Singapur walczy z trującym smogiem. Czy prawo wreszcie zadziała?
Singapur znalazł się wśród miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu na świecie. Winny jest smog znad Indonezji, gdzie płoną lasy i torfowiska. Choć Singapur ma przepisy pozwalające karać firmy odpowiedzialne za to, od lat nie potrafi ich skutecznie egzekwować.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak poważny jest kryzys smogowy w Singapurze, Indonezji i Malezji oraz jak reagują na niego władze tych państw.
- Dlaczego singapurska ustawa z 2014 r., która miała pomóc w walce z transgranicznym smogiem, pozostaje w praktyce martwa.
- Czy Singapur zmieni podejście do notowanych na tamtejszej giełdzie firm powiązanych z plantacjami na Sumatrze i Borneo, gdzie dochodzi do pożarów.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Trwające w Indonezji pożary lasów i torfowisk coraz dotkliwiej odbijają się na życiu mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. Toksyczny dym dociera do sąsiednich państw, pogarszając jakość powietrza i zakłócając codzienne funkcjonowanie. W Malezji smog doprowadził do zamknięcia szkół i utrudnień w ruchu lotniczym.
W październiku sytuacja gwałtownie się pogorszyła, a szczególnie mocno odczuwa to Singapur, najbogatsze państwo regionu. Przez kilka ostatnich dni miasto-państwo znalazło się na szczycie światowego rankingu dużych miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu, wyprzedzając m.in. Mumbaj, Delhi i Dżakartę. Indonezyjskie pożary doprowadziły do gwałtownego wzrostu stężenia pyłów zawieszonych, a jakość powietrza osiągnęła poziom uznawany za bardzo niezdrowy. Władze przygotowały zapasy masek przeciwpyłowych i uruchomiły klimatyzowane pomieszczenia, w których mieszkańcy mogą schronić się przed smogiem.
Według Światowej Organizacji Zdrowia zdecydowana większość mieszkańców Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej oddycha powietrzem, które nie spełnia zalecanych norm. Z kolei naukowcy związani z singapurskim Nanyang Technological University oszacowali, że do połowy stulecia ekonomiczne koszty przedwczesnych zgonów związanych z zanieczyszczeniem drobnymi pyłami mogą wynieść w Azji Południowo-Wschodniej od około 450 do 600 mld dolarów, zależnie od scenariusza zmian klimatu.
Najgorsze powietrze od trzech lat
Powietrze w Singapurze po raz pierwszy od października 2023 r. osiągnęło poziom uznawany za niezdrowy 4 września. W październiku sytuacja jeszcze się pogorszyła. Według Narodowej Agencji Środowiska (NEA) 15 października 24-godzinny wskaźnik jakości powietrza PSI wynosił od 121 do 186, zależnie od części miasta. Na kolejny dzień agencja prognozowała utrzymywanie się zanieczyszczenia na poziomie od niezdrowego do bardzo niezdrowego.
Na szybką poprawę trudno liczyć. Monsunowe deszcze, które powinny ograniczyć skalę pożarów i oczyścić powietrze, mogą nadejść później niż zwykle, dopiero pod koniec października lub w listopadzie. Od początku sezonu smogowego sprzedaż oczyszczaczy powietrza w jednej z największych singapurskich sieci handlowych, Gain City, wzrosła dziewięciokrotnie.
Według dziennika „Malay Mail” w czwartek żadna z rządowych stacji monitorujących jakość powietrza w Malezji nie odnotowała dobrych wyników. Na 34 stacjach zanieczyszczenie osiągnęło poziom niezdrowy.
W samej Indonezji skutki pożarów są jednak znacznie poważniejsze. Według tamtejszego ministerstwa zdrowia w sierpniu i wrześniu ponad 170 tys. osób wymagało leczenia z powodu ostrych infekcji dróg oddechowych. Z kolei dane unijnego programu Copernicus wskazują, że do 6 października pożary w Indonezji spowodowały emisję 140,5 mln ton węgla, co odpowiadało około 13 proc. światowych emisji z pożarów od początku roku.
