Kategorie artykułu: Polityka Świat

Redemokratyzacja Węgier? Przykłady ze świata mówią co innego

Péter Magyar obiecał moralne i polityczne odnowienie Węgier, a także przywrócenie standardów demokratycznych. W niewielu państwach świata redemokratyzacja się jednak udała, a w większości z tych, w których podejmowano jej próby – wahadło odbiło wręcz w drugą stronę.

Peter Magyar i Ursula von der Leyen
Premier-elekt Węgier Péter Magyar spotkał się z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen jeszcze przed objęciem teki premiera. Magyar jako priorytet przed wyborami wskazał odblokowanie zamrożonych środków unijnych dla Węgier. Fot. EPA/Geert Vanden Wijngaert

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego zmiana rządu na Węgrzech nie oznacza natychmiastowego uzdrowienia całego systemu politycznego.
  2. Dlaczego na świecie procesy redemokratyzacji najczęściej kończą się porażką.
  3. Jakie pułapki czekają na polityków obiecujących szybkie rozliczenie dawnych reżimów.

Już dziś, w sobotę nowym premierem Węgier zostanie Péter Magyar. Kończy się era rządów Fideszu.

Orbán przez szesnaście lat wyznaczał kierunek ewolucji węgierskiej demokracji w stronę systemu nieliberalnego. Stopniowo redukował kolejne demokratyczne bezpieczniki, a państwowe instytucje podporządkowywał interesom Fideszu. Wreszcie ustępujący premier Węgier stał się autorytetem autokratycznych polityków na całym świecie.

Triumf Magyara przez wielu ekspertów i komentatorów został uznany jako punkt zwrotny w światowej polityce i początek końca sukcesów globalnych populistów i sceptyków demokracji liberalnej.

Pisaliśmy na naszych łamach już wcześniej, że taka perspektywa może okazać się krótkowzroczna. Magyar to polityk, który jeszcze dwa lata temu znajdował się w obozie Fideszu. Jednak nawet jeśli odsuniemy wątpliwości wobec Magyara na bok, to obietnica politycznej i moralnej odnowy węgierskiego systemu politycznego stanowi niezwykle wysoko ustawioną poprzeczkę. Zwłaszcza gdy Magyar obiecał Węgrom demontaż scentralizowanego państwa odziedziczonego po Orbánie.

A jeśli Magyarowi nie uda się np. szybko pozyskać unijnych funduszy lub realnie rozliczyć rządy Fideszu, to w ciągu kolejnych lat partia Orbána może odzyskać zaufanie większości Węgrów. A wtedy możemy spodziewać się zaostrzenia kursu i jeszcze mocniejszego przykręcenia antydemokratycznej śruby. Zwłaszcza gdy politycy partii Tisza nie zdemontują orbanowskiego systemu skuszeni wizją sprawowania niczym nieograniczonych rządów.

Brak demontażu centralistycznego państwa przez Magyara grozi nawrotem jeszcze mocniejszego reżimu hybrydowego po ewentualnej wygranej Fideszu w kolejnych wyborach.

Globalny odwrót od demokracji

Najbardziej znany instytut badający stan globalnej demokracji Varietes of Democracy Institute co roku publikuje zestawienia zmian w globalnych systemach demokratycznych. Z opublikowanego niedawno raportu „Unraveling The Democratic Era?” wynika, że globalne reżimy hybrydowe mają się co najmniej dobrze.

W 2025 roku aż 44 państwa na świecie znajdowały się w procesie autokratyzacji. Jest to najwyższy odsetek odkąd V-Dem Institute prowadzi badania. Co istotne, zdaniem badaczy trend osuwania się demokracji zamiast zwalniać, przyspiesza.

Naukowcy porównują obecny „poziom” demokracji na świecie do tego z 1978 roku. To, co badacze nazywają zyskami z „trzeciej fali demokratyzacji” zapoczątkowanej w Portugalii w latach 70., zostało już niemal w całości utracone. W miejsce „fali demokratyzacji” badacze widzą obecnie trzecią falę, ale „autokratyzacji”. Koronnym dowodem jest postępująca „autokratyzacja” w Stanach Zjednoczonych. USA po raz pierwszy od 50 lat przestały przynależeć do państw demokracji liberalnej, a stały się zaledwie demokracją elektoralną.

