Kategoria artykułu: Polityka

Schyłek Polski 2050. O szklanym suficie małych ugrupowań

Styczeń w polskiej polityce zapamiętamy przede wszystkim z powodu narastającego chaosu wokół Polski 2050 oraz serii publicznych sporów jej przedstawicieli. Prawdopodobny schyłek ugrupowania Szymona Hołowni nie jest jednak zjawiskiem wyjątkowym. W ostatnich kilkunastu latach polska scena polityczna wielokrotnie obserwowała podobne cykle: szybki wzrost poparcia, rozbudzone oczekiwania, a następnie gwałtowne wypalenie. I choć partie wywodziły się z różnych środowisk, łączy je zaskakująco wiele cech – również z dzisiejszą Polską 2050.

Szymon Hołownia i politycy Polski 2050
Polska 2050 znajduje się na poważnym zakręcie. Walki wewnątrzpartyjne oraz brak jasnego profilu ideologicznego partii powoduje odpływ elektoratu i zmniejsza szanse formacji na ponowne wejście do Sejmu w 2027 roku. Nie byłby to pierwszy taki przypadek. Fot. PAP/Marcin Obara

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jaka była trajektoria nowych, małych partii politycznych w ostatnich dwóch dekadach,
  2. Jakie elementy wspólne łączą ugrupowania „jednego sezonu”,
  3. Co – zdaniem ekspertów – łączy Polskę 2050 z wcześniejszymi projektami i co mówi to o kondycji polskiej polityki.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Niekończący się konflikt wewnątrz Polski 2050 coraz bardziej przypomina scenariusz politycznej telenoweli. Takiej południowoamerykańskiej. Mamy tu wszystko: narastające napięcia frakcyjne, publiczne wątpliwości lidera, spory rozgrywane w mediach, próby wewnętrznych przewrotów i trudności z przeprowadzeniem podstawowych procedur organizacyjnych w ugrupowaniu liczącym zaledwie kilkuset członków. Wszystko to dzieje się przy poparciu balansującym na granicy błędu statystycznego.

Palikot rzuca rękawicę Tuskowi

Choć obecna sytuacja Polski 2050 może sprawiać wrażenie wyjątkowej, w rzeczywistości wpisuje się w dobrze znany schemat. Polska polityka epoki duopolu PO–PiS wielokrotnie była areną prób stworzenia „trzeciej siły”. Tylko nielicznym udało się przetrwać dłużej niż jedną kadencję – realny sukces osiągnęły właściwie jedynie Konfederacja oraz, w bardziej ograniczonej skali, partia Razem. Pozostałe projekty szybko znikały z politycznej mapy.

Jednym z pierwszych był Ruch Palikota. W 2010 r. Janusz Palikot rzucił wyzwanie Donaldowi Tuskowi, budując ugrupowanie oparte na antyklerykalizmie, liberalizmie obyczajowym, postulacie legalizacji marihuany oraz wolnorynkowej retoryce skierowanej do przedsiębiorców. W wyborach w 2011 r. partia zdobyła ponad 10 proc. głosów i wprowadziła do Sejmu czterdziestu posłów – wielu z nich bez wcześniejszego doświadczenia politycznego.

Początkowa świeżość szybko jednak okazała się słabością. Brak spójnego zaplecza ideowego, wewnętrzne napięcia i niedojrzałość organizacyjna sprawiły, że ugrupowanie zaczęło tracić poparcie niemal od pierwszych miesięcy kadencji. W 2014 r. Ruch Palikota nie przekroczył progu wyborczego w wyborach europejskich, przegrywając nawet z Kongresem Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego. Rok później partia utraciła klub parlamentarny, a start w ramach Zjednoczonej Lewicy zakończył się wyborczą porażką.

Dla Palikota był to faktyczny koniec kariery politycznej. Dziś w polityce funkcjonuje już tylko kilku jego dawnych współpracowników – m.in. Wanda Nowicka w klubie Nowej Lewicy czy Łukasz Gibała, dziś aktywny w samorządzie krakowskim.

