Ryzyko sporów w PiS. Wnioski z frakcyjnych konfliktów
Od miesięcy trwają spory w Prawie i Sprawiedliwości. Ewentualne rozłamy byłyby jednak ryzykowne zarówno dla samej partii, jak i ewentualnych rozłamowców.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polegają spory w Prawie i Sprawiedliwości i dlaczego będą trwać.
- Czy Mateusz Morawiecki mógłby zyskać na odejściu z PiS.
- Dlaczego byłoby to dla niego niebezpieczne.
W Prawie i Sprawiedliwości wrze od miesięcy. Frakcyjne spory są dużo głośniejsze, niż kiedy PiS było u władzy i ludzie Zbigniewa Ziobry uderzali w Mateusza Morawieckiego, gdy ten był premierem.
Dziś grupa twardego jądra PiS skupiona wokół takich polityków jak Przemysław Czarnek, Jacek Sasin i Mariusz Błaszczak jest najliczniej reprezentowana we władzach partii i stanowi o głównym nurcie partyjnej narracji. Z drugiej strony jest Mateusz Morawiecki, który nie uderza w tak radykalne tony jak Czarnek, którego ambicje niepokoją partyjnych konkurentów.
Nad sytuacją w PiS coraz trudniej zapanować liderowi partii, choć przez lata mówiono o nim, że zarządza partią przez konflikt.
W lutym Jarosław Kaczyński wydał ostrzeżenie dla członków PiS, którzy prowadzą ze sobą publiczne dyskusje. Zapowiedział zawieszenie osób, które biorą w niej udział.
Powodem tego ostrzeżenia była publiczna wymiana zdań między byłym wicemarszałkiem sejmu Ryszardem Terleckim a były wiceministrem sprawiedliwości Sebastianem Kaletą. Terlecki, który od dłuższego czasu uważa, że sytuacja wokół Zbigniewa Ziobry szkodzi partii, stwierdził, że Ziobro nie powinien otrzymywać poselskiego uposażenia, skoro nie pojawia się przy Wiejskiej. Do tej dyskusji między Terleckim a reporterem TVN24 wtrącił się Kaleta, który jako były zastępca Ziobry, bronił byłego przełożonego. Dyskusja Kalety z Terleckim miała ciąg dalszy i zaogniała emocje, co udzieliło się członkom partii z obu stronnictw.
Ostrzeżenie prezesa nie przyniosło pożądanego skutku. Politycy PiS szybko wrócili do publicznych wzajemnych ataków.
Ostrzeżenia prezesa coraz słabsze
Długo nie obowiązywało także ostrzeżenie prezesa dotyczące stowarzyszeń. Już w kwietniu na konferencji w sejmie mówił, że dla osób, które przystąpiły do stowarzyszenia Morawieckiego, nie będzie miejsc na listach wyborczych.
Poinformował również, że zakazał członkom partii działać w innych organizacjach. Stwierdził, że stowarzyszenie Morawieckiego może mieć polityczny charakter i taka aktywność jest nieporównywalna z innymi stowarzyszeniami, w których są członkowie PiS. To choćby Stowarzyszenie OdNowa, którym kieruje poseł Marcin Ociepa i Ruch Społeczny Tak dla Rozwoju, któremu szefuje poseł Marcin Horała (który jest także wiceprezesem Stowarzyszenia Rozwój Plus założonym przez Morawieckiego).
Sytuacja była łagodzona na spotkaniach w prywatnym zaciszu z udziałem Adama Bielana, jednak w maju na posiedzeniu klubu (według doniesień m.in. Radia Zet) miała wybrzmieć zapowiedź likwidacji wszystkich stowarzyszeń powstałych w partii. Prezesowską zgodę na działanie miałyby mieć takie organizacje jak wspomniana wcześniej OdNowa (w formie think-tanku).
Mateusz Morawiecki jednak nie odpuszcza. W połowie maja Stowarzyszenie Rozwój Plus zostało zarejestrowane, a sam Morawiecki usilnie zapewnia, że PiS jest jego partią. Zadeklarował również, że nie da się z niej wypchnąć.
Były premier stara się walczyć o swoje. Na prawicy konkurencja jest coraz ostrzejsza: notowania PiS są znacznie niższe niż w wyborach w 2023 r., a obie Konfederacje mają poparcie na dwucyfrowym poziomie. W tej sytuacji głos prezesa ma mniejszą siłę niż w czasach, gdy na prawo od PiS nie było konkurencji lub gdy nie odgrywała ona większej roli w polityce.