Przypadek USA za drugiej prezydentury Donalda Trumpa jest oczywiście najbardziej medialny. Jednak to właśnie Węgry są państwem, które doświadczyły największej degradacji wskaźników demokratycznych od 2009 roku. Wskutek konsekwentnego znoszenia przez Orbána bezpieczników wyborczych (checks and balances), niezależności sądownictwa czy ograniczania wolności mediów Węgry od 2018 roku w rankingach V-Dem są określane jako autokracja wyborcza.

Ciekawsze są jednak procesy, które zaobserwowali i opisali badacze. Spośród 44 państw klasyfikowanych w 2025 roku jako autokratyzujące, 20 z nich to państwa określane przez badaczy jako „bell-turns”. Mówiąc prościej: niemal połowa z państw, w których zachodzą obecnie procesy na niekorzyść demokracji, to kraje, w których następowały próby demokratyzacji po zwycięstwach wyborczych nad autokratami. Próby, które okazały się nieudane.

Jeden wspólny mianownik

Dlaczego tak trudno dziś liberalnym demokratom utrzymać zaufanie wyborców, którzy kilka lat później ponownie wybierają formacje autorytarne?

Badacze z V-Dem wskazują przede wszystkim na jeden wspólny mianownik. Przejęcie władzy w państwie pozbawionym bezpieczników i de facto jej limitów stanowi ogromną pokusę dla nowo wybranego rządu. Nawet tych, które początkowo deklarują przywrócenie dawnej systemowej równowagi i poszanowanie standardów demokratycznych. Często bowiem okazuje się, że nowa władza chętnie korzysta z kompetencji poszerzonych przez poprzednią ekipę rządzącą. Zwłaszcza wtedy, gdy stawką jest „naprawa państwa” po poprzednikach, nawet jeśli prowadzona jest dokładnie takimi samymi metodami, z którymi nowo wybrani demokraci mieli zamiar walczyć.

Nietrudno się domyślić, że takie działania w dłuższej perspektywie prowadzą do degradacji społecznego poparcia i torują drogę powrotu do władzy autokratycznych poprzedników, którzy następnie jeszcze bardziej dokręcają śrubę społeczeństwu obywatelskiemu.

Pułapka nieograniczonej władzy w Europie

Tym trudniejsze zadanie stoi przed nowym węgierskim rządem, gdy uświadomimy sobie w jak wielu państwach proces redemokratyzacji się nie udał.

Badacze z instytutu V-Dem przeanalizowali 20 państw, które po okresie obiecującej poprawy wpadły w pułapkę tzw. bell-turn – czyli rosnącego odejścia od standardów demokratycznych. Z tej grupy 14 krajom udało się w pewnym momencie odzyskać pełen status demokracji. Z czasem jednak demokratyzacja w tych państwach zwalniała i ponownie „odbijała” w stronę pogarszania standardów demokratycznych. Rezultat? Do 2025 roku zaledwie cztery z nich zdołały utrzymać status państwa demokratycznego.

Co ciekawe, wszystkie cztery to państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Mowa bowiem o Rumunii, Chorwacji, Mołdawii oraz Armenii – która, choć leży formalnie w Azji, to za rządów premiera Nikola Paszyniana zwraca się mocniej w stronę Zachodu. Świeżym dowodem otwarcia Armenii na zachód jest organizacja szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Erywaniu z zachodnimi liderami, a także rozpoczętego tuż po nim szczytu Unia Europejska-Armenia, na którym obecni byli m.in. Ursula von der Leyen i Antonio Costa.

Armenia, Rumunia, Mołdawia i Chorwacja z demokratyczną zadyszką

Badacze think tanku V-Dem widzą jednak w polityce Paszyniana tendencje autokratyczne. Naukowcy zarzucają Paszynianowi ograniczanie swobód obywatelskich w wyniku zaostrzenia konfliktu o Górski Karabach w 2020 roku. W kolejnych trzech latach nieudanej dla Armenii walki z Azerbejdżanem antydemokratyczna śruba dokręcała się. W tym czasie Paszynian, zamiast wzmocnienia instytucji, wolał ograniczać polityczne swobody i uprawiać propagandę pełną dezinformacji i mowy nienawiści. I choć to wciąż demokracja, to z wyraźnymi problemami ustrojowymi i politycznymi.

W Rumunii i Mołdawii głowami państw są proeuropejscy prezydenci – kolejno Nicușor Dan oraz Maia Sandu. Jednocześnie trudno mówić o politycznej stabilizacji na południowym wschodzie Europy. W Rumunii od dawna tlił się polityczny kryzys, we wtorek upadł rząd. Mołdawia zaś niezmiennie narażona jest na wpływy prorosyjskie i operacje wpływu z Naddniestrza. Kiszyniów ma także stałe problemy w utrzymaniu i uwiarygodnianiu niezależnych instytucji państwowych.

