Kategorie artykułu: Sport Świat

Stade Rennes i polski trop. Dlaczego francuski klub coraz mocniej kojarzy się z Polakami?

Dwóch reprezentantów Polski w kadrze, wspólna droga z ligi tureckiej do Ligue 1 i historia, która zatacza coraz szersze kręgi. Stade Rennes krok po kroku buduje wizerunek klubu, w którym Polacy nie są egzotycznym wyjątkiem, lecz elementem długofalowej strategii sportowej i transferowej.

Sebastian Szymański
Sebastian Szymański z Fenerbahçe reaguje po jednej z akcji podczas meczu grupy C Pucharu Turcji Ziraat pomiędzy Fenerbahçe a Beşiktaşem na stadionie Chobani w Stambule w Turcji. Fot. Arif Hudaverdi Yaman/ Anadolu/ ABACAPRESS.COM Dostawca: PAP/Abaca

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Stade Rennes zapracowało na opinię „polskiego klubu” we Francji?
  2. Który znany trener uchodził za zwolennika talentu Sebastiana Szymańskiego.
  3. Jakich rozpoznawalnych w Europie piłkarzy wypromowało Stade Rennes na przestrzeni lat?
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W styczniu 2026 r. mający na koncie występy w reprezentacji Polski Sebastian Szymański przeniósł się z Fenerbahçe do Stade Rennes. Francuski klub poinformował, że 26-letni pomocnik podpisał kontrakt obowiązujący do 2029 r. Bretończycy zapłacili za byłego zawodnika Legii 9,5 mln euro. Jak doszło do tego transferu i co Szymański zaprezentował nad Bosforem, że trafił w orbitę zainteresowań klubu Ligue 1?

Uniwersalny żołnierz

Były zawodnik Legii Warszawa w lidze tureckiej przeszedł wyraźną piłkarską ewolucję, zbierając pochwały za elastyczność i wielozadaniowość prezentowane na boisku.

– Sebastian Szymański chciał odejść z Fenerbahçe już latem, po poprzednim sezonie. Był wówczas w pełni zdrowy i w dobrej formie po kampanii, w której grał regularnie oraz – co istotne – bardzo się rozwinął. Pierwszy sezon pod wodzą José Mourinho był słaby dla Sebastiana – ofensywnego pomocnika, ale bardzo dobry i rozwojowy dla Sebastiana – środkowego pomocnika typu box to box [zawodnik, który gra od jednego pola karnego do drugiego i łączy role defensywne, kreatywne oraz ofensywne – przyp. red.]. W takiej roli Polaka widział The Special One. Szymański wywiązywał się ze swoich zadań bardzo dobrze – był „żołnierzem” Mourinho. Przestał być jednowymiarowym piłkarzem ograniczanym do pozycji numer „10”, dlatego liczył na transfer do ligi TOP 5 i solidnego zespołu – mówi Krzysztof Gerlak, ekspert od ligi tureckiej i kibic Fenerbahçe od 2007 r.

Dlaczego nie wyszło?

Należy podkreślić, że José Mourinho, jeden z najsłynniejszych trenerów na świecie, były szkoleniowiec Chelsea, Interu Mediolan i Realu Madryt, a obecnie opiekun Benfiki Lizbona, był entuzjastą talentu Szymańskiego.

– Polak dał się poznać jako piłkarz wielozadaniowy. Mourinho uważał go za kluczowy element zespołu i chciał wokół niego budować drużynę. Klub był gotów odrzucać oferty nawet przekraczające 30 mln euro, bo trener blokował sprzedaż. Szymański chciał jednak odejść nie tylko ze względu na sportowe ambicje i marzenie o TOP 5, lecz także dlatego, że coraz gorzej znosił krytykę kibiców – przyznaje Krzysztof Gerlak.

Jak wiadomo, publiczność w Turcji jest skrajnie emocjonalna, co nierzadko przybiera skrajne formy.