Pod ziemią płonie torf
Za znaczną część toksycznego dymu odpowiadają pożary torfowisk, których powierzchnia w Indonezji przekracza 24 mln hektarów. Według organizacji Pantau Gambut około 16,4 mln hektarów tych terenów jest zdegradowanych. Osuszony torf może tlić się tygodniami, a nawet miesiącami pod powierzchnią ziemi, przez co pożary są wyjątkowo trudne do ugaszenia. Tegoroczne El Niño dodatkowo nasiliło suszę i wydłużyło sezon pożarowy.
Indonezyjskie władze próbują pociągać sprawców do odpowiedzialności. Ministerstwo Leśnictwa poinformowało o zawieszeniu zezwoleń na działalność 26 firm w związku z pożarami lasów i gruntów. Prowadzone są również postępowania dotyczące przedsiębiorstw i osób fizycznych podejrzewanych o naruszenie przepisów przeciwpożarowych.
Prezydent Prabowo Subianto w połowie września polecił wszczynać postępowania karne wobec firm odpowiedzialnych za pożary. Podkreślił, że samo cofnięcie zezwolenia na działalność nie wystarczy. We wtorek, 13 października, zarządził mobilizację dodatkowych sił do walki z ogniem.
Początkowo indonezyjski rząd nie zamierzał ogłaszać stanu klęski narodowej ani przyjmować pomocy zagranicznej oferowanej przez Malezję i Singapur. Stanowisko zmieniło się jednak 16 października. Według ministra spraw zagranicznych prezydent zgodził się na przyjęcie wsparcia od sąsiadów, a odpowiednie instytucje rozpoczęły uzgadnianie szczegółów współpracy.
Tymczasem w Indonezji narasta frustracja. W dwóch miastach na Sumatrze mieszkańcy zorganizowali protesty przeciwko niewystarczającym, ich zdaniem, działaniom władz. Na Borneo mieszkańcy wystąpili również z pozwem zbiorowym przeciwko prezydentowi i innym urzędnikom, zarzucając im zaniedbania w walce z pożarami.
Winnych wskazują organizacje
Jak pisaliśmy w sierpniu, problem ma charakter systemowy. Wypalanie lasów i torfowisk jest jednym z najtańszych sposobów przygotowywania gruntów pod plantacje palmy olejowej oraz uprawy drzew wykorzystywanych przez przemysł papierniczy i celulozowy. Praktyka ta co roku prowadzi do pożarów, których skutki zdrowotne i gospodarcze odczuwają również mieszkańcy sąsiednich państw. Zmiany klimatu, rosnące temperatury i coraz dłuższe okresy suszy dodatkowo pogłębiają problem.
Choć indonezyjskie prawo przewiduje wysokie kary, ich egzekwowanie pozostaje trudne. Nieprzejrzyste struktury własnościowe, spółki zależne i postępowania upadłościowe utrudniają ustalenie odpowiedzialności oraz wyegzekwowanie należności. Z kolei mechanizmy regionalnej współpracy nie zapewniają skutecznych narzędzi do ścigania przedsiębiorstw działających ponad granicami państw. Część tej luki próbują wypełniać organizacje pozarządowe, które dokumentują pożary i ustalają powiązania właścicielskie firm.
Greenpeace Indonesia, Greenpeace Malaysia i Pantau Gambut przeanalizowały dane satelitarne dotyczące źródeł dymu i pożarów z okresu od sierpnia do 1 października. Wskazały ponad 20 podmiotów, na których terenach koncesyjnych wykryto takie punkty. Co najmniej cztery koncesje były powiązane z singapurskimi grupami biznesowymi. Wśród wymienianych przedsiębiorstw znalazła się m.in. First Resources, notowana na giełdzie w Singapurze.
Prawo, którego nie da się wyegzekwować?
Singapurski rząd zapowiada, że rozważa podjęcie kroków prawnych wobec firm odpowiedzialnych za pożary. Nie zniknęła jednak podstawowa przeszkoda: brak dostępu do szczegółowych indonezyjskich map koncesji gruntowych.