Kukiz przebojem idzie po polityczną rewolucję...

Przypadek Pawła Kukiza jest szczególnie pouczający. Jako kandydat niezależny zdobył w wyborach prezydenckich ponad 20 proc. głosów, co przełożyło się na sukces jego ruchu w wyborach parlamentarnych. Kukiz’15 wprowadził do Sejmu ponad 40 posłów, opierając się niemal wyłącznie na osobistej popularności lidera.

Ruch ten od początku cechował jednak ideowy eklektyzm. Łączyła go przede wszystkim niechęć do „partyjniactwa” i hasło wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Postulat ten nigdy nie został zrealizowany. Doświadczenia z wyborów do Senatu pokazały, że JOW-y nie są skutecznym narzędziem przełamywania dominacji dużych ugrupowań. Brak wspólnej wizji i strukturalnego zaplecza szybko doprowadził do erozji poparcia.

...i po cichu idzie do PSL, a potem do PiS

Do Sejmu z list Kukiz’15 dostali się narodowcy (Robert Winnicki, Adam Andruszkiewicz), libertarianie (Jacek Wilk) oraz osoby znane głównie z życia publicznego i popkultury, jak raper Piotr „Liroy” Marzec. Podobnie jak w przypadku ugrupowania Janusza Palikota, polityczny eklektyzm w połączeniu z brakiem spójnej wizji wykraczającej poza jeden główny postulat – w tym przypadku JOW-y – nie pozwalał na dłuższą metę utrzymać wewnętrznej spoistości klubu, a w konsekwencji także elektoratu.

Ruchowi Kukiz’15 nie pomogła również świadoma rezygnacja z subwencji budżetowej. Choć decyzja ta była uzasadniana względami ideowymi i niechęcią do finansowania partii z pieniędzy publicznych, w praktyce znacząco utrudniła budowę struktur terenowych. Podobnie jak w przypadku Palikota, ugrupowanie stopniowo traciło posłów. W 2019 r. Paweł Kukiz zdecydował się na start z list Polskiego Stronnictwa Ludowego. Sam uzyskał mandat, wprowadzając do Sejmu także pięcioro swoich współpracowników. W kolejnych latach jego środowisko nie odgrywało już istotnej roli politycznej. Dziś Kukiz funkcjonuje jako członek trzyosobowego koła poselskiego Demokracja Bezpośrednia, do Sejmu wszedł z list Prawa i Sprawiedliwości.

Wielu polityków wywodzących się z ruchu Kukiza ostatecznie znalazło swoje miejsce właśnie w PiS lub w jego bezpośrednim otoczeniu. Podobny los spotkał Nowoczesną – z tą różnicą, że jej działacze niemal w całości zasilili Koalicję Obywatelską. Sama partia formalnie przestała istnieć, stając się częścią większego projektu.

Nowa, świeższa Platforma – tylko na chwilę

Nowoczesna Ryszarda Petru od początku rywalizowała z Platformą Obywatelską o tego samego, liberalnego wyborcę. Jej twórcy przedstawiali się jako odpowiedź na zmęczenie ośmioletnimi rządami PO – bardziej nowoczesna, sprawniejsza i ideowo spójniejsza alternatywa. W przeciwieństwie do Kukiz’15, Nowoczesna rzeczywiście posiadała klarowny profil: liberalny gospodarczo, proeuropejski i centrowy światopoglądowo.

Przez krótki czas ta strategia działała. W sondażach Nowoczesna wyprzedzała nawet Platformę, a sam Petru zaczął przedstawiać się jako faktyczny lider opozycji. Momentem przełomowym okazała się jednak głośna wpadka związana z wyjazdem na urlop w trakcie parlamentarnego protestu pod koniec 2016 r. Od tego momentu partia weszła w fazę wewnętrznej erozji. Spory o przywództwo, odpływ posłów do Platformy i spadające poparcie doprowadziły do utraty klubu parlamentarnego już w 2018 r. Rok później politycy Nowoczesnej startowali do Sejmu wyłącznie z list Koalicji Obywatelskiej.

