Spalony Wengera. Czy futbol potrzebuje rewolucji, a może to fanaberia?
Arsène Wenger, słynny menedżer Arsenalu sprzed lat, a dziś dyrektor ds. globalnego rozwoju futbolu w FIFA, zaproponował radykalną zmianę przepisu o spalonym. Koncepcja ta miałaby premiować ofensywną grę. W przestrzeni publicznej pojawiły się jednak liczne zastrzeżenia wobec idei Francuza, co sprawia, że jej wdrożenie najprawdopodobniej zostanie odłożone w czasie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polega rewolucyjność pomysłu Arsène’a Wengera.
- Co musiałoby się stać, by ta idea weszła w życie.
- Jakie inne osobliwe pomysły na reformowanie piłki nożnej miał francuski szkoleniowiec.
W istocie pomysł Wengera sprowadza się do jednego założenia. Spalony byłby odgwizdywany dopiero wówczas, gdy całe ciało gracza atakującego znajdzie się za linią ostatniego obrońcy. Obecnie, jak wiadomo, do stwierdzenia ofsajdu wystarczy niewielki detal. Wystarczy, by fragment ciała zawodnika nacierającego na bramkę rywali był wysunięty względem defensywy drużyny przeciwnej. Na Wyspach Brytyjskich koncepcja francuskiego szkoleniowca została przyjęta bez entuzjazmu.
– To absurdalny pomysł. Z punktu widzenia sędziego uważam, że trudno byłoby znaleźć arbitra, który optowałby za tą ideą. Mamy do czynienia z populistycznym podejściem. Praca sędziów-asystentów byłaby jeszcze trudniejsza niż teraz. Jako piłkarski konserwatysta wychodzę z założenia, że obecna wersja spalonego jest głęboko zakorzeniona w futbolu. Skoro wszyscy się do niej przyzwyczaili i rozumieją ten przepis, nie należy go modyfikować – mówi XYZ Adam Targowski, twórca kanału „Piłkarzyki”, mający także doświadczenie sędziowskie.
Legenda nie czyta gry?
Uznany dziennikarz sportowy i analityk taktyczny Michael Cox uważa, że Arsène Wenger w swoich planach zrewolucjonizowania futbolu nie uwzględnia złożoności tej gry. To sprawia, że gdyby propozycje dotyczące ofsajdu weszły w życie, jedyną gwarancją byłoby spotęgowanie chaosu, a nie uatrakcyjnienie meczów.
Zwolennicy status quo, m.in. Zbigniew Boniek, akcentują, że nowa wersja spalonego bynajmniej nie sprawiłaby, iż futbol stałby się wolny od kontrowersji. Dlaczego? Ponieważ dyskusje o centymetrach w sytuacjach stykowych wciąż byłyby na porządku dziennym. Aby „prawo Wengera” wdrożono w oficjalnych rozgrywkach, IFAB (Międzynarodowa Rada Piłkarska) musiałaby uzyskać dla tej idei sześć głosów. Obecnie Brytyjczycy nie wyrażają na to zgody.
IFAB przydziela osiem głosów:
- FIFA – cztery głosy
- The Football Association (Anglia) – jeden głos
- Scottish Football Association – jeden głos
- Football Association of Wales – jeden głos
- Irish Football Association – jeden głos
– Wiedzę, mechanizmy i przyzwyczajenia trzebaby było całkowicie zburzyć. Szczególnie na poziomie piłki lokalnej – tam, gdzie nie ma dostępu do technologii VAR – idea Wengera byłaby katastrofą. A przecież przepisy muszą być ujednolicone wszędzie, zarówno w polskiej B-klasie, jak i w elitarnej, angielskiej Premier League. Myślę, że aby sędziowie przywykli do tego, co proponuje Francuz, potrzebne byłyby co najmniej kilka lat – przewiduje Adam Targowski.
Nowy spalony na MŚ? Wykluczone
Wenger bezskutecznie próbował przekonać sceptyków. Argumentował, że dzięki nowemu ofsajdowi obserwatorzy piłkarskich widowisk uniknęliby sytuacji, w których spalony odgwizdywany jest przez „milimetry”, np. czubek buta. Choć propozycję rozważa IFAB, w praktyce już dziś wiadomo jedno. Podczas tegorocznego mundialu w USA, Meksyku i Kanadzie organizatorzy nie przetestują „nowatorskiej” idei.
– Na świecie jest wiele zespołów, reprezentacji i drużyn klubowych, które – realizując swoje założenia taktyczne – dużą wagę przywiązują do pułapek ofsajdowych. Gdyby idea Arsène’a Wengera się zmaterializowała, po pierwsze zaburzyłaby strategie trenerów, którzy świadomie łapią rywali na spalonym. Hipotetycznie moglibyśmy oglądać hokejowe wyniki, rzędu 8:6. Regularne tracenie większej liczby goli byłoby bolesne dla obrońców. Napastnicy trafiliby na piedestał, natomiast defensorzy byliby szkalowani. Ich formacja byłaby rozmontowywana raz po raz – mówi XYZ Adam Lyczmański, były sędzia, obecnie ekspert CANAL+Sport.
