Śląsk jak „pas rdzy” w USA. Supermiasto Katowice nie powstanie
– Śląsk się wyludnia. Zakłady likwidują się jeden po drugim. Staniemy się drugim Detroit. Nowa ustawa o metropolii trendu nie zmieni. Potrzebujemy jakiejś formy skonsolidowania gmin. My proponujemy utworzenie powiatu metropolitalnego – mówi Kazimierz Karolczak w pożegnalnym wywiadzie w roli przewodniczącego Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Śląskowi grozi scenariusz podobny do Detroit – symbolu upadku przemysłowego.
- Jakie znaczenie ma nowelizacja ustawy metropolitalnej dla rozwoju regionu.
- Dlaczego zamiast jednego „supermiasta Katowice” pojawia się koncepcja powiatu metropolitalnego.
Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o związku metropolitalnym, który rozszerzy kompetencje Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM). Zabiegaliście o zmianę przepisów od ponad trzech lat. Czy ustawa w nowym kształcie pana satysfakcjonuje?
Kazimierz Karolczak, odchodzący przewodniczący GZM: Nie. Wiem, że powinna, bo to niejako potwierdzenie, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę. W oparciu o nasze doświadczenia powstanie kolejny związek metropolitalny – w Trójmieście. Kiedy powstawała nasza metropolia, była komentowana jako jeden wielki eksperyment.
Warto wiedzieć
Kazimierz Karolczak
Przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM), pierwszej zinstytucjonalizowanej metropolii w Polsce. Wcześniej pełnił funkcję wicemarszałka województwa śląskiego. W 2003 roku założył jedną z pierwszych w Polsce agencji zatrudnienia. Jest absolwentem Wydziału Techniki Uniwersytetu Śląskiego. Ukończył również podyplomowe studia menedżerskie w SGH.
We wtorek 14 kwietnia złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Napisał na swoim facebookowym profilu, że po 12 latach jego pracy w samorządzie – najpierw czterech w samorządzie woj. śląskiego, a potem ponad ośmiu na czele Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – „nadchodzi moment na zmianę”. Rezygnacją zajmie się zgromadzenie GZM na posiedzeniu 21 kwietnia. Wraz z odejściem Kazimierza Karolczaka, który kierował Metropolią od czasu jej utworzenia w 2017 roku, nastąpi zmiana całego zarządu.
Również 14 kwietnia PZU poinformowało w komunikacie giełdowym, że rada nadzorcza powołała Kazimierza Karolczaka na członka zarządu. Wcześniej złożył on rezygnację z funkcji członka rady nadzorczej ubezpieczyciela.
„To za mało, by uratować region”
Cieszy też fakt, że nowelizacja w ogóle została przyjęta. Poprzedni rząd nie chciał się zająć tym tematem i dopiero po zmianie władzy możliwe stało się rozpoczęcie procesu nowelizacji. Zmiana, która nastąpi, jest bardzo ważna. Dużo wniesie, jeśli chodzi o możliwości działania metropolii. Będzie to zupełnie inna jakość, zwłaszcza dla nowotworzonej metropolii pomorskiej, która wchodzi w okres wielkiego rozwoju.
Niestety, w przypadku Śląska, który znalazł się na etapie wielkiej zmiany transformacyjnej, ta nowelizacja nie jest wystarczająca. Ja się z niej bardzo cieszę, ale wiem, że to za mało, by uratować region.
Czy to wystarczy, by Śląsk zaczął działać jak jeden organizm? Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia oraz władze Katowic od lat postulują integrację sąsiednich miast – bez skutku.
Nie. Koncepcja „supermiasta Katowice” na razie nie powstanie. A tylko tak można byłoby zbudować silną, rozpoznawalną markę regionu – zdolną przyciągać inwestycje, odbudować konkurencyjność i zatrzymać odpływ mieszkańców. W praktyce pozostanie 41 miast i gmin, które będą współpracować nieco sprawniej niż dotąd. To jednak za mało, by uruchomić trwały rozwój.
Od lat odchodzimy od górnictwa i hutnictwa. Słabnie także sektor motoryzacyjny, który dziś zatrudnia więcej osób niż górnictwo. Kolejne zakłady są zamykane, a nowych, silnych motorów wzrostu wciąż brakuje. To powoduje, że Śląsk się wyludnia. W osiem lat od powstania GZM z naszego regionu ubyło 200 tys. mieszkańców – jakby zniknęło jedno duże miasto.
