Kategorie artykułu: Biznes Technologia

Startuje FORT Kraków. To napęd dla startupów w zbrojeniówce. „Rolę łącznika między potrzebami a technologiczną ofertą powinny przyjąć SSE” (WYWIAD)

Rozczarowanie polskim podejściem do innowacji towarzyszyło prezesowi Krakowskiego Parku Technologicznego przez całą rozmowę. Andrzej Kulig nie owija w bawełnę. Mówi o zmarnowanych szansach, złych decyzjach albo braku niezbędnych decyzji. Ale ma też pomysły, jak to zmienić. – Trzeba wesprzeć polskie firmy grantami od państwa na komercjalizowanie dobrze rokujących projektów z uczelni. A łączenie potrzeb starego biznesu z nowymi technologicznymi graczami powinno się stać nową rolą stref ekonomicznych – rekomenduje prezes KPT. Dzięki temu wynalazki z szaf naukowców trafiałyby wreszcie do testów w biznesie. Taki cel ma m.in. FORT Kraków, który dziś rusza w stolicy Małopolski.

Andrzej Kulig, prezes Krakowskiego Parku Technologicznego
– Chcemy zlikwidowania kryterium wobec inwestorów, które dotyczy tworzenia nowych miejsc pracy. Zgodnie z obecnymi przepisami firma, która chce dostać zgodę i przywileje działania w strefie musi zadeklarować, ile nowych miejsc pracy utworzy. A ten wymóg coraz trudniej jest spełniać, bo firmy nie mają kogo zatrudniać – brakuje ludzi – mówi Andrzej Kulig, prezes Krakowskiego Parku Technologicznego. Fot. KPT

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dzięki jakim zmianom w działaniu stref ekonomicznych w Polsce można ułatwić i przyspieszyć wdrażanie efektów badań naukowych i wynalazków ze startupów do dużych firm.
  2. O 100 problemach technologicznych w 12 znanych polskich firmach, do których rozwiązania zgłosiło się aż 260 startupów.
  3. Jak ma działać FORT Kraków – polski operator programu NATO dla startupów w sektorze zbrojeniowym i obronnym.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Kończy się czas, gdy w Polsce najlepiej sprawdzał się koncept pozyskania zagranicznych inwestorów do jakiejś prostej produkcji. Chociaż spółki zarządzające obszarem specjalnej strefy ekonomicznej w Polsce miały bardzo dobry rok, to i decydenci, i inwestorzy zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że polska gospodarka musi rozbudować komponent wiedzy i nowych technologii. Czy dostrzega pan, że takie przejście od prostej produkcji, zatrudnienia ludzi do taśmy na rzecz transferu technologii, angażowania badaczy i wysoko wykwalifikowanych specjalistów już się dzieje?

Andrzej Kulig, prezes Krakowskiego Parku Technologicznego: Widać to w kraju, ale nie jest to poziom i zaangażowanie, jakiego bym sobie życzył. W Małopolsce postęp w automatyzacji i cyfryzacji produkcji dobrze jest widać zwłaszcza w firmach rodzinnych. Zaczyna nimi zarządzać nowe pokolenie, które wyrosło w nowych czasach, jest otwarte na tego typu procesy. One są zresztą wymuszone także tym, że w Małopolsce praktycznie nie ma zjawiska bezrobocia wśród techników czy inżynierów. A popyt na ich pracę jest duży. Automatyzacja pomaga rozwiązać problem tej luki.

Warto wiedzieć

Dr hab. Andrzej Kulig

Jest prezesem Krakowskiego Parku Technologicznego od czerwca 2024 r. Wcześniej przez wiele lat związany był z władzami Krakowa. Przez pięć lat od 2018 r. był zastępcą prezydenta Krakowa. W latach 2002-2004 był dyrektorem magistratu w krakowskim urzędzie miasta. W 2015 r. był zaś pełnomocnikiem prezydenta Krakowa do spraw polityki społecznej, a następnie zastępcą prezydenta do spraw polityki społecznej, kultury i promocji miasta. Z wykształcenia jest prawnikiem. Ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