Barcelońska brawura
FC Barcelona pod kierunkiem Hansiego Flicka podejmuje duże ryzyko w grze defensywnej. Zespół ze Spotify Camp Nou charakteryzuje się bardzo wysoko ustawioną linią obrony i częstym stosowaniem pułapek ofsajdowych. Katalończycy w ostatnich dwóch sezonach potrafili w jednym meczu zastawić na rywali ponad 10 pułapek ofsajdowych, co rzadko zdarza się w futbolu na najwyższym poziomie.
W El Clásico z 2024 r. gracze Real Madryt nie tylko przegrali mecz, ale też stali się obiektem kpin – aż 12 razy znaleźli się na spalonym, z czego Kylian Mbappé aż osiem. Dla gwiazdora „Los Blancos” był to wyjątkowo dotkliwy wieczór.
– Śmiem twierdzić, że za mojego życia ten przepis nie wejdzie w życie – o ile w ogóle kiedykolwiek do tego dojdzie. Wprowadzenie zapisów, które nie tyle zrewolucjonizują futbol, co wprowadzą potężny chaos, nie ma sensu. Kto wie, może trener Wenger chciał po prostu zaistnieć… Postrzegam spalone – czy to w piłce nożnej, czy w hokeju – jako element taktyki. To aspekt szkolenia i treningu. Nie sądzę, aby to uległo zmianie, natomiast czynnik technologiczny, stanowiący wsparcie dla arbitrów – np. AI w pewnym zakresie – nie zaszkodzi futbolowi – ocenia Adam Lyczmański.
Zawodzą nie tylko ludzie
Premier League już w poprzednim sezonie wprowadziła technologię półautomatycznego spalonego (SAOT), opartą na systemie Genius Sports. System ma skracać czas analizy VAR, precyzyjnie mapując pozycje zawodników i eliminując błędy ludzkie.
– Co istotne, technologia również bywa zawodna, o czym przekonali się Anglicy. W jednym ze spotkań Premier League komputer się pomylił, wprowadzając w błąd sędziów. Tak czy inaczej wychodzę z założenia, że powinniśmy zapewnić piłce nożnej wszystko to, co pomaga, natomiast nie próbujmy wylewać dziecka z kąpielą, bo nie ma to nic wspólnego z rozwojem futbolu – podkreśla Adam Lyczmański.
W meczu Fulhamu z Liverpoolem pomocnik gości Florian Wirtz przyjął piłkę i umieścił ją w siatce. Nic nadzwyczajnego – zwykły gol? Otóż nie. Komentatorzy CANAL+Sport, Przemysław Pełka i Rafał Nahorny, byli przekonani, że był ofsajd. Sędziowie skorzystali z półautomatycznego spalonego i uzyskali dostęp do dwóch perspektyw.
Pierwsza perspektywa pokazywała, że stopa gracza Liverpoolu była na spalonym, druga już nie. Technologia zasygnalizowała arbitrom, że linię spalonego wyznaczało kolano piłkarza Fulhamu. Późniejsza analiza w studiu CANAL+, nadawcy Premier League w Polsce, dowiodła jednak, że był to spalony.
Zagubiony romantyk?
Arsène Wenger podczas wieloletniej pracy na Highbury i Emirates Stadium – stadionach, na których za jego kadencji grał Arsenal – dał się poznać jako zwolennik ofensywnego, widowiskowego futbolu. Jednocześnie bywał krytykowany za brak planu B i dogmatyczne podejście do gry. Dziś Francuz wciąż oczekuje spektakli, lecz problem polega na tym, że futbolową wajchę przestawiono w inną stronę. Współczesna piłka nożna w coraz większym stopniu opiera się bowiem na pragmatyzmie.
– Teraz piłka nożna jest coraz bardziej schematyczna i taktyczna, więc hipotetycznie, gdyby ten przepis wszedł w życie, wiele drużyn najprawdopodobniej stawiałoby na jeszcze niższe ustawienie w obronie, by uniknąć straty gola. Nie wykluczam, że np. Arsenal, zespół specjalizujący się w stałych fragmentach gry, po wprowadzeniu takiej reformy byłby zmuszony szukać bramek niemal wyłącznie po dośrodkowaniach z rzutów wolnych i rożnych – twierdzi Adam Targowski.
Problematyczne zagrania ręką
Zdaniem niemieckich kibiców w ćwierćfinale EURO 2024, gdy reprezentacja Niemiec mierzyła się z Hiszpania (1:2 z perspektywy Niemców po dogrywce), doszło do skandalu. W 106. minucie dogrywki, po strzale Jamala Musiali, piłka trafiła w rękę znajdującego się w polu karnym Marca Cucurelli. Sędzia główny spotkania Anthony Taylor nie podyktował rzutu karnego, a arbiter VAR Stuart Attwell również uznał, że była to prawidłowa decyzja. Trzy miesiące później UEFA przyznała jednak, że doszło do błędu sędziowskiego.