Czy rozwiązania z ustawy w nowym kształcie mają szansę odwrócić ten trend?
Nie wierzę w to. W nowelizacji ustawy brakuje jednej, najważniejszej modyfikacji – wspólnej podmiotowości dla śląskich miast i gmin. GZM to jest w zasadzie związek komunalny z dodatkowymi kompetencjami. 41 miast i gmin tworzy dodatkowe ciało, które pomaga im lepiej koordynować realizację niektórych zadań publicznych.
Metropolia: usługi tak, władza nie
Dotychczas ustawa pozwalała wspólnie zarządzać tylko transportem publicznym. Były próby przejmowania innych zadań – nieudane. Próbowaliśmy rozmawiać o służbie zdrowia, o wspólnej gospodarce wodą, o prostej usłudze zarządzania wiatami przystankowymi. Gminy nie chciały nam zlecać swoich zadań, skoro musiałyby i tak pokryć 100 proc. kosztów. Wolały mieć pełną kontrolę.
Przyjęta nowelizacja pozwala natomiast GZM uruchomić z własnego budżetu mechanizm dodatkowego wsparcia, właśnie dopłaty do tych usług, by wyrównać poziom ich jakości. To może skłonić gminy do współpracy. I to jest naprawdę duża zmiana, która może poprawić jakość usług dla mieszkańców.
Znowelizowana ustawa nie jest impulsem do przełomu dla Śląska. Brakuje w niej jednej, najważniejszej modyfikacji – wspólnej podmiotowości dla śląskich miast i gmin.
Jednym z najbardziej obrazowych przykładów w regionie jest przypadek zarządzania Drogową Trasą Średnicową. Każdy mieszkaniec Górnego Śląska zna tę drogę – dwupasmową trasę łączącą Katowice i Gliwice, przebiegającą przez kilka mniejszych miast. GZM chciał przejąć zarządzanie tą drogą, by ujednolicić standard jej utrzymania. I co się okazało? Że Gliwice i Katowice to miasta, które stać na najwyższy poziom utrzymania zimowego tej drogi. Pozostałe gminy uznały, że nie jest to dla nich priorytet i nie mogą przeznaczyć na ten cel większych środków. W efekcie przejęcie zadania nie doszło do skutku – gminy nie chciały zwiększać wydatków.
Nowelizacja zmienia tę sytuację. Gminy mogą przekazywać na ten cel środki na dotychczasowym poziomie, a metropolia – chcąc utrzymać wyższy standard – będzie mogła dopłacić brakującą część.
Najwyższa Izba Kontroli wysoko oceniła jakość wspólnych usług transportowych na Śląsku. Wierzę, że podobny model może sprawdzić się także w innych obszarach. Jednocześnie metropolia nie stanie się jednym organizmem decyzyjnym – brak wspólnej podmiotowości nadal ogranicza możliwość prowadzenia spójnej polityki strategicznej.
A z czego dopłacicie? Czy nowelizacja ustawy gwarantuje GZM także dodatkowe finansowanie?
Nie. GZM nadal otrzymuje środki z budżetu centralnego – w tym roku to około 600 mln zł – i z nich finansuje rozwój usług. Jeśli chodzi o finanse, to nic się nie zmieni. Zmieni się natomiast zakres zadań GZM.
Dotąd pieniądze można było przeznaczać niemal wyłącznie na transport metropolitalny. Niewykorzystane fundusze były odkładane, a teraz mają zostać zainwestowane m.in. w nowe pociągi i tramwaje. Po zmianie przepisów metropolia będzie mogła przejmować realizację tych usług, które gminy zdecydują się jej przekazać.
Koniec bajki. „Na szczęście!”
W ustawie, która została przyjęta przez Radę Ministrów, są dwa mechanizmy. Jeden zwiększa nasze zadania ustawowe, czyli sami także możemy robić więcej rzeczy. I tu cieszymy się, że wreszcie będziemy mogli wybudować spalarnię odpadów komunalnych. Sześć lat temu wojewoda uznał, że to nie jest nasza kompetencja i zablokował inwestycję.
Drugi katalog zadań to te, które możemy przejąć od gmin. Teoretycznie wcześniej też mogliśmy je przyjmować, ale nie mogliśmy do nich dopłacać, co blokowało takie przejmowanie. Teraz się taka możliwość pojawiła i na pewno to się zadzieje.
Trochę to była więc bajka o Złotej Kaczce. Dali wam pieniądze z budżetu, ale nie pozwolili ich wydać na to, na co chcielibyście je wydać. Ta bajka się kończy?