XYZ

Z punktu widzenia strefy ekonomicznej trzeba natomiast zająć się tym zjawiskiem także od strony regulacji w prawie. Zgodnie z obecnymi przepisami firma, która chce dostać zgodę i przywileje działania w strefie musi zadeklarować, ile nowych miejsc pracy utworzy. A ten wymóg coraz trudniej jest spełniać, bo firmy nie mają kogo zatrudniać – brakuje ludzi. Niedawno w naszej strefie zaczęła działać firma, która uruchamia całe linie produkcyjne niewymagające współpracy człowieka. Pytam, dlaczego w ten sposób, dlaczego nie zadeklarowali nawet jednego nowego miejsca pracy. W odpowiedzi słyszę, że nie ma inżynierów i techników, którzy chcą dojechać 30 km za Kraków. Wypracowali więc sobie już stały zespół, a całą nową produkcję zautomatyzowali na tyle, jak to tylko było możliwe.

Inwestycje w SSE bez obowiązku zatrudniania ludzi?

Zabiegamy w Ministerstwie Rozwoju i Technologii o zmianę rozporządzenia, które reguluje działalność strefy ekonomicznej i spółek zarządzających. Chcemy zlikwidowania kryterium wobec inwestorów, które dotyczy utworzenia nowych miejsc pracy. Kiedyś to była siła napędowa rozwoju regionów, która pomagała zwalczać bezrobocie. Dziś to jedna z barier dla nowych inwestycji. Trzeba zrozumieć, że dzisiaj postęp działa inaczej. Bez nowych miejsc pracy nie oznacza, że bez korzyści dla gospodarki.

Chcemy zlikwidowania kryterium wobec inwestorów, które dotyczy tworzenia nowych miejsc pracy. Zgodnie z obecnymi przepisami firma, która chce dostać zgodę i przywileje działania w strefie musi zadeklarować, ile nowych miejsc pracy utworzy. A ten wymóg coraz trudniej jest spełniać, bo firmy nie mają kogo zatrudniać – brakuje ludzi.

Jaki jest odzew ministerstwa?

Wydaje mi się, że będzie pozytywny. Widać wyraźnie, że problem bezrobocia w większości regionów przestaje być istotny.

Nowa rola stref ekonomicznych

Czy generalnie rola strefy ekonomicznej nie powinna się bardziej zmienić ? Dotąd spółki zarządzające były trochę jak agent nieruchomości, który oferuje grunty. Jaką rolę dla KPT widzi pan w najbliższych latach?

Akurat jako Krakowski Park Technologiczny (KPT) byliśmy najsłabiej wyposażeni w grunty. Małopolska to jednak głównie własność prywatna – przed wojną kościelna albo należąca do małorolnych chłopów. W związku z tym także w nowych warunkach ustrojowych nie było zbyt wiele przestrzeni dla Skarbu Państwa. Stąd też my nie zostaliśmy wyposażeni w jakiś ogromny majątek. Nasza rola sprowadzała się do tego, że poszukiwaliśmy inwestorów dla podmiotów, które te majątki posiadają, głównie dla samorządu terytorialnego. Doskonałym przykładem jest Skawina czy Niepołomice – włodarze tamtych gmin byli bardzo otwarci na poszukiwanie inwestorów.

Natomiast świetnym instrumentem – który żałuję, ale nie we wszystkich strefach jeszcze jest doceniany – jest łączenie potrzeb i możliwości różnych przedsiębiorstw. To jest dziś unikatowa wartość Krakowskiego Parku Technologicznego. Łączymy biznes z nowymi technologiami. Nie jesteśmy podmiotem, który tylko wydaje decyzję o wsparciu w strefie, ale proponujemy też nowe usługi.

Z jednej strony mamy wgląd w wiele nowych rozwiązań z wielu różnych obszarów. Są to np. zielone technologie, czy z obszarów dotyczących cyfryzacji albo np. związanych z gospodarką obiegu zamkniętego. Z drugiej strony sami proponujemy firmom, które chcą się rozwijać audyty sprawnościowe, pokazujące co i gdzie można ulepszyć. Nie tylko podpowiadamy inwestorom różne rozwiązania, ale znajdujemy je dla nich. Łączymy startupy, które mają jakieś konkretne rozwiązania z dużymi firmami z rynku, które potrzebują takich rozwiązań.

Unikatowa wartość Krakowskiego Parku Technologicznego to łączenie potrzeb i możliwości różnych przedsiębiorstw. Łączymy biznes z nowymi technologiami.

