Rumunia ma w końcu nowy rząd. Ale to nie koniec problemów
Zrodzony w bólach nowy rumuński gabinet pod kierownictwem Luki Niculescu staje przed nie lada wyzwaniem. Rządzący muszą spróbować pogodzić złagodzenie polityki zaciskania pasa wobec gospodarstw domowych z dalszym ograniczaniem deficytu budżetowego, który w 2025 roku był najwyższy w całej Unii Europejskiej.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego na czele nowego rządu stanął bezpartyjny dyplomata Luca Niculescu, choć realną kontrolę nad gabinetem zachowali postkomuniści z PSD?
- Co sprawiło, że Rumunia balansuje na granicy utraty ratingu inwestycyjnego i przestaje doganiać gospodarczo Polskę?
- W jaki sposób nowy rząd planuje uzdrowić finanse publiczne i ożywić gospodarkę?
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Trwające od blisko pół roku próby wyłonienia nowego rządu w Bukareszcie przyniosły wreszcie długo wyczekiwany przełom. Bezpartyjny dyplomata Luca Niculescu skompletował gabinet zdominowany przez postkomunistyczną PSD. To dokładnie ta sama partia, która doprowadziła do upadku poprzedniego układu rządowego.
Nowy gabinet staje przed niezwykle trudnym wyzwaniem. Z jednej strony musi ulżyć napiętym budżetom domowym, a z drugiej w żadnym wypadku nie może zboczyć ze ścieżki dyscypliny fiskalnej. To właśnie od bolesnych cięć i uporządkowania finansów publicznych w coraz większym stopniu zależą koszty obsługi długu zagranicznego oraz utrzymanie przez kraj ratingu na poziomie inwestycyjnym.
Dyplomata na pomoc zwaśnionym stronom
55-letni Niculescu został desygnowany na premiera na początku października, po tym, jak trzem poprzednim kandydatom nie udało się sformować rządu. Ten były dziennikarz i ambasador we Francji koordynował dotychczas starania Rumunii o przystąpienie do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Prezydent Nicușor Dan wskazał właśnie na te działania jako dowód jego umiejętności godzenia sprzecznych interesów, ponieważ wymagały one porozumienia ponad podziałami instytucjonalnymi i partyjnymi.
Autorytet Niculescu jako szefa rządu będzie teraz w dużym stopniu zależał właśnie od utrzymania tej współpracy pomiędzy ugrupowaniami, które w kwestiach budżetowych pozostają głęboko podzielone.
Trudne realia gospodarcze nie pozostawiają jednak nowemu premierowi czasu na sondowanie i łagodzenie nastrojów. W 2025 roku deficyt finansów publicznych Rumunii sięgnął 7,9 proc. PKB, co było najgorszym wynikiem w całej Unii Europejskiej. Z kolei Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w 2026 roku tamtejsza gospodarka skurczy się o 0,5 proc. Oznacza to, że kraj zadłużający się na dużą skalę wchodzi w okres recesji dokładnie w momencie, gdy z powodu politycznej niepewności wierzyciele stają się wobec niego jeszcze bardziej wymagający.
Rumunia: kraj w politycznym potrzasku
Zawirowania rozpoczęły się od wyborów prezydenckich w listopadzie 2024 roku. Călin Georgescu, mało znany nacjonalista oraz krytyk NATO i zachodniego wsparcia dla Ukrainy, niespodziewanie wygrał wtedy pierwszą turę głosowania. Jednak 6 grudnia, na zaledwie dwa dni przed zaplanowaną drugą turą, Sąd Konstytucyjny unieważnił całe wybory.
Decyzję podjęto po ujawnieniu odtajnionych materiałów wywiadu, w których opisano skoordynowaną akcję promocyjną w internecie oraz nieprawidłowości w finansowaniu jego kampanii. Istotnym elementem tych kontrowersji były również zarzuty o rosyjską ingerencję, czemu Moskwa stanowczo zaprzeczała.
