Kategoria artykułu: Analizy

Rząd zmienia podatki. 3,5 mln osób zyska, najbogatsi zapłacą więcej

Rząd Donalda Tuska zapowiedział przebudowę podatków od 2027 r. Na zmianach w PIT zyska ok. 3,5 mln osób. Jednocześnie wzrosną danina solidarnościowa i CIT dla dużych firm, a dostęp do ryczałtu zostanie ograniczony. Reforma ma być neutralna dla finansów publicznych.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kto zyska, a kto straci na zmianach w PIT.
  2. Dlaczego rząd nie podnosi kwoty wolnej do 60 tys. zł.
  3. Jak ograniczenie ryczałtu i podwyżka daniny solidarnościowej zmienią opodatkowanie najwyższych dochodów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Premier rządu Donald Tusk wraz z ministrem finansów ogłosili dziś na konferencji reformę podatkową. Obejmuje ona kilka elementów. Po pierwsze, zmieni się skala podatkowa. I próg zostanie podniesiony z 120 tys. zł do 130 tys. zł. Ponadto, pomiędzy 130 a 150 tys. zł obowiązywał będzie nowy przedział podatkowy ze stawką 24 proc. Te zmiany spowodują uszczuplenie dochodów państwa.

Bilansować je mają podwyżki podatków. Danina solidarnościowa zostanie podniesiona o 1 pkt proc. z 4 proc. do 5 proc. Ponadto, rząd chce podwyższyć CIT z 19 proc. do 22 proc. dla przedsiębiorstw o przychodach powyżej 50 mln euro. Największą zmianą po tej stronie może okazać się jednak powrót do limitu ryczałtu w wysokości 250 tys. euro w miejsce obecnych 2 mln euro. Zgodnie z zapewnieniami ministra finansów reforma ma być neutralna z punktu widzenia sektora finansów publicznych i wejść w życie od 2027 r.

Skala podatkowa

Największą liczbę podatników obejmą zmiany na skali podatkowej. Dotknie ona bowiem ok. 3,5 mln osób według Ministerstwa Finansów. Podniesienie progu jest odpowiedzią na mrożenie progu podatkowego 120 tys. zł przy rosnących wynagrodzeniach nominalnych. W 2024 r. dochody powyżej tego progu miało 1,9 mln osób, a zatem w trzy lata ta liczba ma się niemal podwoić.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Osoby powyżej 150 tys. zł dochodu do opodatkowania na skali podatkowej zyskają 3 600 zł. Od 10 tys. zł (różnica między starym a nowym progiem) zapłacą bowiem podatek według stawki o 20 pkt. proc. niższej (a zatem zysk wyniesie 2 tys. zł). Natomiast od 20 tys. zł (różnica między 130 a 150 tys. zł) podatek o 8 pkt proc. niższy (24 proc. zamiast 32 proc.). To daje zysk 1 600 zł.

Pamiętać należy, że dochód do opodatkowania to nie wynagrodzenie brutto. Od niego odejmuje się bowiem koszty uzyskania przychodu (standardowe to 3 000 zł rocznie) oraz składki na ubezpieczenie społeczne po stronie pracownika. Z tego względu wynagrodzenie brutto, od którego się zyskuje, jest nieco wyższe niż wynikałoby z podzielenia poszczególnych progów przez 12. Zgodnie z moimi obliczeniami podatnik zacznie zyskiwać na reformie na umowę o pracę od wynagrodzenia miesięcznego w wysokości ok. 11 900 zł. Pełny zysk z reformy w wysokości 3 600 zł rocznie uzyskuje się zaś przy wynagrodzeniu brutto w okolicach 14 800 zł. Ilustruje to poniższy wykres.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

... choć nie dla wszystkich

Dołóżmy jeszcze do tej układanki podwyżkę daniny solidarnościowej. Powoduje ona, że od wynagrodzenia ok. 89 tys. zł miesięcznie zysk z reformy zaczyna spadać. Dla przychodów w wysokości ok. 119 tys. zł miesięcznie na umowie o pracę reforma jest neutralna. Nie traci się, ani nie zyskuje. Przy ok. 150 tys. zł miesięcznie (a zatem 1,8 mln zł rocznie) traci się ok. 3 600 zł rocznie, a więc tyle, ile wynosi maksymalny zysk osób powyżej 14,8 tys. zł a nie podlegających daninie solidarnościowej. Oczywiście, znacznie więcej osób zyska niż straci na skali przy tej reformie. Dodatkowo w relacji do ich przychodów będą to wyższe zyski niż straty tych, którzy tracą.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

A co z kwotą wolną 60 tys. zł?