– Na finiszu poprzedniego sezonu trybuny wręcz wrzały. Zespół Mourinho dogorywał i nie zdobył żadnego trofeum. Sebastian obrywał głównie w ramach odpowiedzialności zbiorowej, ale nie potrafił zaakceptować takiego traktowania, uznając je za niesprawiedliwe – dodaje rozmówca.

Grał… za dobrze?

– Na obozie przygotowawczym w Portugalii imponował dyspozycją: był aktywny, strzelał gole, notował asysty. Bezsprzecznie najlepszy piłkarz okresu przygotowawczego. Sam Mourinho żartował po powrocie do Turcji, że gdyby istniała nagroda dla najlepszego zawodnika meczów towarzyskich, Szymański powinien ją zdobyć – mówi Krzysztof Gerlak.

To, co miało być nagrodą za dobrą formę, szybko zamieniło się w problem.

– Polak został w Turcji, co okazało się gwoździem do trumny. Niedługo później Fenerbahçe zaliczyło kolejny blamaż, odpadając z eliminacji Ligi Mistrzów, a konsekwencją było zwolnienie Mourinho. Do końca okna transferowego zostały zaledwie trzy dni. Szymański i jego agent Mariusz Piekarski robili wszystko, by zmienić klub, ale bezskutecznie. Od tego momentu Polak żył na walizkach – dodaje ekspert.

Stambulski marazm

Szymański stopniowo tracił motywację do gry i doszedł do wniosku, że zmiana klubu jest konieczna, by dalej się rozwijać.

– W praktyce wegetował w Stambule, czekając na transfer. Zakończył współpracę z Piekarskim i zatrudnił zagraniczną agencję. Do tego doszły: kontuzja w reprezentacji oraz nowy trener Fenerbahçe Domenico Tedesco, który nie widział Polaka w swoim projekcie. Rozgoryczenie było tak duże, że po powrocie do gry, mimo wysokiego zwycięstwa 4:0, Szymański po ostatnim gwizdku od razu zszedł do szatni, zamiast świętować z drużyną – podkreśla Krzysztof Gerlak.

Piłkarz mający na koncie występy w reprezentacji Polski znalazł się pod ostrzałem miejscowych kibiców.

– To wzbudziło gniew fanów i dziennikarzy. Dla wielu był to brak szacunku wobec trenera i zespołu. Transfer był więc przesądzony. Szkoda jedynie, że Polak sam zniszczył sobie wizerunek. Ma jednak szczęście, bo kibice wolą pamiętać o „Sebomanii”, a nie o fatalnym końcu tej historii. Rozstania chciały wszystkie strony – zaznacza sympatyk stambulskiej drużyny.

Co groziło Szymańskiemu?

Trzeba podkreślić, że pozycja polskiego piłkarza w klubie ze Stambułu była w ostatnich miesiącach bardzo słaba.

– Gdyby Szymańskiemu nie udało się odejść, to przez brak formy, decyzje trenera oraz limit obcokrajowców nie zostałby zgłoszony do rozgrywek na drugą część sezonu. A on myśli przecież o potencjalnym udziale w mistrzostwach świata – zwraca uwagę Krzysztof Gerlak.

Nowe wyzwanie

Analizując występy Szymańskiego w lidze tureckiej, pojawia się pytanie, czy powinien bez większych problemów zaadaptować się w Ligue 1.

– Z pewnością pasuje do ligi francuskiej. Wielu widzi w nim wyłącznie ofensywnego pomocnika, tymczasem to już wielozadaniowy piłkarz drugiej linii. Jego waleczność i zawziętość mogą szybko zyskać uznanie kibiców Rennes. Być może będzie jednak potrzebował czasu, bo ostatnie pół roku jego życia bardziej przypominało turecką telenowelę niż spokojny sen o Bosforze – puentuje Krzysztof Gerlak.

Fabryka talentów

Rennes nie sprzedaje zawodników z konieczności. Transfery są elementem przemyślanej strategii biznesowej, a nie reakcją na kryzys sportowy. Klub od lat inwestuje w jedną z najlepszych akademii we Francji, nowoczesną infrastrukturę treningową oraz długoterminowe kontrakty z młodymi piłkarzami.