Naukowcy z V-Dem dostrzegli ponowny początek procesów demokratyzacji Rumunii w 2019 roku, które szybko się załamały już dwa lata później. Badacze zarzucają ówczesnym rządzącym uderzanie w niezależne media i zastraszanie opozycji. Zdaniem naukowców głośne unieważnienie wyborów prezydenckich w 2024 roku przez rumuński trybunał konstytucyjny również przyczyniło się do obniżenia standardów demokratycznych w Bukareszcie. Choć – jak pamiętamy – trybunał podjął taką decyzję w obliczu rzekomej rosyjskiej ingerencji w ówczesną kampanię. Jednak zdaniem badaczy interwencja trybunału była bezprecedensową ingerencją w transparentność procesu wyborczego.

Mniej spektakularne procesy zachodzą w Chorwacji, choć badacze umieścili śródziemnomorskie państwo na liście krajów zagrożonych autokratyzacją. Naukowcy zarzucają chorwackim rządzącym przede wszystkim wprowadzanie nieprzejrzystych praw i brak przewidywalności ich egzekwowania.

Wszystkie wymienione państwa utrzymały według badaczy status demokratyczny, ale ich problemy widoczne są na dłoni.

Smutny upadek gruzińskiego marzenia o demokracji

Zdecydowanie bardziej skrajne przykłady klęski przywracania standardów demokratycznych badacze odnotowali głównie poza Europą. W Indonezji, Salwadorze czy Nikaragui politycy obiecywali demokratyzację i „sprzątanie” po poprzednikach, jednak rezultaty okazywały się zgoła odmienne. Zawłaszczanie politycznego systemu, całkowite przejęcie mediów czy więzienie niewinnych ludzi w wymienionych państwach okazały się smutną antytezą demokratycznych obietnic.

Najbardziej znanym przypadkiem skrajnego zawłaszczenia państwa i postępującej autokratyzacji jest Gruzja. Po 2016 roku w Gruzji powoli, ale systematycznie demontowano kolejne demokratyczne bezpieczniki. Od osłabienia funkcji kontrolnej parlamentu przez ograniczanie wolności prasy po zwiększenie represji wobec społeczeństwa obywatelskiego gruzińska demokracja tylko się osłabiała.

Szczególnie pamiętne są wydarzenia 2024 roku, kiedy wybuchły zamieszki przeciwko władzy, a prezydent Gruzji wsparła walczącą opozycję. „Gruzińskie marzenie” oskarżono o sfałszowanie wyborów i przeprowadzenie ich pod silnym wpływem Rosji. Gruzja również znacząco oddaliła się od Zachodu i wstrzymała integrację z Unią Europejską.

W rezultacie Gruzja według badaczy V-Dem stała się państwem jednoznacznie autokratycznym.

Scenariusz gruziński w kontekście nadchodzącej zmiany na Węgrzech jest oczywiście bardzo mało prawdopodobny. Nie znaczy to jednak, że deklaracje Pétera Magyara dotyczące praworządności mogą doczekać się niepełnej realizacji.

Autokrację zwalczaj metodami autokratów?

Jak pokazują przykłady Grecji czy Stanów Zjednoczonych najczęściej atakowanymi przez polityków obszarami demokracji są mechanizmy równoważące (checks and balances). Nic dziwnego – brak ograniczeń instytucjonalnych powiększa zakres władzy polityków i stanowi kuszący kąsek.

Péter Magyar obejmie tekę premiera, której prerogatywy przez ostatnie lata rządów Viktora Orbána zostały wzmocnione niemal bez ograniczeń. Lider partii Tisza obiecał m.in. ograniczenie liczby dozwolonych kadencji premiera do dwóch (co obecnie uderza głównie w Orbána), a także deklarował prace nad nową konstytucją. Nie ma jednak pewności czy Magyar nie użyje swojej potężnej władzy nad instytucjami do rozliczenia Fideszu. Część ekspertów wątpi, czy można „posprzątać” po rządach Fideszu, używając metod „podręcznikowych”, a nie takich, jakimi posługiwał się właśnie Viktor Orbán.