Jest jednak druga strona medalu. Koalicja Obywatelska szła do wyborów w 2023 r. z hasłem podniesienia kwoty wolnej do 60 tys. zł. Co ciekawe, maksymalna korzyść z takiego rozwiązania wyniosłaby 3 600 zł, a zatem dokładnie tyle, co w zaproponowanej dziś przez rząd reformie. Z tym, że objęłaby znacznie szerszą grupę podatników. Zaczęłyby korzystać osoby od ok. 3 200 zł miesięcznie, a w pełni od ok. 6 200 zł. W większości te osoby nie skorzystają na zaproponowanej reformie. Obrazuje to poniższy wykres porównujący reformę progów podatkowych z alternatywą w postaci podwyższonej kwoty wolnej. Na zero wychodzą dopiero w takiej hipotetycznej sytuacji osoby powyżej wynagrodzenia w wysokości 14 800 zł miesięcznie.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Pokazuje to brak realizmu fiskalnego obietnicy z 2023 r. w ówczesnej sytuacji fiskalnej, pogorszonej dodatkowo podwyższeniem 800+, wysokimi podwyżkami w sferze budżetowej, wprowadzeniem renty wdowiej czy koniecznym wzrostem wydatków obronnych. Koszt wprowadzenia wyższej kwoty wolnej 60 tys. zł w 2027 r. sięgałyby niemal 60 mld zł. W obecnej sytuacji fiskalnej są niemożliwe do spełnienia. Ale to było oczywiste także w 2023 r.

Plusem obecnie zaproponowanej reformy jest to, że korzyści trafiają przede wszystkim do pracowników. W przypadku podwyższenia kwoty wolnej, duża część przypadałaby także emerytom i rencistom. Minusem reformy jest zaś to, że jej oddziaływanie na aktywność zawodową Polaków będzie minimalne. Najbardziej wrażliwą grupą na wzrost dochodów netto do dyspozycji w wyniku obniżenia opodatkowania są osoby zarabiające w okolicach płacy minimalnej i nieco powyżej. Nie odczują one jednak korzyści z reformy. W praktyce zaś, ze względu na mrożenie kwoty wolnej, ich obciążenie jest znacząco wyższe niż w 2023 r. Istniała alternatywa w postaci zwiększenia pracowniczych kosztów uzyskania przychodu. Działa ona w uproszczeniu tak jak podwyżka kwoty wolnej, ale jest ograniczona do pracowników.

Więcej solidarności

Danina solidarnościowa, stanowiąca według metodologii unijnej część PIT, została wprowadzona w 2019 r. Pierwsze płatności nastąpiły zaś w 2020 r. na podstawie dochodów z poprzedniego roku. Daninę w wysokości 4 proc. płaci się od nadwyżki dochodów powyżej 1 mln zł.

W 2020 r. dochody z daniny wyniosły 1,84 mld zł, aby w kolejnym wzrosnąć aż o ponad 40 proc. Część podatników mogła dokonać transakcji (np. sprzedaży akcji) jeszcze w 2018 r., aby uniknąć zapłaty w pierwszym roku jej funkcjonowania. W 2022 r. wpływy z daniny sięgnęły 2,8 mld zł. Opublikowane za 2025 r. dane wskazują jednak na zaledwie 1,9 mld zł wpływów. Dochody z tego tytułu spadły zatem o niemal 0,9 mld zł, czyli 30 proc. w ciągu trzech lat.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Wynikało to zaś z tego, że ryczałt nie jest objęty daniną solidarnościową. Ta forma opodatkowania zyskała na popularności od 2022 r. ze względu na preferencyjne rozliczenie składki zdrowotnej na ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych (PIT-28) względem innych form rozliczania składki w pozarolniczej działalności gospodarczej. W 2024 r. już ponad 1 mln samozatrudnionych rozliczało się w ten sposób.