Ważność zachowały natomiast odrębne wybory parlamentarne z 1 grudnia 2024 roku. W ich wyniku największą siłą polityczną w kraju pozostała postkomunistyczna Partia Socjaldemokratyczna (PSD), a drugie miejsce zajął skrajnie prawicowy Sojusz na rzecz Jedności Rumunów (AUR). To właśnie AUR wraz z dwiema mniejszymi partiami nacjonalistycznymi zdobył łącznie około jednej trzeciej wszystkich głosów.
Mimo takiego układu sił lider PSD Marcel Ciolacu sformował kolejny rząd w koalicji z centroprawicową Partią Narodowo-Liberalną (PNL) oraz reprezentującym mniejszość węgierską ugrupowaniem UDMR, przy dodatkowym wsparciu przedstawicieli innych mniejszości.
Układ ten rozpadł się jednak przy okazji powtórzonych wyborów prezydenckich. W maju 2025 roku Marcel Ciolacu podał się do dymisji, ponieważ wspólny kandydat partii rządzących, Crin Antonescu, nie zdołał wejść do drugiej tury. Ostatecznie to Nicușor Dan, ówczesny burmistrz Bukaresztu, pokonał lidera AUR George’a Simiona i zdobył w decydującym starciu 53,6 proc. głosów. Choć wynik ten zagwarantował Rumunii proeuropejską prezydenturę, to wyłoniony w odrębnych wyborach parlament wciąż potrzebował sprawnej i zdolnej do działania koalicji.
W czerwcu 2025 roku sformował ją Ilie Bolojan, który połączył siły PNL, PSD, reformatorskiego Związku Zbawienia Rumunii (USR) oraz UDMR. Zawarte porozumienie zakładało, że w kwietniu 2027 roku Bolojan przekaże stanowisko premiera w ręce polityka wywodzącego się z obozu postkomunistów.
Spory i rozpad koalicji
Zamiast tego spory o politykę zaciskania pasa i bilans gospodarczy gabinetu doprowadziły do przedwczesnego rozpadu koalicji. W kwietniu 2026 roku partia PSD wycofała swoje poparcie, a 5 maja połączyła siły z AUR i doprowadziła do odwołania Bolojana w głosowaniu nad wotum nieufności.
To właśnie od tamtego majowego przesilenia w kraju trwa nieprzerwany okres rządów tymczasowych. W tym czasie Eugen Tomac zrezygnował z próby sformowania gabinetu, Adrian Veștea nie uzyskał aprobaty parlamentu, a skład rządu zaproponowany przez Siegfrieda Mureșana posłowie odrzucili 30 września.
Dla ugrupowań głównego nurtu wizja przedterminowych wyborów była w ostatnim czasie wyjątkowo niekorzystna. Nic dziwnego, skoro wrześniowy sondaż pracowni INSCOP dawał radykalnej AUR aż 39,7 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców. Rządząca PSD mogła liczyć na 18,7 proc. a liberalna PNL na zaledwie 16,3 proc. głosów.
Rząd tylko z wierzchu bezpartyjny
Gabinet przedstawiony przez Niculescu ma wyraźnie partyjny charakter, mimo że na jego czele stanął dyplomata nienależący do żadnego ugrupowania. Zaproponowany ostatecznie skład rządu liczy osiemnastu ministrów.
Aż dwunastu z nich to ludzie związani z PSD, a tylko pozostałych sześciu to bezpartyjni eksperci. Na czele resortu finansów ma stanąć Alexandru Nazare. Tekę ministra energii powierzono Dumitru Chisălițy, a ministerstwem spraw zagranicznych pokieruje Sebastian-Dănuț Neculăescu. Marian Neacșu z PSD będzie łączył z kolei funkcję wicepremiera z kierowaniem resortem spraw wewnętrznych.