Kluczowe jest to, że Rennes nie wypuszcza talentów zbyt wcześnie, ale też nie blokuje ich rozwoju, gdy pojawia się odpowiednia oferta. Désiré Doué to wychowanek akademii Bretończyków i jeden z największych talentów młodego pokolenia we Francji. Klub szybko wprowadził go do pierwszego zespołu, dając mu regularne szanse w Ligue 1 oraz europejskich pucharach.

Doué regularnie grał w meczach o najwyższą stawkę. Rennes nie sprzedało go przedwcześnie, lecz najpierw przedłużyło kontrakt i poczekało, aż jego wartość rynkowa znacząco wzrośnie. Latem 2024 r. Paris Saint-Germain zapłaciło za 19-latka 50 mln euro. Doué potwierdził swój potencjał także w najważniejszych spotkaniach, m.in. w finale Ligi Mistrzów, w którym strzelił dwa gole.

Dziennik „Tuttosport” w listopadzie ubiegłego roku ogłosił zdobywcę nagrody „Golden Boy” dla najlepszego młodego piłkarza na świecie. Tym razem zaszczytny tytuł Złotego Chłopca trafił do wychowanka Rennes. Był to więc transfer typu win-win.

Pamiętne transakcje

Najdroższym transferem wychodzącym w historii Rennes został tej zimy obrońca Jérémy Jacquet, sprzedany za 63,6 mln euro, który latem trafi do Liverpoolu. Drugie miejsce w tym zestawieniu zajmuje sprzedaż Jérémy’ego Doku do Manchesteru City latem sezonu 2023/24. Belgijski skrzydłowy przeniósł się do Premier League za 60 mln euro. Warto dodać, że Rennes sprowadziło Doku w sezonie 2020/21 z Anderlechtu za 26 mln euro.

Przez trzy lata klub konsekwentnie budował jego wartość, dając mu swobodę rozwoju w Ligue 1 oraz europejskich pucharach. Choć Jérémy Doku, piłkarz słynący z dryblingu, nie zawsze gwarantował imponujące liczby, Rennes doskonale wiedziało, że jego profil – dynamika, zwody i gra jeden na jednego – idealnie wpisuje się w potrzeby czołowych klubów Premier League. Sprzedaż do Manchesteru City potwierdziła skuteczność tej strategii.

Ousmane Dembélé i Eduardo Camavinga, obecni piłkarze Paris Saint-Germain i Realu Madryt, to wychowankowie Stade Rennes, którzy zostawili w klubowej kasie odpowiednio 35 mln euro (transfer do Borussia Dortmund) oraz 31 mln euro. Co ciekawe, wśród dzisiejszych gwiazd futbolu jedynie przypadek Raphinhi nie przyniósł Rennes dodatniego bilansu. Raphinha, jeden z liderów ofensywy FC Barcelona, został kupiony ze Sportingu Lizbona za 21 mln euro, a sprzedany do Leeds United za 18,6 mln euro.

Polskie akcenty

Kamil Grosicki najlepszy okres zagranicznej kariery spędził w Stade Rennes. Obecny skrzydłowy Pogoni Szczecin występował w drużynie z Bretanii w latach 2014–2017. Rozegrał 92 mecze, strzelił 15 goli i dołożył 13 asyst. Jego partnerem w zespole był wówczas Ousmane Dembélé, późniejszy zdobywca Złotej Piłki. W styczniu 2017 r. Grosicki przeniósł się do Hull City za 9 mln euro. We Francji pozostaje jednak bardzo dobrze wspominany.

W sierpniu 2025 r. Przemysław Frankowski został wypożyczony do Rennes z Galatasaray SK. W sezonie 2025/2026 jest podstawowym zawodnikiem na prawym wahadle. Wcześniej występował w RC Lens, a do Francji wrócił po krótkim pobycie w Turcji.