Pokazujemy im na przykład, że pewne elementy produkcji można zracjonalizować, lepiej poukładać tak, by produkcja przebiegała w sposób płynny. Czasem wskazujemy potrzebę uwzględnienia elementów dotąd niebranych pod uwagę jak chociażby emisje CO2, albo zużycie energii. Często rozwiązujemy ich problemy, oferując im konkretne rozwiązanie, które może wnieść młody partner.

12 firm, 100 problemów i 260 startupów, które chcą je rozwiązać

Jak dokładnie działa ten model? Pozyskujecie te technologie w ramach waszego programu akceleracji startupów czy także innymi drogami?

Prowadzimy program akceleracji startupów wspierających przemysł KPT ScaleUP Booster. Mamy za sobą trzy edycje, czwarta właśnie trwa. Dotąd w sumie 23 startupy miały szansę przetestować swoje rozwiązania na żywym organizmie w konkretnych firmach i fabrykach z takich sektorów jak przemysł, energetyka, FMCG. 19 startupów jest jeszcze w trakcie programu.

A właśnie zamknęliśmy nabór do najnowszej edycji. Zgłosiło się w sumie 259 startupów.

Warto wiedzieć

Realne szanse dla startupów

W ramach IV edycji programu ScaleUP Booster KPT prowadzi dwie ścieżki. W pierwszej chodzi o odpowiedź startupu na konkretne potrzeby innej firmy – do tej ścieżki zgłosiły się aż 143 startupy. Do drugiej ścieżki, bez konkretnego odbiorcy – 116. Tu małe firmy, korzystając z doświadczenia naszego zespołu, też będą miały możliwość pozyskania potencjalnych klientów z dużego biznesu, chociaż bez bezpośredniej współpracy z jedną firmą.

KPT

Dla jakich konkretnie firm szukacie rozwiązań i technologii?

W tej edycji to 12 dużych firm z całego kraju m.in. Tauron, Orlen, Grupa Azoty, Maspex, Wawel czy MAN. W sumie partnerzy z biznesu przygotowali ponad 100 konkretnych wyzwań technologicznych, z którymi zmierzą się wybrane startupy.

Biznes i badacze się nie słyszą, brakuje giełdy technologii

260 chętnych startupów pokazuje, jaki potencjał leży w tych małych firmach rozsypanych gdzieś po Polsce. Dlaczego mimo ponad 20 lat inwestowania w poprawę innowacyjności nie umiemy tej innowacyjności tworzonej po tzw. garażach komercjalizować?

Ludzie się wzajemnie nie słyszą. Nauka wciąż nie słyszy się wystarczająco dobrze z praktyką. Tak samo różne podmioty gospodarcze nie słyszą się i nie wiedzą o sobie. Nie ma giełdy technologii, nie ma wymiany informacji o potrzebach technologicznych i możliwościach ich dostarczenia. Szef pewnego większego już startupu poszukiwał kiedyś naukowca, który pomógłby firmie rozwiązać problem technologiczny. Dla nich to była bariera, która wyhamowała całą produkcję. Krakowski Park Technologiczny podał im nazwiska ludzi, którzy tym się zajmują na AGH. Poszli do naukowca. Naukowiec popatrzył i powiedział: przecież ja ten problem rozwiązałem pięć lat temu. Otworzył szafę i znalazł papiery.

Moim zdaniem, właśnie rola łącznika pomiędzy potrzebami i technologiczną ofertą w biznesie jest najważniejszym zadaniem KPT. Taką rolę powinny też przyjąć wszystkie inne spółki strefowe. U nas wydawanie decyzji o nowych inwestycjach i jednocześnie akceleracja startupów z konkretnymi pomysłami świetnie się uzupełniają.

FORT Kraków pokaże, jak współpracować na rzecz zbrojeń

W 2025 r. strefy dostały zgodę na lokowanie również inwestycji zbrojeniowych, co dotąd nie było możliwe. Pierwszą zgodę dostał w KPT Ponar Wadowice. Czy wśród zainteresowanych inwestorów pojawiły się już jakieś zagraniczne firmy zbrojeniowe?

Zgodnie z tym, co powiedziałem wcześniej, stawiamy na promowanie nowatorskich pomysłów od startupów. Startuje FORT Kraków – polski operator programu NATO DIANA do akceleracji startupów dla sektora obronnego. Jest tworzony i prowadzony przez AGH oraz właśnie Krakowski Park Technologiczny. To taki pomost między badaczami, małymi firmami technologicznymi, dużymi producentami, armią i administracją publiczną.