Krótki powiew wiosny

Jeszcze krócej na scenie politycznej funkcjonowała Wiosna Roberta Biedronia. W 2019 r. popularny prezydent Słupska powołał do życia centrolewicowe ugrupowanie, które miało wnieść do polityki „nową jakość”. Zgodnie z nazwą, Wiosna okazała się jednak zjawiskiem sezonowym. Już w tym samym roku partia wystartowała w wyborach parlamentarnych jako część koalicji Lewica, a wkrótce potem została wchłonięta przez nowo utworzoną Nową Lewicę.

Porażka Biedronia w wyborach prezydenckich była symbolicznym końcem projektu. Wiosna nie zdążyła zbudować trwałych struktur terenowych ani wypromować nowych rozpoznawalnych polityków poza samym liderem.

Niedługo po jej zniknięciu na scenie pojawiło się kolejne ugrupowanie, które zapowiadało zerwanie z dotychczasowym porządkiem. Nosiło nazwę Polska 2050, a jego twarzą został Szymon Hołownia – świeżo po bardzo dobrym wyniku w wyborach prezydenckich.

Najniższy wspólny mianownik: lider = partia, partia = lider

Krótka podróż po historii polskiej polityki prowadzi do zasadniczego pytania: co właściwie łączy wszystkie te polityczne efemerydy?

Pierwszym i najważniejszym czynnikiem jest koncentracja wokół jednej osoby. Widać to już na poziomie nazw – Palikot, Kukiz, Petru, Biedroń, Hołownia. W każdym z tych przypadków lider stawał się jednocześnie marką, twarzą i główną treścią projektu politycznego. To on przyciągał wyborców i to wokół niego budowano całe ugrupowanie.

Znani liderzy pełnili funkcję wyborczych lokomotyw, ciągnących za sobą formacje często złożone z ludzi przypadkowych, luźno powiązanych ideowo i pozbawionych wcześniejszego doświadczenia politycznego. To, co początkowo bywało postrzegane jako atut – świeżość, brak „partyjnego betonowania”, nowe twarze – z czasem okazywało się słabością. Brak spójności programowej i zaplecza organizacyjnego szybko dawał o sobie znać, zwłaszcza gdy kończył się efekt nowości.

Podobnie ocenia to prof. Tomasz Słomka, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem los Polski 2050 doskonale wpisuje się w znany już z polskiej sceny politycznej schemat partii jednego sezonu. Tych tworzonych wokół charyzmatycznego lidera, szybko rosnących i równie szybko tracących impet, gdy zabraknie realnych struktur i trwałej tożsamości programowej.

Miniwywiad

Polska 2050 kolejną „partią supernową"

Czy Polska 2050 staje się już partią jednego sezonu?

Polska 2050 wpisuje się w nurt ugrupowań, które na potrzeby badawcze określam mianem partii „supernowych”. Działają one jak gwiazdy: pojawiają się nagle, intensywnie błyszczą, zajmują widoczne miejsce na politycznym firmamencie, po czym równie szybko znikają. Zazwyczaj powstają w konkretnym momencie politycznym – wtedy, gdy pojawia się zapotrzebowanie na formację o określonym profilu: lewicowym, prawicowym czy skrajnym. Polska 2050 odpowiedziała na potrzebę ugrupowania umiarkowanego, odwołującego się do różnych systemów wartości. Jednak ostatecznie przekształciła się w twór ideowo niedookreślony.

Jeśli zapytać o przyczyny gaśnięcia Polski 2050, można wskazać kilka kluczowych czynników. Po pierwsze – problem przywództwa. Podobnie jak wiele współczesnych partii, ugrupowanie to zostało zbudowane wokół jednej postaci: jej wizerunku, stylu komunikacji i osobistych ambicji. Szymon Hołownia chciał stworzyć nowy model lidera – umiarkowanego mediatora, zdolnego łączyć różne środowiska. W praktyce okazało się jednak, że brakuje mu zarówno politycznego doświadczenia, jak i umiejętności poruszania się w realiach partyjnej gry. Szczególnie widoczna była trudność w budowaniu trwałych relacji z innymi liderami.