Taki układ sił zapewnia postkomunistom bezpośrednią kontrolę nad kluczowymi elementami aparatu państwowego, odpowiedzialnymi za wdrażanie polityki rządu.
Lider PSD Sorin Grindeanu zażądał od nowej ekipy rządowej przewidywalności budżetowej, rezygnacji z kolejnych podwyżek podatków w 2027 roku oraz formalnej oceny efektów pracy rządu już po sześciu miesiącach od jego powołania. Taki przegląd zapewni postkomunistom dogodną okazję do ewentualnego zrewidowania swojego poparcia. Postawione w ten sposób warunki sprawiają, że nowy gabinet od samego początku będzie miał mocno ograniczone pole manewru.
Dziura budżetowa nie pojawiła się wczoraj
Kłopoty budżetowe Rumunii narastały na długo przed upadkiem ostatniego rządu. W 2024 roku, a więc jeszcze przed długą serią gabinetów tymczasowych, deficyt osiągnął poziom 9,3 proc. PKB. Warto przypomnieć, że unijne władze objęły kraj procedurą nadmiernego deficytu już w 2020 roku.
Narzuca ona na Bukareszt obowiązek sprowadzenia go poniżej progu 3 proc. do 2030 roku. Mimo pewnej poprawy odnotowanej w 2025 roku państwo wciąż z każdym rokiem znacząco powiększało swoje potrzeby pożyczkowe.
Jak wskazują dane OECD, podwyżki w sektorze publicznym zrealizowane w wyborczym 2024 roku podniosły rządowe wydatki na wynagrodzenia o niemal jeden punkt procentowy PKB.
Ponowna waloryzacja emerytur oraz inwestycje finansowane z funduszy krajowych wygenerowały kolejne obciążenia, podczas gdy słaba ściągalność podatków wyraźnie ograniczyła wpływy pozwalające na ich pokrycie.
Cięcia wprowadzone jeszcze przed nominacją Niculescu przyniosły jednak widoczne efekty. Podwyżki podatków oraz zamrożenie emerytur i płac w budżetówce pomogły delikatnie obniżyć deficyt w 2025 roku. Także wyraźnie wyhamowały wydatki w roku 2026. Z drugiej strony kroki te uderzyły w portfele Rumunów i mocno uszczupliły ich dochód rozporządzalny.
Warto również zauważyć, że 2 października agencja S&P utrzymała rating Rumunii na poziomie BBB- z perspektywą negatywną. Stanowi to najniższy z możliwych stopni inwestycyjnych. Ewentualne obniżenie tej oceny zepchnęłoby rumuński dług do kategorii spekulacyjnej. To w konsekwencji mogłoby odstraszyć inwestorów i wyraźnie podnieść koszty finansowania państwa.
Polska gospodarka zostawia rumuńską w tyle
Porównanie z Polską nadaje rumuńskiemu spowolnieniu szerszy kontekst regionalny. Od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej w 2007 roku Rumunia poczyniła ogromne postępy, gdyż jeszcze wtedy jej PKB na mieszkańca wynosiło niespełna połowę unijnej średniej.
Z szacunków Eurostatu za 2025 rok wynika, że rumuński PKB na mieszkańca po skorygowaniu o różnice w cenach osiągnął poziom 78 proc. średniej unijnej. Dla porównania w Polsce wskaźnik ten wyniósł 81 proc. Dystans dzielący obie gospodarki stał się zatem stosunkowo niewielki.
Jednak w najbliższym czasie ścieżki rozwoju naszego kraju i Rumunii rozejdą się znacznie wyraźniej. Wspomniana już wcześniej październikowa prognoza MFW, która przewiduje skurczenie się rumuńskiej gospodarki o 0,5 proc., zakłada zarazem, że w 2026 roku gospodarka Polski urośnie o 3,4 proc. Jeśli ten scenariusz się ziści, opisana rozbieżność zahamuje proces zmniejszania dystansu przez Rumunię. Komisja Europejska wskazuje konsumpcję oraz inwestycje finansowane ze środków unijnych jako główne czynniki napędzające aktywność gospodarczą w Polsce.