W ramach DIANY wybierane są startupy mające różne rozwiązania dla armii i przemysłu zbrojeniowego. I rzeczywiście, już mamy sporo zgłoszeń ze świata. W najnowszej odsłonie DIANY wybrano 150 startupów, z siedmioma z nich będzie pracować właśnie KPT. W tym tygodniu przyjechały do nas po raz pierwszy.

Startuje FORT Kraków – polski operator programu NATO DIANA do akceleracji startupów dla sektora obronnego. To pomost między badaczami, małymi firmami technologicznymi, dużymi producentami, armią i administracją publiczną.

Czy chodzi bardziej o współpracę badawczo-rozwojową czy o uruchomienie konkretnej współpracy firm i co najważniejsze produkcji, czy zastosowanie jakiejś technologii?

Jesteśmy na takim etapie, że raczej nie chodzi o procesy badawcze, tylko już o komercjalizację wyników badań i zaawansowanych pomysłów.

Trzeba jednak pamiętać, że żadna firma zbrojeniowa nie wyprodukuje niczego nowego na dużą skalę bez rządowego zlecenia. Tu wchodzimy w obszar w Polsce bardzo problematyczny, a mianowicie wieloletnie zaniedbania w rozwoju innowacji militarnych.

Bez zamówień publicznych przełomu nie będzie

Będziecie szukać w zbrojeniówce i armii klientów dla ich produktów?

To nie jest nasze zadanie, ale możemy im pomóc w wejściu na rynek. Jesteśmy miejscem, gdzie stwarza się warunki do porozumiewania między środowiskami, które mają problemy z komunikowaniem na zewnątrz. My znamy wszystkie te środowiska, więc możemy być pośrednikiem.

Innowatorzy – z różnych branż, ale zwłaszcza w zbrojeniówce – którzy mają ciekawe rozwiązania technologiczne, łatwiej trafiają na zamówienia na rynku poza Polską niż w Polsce. Zgłosił się do nas polski startup, który ma świetne rozwiązania w zakresie produkcji nowoczesnej broni. Wszystkie firmy zbrojeniowe w Polsce powiedziały, że nie są zainteresowane. Jednego z dyrektorów osobiście zapytałem, dlaczego nie? Wprost mi powiedział: to, co robimy, robimy niezmiennie od 30 lat dla kilku państw afrykańskich. Mamy tam stały i pewny zbyt. Tam to schodzi jak świeże bułki. To po co ja mam się pakować w innowacje, które wymagają ryzyka, nowych linii produkcyjnych, szukania nowych rynków i klientów i zamartwiania się, czy to się powiedzie, skoro mam produkt, który zawsze przynosi mojej firmie pewny zysk?

Zgłosił się do nas polski startup, który ma świetne rozwiązania w zakresie produkcji nowoczesnej broni. Wszystkie firmy zbrojeniowe w Polsce powiedziały, że nie są zainteresowane. NATO znajduje się mniej więcej na takim etapie jak Europa Zachodnia w 1938 r., kiedy zaklinała rzeczywistość, że wojny nie będzie.

Czyli piłka leży po stronie publicznej? Czeka pan na zamówienia kreowane przez polski rząd, by te startupy ze zbrojeniówki mogły osiągnąć sukces?

Stroną publiczną jest generalnie NATO, nie tylko nasz rząd. Niestety, uważam, że NATO znajduje się mniej więcej na takim etapie jak Europa Zachodnia w 1938 r., kiedy zaklinała rzeczywistość, że wojny nie będzie. Uważam, że pomysł FORT Kraków też jest spóźniony o dobrych parę lat. Inicjatywy zbrojeniowe powinny się rodzić jeszcze przed wybuchem wojny. Od 2014 r. było widać, w którą stronę zmierzają działania Rosji.

Państwa NATO wciąż traktują innowacje w sektorze obronności bardziej jako pewien eksperyment, niż proces, którego celem jest otwarcie wrót dla zupełnie nowych rozwiązań technologicznych. Jako kraje wciąż jesteśmy zadufani w sobie. Rządy i ludzie, którzy decydują o armiach, uważają, że duże firmy zbrojeniowe mają swoje zaplecza naukowe, które opracowują różne rozwiązania i to wystarczy. A w dzisiejszych szybkich czasach często okazuje się, że lekkie struktury potrafią więcej niż stare ciężkie machiny biznesu.