Singapurska ustawa o transgranicznym zanieczyszczeniu powietrza (Transboundary Haze Pollution Act) z 2014 r. pozwala karać przedsiębiorstwa, które spowodowały pożary lub przyczyniły się do ich rozprzestrzeniania. Grzywna może wynieść 100 tys. dolarów singapurskich (ok. 78 tys. dolarów amerykańskich) dziennie, maksymalnie 2 mln dolarów singapurskich (ok. 1,6 mln dolarów amerykańskich). Przepisy mogą znaleźć zastosowanie, gdy 24-godzinny wskaźnik zanieczyszczenia powietrza PSI utrzymuje się powyżej 100 przez co najmniej dobę. W obecnym sezonie warunek ten został spełniony kilkakrotnie. Samo przekroczenie progu nie wystarcza jednak do nałożenia kary. Trzeba jeszcze udowodnić odpowiedzialność konkretnego podmiotu.
Tu zaczynają się problemy. Ustalenie, czy pożar wybuchł na terenie zarządzanym przez daną firmę, wymaga wiarygodnych informacji o granicach koncesji. Tymczasem indonezyjskie władze odmawiają udostępnienia oficjalnych map, powołując się na ograniczenia prawne.
W 2015 r. Singapur wszczął postępowania dotyczące sześciu indonezyjskich przedsiębiorstw. Dwa zakończono po wyjaśnieniu, że firmy nie były już związane z terenami objętymi pożarami. Pozostałe cztery formalnie pozostają otwarte, ale od lat nie przyniosły rozstrzygnięcia. Dochodzenia utrudnia brak współpracy ze strony Dżakarty, w tym problemy z przesłuchaniem przedstawicieli przedsiębiorstw. Nieprzejrzyste struktury własnościowe oraz skomplikowane relacje wielkich producentów z drobnymi rolnikami i pośrednikami dodatkowo utrudniają ustalenie odpowiedzialności.
Warto wiedzieć
Toksyczny dym na platformach społecznościowych
Smog od lat wywołuje w Malezji i Singapurze nie tylko frustrację, lecz także falę czarnego humoru. Malezyjscy internauci żartują z pomysłu zbiorowego „zdmuchiwania” dymu domowymi wentylatorami. W sieci krążą memy przedstawiające wieżowce Kuala Lumpur przerobione na gigantyczne wiatraki, które odsyłają smog do Indonezji. Singapurczycy przerabiają teksty popularnych piosenek, a w internetowych żartach pojawiają się tytuły takie jak „Harder to Breathe” Maroon 5, „We Didn't Start the Fire” Billy’ego Joela czy „Purple Haze” Jimiego Hendriksa.
W tym roku osobną burzę wywołały słowa Syahgandy Nainggolana, szefa indonezyjskiej rządowej agencji komunikacji. Urzędnik przekonywał, że Indonezja wysyła sąsiadom nie tylko dym, lecz także tlen produkowany przez tamtejsze lasy. Wypowiedź spotkała się z falą drwin w malezyjskich mediach społecznościowych. Dyskusja szybko wykroczyła poza żarty, przeradzając się w spór o odpowiedzialność przedsiębiorstw i władz za kolejne sezony pożarów.
Grupy interesu i miliardy zarabiane na lasach
Komentatorzy zwracają uwagę, że smog bywa przedstawiany niemal jak klęska żywiołowa, choć znaczna część pożarów ma związek z gospodarczym wykorzystaniem gruntów. W sektorze oleju palmowego, papierniczym i drzewnym działają potężne grupy kapitałowe, często notowane na giełdzie w Singapurze lub powiązane z tamtejszym rynkiem finansowym.
David Fickling, felietonista Bloomberg Opinion, uważa, że Singapur wykazał się nadmierną biernością wobec firm objętych postępowaniami po pożarach z 2015 r. Sprawy, które od lat pozostają nierozstrzygnięte, dotyczyły m.in. dostawców Asia Pulp & Paper, należącej do grupy Sinar Mas, kontrolowanej przez wpływową indonezyjską rodzinę miliarderów Widjaja. Z grupą powiązana jest również Golden Agri-Resources, obecna na singapurskim rynku kapitałowym.
Sinar Mas jest jednym z największych graczy w indonezyjskim sektorze oleju palmowego, papieru i celulozy. Skala działalności koncernu sprawia, że problemy z egzekwowaniem odpowiedzialności nie dotyczą wyłącznie pojedynczych plantacji, lecz także całych łańcuchów dostaw, w których surowce z różnych źródeł trafiają do tych samych zakładów przetwórczych.