Ryczałt znów do 250 tys. zł

Premier zapowiedział powrót do limitu 250 tys. euro pozwalającego skorzystać z ryczałtu. Podwyższono go uprzednio w 2021 r. Odwróci to negatywny trend związany z wpływami z daniny solidarnościowej. Ale nie tylko. Podatnicy z ryczałtu powyżej tego limitu przeniosą się zapewne na podatek liniowy. Oznaczać to będzie także wyższe składki na NFZ. Zamiast ryczałtowych składek podatnicy ci będą zobowiązani do zapłaty składki zdrowotnej w wysokości 4,9 proc. dochodu. Również wpływy z PIT będą wyższe.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Zmiana ta zmniejszy też nieco dualizm rynku pracy. W praktyce oznacza to, że osoby powyżej ok. 90 tys. zł (limit 250 tys. euro przeliczony na złote w skali miesiąca) przeskoczą na znacznie wyższe łączne obciążenie na podatku liniowym. Ilustruję to poniżej na przykładzie stawki ryczałtu 14 proc., z której korzystają m.in. zawody medyczne. Efektywne obciążenie przychodu wzrośnie z ok. 17 proc. do ok. 24-25 proc. W przypadku innych stawek ryczałtu (8,5 proc., 12,5 proc.) różnica ta będzie jeszcze większa. Wciąż należy pamiętać jednak, że ta zmiana dotknie raczej niewielką liczbę podatników.

Na zakończenie

Warto podkreślić, że cała reforma ma być neutralna budżetowo. W obliczu narastającej presji fiskalnej to dobra decyzja. Kolejne rozluźnienie spowodowałoby konieczność późniejszych, o wiele bardziej radykalnych cięć. Zmniejszy ona również najbardziej rażące przypadki niesprawiedliwości podatkowej (braku neutralności podatkowej) związane z niskim opodatkowaniem bardzo wysokich dochodów na ryczałcie.

Z drugiej strony, jej wpływ ekonomiczny nie będzie duży. Ograniczona jest ona bowiem do podatników o najwyższych dochodach. W uproszczeniu przesuwa obciążenia z osób będących wśród 10-15 proc. najlepiej zarabiających (obniżając je) kosztem podatników o najwyższych dochodach (podwyższając je dla 0,5-1 proc. podatników).

Główne wnioski

  1. Na zmianach w skali PIT skorzysta ok. 3,5 mln podatników. Osoby zarabiające ok. 11,9 tys. zł brutto miesięcznie zaczną odczuwać korzyści, a przy ok. 14,8 tys. zł i więcej osiągną maksymalny zysk – 3,6 tys. zł rocznie. Przy bardzo wysokich dochodach korzyść zacznie jednak maleć ze względu na podwyższenie daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc.
  2. Podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł dawałoby taką samą maksymalną korzyść – 3,6 tys. zł rocznie – ale obejmowałoby znacznie szerszą grupę podatników, w tym osoby o niskich i średnich wynagrodzeniach. Koszt takiego rozwiązania w 2027 r. sięgałby jednak niemal 60 mld zł, dlatego przy obecnej sytuacji finansów publicznych realizacja tej obietnicy jest fiskalnie nierealna.
  3. Reforma przesuwa część obciążeń z dobrze zarabiających pracowników na podatników o najwyższych dochodach. Wyższa danina solidarnościowa oraz obniżenie limitu ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro mają ograniczyć szczególnie korzystne opodatkowanie bardzo wysokich dochodów z samozatrudnienia. Jednocześnie reforma ma być neutralna dla finansów publicznych, choć jej wpływ na aktywność zawodową i całą gospodarkę będzie prawdopodobnie niewielki.