Translacja potrzeb, możliwości i oczekiwań

Wierzy pan w startupy bezgranicznie, a przecież wiele takich nowatorskich pomysłów umiera śmiercią naturalną, bo są mało wartościowe.

Mam świadomość, że nie każdy pomysł ze startupu się sprawdza, ale akurat w zakresie przemysłu obronnego mamy startupy, które bardzo dobrze rokują. Mają np. rozwiązania przećwiczone w Afganistanie. A jednak, mimo że sprawdziły się doskonale, z przyczyn dla mnie całkowicie niezrozumiałych nie są rozpowszechniane.

Rządy i ludzie, którzy decydują o armiach, uważają, że duże firmy zbrojeniowe mają swoje zaplecza naukowe, które opracowują różne rozwiązania i to wystarczy. A w dzisiejszych szybkich czasach często okazuje się, że lekkie struktury potrafią więcej niż stare ciężkie machiny biznesu.

Ja też nie zamierzam mówić nikomu w rządzie, żeby kupił takie czy inne rozwiązanie, bo ono nas uratuje. To nie jest ani moja kompetencja, ani rola. Naszym wkładem jest projekt FORT Kraków. To próba zachęcenia dużego przemysłu i środowisk decydenckich po stronie wojska do poszukiwania nowych możliwości w startupach i niesionych przez nie rozwiązaniach technologicznych. My spróbujemy być najlepszym tłumaczem potrzeb, możliwości i oczekiwań różnych stron.

Choroba: centralizacja. Leczenie: więcej uprawnień dla SSE

Z czego, pana zdaniem, wynikają te zapóźnienia w modernizacji gospodarki? Te źle lokowane granty, które zamiast prawdziwych innowacji przynoszą towary w rodzaju nowej wyciskarki do malin albo nowego zapachu soli do akwarium? Sektor biomedyczny od lat skarży się, że przegrywa konkursy o dofinansowanie badań nad lekami z duperelami, mówiąc brutalnie. Startupy narzekają, że brakuje finansowania, które pozwala na skalowanie ich produktów do poziomu dużego biznesu.

Wiele interesujących osób z naprawdę fantastycznymi pomysłami nie może się z nimi nigdzie przebić. Po prostu nigdzie. Problem komunikacyjny, o którym już mówiliśmy, jest ogromny. Na to nakłada się chaos w działaniach po stronie decydentów. Ogłaszane są kuriozalne konkursy, z nierealnymi oczekiwaniami, z miernikami oderwanymi od realiów, które nie mają nic wspólnego z praktyką. Kiedyś usłyszałem w trakcie nieformalnej rozmowy w jednej z agencji państwowych, że oni wiedzą, że konkurs ma nierealne wytyczne. Ale jako instytucja podlegają pod jedno ministerstwo, a wytyczne konkursowe dostają z drugiego, a te zwykle są sprzeczne z oczekiwaniami tego pierwszego resortu…

Ten przykład obrazuje wielki polski problem, jakim jest centralizowanie wszystkiego i odgórne decydowanie. To jest jak choroba.

A mając takie podmioty, jak spółki strefowe, aż by się prosiło, żeby z nich skorzystać przy podziale środków na innowacyjność i zejść na elementarny poziom rynku. My jesteśmy najbliżej biznesu i pierwszorzędnych ośrodków naukowych i badawczych.

Wielki polski problem – centralizowanie wszystkiego i odgórne decydowanie. To jest jak choroba.

Uważam, że jako KPT ze względu na kontakty naukowe, międzynarodowe, ze względu na potrzeby, które u nas się ujawniają, jesteśmy chyba najbardziej predestynowani do tego, żeby poszukiwać rozwiązań innowacyjnych. Gdyby państwo wyposażyło takie podmioty jak nasz w odpowiednie narzędzia, gdyby zdecentralizowało w tym obszarze swoją działalność, pozwalając nam decydować w większym zakresie o tym, gdzie inwestować, to myślę, że doszłoby do ważnego przełomu. To pchnęłoby firmy do przodu.