Na szczęście tak! Na lepsze zmienia się możliwość dysponowania pieniędzmi.
Śląsk niezjednoczony
Nie powstanie jedno duże miasto, nie dostaniecie więcej pieniędzy na rozwój regionu, w zasadzie nie dostajecie też nowych uprawnień – raczej odblokowane zostaną pewne logiczne możliwości. To co realnie zmieni się dla Śląska razem z wejściem nowelizacji w życie?
Za dużo się nie zmieni. Ta ustawa nie będzie impulsem przełomowym dla Śląska. Po prostu kolejne obszary życia mieszkańców będą mogły lepiej działać. Może uda nam się poprawić służbę zdrowia. Zobaczymy, co zdecydują gminy. Liczę na budowę spalarni śmieci. Ale bez budowy silnego wizerunkowo regionu, mocnej marki, wciąż nie będziemy konkurencyjni wobec Warszawy, Krakowa, Poznania, Wrocławia, Gdańska.
Inwestorzy widzą dziś tylko Katowice. Chorzów, który ma nawet więcej terenów inwestycyjnych, nie liczy się. Śląsk musi zaistnieć pod jednym nowym szyldem. Musi powstać jedno ciało reprezentowane przez jednego lidera, który reprezentowałby potencjał całego Śląska, a nie jednego miasta.
To rząd nie chciał wprowadzić elementów dotyczących konsolidacji śląskich miast, czy to Śląsk tego nie chciał?
Miasta nie są gotowe na taką dyskusję. Donald Tusk był otwarty na rozwiązania wychodzące naprzeciw oczekiwaniom regionu. Problem leży po stronie samych miast. Nie są gotowe na dyskusję o integracji. Lokalne elity obawiają się utraty tożsamości i wpływów, co skutecznie blokuje proces konsolidacji.
Śląsk musi zaistnieć pod jednym nowym szyldem. Musi powstać jedno ciało reprezentowane przez jednego lidera, który reprezentowałby potencjał całego Śląska, a nie jednego miasta.
„Staniemy się drugim Detroit”
Co może przekonać miasta do zmiany podejścia?
Chyba jedynie bankructwa miast. Przy obecnym tempie wyludniania się Śląska scenariusz kryzysowy przestaje być abstrakcją. Analizy wskazują, że niektóre miasta mogą w ciągu dekady stracić nawet połowę mieszkańców. To oznacza realny problem z utrzymaniem podstawowych usług – transportu, dróg, ochrony zdrowia, edukacji czy infrastruktury komunalnej. Ryzyko scenariusza na wzór Detroit czy szerzej tzw. „pasa rdzy” w USA przestaje być publicystyczną metaforą. To nie czarnowidztwo, tylko fakty i dane.
Na szczęście są także gminy, które myślą szerzej i – być może – z nimi będzie można coś zbudować. Tym niemniej, uważam, że niezbędna jest interwencja państwa. Przez lata Górnemu Śląskowi obiecywano kontrakty i różnego rodzaju programy rozwojowe. Niewiele z tego wyszło. My się bardzo staramy, zabiegamy o szereg inwestycji, sami też inwestujemy, ale rząd powinien zobaczyć, że ten region umiera i wkroczyć. Potrzebne są zachęty, ale i lekkie przymuszenie.
Z mojego punktu widzenia najważniejsza jest budowa silnej lokalnej marki, która będzie przyciągać inwestorów i nowych mieszkańców. To wymaga jakiejś formy skonsolidowania gmin.
Nowy pomysł na konsolidację: powiat metropolitalny
A skoro w grę dziś nie wchodzi łączenie miast, my proponujemy utworzenie powiatu metropolitalnego. A mieszkańcy powinni wybrać lidera dwumilionowej społeczności, który mógłby budować na tej podstawie silną lokalną markę. Jednocześnie powiat metropolitalny pozwala zachować gminom i miastom swoją lokalną tożsamość.
Pracujecie nad taką ustawą?
Mamy już przygotowany projekt ustawy o powiecie metropolitalnym, ale wciąż nie mamy pełnego pakietu zainteresowanych gmin, które by chciały taki powiat utworzyć. Rozmawiamy. Namawiamy. Dobra wiadomość jest taka, że większa jest szansa, by namówić gminy do wspólnego powiatu niż do dołączenia ich do Katowic. Sam prezydent Katowic też już raczej rozmawia z sąsiadami o tym, żeby utworzyć wspólnie powiat, gdzie gminy będą funkcjonować na jednakowych prawach. Nikt nie będzie liderem, nikt nikogo nie będzie przejmował, a mieszkańcy wybiorą władze.