– Analizując tamtą sytuację, powiedziałem, że w mojej ocenie to była ręka. Później okazało się, że właśnie w tym kierunku to wszystko poszło. Jednocześnie wiem, że obowiązują dziś zalecenia dotyczące tego, jak sędziowie mają się zachowywać w sytuacji, gdy piłka najpierw dotyka innej części ciała, a dopiero później ręki. Opinia publiczna oczekuje ujednolicenia przepisów dotyczących zagrań ręką. Liczę na to, że już wkrótce nie będzie podziału interpretacyjnego wśród arbitrów, tylko wszyscy pójdą jednym torem, a kibice, trenerzy, działacze i piłkarze nauczą się tego przepisu i będą mogli powiedzieć po roku: „no tak, teraz już wiem, kiedy ręka jest, a kiedy ręki nie ma”. Inna sprawa, że to zawsze będzie temat-rzeka – przyznaje Adam Lyczmański.
Nowy trend w Anglii
Michael Kayode, zawodnik Brentfordu, potrafi ot tak wyrzucić piłkę z autu na kilkadziesiąt metrów. Raz za razem. To duży atut londyńskiej drużyny. Bogiem a prawdą, cała Premier League ewoluuje i coraz częściej widzimy, że bramki zdobywa się po dalekich wrzutach w pole karne.
Przed laty z autów szeroko korzystali gracze Stoke City, którzy mieli w składzie specjalistę w tym elemencie gry – Rory’ego Delapa. To irytowało Arsène’a Wengera, wówczas menedżera Arsenalu, który uważał, że nie jest to fair, i już wtedy postulował istotną modyfikację przepisów…
– Wenger propagował do tej pory różne skrajne idee, np. wykonywanie nogą… wrzutów z autu czy zagrywanie do samego siebie z rzutów wolnych. Przypomnijmy, że Francuz w latach 90. objął funkcję menedżera Arsenalu i wówczas dokonał pozytywnej rewolucji w angielskim futbolu. Jednak dziś, gdy jego reformatorskie zapędy znów dają o sobie znać, jest to niezrozumiałe komplikowanie piłki nożnej – przekonuje Adam Targowski.
Co oburza opinię publiczną?
W Lidze+Extra, programie podsumowującym każdą kolejkę PKO BP Ekstraklasy w CANAL+Sport, kontrowersje sędziowskie rozkłada się na czynniki pierwsze. Co jednak wzbudza największe emocje i jest najszerzej komentowane przez kibiców?
– Kwestia spalonego jest niezrozumiała dla wielu kibiców, którzy często myślą, że gdy piłka zostaje zagrana w stronę zawodnika będącego na pozycji spalonej, to już jest spalony. Tymczasem pozycja spalona i spalony to dwie zupełnie różne kwestie – pozycja spalona nie jest przewinieniem. Patrząc na rundę jesienną PKO BP Ekstraklasy, po powrocie ligowców do gry oczekuję surowszych kar ze strony władz i organów zarządczych wobec symulantów. Dotychczas mieliśmy bowiem mnóstwo sytuacji bulwersujących – wyolbrzymiane kontakty, dotknięcia klatki piersiowej, chwytanie się za głowę i tym podobne. Liczę na bardziej konkretne działania struktur decydujących o potencjalnych karach dla zawodników zachowujących się w ten sposób. Mam nadzieję, że tak się stanie, bo niektóre sytuacje były wręcz infantylne – konstatuje Adam Lyczmański.
Główne wnioski
- Arsène Wenger, przed laty znakomity trener, jako dyrektor ds. globalnego rozwoju futbolu w FIFA, chciałby uczynić piłkę nożną bardziej ofensywną. Francuz zamierza przedefiniować kwestię ofsajdu. Spalonego zatem odgwizdywanoby dopiero wtedy, gdy całe ciało gracza atakującego znajdzie się za linią ostatniego obrońcy. To wzbudziło sceptycyzm m.in. sędziów, którzy już przyzwyczaili się do dotychczasowych zasad. One zaś są jasne i zrozumiałe dla większości kibiców i obserwatorów piłki nożnej.
- IFAB (Międzynarodowa Rada Piłkarska) musi pozyskać dla tej idei sześć głosów z ośmiu. Jednak z racji tego, że mający mocną pozycję w tych strukturach Brytyjczycy stanowczo sprzeciwiają się jakimkolwiek zmianom w przepisach o spalonym, na tym etapie idee francuskiego szkoleniowca są wstrzymywane. Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że wciąż wywołują gorące dyskusje i rezonują w przestrzeni publicznej.
- Arsène Wenger jako menedżer Arsenalu zżymał się na to, że piłkarze Stoke City często wykorzystywali wrzuty z autu, by generować zagrożenie w polu karnym jego zespołu. Francuz postanowił naruszyć status quo – ku zdumieniu wielu twierdził, że sensowne byłoby wykonywanie nogą wrzutów z autu czy zagrywanie do samego siebie z rzutów wolnych. Te idee nigdy nie były odbierane zbyt poważnie w środowisku piłkarskim.