Dziś z wysokiego zamku decyduje się o tym, ile, w jakich sektorach i komu wydzielić środki, nie znając ani potrzeb jednych firm, ani realnych możliwości realizacji tych potrzeb przez inne firmy w oparciu o najnowszą wiedzę. I to jest powód, że startupy i stary biznes, który szuka pomysłów rozwoju, zwykle mijają się jak dwa końce źle zaprojektowanej autostrady.

Gdyby państwo wyposażyło takie podmioty jak nasz w odpowiednie narzędzia, gdyby zdecentralizowało w tym obszarze swoją działalność, pozwalając nam decydować w większym zakresie o tym, gdzie inwestować, to myślę, że doszłoby do ważnego przełomu. To pchnęłoby firmy do przodu.

Specjalizacje bez strategii: tylko miedź się broni

Nie podoba się panu wskazanie sztucznej inteligencji jako najważniejszego kierunku rozwoju innowacyjności w Polsce i przekierowanie na to wielu nowych funduszy? Miasta walczą o lokalizację gigafabryki AI, Kraków też. W nieoficjalnych doniesieniach pojawiła się także lokalizacja Skawiny, czyli terenów podlegających KPT.

Skawina raczej nie wchodzi w rachubę, nie ma dziś wystarczających zasobów energetycznych.

Na AI postawiły też wszystkie inne państwa przed Polską. Polska się obudziła parę lat później. Ale przyznaję, że to jest projekt ambitny, który będzie decydował o suwerenności państwa. Jeżeli to międzynarodowe korporacje przejmą na siebie całkowicie funkcjonowanie AI, to będą kontrolować wszystkie kluczowe informacje niezbędne w procesach decyzyjnych w kraju. Robimy to zatem po to, żeby zachować autonomiczność. I ja to rozumiem, ale taki ruch nie jest wystarczający dla wskazania specjalizacji czy lepszych dróg napędu innowacyjności.

Zatrzymajmy się więc na specjalizacjach. Krakowski Park Technologiczny wypracował świetnie jedną branżę – gry. Był taki moment, że to była bardzo silna polska branża.

Cały gameDev zmaga się w tej chwili z trudnościami i jest to globalny problem. Działania, które były podejmowane po stronie KPT oceniam bardzo pozytywnie. Ale po stronie kraju nie były wystarczające i adekwatne do działań innych krajów, jak Niemcy czy Wielka Brytania. U nas działania były podejmowane incydentalnie, zabrakło wsparcia w dłuższej perspektywie czasowej. Zabrakło konsekwentnej strategii dla tego sektora. Wsparcie branży gameDev w Polsce jest znacznie mniejsze niż wsparcie np. branży filmowej.

Widzi pan inne branże, w których Polska ma szansę pokazać, co potrafi?

Dobrze, żeby w Polsce zaistniała na szeroką skalę branża kosmiczna, bo ma przyszłość. Ale powiedzmy sobie szczerze, że nigdy nie dogonimy gigantów.

Ja nie wierzę w to, że możemy się przebić do pozycji liderów w czymkolwiek poza wydobyciem miedzi, bo w tym już jesteśmy w czołówce światowej.

Ja nie wierzę w to, że możemy się przebić w czymkolwiek poza wydobyciem miedzi, bo w tym już jesteśmy w czołówce światowej. W pozostałych obszarach nie ma takiej możliwości, żeby się przebić do pozycji liderów. Natomiast moglibyśmy zająć przyzwoite miejsce w kilku obszarach, gdyby decydenci zdecydowali się konsekwentnie je wspierać, np. w technologiach kosmicznych, w których bylibyśmy znacznie dalej, gdyby silnie finansowo wsparto sektor gier.

Innowacje od sasa do lasa

Jest pan rozgoryczony. Nie widzi pan progresu? Mimo wszystkich obietnic i nowych zapowiedzi po stronie rządu?

Dobrze, aby do wszystkich dotarło, że państwo nie może opierać się wyłącznie na programach kolejnych rządów. Tymczasem na przestrzeni wielu lat brak nam konsekwencji i to stalowej! W większości rozwiniętych państw jest struktura państwowa, niezmienna, która realizuje długoletnie cele. Niezależnie od tego, kto akurat jest u władzy, strategiczne polityki są kontynuowane.