Ta „samotna wyspa”, jaką stał się Hołownia, dodatkowo obciążona ambicjami prezydenckimi i nieprzewidywalnością decyzji, zaczęła ciążyć całemu ugrupowaniu. Drugim problemem była nieustalona tożsamość partii. Polska 2050 nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest: czy formacją centrową, chadecką, liberalną, konserwatywną, czy może lewicującą. W praktyce zawierała elementy każdej z tych opcji, co skutkowało wrażeniem ideowej nijakości.

Z czasem dostrzegli to również wyborcy. Aspirujący do przejęcia sterów po Hołowni politycy nie zaproponowali niczego, co pozwoliłoby wyraźnie zarysować nową tożsamość ugrupowania. Jedynie Ryszard Petru próbował budować bardziej liberalny profil. Jednak i on nie zdołał nadać partii wyraźnego kierunku.

Dodatkowym obciążeniem okazała się współpraca z PSL w ramach Trzeciej Drogi. Nie zadbano o wyraźne rozróżnienie obu formacji, co jeszcze bardziej rozmyło wizerunek Polski 2050. Do tego doszły wewnętrzne konflikty, niejasne procedury wyborcze, nieczytelne rozgrywki personalne oraz brak transparentności w podejmowaniu decyzji. Dla opinii publicznej były to sygnały chaosu i braku kontroli.

Swoje zrobiły również personalia rządowe. Postacie takie jak Paulina Hennig-Kloska czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz kojarzone były głównie z kontrowersjami – czy to wokół energetyki wiatrowej, czy środków z KPO. Dodatkowym obciążeniem stała się działalność minister kultury Marty Cienkowskiej. Jej sposób eliminowania konkurencji wywoływał wewnętrzne napięcia i negatywne komentarze. Wreszcie – Polska 2050 nie potrafiła wykazać się wyraźnymi sukcesami w rządzie. W przeciwieństwie do Lewicy, która zapisała na swoim koncie konkretne rozwiązania, ugrupowanie Hołowni nie pozostawiło po sobie czytelnych osiągnięć.

Co zatem wyróżnia Konfederację, która nie tylko utrzymuje się kolejną kadencję w Sejmie, ale także na stałe zagościła w politycznych pierwszych rzędach?

Konfederacja znajduje się obecnie w bardzo korzystnej koniunkturze politycznej, która utrwaliła się już jakiś czas temu. Jest ona efektem rosnącego zapotrzebowania na ugrupowania skrajne, ksenofobiczne i antyimigranckie, odwołujące się do idei silnego, autorytarnego przywództwa oraz wyraźnie wskazujące wrogów – zewnętrznych i wewnętrznych.

Skąd bierze się ta koniunktura? Z prostego powodu: żyjemy w czasach narastającego niepokoju i poczucia kryzysu. Wzrasta przekonanie o nadchodzącym konflikcie, o zagrożeniu bezpieczeństwa i stabilności. W takich warunkach najlepiej funkcjonują ugrupowania, które oferują prostą, emocjonalną narrację: „my was obronimy”, „skupmy się wokół silnego przywództwa”, „brońmy swojej wspólnoty i tożsamości, bo inaczej zostaniemy kulturowo rozmyci”. Taki sposób myślenia wyraźnie sprzyja zarówno Konfederacji, jak i Konfederacji Korony Polskiej.

A co z partią Razem? Być może nie gra ona w pierwszej politycznej lidze, ale od ponad dekady utrzymuje się na scenie i posiada reprezentację w Sejmie. To już samo w sobie odróżnia ją od gasnącej Polski 2050. Co sprawia, że Razem trwa, podczas gdy ugrupowanie Szymona Hołowni wyraźnie słabnie?

