Sąd uznał „zużycie organizmu”. Precedensowa renta dla byłego piłkarza Athletic Club
W wieku zaledwie 33 lat Mikel San José zakończył piłkarską karierę z powodów zdrowotnych. Wieloletni zawodnik Athletic Club od młodych lat zmagał się z chronicznym bólem kręgosłupa, który ostatecznie doprowadził do przyznania mu dożywotniej renty.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Mikel San José musiał przedwcześnie zakończyć karierę w wieku zaledwie 33 lat.
- Co sprawiło, że otrzymał dożywotnią rentę.
- Jakiej przygody życia doświadczył przed laty w ukochanym klubie.
Obecnie 36-letni Mikel San José, który znaczną część kariery spędził w Athletic Club, był zmuszony przedwcześnie zakończyć swoją przygodę z piłką nożną cztery lata temu. Chroniczne problemy zdrowotne sprawiły, że zrezygnował z wyczynowego uprawiania futbolu. Teraz otrzymał pomoc od państwa.
Athletic Club od lat słynie z silnej baskijskiej tożsamości. Piłkarze reprezentujący barwy klubu z Bilbao zazwyczaj pozostają mu lojalni przez długi czas. Znamienne jest więc to, że Mikel San José w seniorskiej karierze zaliczył udaną dekadę w ekipie „Los Leones”. Były to lata 2010–2020, czyli wyjątkowo długi okres na najwyższym poziomie. Co więcej, występował w tej drużynie również wcześniej – jeszcze jako młodzieżowiec i wychowanek klubowej akademii.
– To pierwszy przypadek w zawodowym futbolu, który przychodzi mi do głowy, gdy myślę o piłkarzu ubiegającym się o rentę inwalidzką po zakończeniu kariery. Dotąd takie sytuacje na najwyższym poziomie właściwie się nie zdarzały, a przynajmniej ja nie przypominam sobie podobnych historii. Mówimy przecież o zawodniku, który swego czasu był graczem rezerw Liverpoolu – mówi Marcin Ziółkowski, dziennikarz portalu Weszło, który szczegółowo analizował tę sprawę.
Przygoda życia u boku… szaleńca
Marcelo Bielsa, argentyński trener znany z obsesyjnego podejścia do futbolu, a zwłaszcza do taktyki, od lat funkcjonuje pod przydomkiem „El Loco”, czyli „szalony”. Jest autorytetem m.in. dla Pepa Guardioli, ale także dla wielu innych szkoleniowców, którzy tworzą swoisty „kościół bielsistów”. Ten ekscentryczny trener prowadził Athletic Club w latach 2011–2013. Choć nie sięgnął z zespołem po trofea, bez wątpienia zapisał się w historii klubu z Kraju Basków. Był jedną z najbardziej wyrazistych postaci jego nowoczesnych dziejów.
– Mikel San José mógł osiągnąć więcej. Pod wodzą Marcelo Bielsy pokazał, że jest inteligentny taktycznie i do tego dość uniwersalny. Mógł grać zarówno jako defensywny pomocnik, jak i środkowy obrońca. Nigdy nie był medialnie pierwszoplanową postacią, ale przez kilka ładnych sezonów w Athletic Club był absolutnie kluczowym zawodnikiem. Momentami był wręcz liderem na boisku – jak choćby w sezonie 2011/12, gdy Athletic doszedł do finałów Copa del Rey i Ligi Europy pod wodzą Bielsy. Ponadto zdobywał sporo bramek – mówi Bartłomiej Adamski, kibic Athletic Club, prowadzący na portalu X konto poświęcone drużynie z Bilbao.
Pod wodzą Bielsy Athletic regularnie zaskakiwał ligowych rywali oraz drużyny, z którymi mierzył się w Lidze Europy. W sezonie 2011/12 Baskowie dotarli do finału tych rozgrywek, w którym musieli uznać wyższość Atlético Madryt. Wcześniej jednak dwumecz z Manchesterem United, w którym Athletic imponował wysokim pressingiem i znakomitą organizacją gry jako zespół kompaktowy, wprawił w zdumienie jedną z najbardziej ikonicznych postaci w historii futbolu – ówczesnego menedżera „Czerwonych Diabłów”, Sir Aleksa Fergusona. Klub z Bilbao wyeliminował wówczas faworyta rywalizacji i potentata Premier League.
Co istotne, w tamtej drużynie Athletic niepoślednią rolę odgrywał Mikel San José. W barwach „Los Leones” rozegrał blisko 400 meczów. We wspomnianym finale Copa del Rey baskijski zespół musiał stawić czoła wielkiej Barcelonie Pepa Guardioli. Barça w tamtym okresie stanowiła punkt odniesienia i inspirację dla całej futbolowej elity. Choć Katalończycy odnieśli zwycięstwo, ich trener po latach przyznał, że gdyby Bielsa mógł poprowadzić zespół z Camp Nou, bez większego trudu sięgałby po kolejne trofea.