U nas w jednym roku jest innowacyjna gospodarka w zakresie rolnictwa, w następnym zbrojeń, a potem technologie kosmiczne, a potem znowu coś innego. Strategia rozwoju państwa, która się zmienia co kadencję rządu, to nie strategia, tylko nieustająca kampania wyborcza.

Jeżeli państwo naprawdę chce innowacyjności, bo uważa, że to jest potrzebne – albo dla własnej gospodarki albo na eksport – to powinno powiedzieć, kto ma poszukiwać tych innowacyjnych rozwiązań. Tymczasem kolejne pokolenia młodych i kreatywnych umysłów zderzają się z nadmierną biurokratyzacją. Co się dzieje na przykład z projektami badawczymi z technicznych uczelni sfinansowanymi z publicznych grantów? Ano nic się w większości przypadków nie dzieje. 90 proc. dobrych rozwiązań jest zamknięta w szafie i nigdy nie ujrzy światła dziennego. Naukowiec dostał grant, przeprowadził badania, rozliczył grant i tu dla niego kończy się proces. On przystępuje do następnego grantu. Nie zajmują się tym, co zostało zrobione.

To nie zarzut do naukowców – ich powołaniem nie jest prowadzenie biznesu – ale do wszystkich podmiotów, które powinny być wsparciem dla rozwoju innowacji.

Gotowymi badaniami i ich potencjalnym zastosowaniem w gospodarce powinny się dalej zająć akademickie centra transferu technologii. Czyli co? Ludzie w CTT do wymiany?

Centra transferu technologii powinny mieć dobrą informację na temat tego, co zostało zrobione. Nie do końca mają. Sama informacja statystyczna mówiąca, że w jakiejś katedrze coś zrobiono, nie jest żadną informacją, bo nie ma w centrach transferu technologii ludzi, którzy byliby w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, dla kogo to jest ważne, komu to można sprzedać. To musi być ktoś, kto rozumie procesy biznesowe, ale ma też rozpoznane potrzeby biznesu i możliwości nauki.

Potrzebny jest poligon dla technologii

Ale po stronie decydentów o publicznych grantach też musi nastąpić zmiana. Jeśli ministerstwo nauki jest organem nadzorującym uczelnie, to powinno wiedzieć, nad czym one pracują. Jeżeli daje się pieniądze na uczelnię, która prowadzi działalność badawczą, to może by się chciało wiedzieć, co się z tego ma poza nauczaniem. Jeżeli płacę za jakiś grant, to nie po to, żeby mieć odfajkowany grant, tylko żeby pokazać, że on ma jakąś wartość.

Jeżeli ministerstwo nauki daje pieniądze na uczelnię, która prowadzi działalność badawczą, to może by chciało wiedzieć, co się z tego ma poza nauczaniem. Jeżeli płacę za jakiś grant, to nie po to, żeby mieć odfajkowany grant, tylko żeby pokazać, że on ma jakąś wartość.

Powinna być jakaś baza danych każdego badania i wynalazku, żeby móc z tego skorzystać?

Powinien być zestaw informacji o umiejętnościach konkretnych ludzi, którzy zajmują się badaniami. A przedmiot wymiany powinien się odbywać właśnie w takich podmiotach jak Krakowski Park Technologiczny. Żadne Centrum Transferu Technologii nie wie o tych wszystkich małych podmiotach działających w różnych branżach, szuka możliwości współpracy tylko w największych firmach. A czasami dobrze byłoby, żeby na jakimś mniejszym podmiocie sprawdzić, czy to, co zostało opracowane na uczelni, sprawdza się, czy nie. Potrzebny jest poligon. Ale żeby te testy nie zostały zmarnowane, potrzebna jest ocena postępów, rozwoju, wyników działania nowej technologii czy obiektu. Czy rokuje, czy nie rokuje. To jest kluczowy element, jeśli chcemy zachęcać biznes do współpracy z nauką.

Na razie jednak mam wrażenie, że nie robi się nic, żeby stworzyć innowacjom autostradę do sukcesu. Z ubolewaniem stwierdzam, że administracja publiczna nie rozumie, skąd się biorą pieniądze i traktują biznes z dużą podejrzliwością. Więc lepiej procedować, procedować, procedować. Mam poczucie, że w jakimś stopniu marnotrawimy w Polsce nasze niemałe zasoby ludzkie, intelektualne.