Nie można wykluczyć, że Polska 2050 przetrwa jako niewielkie, marginalne ugrupowanie. Stawiam jednak tezę, że w dłuższej perspektywie rozpłynie się w innych strukturach – najpewniej w Koalicji Obywatelskiej, być może częściowo w PSL, a nawet w PiS. Tymczasem Razem funkcjonuje inaczej. To partia niszowa, elitarna, ale żywotna. Stanowi punkt odniesienia przede wszystkim dla młodego, lewicowego elektoratu, który poszukuje odpowiedzi na pytania o sprawiedliwość społeczną, prawa pracownicze i nowy model państwa opiekuńczego.

Jednocześnie Razem coraz bardziej przypomina klub ideowy niż klasyczną partię polityczną. Działania jej liderów ten obraz tylko wzmacniają. Gdyby była to formacja nastawiona na realne sprawowanie władzy, aktywnie włączałaby się w rywalizację o rządzenie i próbowała przekuwać swoje postulaty w konkretne decyzje. Tymczasem Razem konsekwentnie unika tej odpowiedzialności, wybierając rolę stałego recenzenta rzeczywistości politycznej.

Dobitnym przykładem była sytuacja po wyborach w 2023 r., gdy pojawiła się realna możliwość współuczestniczenia w rządzeniu. Partia z niej zrezygnowała, decydując się pozostać w opozycji. Pozwala to zachować ideową czystość i wyrazistość przekazu, ale jednocześnie zamyka drogę do realnego wpływu. Istnieje więc pewne, ograniczone zapotrzebowanie na taki model lewicowości – wystarczające, by utrzymać partię przy życiu, lecz zbyt słabe, by wynieść ją na wyższy poziom politycznej gry.

Główne wnioski

  1. Polska scena polityczna regularnie doświadcza powstawania i szybkiego zaniku partii sezonowych. Obecny kryzys Polski 2050 wpisuje się w dobrze znany schemat, wcześniej realizowany przez Ruch Palikota, Kukiz’15 czy Nowoczesną. Wszystkie te inicjatywy łączyło oparcie struktur na popularności jednego lidera, którego nazwisko często stawało się częścią partyjnego szyldu. Ugrupowania te początkowo przyciągały osoby przypadkowe, pozbawione doświadczenia politycznego, a brak spójności ideowej i trwałych struktur terenowych prowadził z czasem do odpływu posłów i wyborców. Historia pokazuje, że tego typu formacje zazwyczaj znikają lub zostają wchłonięte przez większe podmioty już po jednej kadencji.
  2. Przyczyny schyłku Polski 2050 należy upatrywać zarówno w błędach przywódczych, jak i w nieokreślonej tożsamości programowej. Prof. Tomasz Słomka z Uniwersytetu Warszawskiego określa to ugrupowanie mianem partii typu „supernowa”. W jego ocenie Szymon Hołownia okazał się liderem niezdolnym do trwałej współpracy z innymi aktorami sceny politycznej, a sama partia nie wypracowała jednoznacznego profilu ideowego. Sytuację pogłębiały wewnętrzne konflikty oraz negatywna ocena ministrów wywodzących się z tego środowiska. Brak wyraźnych efektów rządzenia – jak podkreśla ekspert – przyspieszył odpływ elektoratu.
  3. Jednocześnie na zdominowanej przez duopol scenie politycznej istnieją ugrupowania zdolne do dłuższego funkcjonowania. Wyjątkiem od reguły szybkiego upadku pozostają Konfederacja oraz partia Razem. Zdaniem prof. Słomki Konfederacja skutecznie wykorzystuje atmosferę niepokoju i kryzysu, budując poparcie wokół radykalnych haseł oraz wizji silnego przywództwa. Z kolei Razem funkcjonuje jako swoisty „elitarny klub polityczny”, utrzymujący niewielki, lecz stabilny elektorat, złożony głównie z młodszych wyborców.