stoi dziś pod ścianą: droższa energia niż w Azji, brak spójnej strategii dla AI i rosnące zapóźnienie w robotyzacji wobec Chin. Dochodzą napięcia z USA i pytanie, czy bez resetu relacji transatlantyckich Europa utrzyma globalną pozycję. O potrzebie taniej energii, wspólnej polityki AI, deregulacji i roli Polski rozmawiamy w Brukseli z Rafałem Brzoską, założycielem Integer Capital Group/InPost.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie elementy są kluczowe, aby Europa dokonała „resetu konkurencyjności”.
- Czy reset w relacjach UE-USA jest możliwy.
- Czy Polska staje się wzorem deregulacji w UE.
Katarzyna Stańko (XYZ): Reset konkurencyjności UE, reset w relacjach USA-UE. Czy to w ogóle możliwe na obecnym etapie?
Rafał Brzoska, założyciel Integer Capital Group/InPost: Działając osobno, jako poszczególne rynki, jesteśmy skazani na pożarcie, czy to przez Chiny, czy przez dużo bogatsze od nas kraje. Kluczowy jest teamwork, a nie konkurowanie między sobą i patrzenie na wszystko przez pryzmat partykularnych priorytetów. Jeśli pyta mnie pani o priorytety – kluczem jest tania energia. Tania energia oparta na zbalansowanych źródłach, a nie tylko na odnawialnych, ponieważ te nie zapewniają bezpieczeństwa – widać to dobrze w Polsce. Nie energia dwa razy droższa niż w Chinach, lecz przynajmniej tania energia na poziomie europejskim.
Drugi element to sztuczna inteligencja. Mamy projekt gigafabryk AI, które miały być motorem napędowym. Gdy patrzę na zmieniające się koncepcje – w Komisji Europejskiej i w poszczególnych krajach – dotyczące lokalizacji, zarządzania i dostępu, widzę jedno: nie ma spójnego pomysłu.
Trzeci element to automatyzacja i robotyzacja. Dziś Chińczycy prześcignęli świat w tym zakresie. Ponad 3 tys. chińskich firm inwestuje w najnowocześniejsze rozwiązania automatyzacyjne, roboty i technologie dronowe. W Stanach Zjednoczonych jest ich około 300, w Europie poniżej 100. Nawet grając ze Stanami Zjednoczonymi, nie jesteśmy w stanie odeprzeć ofensywy bardzo innowacyjnych firm z Chin.
W Polsce pański zespół pracował nad deregulacją we współpracy z rządem i organizacjami społecznymi. Czy ten model mógłby zostać zaprezentowany Komisji Europejskiej?
Właśnie po to jesteśmy w Brukseli – aby podzielić się doświadczeniem. Deregulacja może się udać tylko wtedy, gdy nie jest wyłącznie projektem urzędników. Musi być realizowana wspólnie: przez administrację, polityków, przedsiębiorców i ekspertów – niezależnie od opcji politycznej.
Podczas rozmów w Brukseli widać duże zainteresowanie tym, co udało się zrobić w Polsce. Zamiast ograniczać się do notatek, powinniśmy przejść do warsztatów i konkretnych działań. Jeśli polski „sprint deregulacyjny” może stać się inspiracją dla systemowych zmian w Europie, warto spróbować. Deregulacja nie może pozostać hasłem z raportów – musi przełożyć się na realne, mierzalne efekty dla obywateli.
Czy Polska może być dziś przykładem deregulacji dla innych państw UE?
Nie tylko może – już jest. Zaskoczył mnie poziom wiedzy o polskich działaniach i otwartość na dyskusję w Brukseli. To dopiero początek drogi, ale jeśli możemy jako zespół wnieść wkład w decyzję o rozpoczęciu podobnych działań na poziomie unijnym, warto to zrobić.
Co uważa pan za największy sukces dotychczasowej deregulacji?
Jestem daleki od ogłaszania sukcesu. Wdrożono około 140 propozycji, podczas gdy kilkaset kolejnych otrzymało zielone światło i czekają na realizację. Prawdziwym sukcesem będzie pełne wdrożenie tych zmian oraz uruchomienie kolejnej, bardziej systemowej fazy.
Najważniejsze jest jednak to, aby deregulacja stała się procesem odczuwalnym dla obywateli. Zbyt łatwo obwiniamy Brukselę za nadmiar regulacji, zapominając o tzw. gold platingu – dokładaniu krajowych przepisów ponad wymogi prawa unijnego. Jeśli uda się z tym skończyć, będzie to realny przełom.
Inspiracją może być amerykańska zasada z pierwszej kadencji prezydenta Trumpa: za każdą nową regulację należało usunąć dwie stare, a później mówiono nawet o dziesięciu. Taki mechanizm dyscyplinuje i powstrzymuje nadmierną legislację. Być może Europa także potrzebuje podobnego „bezpiecznika”.
Jak w obecnej sytuacji geopolitycznej powinny wyglądać relacje między UE a USA? Czy możliwy jest prawdziwy reset?
Relacje UE-USA są dziś wystawione na próbę, ale fundament partnerstwa pozostaje silny. Łączą nas wartości, bezpieczeństwo i ogromne powiązania gospodarcze. Owszem, są spory – o cła, regulacje cyfrowe, politykę przemysłową czy klimat – jednak nie wolno tracić z pola widzenia szerszego obrazu.
Świat stał się bardziej niestabilny: wojna w Ukrainie, rosnąca rywalizacja z Chinami, napięcia na Bliskim Wschodzie, walka o surowce i technologie. W takim otoczeniu osłabianie relacji transatlantyckich byłoby błędem strategicznym. Potrzebujemy dojrzałego partnerstwa, opartego na wzajemnym szacunku i większej równowadze.
Reset jest możliwy, ale nie będzie powrotem do przeszłości. Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i konkurencyjność, a Stany Zjednoczone powinny traktować UE jako równorzędnego partnera. Jeśli obie strony skupią się na wspólnych interesach – bezpieczeństwie, technologii, energii i stabilnych łańcuchach dostaw – relacje mogą wyjść z obecnych napięć silniejsze niż wcześniej.
Główne wnioski
- Europa stoi dziś pod ścianą: droższa energia niż w Azji, brak jasnej strategii dla AI i rosnąca przepaść w robotyzacji wobec Chin. UE potrzebuje taniej energii, wspólnej strategii dla AI, robotyzacji oraz odwagi do deregulacji.
- Reset USA-UE jest możliwy, ale nie oznacza powrotu do przeszłości. Europa musi wziąć większą odpowiedzialność, a USA powinny traktować UE jako równorzędnego partnera. Skupienie na bezpieczeństwie, technologii, energii i łańcuchach dostaw może wzmocnić relacje.
- W Brukseli widać duże zainteresowanie polskimi doświadczeniami deregulacyjnymi. Potrzebne są warsztaty i konkretne działania. Deregulacja musi przełożyć się na realne, mierzalne efekty dla obywateli.
Napisaliśmy o tym, bo uznaliśmy za ważne i ciekawe. Dla pełnej transparentności informujemy, że fundusz RiO, należący do Rafała Brzoski, prezesa i akcjonariusza InPostu, jest inwestorem w XYZ.