Rektor Politechniki Lubelskiej opowiedział mi w wywiadzie o ich pomyśle na zmianę podejścia i szeroką promocję wszystkich wynalazków. Jak mówi, w skali kraju powinno działać co najmniej kilku opłacanych przez ministerstwo brokerów, mających kompleksową wiedzę o tym, nad jakimi rozwiązaniami pracują badacze na różnych uczelniach w całej Polsce. Ich zadaniem byłaby sprzedaż biznesowi rozwiązań wypracowanych w tych uczelniach. Poparłby pan?

To jest bardzo dobry pomysł, ale wycinkowy, bo nie daje impulsu do biznesu. Bez dodatkowego wsparcia państwa nauka wielu firm nie przekona. Dla biznesu kupowanie niesprawdzonej technologii to za duże ryzyko. Duża firma, jak ta zbrojeniowa, która robi jeden produkt od 30 lat, nie chce eksperymentować z niczym nowym. Mała może i by chciała nowy produkt, ale ryzyko niewypału technologii czy projektu jest dla niej zbyt wysokie. Te firmy muszą dostać coś na zachętę.

Grant dla każdej firmy, która wdroży rozwiązanie z uczelni

I tu powinno wkroczyć państwo z propozycją: za komercjalizację każdego dobrze rokującego, nowatorskiego rozwiązania dajemy wam grant. Wdrażacie ten pomysł od naukowców i prezentujecie jego wyniki. Jeśli wdrożenie będzie nieefektywne – zamykamy temat. A jeżeli się powiedzie, to możemy pomyśleć o kolejnym grancie na kolejną komercjalizację. Państwo w ten sposób osiąga cel, bo do gospodarki wprowadzono nową technologię albo usprawniono produkcję czy usługi i otrzymaliśmy lepszy produkt.

Niedawno prezes krakowskiego centrum innowacji firmy ABB zarekomendował pomysł, aby biznes był obligowany do współpracy z nauką. Nawet bez grantów.

Nie wierzę, że zagraniczne firmy będą komercjalizować polskie technologie. Bądźmy szczerzy, państwo nie ma instrumentów, żeby je zmusić i nie sądzę, żeby chciało je tworzyć.

Ja, mówiąc o współpracy i grantach, mówię o polskich firmach. Trzeba wesprzeć polskie firmy grantami od państwa na komercjalizowanie dobrze rokujących projektów. To by wystarczyło na wywołanie dużej zmiany. Tyle się mówi o gospodarce narodowej, o patriotyzmie gospodarczym, ale takich działań nie ma.

Główne wnioski

  1. Zmiana zasad działania i nowa rola specjalnych stref ekonomicznych: Andrzej Kulig, prezes KPT, uważa, że kluczową nową rolą stref ekonomicznych powinno stać się aktywne łączenie potrzeb działającego od dawna biznesu z nowymi technologiami i startupami, które je oferują lub uczelniami, które je mogą opracować. Temu służy projekt ScaleUP Booster oraz FORT Kraków – DIANA NATO, który właśnie zaczyna działać (współpraca KPT i AGH na rzecz sektora zbrojeniowego).
  2. Pomysły na zwiększenie innowacyjności w Polsce: Decentralizacja alokacji grantów – większe uprawnienia dla KPT (i innych spółek zarządzających strefami ekonomicznymi) w decydowaniu o inwestycjach; zmiana roli stref ekonomicznych na aktywne łączniki między potrzebami biznesu a startupami technologicznymi; wprowadzenie państwowych grantów dla polskich firm na komercjalizację obiecujących projektów z uczelni; promotorzy uczelnianych wynalazków; stworzenie bazy danych o umiejętnościach badaczy i dostępnych rozwiązaniach; przygotowanie i konsekwentne utrzymanie strategii długoterminowej kraju niezależna od zmian rządów;
  3. Rola FORTU Kraków w nadrabianiu zaległości obronnych: Sektor zbrojeniowy w Polsce jest dramatycznie opóźniony w adaptacji innowacji. Duże firmy zbrojeniowe trwają przy produktach sprzed 30 lat, bo mają pewny zbyt. NATO i państwa członkowskie wciąż traktują startupy jako eksperyment, a nie realne źródło przewagi. FORT Kraków to spóźniona, ale potrzebna próba zbudowania mostu między startupami, nauką, przemysłem a armią.