Ile czasu może zająć wdrożenie tych rozwiązań?
Przygotowanie do wprowadzenia obecnej ustawy metropolitalnej trwało 10 lat. Także, niestety, o podobnym okresie trzeba myśleć i teraz.
Trójmiasto korzysta z przetartej ścieżki i zyskuje
Poprawki do ustawy o metropolii śląskiej są elementem ustawy o metropolii trójmiejskiej, która dopiero powstanie. Będziecie działać na tych samych zasadach?
Tak, chociaż nasze regiony bardzo się różnią pod względem tempa i możliwości rozwoju. Trójmiasto rośnie w siłę. Mówi się o tym regionie, że to nowy Śląsk, bo przenosi się tam trzon polskiej energetyki, która będzie zasilać nowe energochłonne przemysły na północy kraju. Z jednej strony elektrownia jądrowa, z drugiej – farmy wiatrowe na morzu.
My zaś reprezentujemy starą energetykę konwencjonalną. Kojarzymy się z przestarzałym przemysłem i schyłkiem epoki. Wciąż funkcjonuje wyobrażenie Śląska jako regionu dymiących kominów – choć ta rzeczywistość już dawno przeminęła. Problem w tym, że w jej miejsce nie pojawiły się nowe, wyraźne impulsy rozwojowe.
Tak więc jesteśmy w zupełnie innej sytuacji. W naszym przypadku ustawa uelastycznia współpracę między miastami, ale nie ma wpływu na sytuację gospodarczą i rozwojową.
Śląsk potrzebuje interwencji państwa
Wśród ekonomistów popularne są dwie szkoły inwestowania w regiony. Jedna mówi, że trzeba się zainteresować tymi, gdzie źle się dzieje, i tam sypnąć pieniędzmi. Druga jest taka, że to strata pieniędzy i fundusze powinny płynąć tam, gdzie można zintensyfikować korzyści. Bliższy temu drugiemu stanowisku jest minister finansów – powiedział o tym w wywiadzie, chociaż w innym kontekście.
Może rzeczywiście w Polsce wygrywa ta druga szkoła. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem, ale ja z tego nie jestem zadowolony. W praktyce prowadzi to do prostego wniosku: aby zadbać o przyszłość moich dzieci, musiałbym się przenieść do Gdańska, Krakowa, Warszawy, Wrocławia albo Poznania, a tego nie chcę.
Uważa pan, że ustawa metropolitalna jest bardziej korzystna dla Trójmiasta niż dla Śląska?
Nie o to chodzi. Trójmiasto ma po prostu przewagi konkurencyjne, których Śląsk dziś nie posiada – i nie ma narzędzi, by je szybko zbudować. Dlatego potrzebna jest głębsza, bardziej zdecydowana interwencja państwa.
Oczywiście, można Śląsk zostawić samemu sobie z opcją „róbcie, co chcecie, i przyjdźcie, gdy będziecie mieli dobry pomysł”. Można też jednak z pozycji jednego czy drugiego ministerstwa zacząć sensowną dyskusję, coś zaproponować, do czegoś namawiać, wprowadzić narzędzia, które zaczną wymuszać wspólne działanie miast. Tego dziś nie widzę.
Główne wnioski
- Nowelizacja ustawy o związku metropolitalnym. Zmienione przepisy rozszerzają kompetencje Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, umożliwiając dofinansowanie usług powierzanych przez gminy – nie tylko transportu, ale także np. zarządzania drogami, usług medycznych czy sektora komunalnego. To istotna zmiana operacyjna, ale niewystarczająca strategicznie – nie prowadzi do integracji regionu.
- Sytuacja Śląska jest alarmująca. W ciągu ośmiu lat region stracił około 200 tys. mieszkańców. Słabnie przemysł, w tym sektor motoryzacyjny, a nowych impulsów rozwojowych brakuje. Bez zmian Śląsk może podzielić los Detroit.
- Brak wspólnotowego myślenia. Lokalne elity nie są gotowe na konsolidację, a gminy chcą zachować odrębność. Dlatego pojawia się koncepcja powiatu metropolitalnego jako rozwiązania pośredniego. Większy, wspólny podmiot mógłby wzmocnić pozycję regionu, ale bez wsparcia państwa i narzędzi zachęt jego powstanie pozostaje niepewne.