Co Mateusz Morawiecki mógłby zyskać?
Mateusz Morawiecki, budując stowarzyszenie, pokazał, że może liczyć na spore wsparcie polityków PiS także spoza swojego najbliższego otoczenia. Morawiecki chce zabiegać o wyborców centrowych, o których coraz trudniej walczyć głównemu nurtowi partii. Z kolei Czarnek bardziej radykalnym językiem chce rywalizować o wyborców z Konfederacją.
Frakcja Morawieckiego już w obecnym sejmie mogłaby stworzyć trzeci najliczniejszy klub parlamentarny. W kilku sondażach przetestowano wyborczy potencjał jego ruchu.
W połowie maja w badaniu IBRiS dla Radia Zet 20,7 proc. badanych przyznało, że rozważyłoby oddanie głosu na partię Morawieckiego. Z kolei w niedawnym badaniu Pollster dla „Super Expressu” 43 proc. respondentów przyznających się do popierania PiS stwierdziło, że Morawiecki nie powinien zakładać własnej partii.
Ogólnopolska Grupa Badawcza zapytała w kwietniu o poparcie dla ewentualnej partii Morawieckiego. Zanotowała w tym sondażu poparcie na poziomie 5,84 proc., co pozwoliłoby na przekroczenie sejmowego progu wyborczego.
W badaniu CBOS z kwietnia ewentualna partia Morawieckiego zanotowała potencjalne poparcie na poziomie 6 proc. Z badania państwowej pracowni wynika, że aż 60 proc. jego potencjalnych wywodziłoby się z elektoratu PiS, a 27 proc. z elektoratu Konfederacji.
Mateusz Morawiecki mógłby więc do następnego sejmu wprowadzić własne ugrupowanie. Oznaczałoby to jednak osłabienie PiS. Na to Jarosław Kaczyński nie może sobie pozwolić. Zwłaszcza przy dwucyfrowych notowaniach Konfederacji Mentzena i Bosaka oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Odejście z PiS mogłoby być niebezpieczne
Gdyby Morawiecki znalazł się poza PiS, mógłby utworzyć samodzielną siłę polityczną, która mogłaby próbować konkurować także z samym PiS i z resztą prawicowej konkurencji. Trudno jednak spodziewać się, że były premier zdecyduje się na taki ruch bez „pomocy” ze strony partyjnych rywali.
Próba pójścia na swoje mogłaby być jednak ryzykowna. Na przestrzeni lat wielu ważnych polityków odchodziło z PiS i tworzyło własne ruchy. Żaden jednak nie osiągnął politycznego sukcesu.
Liderzy partii Polska Jest Najważniejsza trafili w końcu do Koalicji Obywatelskiej. Prawica Rzeczpospolitej założona przez Marka Jurka jest na politycznym marginesie. Solidarna (a później Suwerenna) Polska Zbigniewa Ziobry została wchłonięta przez PiS. Podobnie Partia Republikańska, która powstała po rozłamie Porozumienia Jarosława Gowina. Mateusz Morawiecki musiałby się liczyć z tym, że prezes i jego otoczenie nie zapomnieliby mu rozłamu.
Osobiste ryzyko ponosiliby także politycy, którzy poszliby za Mateuszem Morawieckim. Oznaczałoby to dla nich większą niepewność utrzymania mandatu, startując z mniejszego ugrupowania, ale też konieczność rywalizowania o tych samych wyborców z macierzystą partią. Dla niektórych mogłoby to oznaczać pożegnanie z polityką parlamentarną.
Główne wnioski
- Spory w PiS wynikają z walk o wpływy. Ścierają się ze sobą środowiska skupione wokół kandydata na premiera Przemysława Czarnka oraz wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Jarosławowi Kaczyńskiemu coraz trudniej jest zapanować nad partyjnymi konfliktami. Jego głos na prawej stronie sceny politycznej znaczy coraz mniej przy rosnącej w siłę konkurencji.
- Mateusz Morawiecki, odchodząc z PiS mógłby liczyć na wprowadzenie do kolejnego sejmu własnej reprezentacji. Czerpałby jednak przede wszystkim z elektoratu PiS. Taki rozłam byłby niekorzystny dla partii.
- Odejście z PiS byłoby dla Morawieckiego także ryzykiem. Na przestrzeni lat rozłamowcy z PiS zakładali nowe partie, które szybko znikały lub wracały w struktury PiS.