Rzecz w tym, że Argentyńczyk na przestrzeni lat nie prowadził klubów z absolutnego topu europejskiej piłki.
Obciążenie od wielu lat
Czy problemy zdrowotne zahamowały karierę Mikela San José?
– Oczywiście. Zahamowały ją i skróciły o kilka lat. Według różnych źródeł, m.in. „Diario AS”, Mikel już od 21. roku życia zmagał się z przewlekłymi problemami z kręgosłupem – zwyrodnieniami, przepuklinami i dyskopatią. W praktyce oznaczało to, że przez niemal całą seniorską karierę grał na lekach i z ciągłymi przeciążeniami. Te ostatnie jedynie pogłębiały jego dolegliwości. To właśnie dlatego zakończył karierę w wieku 33 lat. Występował wtedy w SD Amorebieta, grającej wówczas w Segunda Federación, czyli na czwartym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. Stało się to zaledwie dwa sezony po odejściu z Athletic Club – przypomina Bartłomiej Adamski.
Z kolei Marcin Ziółkowski zwraca uwagę, że choć w 2020 r. Mikel San José podpisał dwuletnią umowę z Birmingham City, już po jednym sezonie – na własną prośbę – angielski klub rozwiązał z nim kontrakt za obopólną zgodą. Już wtedy bowiem piłkarzowi, najbardziej kojarzonemu z Athletikiem, zaczynało brakować sił.
Dlaczego zapadł taki wyrok?
Opierając się na doniesieniach z Hiszpanii, można stwierdzić jedno. Sprawa nie była łatwa do rozstrzygnięcia ze względu na swoją złożoność.
– Odniosłem wrażenie, że sąd analizował ten casus całościowo, pod kątem wszystkich kontuzji Mikela San José. W efekcie suma urazów kręgosłupa została uznana za „systemowe” zużycie organizmu. Hiszpańskie media zwracały uwagę, że renta, którą uzyskał Mikel, nie będzie przysługiwać mu z tytułu niezdolności do jakiejkolwiek pracy. Chodzi o trwałą niezdolność do wykonywania pracy profesjonalnego sportowca oraz trwałe uszkodzenia ciała. Najprawdopodobniej decydowały tu interpretacje prawne i niuanse. Sprawę przesądził zapewne fakt, że Mikel zakończył karierę nie w wyniku „wyboru sportowego”, lecz decyzji „medycznej” – ocenia Bartłomiej Adamski.
Wyraźny przełom
Decyzja sądu została przyjęta przez wiele osób ze zdziwieniem – naturalnie pozytywnym.
– To orzeczenie może otworzyć drogę do wielu podobnych spraw byłych sportowców. Kluczowe będzie jednak udowodnienie, że zakończenie kariery nastąpiło z powodów medycznych, związanych z chorobą zawodową, czyli „zużyciem” organizmu. Istotne będzie też uzasadnienie, dlaczego to państwo powinno wypłacać rentę. Co ciekawe, jeden z sędziów orzekających w sprawie Mikela San José również obawiał się stworzenia precedensu. Został jednak przegłosowany przez pozostałych – zaznacza polski kibic Athletic Club.
Ostatecznie Sąd Najwyższy Kraju Basków przychylił się do argumentów piłkarza. Byłemu zawodnikowi Athletic Club przysługuje renta w wysokości 1,6 tys. euro brutto miesięcznie.
Główne wnioski
- Od 21. roku życia doświadczał permanentnego bólu w dolnej części pleców. Jeszcze przed zakończeniem kariery zdiagnozowano u niego poważne dolegliwości – m.in. zwyrodnienie stawów kręgosłupa szyjnego, dwie przepukliny dysków międzykręgowych oraz problemy z odcinkiem lędźwiowym. Te schorzenia uniemożliwiły mu dalsze funkcjonowanie w świecie futbolu w roli zawodowego piłkarza.
- W argumentacji sądu kluczowe było to, że renta, którą wywalczył Mikel San José, nie przysługuje mu za niezdolność do jakiejkolwiek pracy, lecz za trwałą niezdolność do wykonywania pracy profesjonalnego sportowca oraz trwałe uszkodzenia ciała. To był języczek u wagi, na który warto zwrócić szczególną uwagę.
- Mikel San José znaczną część kariery spędził w Athletic Club, a dekada 2010-2020 z pewnością zapadła mu w pamięć. Był to okres pracy argentyńskiego trenera, ekscentryka Marcelo Bielsy, w klubie z Kraju Basków. W sezonie 2011-12 Athletic przechodził samego siebie, eliminując w fazie pucharowej Ligi Europy Manchester United, prowadzony przez legendarnego Sir Aleksa Fergusona. Z kolei na krajowym podwórku Baskowie dotarli do finału Copa del Rey, w którym musieli uznać wyższość FC Barcelony Pepa Guardioli. Sam fakt gry w finałach dwóch prestiżowych rozgrywek był ogromnym sukcesem tej drużyny.