Fickling proponuje wykorzystanie zależności indonezyjskich koncernów od singapurskiego sektora finansowego. Przedsiębiorstwa ubiegające się o notowanie na giełdzie, kredyty lub pozyskanie kapitału musiałyby ujawniać aktualne mapy koncesji i strukturę dostawców. Pochodzenie surowców powinno być możliwe do ustalenia aż do konkretnej działki, podobnie jak przewidują unijne przepisy dotyczące produktów związanych z wylesianiem.
Zdaniem publicysty sprowadzanie problemu wyłącznie do sporu między Singapurem a Indonezją jest wygodne dla wpływowych grup interesu po obu stronach cieśniny. Pozwala bowiem przerzucać odpowiedzialność między państwami, podczas gdy przedsiębiorstwa nadal czerpią korzyści z obecnego systemu.
Także w Indonezji organizacje ekologiczne kwestionują skuteczność działań władz. Belgis Habiba z Greenpeace Indonesia zwraca uwagę, że dotychczasowe programy rekultywacji torfowisk nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Wyraża również obawy dotyczące nowej agencji odpowiedzialnej za zarządzanie torfowiskami i namorzynami. Jej zdaniem niejasny zakres kompetencji instytucji rodzi pytanie, czy zamiast ochrony zdegradowanych terenów nie będzie ona ułatwiać wydawania kolejnych koncesji.
Singapur zapowiada działania. Na konkretne zmiany trzeba czekać
Dla Singapuru i Malezji stosunki z Indonezją, największym państwem regionu, pozostają delikatną kwestią dyplomatyczną. W debacie publicznej toksyczny smog często określa się łagodniejszym słowem „mgła”, a wskazywanie konkretnych przedsiębiorstw odpowiedzialnych za zanieczyszczenie napotyka przeszkody prawne i polityczne. Brak współpracy ze strony Dżakarty sprawia, że singapurska ustawa z 2014 r. w praktyce nie doprowadziła dotąd do ukarania żadnej firmy.
Pytanie brzmi, czy obecny kryzys skłoni władze do bardziej zdecydowanych działań. Na razie zmienił się przede wszystkim ton wypowiedzi. W środę, 14 października, minister ds. zrównoważonego rozwoju i środowiska Grace Fu poinformowała, że Singapur gromadzi dane dotyczące pożarów i nie wyklucza podjęcia kroków prawnych. Presję na rząd zwiększają wielokrotne przekroczenia ustawowego progu zanieczyszczenia oraz ustalenia Greenpeace, który wskazał firmy powiązane z singapurskim kapitałem.
Zasadniczej zmiany w podejściu władz jednak nie widać. Singapur nie zapowiedział nowelizacji ustawy ani wprowadzenia obowiązku ujawniania map koncesji przez firmy notowane na tamtejszej giełdzie. Minister Fu podkreśla potrzebę współpracy regionalnej i docenia wysiłki Indonezji w walce z pożarami.
Główne wnioski
- Kryzys smogowy w Azji Południowo-Wschodniej jest najpoważniejszy od lat. W Singapurze wskaźnik PSI przekroczył 200, czyli poziom uznawany za bardzo niezdrowy. Indonezja zmaga się z najintensywniejszym sezonem pożarów od 2015 r. Rząd zapowiada surowsze ściganie odpowiedzialnych firm, a 16 października zgodził się na przyjęcie zagranicznej pomocy.
- Singapurska ustawa z 2014 r. pozostaje nieskuteczna. Przewiduje kary sięgające 2 mln dolarów singapurskich, ale ich egzekwowanie utrudniają brak oficjalnych map koncesji oraz ograniczona współpraca indonezyjskich władz. Od wejścia przepisów w życie nie ukarano na ich podstawie żadnej firmy.
- Singapur ma potencjalnie skuteczniejsze narzędzie nacisku – własny rynek finansowy. Eksperci proponują uzależnienie dostępu do kapitału od ujawniania koncesji i źródeł pochodzenia surowców. Rząd nie zapowiedział jednak takich zmian, poprzestając na analizie danych i deklaracjach możliwych działań prawnych.