Recepta Niculescu na uzdrowienie rumuńskiej gospodarki
Program nowego gabinetu rozpisany na lata 2026-2028 zakłada dalszą konsolidację budżetową. Proces ten ma opierać się na uszczelnieniu systemu podatkowego, bardziej racjonalnym planowaniu wydatków oraz pobudzeniu krajowej produkcji. Rządzący obiecują przy tym, że uporządkowanie państwowej kasy odbędzie się bez nakładania kolejnych obciążeń dla domowych budżetów i przedsiębiorstw.
Przedsiębiorcom rząd zapowiada utrzymanie podatku liniowego oraz terminowe zniesienie minimalnego podatku obrotowego od 1 stycznia 2027 roku. Podatek ten obciąża największe firmy (oparty jest na ich obrotach), co uderza szczególnie mocno w branże operujące na niskich marżach.
Program gabinetu przewiduje ponadto szybsze zwroty VAT dla rzetelnych podatników, bardziej precyzyjne kontrole skarbowe oraz przegląd dotychczasowych zwolnień i ulg. Skuteczne uszczelnienie systemu mogłoby przynieść państwowej kasie potężny zastrzyk gotówki. Według opublikowanego w 2026 roku raportu OECD luka VAT w Rumunii sięgnęła w 2024 roku aż 29,5 proc. potencjalnych wpływów. Był to zdecydowanie najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej.
W odniesieniu do administracji państwowej rząd stawia na punktowe reformy zamiast masowych, odgórnych zwolnień. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy urzędowania poszczególne ministerstwa i agencje mają przejść audyt.
Plan zakłada wyeliminowanie dublujących się kompetencji oraz uzależnienie liczby etatów urzędniczych od rzeczywistego nakładu pracy. Z kolei mniejsze gminy mogą liczyć na system zachęt do wspólnej realizacji zadań publicznych i dobrowolnego łączenia się w większe jednostki.
Równie istotne, a zarazem ściśle uzależnione od stanu państwowej kasy, pozostają kwestie socjalne. Waloryzacja emerytur ma zostać wznowiona w 2027 roku. Jej ostateczny termin oraz skala będą jednak zależeć bezpośrednio od kondycji systemu emerytalnego i postępów w redukcji deficytu.
Główne wnioski
- Po półrocznym paraliżu politycznym na czele nowego gabinetu stanął bezpartyjny dyplomata Luca Niculescu, jednak aż 12 z 18 ministerstw kontroluje postkomunistyczna PSD. Koalicję zawarto głównie w obawie przed przedterminowymi wyborami, w których skrajnie prawicowy AUR może liczyć na blisko 40 proc. głosów, a samo PSD narzuciło premierowi sztywne warunki i weryfikację efektów pracy już po sześciu miesiącach.
- Nowy rząd przejmuje władzę w momencie, gdy Rumunia notuje najwyższy deficyt budżetowy w UE (7,9 proc. PKB w 2025 roku), a MFW prognozuje na 2026 rok skurczenie się jej gospodarki o 0,5 proc. Brak dyscypliny finansowej grozi zepchnięciem rumuńskiego długu do kategorii spekulacyjnej, najniższego poziomu inwestycyjnego (BBB- z perspektywą negatywną).
- Aby ulżyć zmęczonym zaciskaniem pasa obywatelom i firmom, program na lata 2026-2028 wyklucza nowe podatki i zakłada likwidację minimalnego podatku obrotowego od 2027 roku. Rząd chce redukować deficyt przez walkę z najwyższą w UE luką VAT (29,5 proc.). Postuluje punktowe audyty w administracji zamiast masowych zwolnień oraz uzależnia powrót do waloryzacji emerytur w 2027 roku od realnego stanu finansów państwa.