Zimny prysznic

Rennes zapłaciło sporo, by pozyskać Sebastiana Szymańskiego. Polak zadebiutował w drużynie z Bretanii 24 stycznia. Jako zmiennik wystąpił w przegranym 0:2 ligowym meczu z Lorient. W kolejnym spotkaniu, w którym ponownie wszedł na boisko z ławki rezerwowych, także musiał przełknąć gorycz porażki – Rennes uległo AS Monaco 0:4. Gdy Szymański po raz pierwszy znalazł się w wyjściowej jedenastce, scenariusz znów okazał się niekorzystny. W wyjazdowym starciu z Olympique Marsylia przeciwnicy Bretończyków wygrali 3:0.

– Niewiadomą było to, jaką rolę ostatecznie powierzy Szymańskiemu trener Habib Beye, który konsekwentnie trzyma się gry trójką z tyłu, czyli systemu 3-5-2. W meczu z Marsylią, gdy Rennes przeszło na 3-4-3 / 5-4-1, Szymański został ustawiony na prawej stronie pomocy. Jednak 9 lutego Beye został zwolniony – mówi XYZ Bartłomiej Gabryś, ekspert od ligi francuskiej.

Jakie są notowania Szymańskiego?

– Mówi się, że na transfer mocno naciskał dyrektor sportowy Loïc Désiré. Skauci klubu nie prowadzili już w tym kierunku intensywnych prac. Pojawiały się też sygnały, że Beye nie był szczególnym entuzjastą tego ruchu. Wydawało się, że może po klęsce z OM zmieni zdanie, skoro Szymański wyróżnił się na tle innych. W każdym razie teraz nowy szkoleniowiec poprowadzi naszego piłkarza i zobaczymy, jaki będzie miał na niego pomysł. Kibice uważają, że Polak we wspomnianym spotkaniu jako jedyny czegoś próbował. Jeśli chodzi o konkurentów do gry dla naszego rodaka, należy zwrócić uwagę na Ludovica Blasa, gracza świetnego technicznie, który potrafi czarować, ale jednocześnie jest bardzo nierówny – podsumowuje obserwator francuskiej piłki.

Główne wnioski

  1. Obecnie barwy klubu z Bretanii przywdziewa dwóch piłkarzy z Polski. To grający w zespole Rennes od początku sezonu Przemysław Frankowski, zawodnik wypożyczony z Galatasaray, a także Sebastian Szymański, ofensywny gracz pozyskany z Fenerbahçe za 9,5 mln euro. Wspólny mianownik jest czytelny – obaj trafili do Ligue 1 z ligi tureckiej. Warto też przypomnieć, że w przeszłości w Rennes występował Kamil Grosicki, dziś skrzydłowy Pogoni Szczecin. Jego partnerem w drużynie był wówczas wychowanek klubu – Ousmane Dembélé, późniejszy zdobywca Złotej Piłki.
  2. Sebastian Szymański był wysoko oceniany przez José Mourinho, jednego z najbardziej utytułowanych trenerów na świecie, byłego szkoleniowca m.in. Chelsea, Interu Mediolan i Realu Madryt. Portugalczyk odegrał kluczową rolę w boiskowej ewolucji Szymańskiego – zawodnik przestał funkcjonować wyłącznie jako ofensywny pomocnik, stając się uniwersalnym graczem box to box. Po zwolnieniu Mourinho w Stambule pozycja Szymańskiego w zespole wyraźnie osłabła.
  3. Lista piłkarzy ukształtowanych w Rennes od lat robi wrażenie w skali europejskiej. Wśród wychowanków bretońskiego klubu znajduje się m.in. Désiré Doué, ostatni laureat nagrody Golden Boy, obecnie piłkarz PSG, bohater finału Ligi Mistrzów w poprzednim sezonie, w którym strzelił Interowi Mediolan dwa gole. Kolejnym wychowankiem Rennes jest Ousmane Dembélé, dziś jedna z wiodących postaci PSG, wcześniej zawodnik Borussii Dortmund i FC Barcelony. Eduardo Camavinga, również wypromowany w Rennes, reprezentuje obecnie Real Madryt. W barwach klubu występowali także Jérémy Doku, dziś skrzydłowy Manchesteru City, oraz Raphinha, lider ofensywy FC Barcelony.