W 32 z 44 analizowanych krajów określanych jako autokracje naczelną taktyką autokratów było ograniczanie wolności mediów. Orbanowskie Węgry były wręcz pewnym wzorcem w zakresie przejmowania całego systemu medialnego. Przed partią Tisza staje poważne zadanie decentralizacji medialnego ekosystemu. Pod wodzą zależnej od Fideszu fundacji Kesma znalazło się niemal 90 proc. węgierskich tytułów medialnych. Szybko stały się tubą propagandową Viktora Orbána. Węgry spadły także na 68. miejsce w światowym indeksie wolności prasy.

Medialny zakazany owoc dla nowej władzy

Główna pokusa dla nowej władzy? To przejęcie mediów w imię „walki z dezinformacją Fideszu” i wyprostowaniem narosłych przez lata mitów zakorzenionych w węgierskim społeczeństwie. Magyar jednak tuż po wygranych wyborach deklarował, że zamierza przywrócić w mediach publicznych obiektywizm i standardy dziennikarskie. Wspominał o tym w pierwszym wywiadzie dla telewizji publicznej pod koniec kwietnia.

Warto wyróżnić także kolejnyi element, nad którym Fidesz przejął niemal całkowitą kontrolę na Węgrzech. Rząd Viktora Orbána wprowadził restrykcyjne przepisy dotyczące działalności organizacji pozarządowych. W 2017 roku zobligował organizacje pozarządowe do informowania o zagranicznych źródłach finansowania. Rok temu zaś powołano organ prowadzący listę organizacji „obcych wpływów” z prawem do odcięcia ich od dotacji spoza Węgier. Przepisy wprowadzono na wzór tych obowiązujących w Rosji, a jego założenia skrytykowała Komisja Europejska.

Magyar na poziomie deklaratywnym obiecuje koniec wpływania na media, a także rzucania kłód pod nogi organizacjom pozarządowym, które Orbán werbalnie wielokrotnie atakował.

Dzisiaj deklaracje, jutro „sprawdzam”

Czy tak się wydarzy? Tego nie wiemy. Przykłady z Europy i świata pokazują, że to nie jest wcale takie oczywiste. W większości państw, w których następował początek procesu redemokratyzacji bardzo szybko okazywało się, że nowa władza szybko wchodzi w buty krytykowanych przez siebie poprzedników.

Przed nowym rządem Węgier stoi podobna pokusa. Péter Magyar deklaruje, że chce w Budapeszcie urządzić Warszawę, co jest ukłonem w stronę premiera Donalda Tuska. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w zestawieniu V-Dem Polska obok Czarnogóry jest obecnie wymieniana jako jedyne państwo europejskie, w którym redemokratyzacja rzeczywiście nastąpiła, choć bardzo kulawa i niedoprowadzona do końca.

Z drugiej jednak strony zakres władzy, który trafia w ręce nowej formacji politycznej, jest potężny i jak pokazują omawiane przykłady, może okazać się bardziej kuszący niż pierwotne obietnice wyborcze. Czy za rok powitamy Węgry w gronie państw demokratyzujących? Czy nowa władza sama z siebie pozbędzie się przywilejów, które w nowym kontekście politycznym wpłyną na jej korzyść?

Pierwsze odpowiedzi poznamy już w dniu zaprzysiężenia.

Główne wnioski

  1. Odsunięcie od władzy Viktora Orbána nie oznacza natychmiastowego przywrócenia pełnych standardów demokratycznych. Zgromadzone przez poprzedników Magyara scentralizowane narzędzia kontroli nad państwem stanowią poważne wyzwanie dla procesu faktycznej naprawy ustroju.
  2. Raporty instytutu badawczego V-Dem wskazują na wyraźne przyspieszenie procesów autokratyzacji w ujęciu globalnym. Połowa państw wykazujących takie tendencje doświadcza nieudanej transformacji po obaleniu reżimów nieliberalnych. Nowe elity po przejęciu rządu często decydują się na wykorzystanie rozszerzonych uprawnień władzy wykonawczej zamiast ich natychmiastowego ograniczenia.
  3. Brak skutecznych reform instytucjonalnych prowadzi zazwyczaj do rozczarowania społecznego i ostatecznego powrotu do władzy formacji autorytarnych. Kluczowym zadaniem dla nowego rządu w Budapeszcie będzie dobrowolna rezygnacja z mechanizmów ręcznego sterowania systemem medialnym oraz organizacjami pozarządowymi. Zaniechanie działań w tym obszarze z dużym prawdopodobieństwem zablokuje rzeczywisty proces demokratyzacji państwa.