Kategoria artykułu: Kultura

Strzał w Lennona a Saska Kępa. Krótki przewodnik po rynku płyt winylowych

Z pięciu rewolwerowych pocisków, cztery raniły Johna Lennona. Był grudzień 1980 r., a po drugiej stronie oceanu na swój debiutancki album czekał Maanam. Choć historie te wydają się absurdalnie odległe, łączy je jeden wątek. To piękno i bezwzględność kolekcjonerskiego rynku.

Na taką mięsno–zabawkarską aranżację zdecydował się w 1966 r. zespół The Beatles. Album „Yesterday and Today” promować miała fotografia pochodząca z artystycznego projektu konceptualnego. Fot. Michael Ochs Archives/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie kryteria decydują o wartości płyt winylowych.
  2. Czy rynek płyt winylowych wymaga wysokiego budżetu.
  3. Jakie kontrowersje wiążą się z najsłynniejszą okładką Beatlesów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Wylewne opowieści o blaskach kolekcjonerstwa ganimy najczęściej, bo wydają się nieosiągalne. Fantazja o ścianach suto strojonych dziełami dawnego malarstwa rzadko przecież koresponduje z prozą kredytów i inflacji. Choć brzmi to przewrotnie, stereotypem tego formatu krzywdzimy głównie siebie samych. Jak wynika z danych platformy OneBid, blisko 70 proc. kolekcjonerskich zakupów w 2025 r. zamknęło się w kwocie 500 zł. Spośród wszystkich obiektów wylicytowanych na aukcjach aż 45 proc. kosztowało nie więcej niż 200 zł.

Co można kupić w takich przedziałach cenowych? To całe studium rozmaitości. Plakaty filmowe, szkła z dawno nieistniejących hut, rzadkie książki, a nawet antyczne monety. Tym bardziej bywają niedoszacowane, im mniej o nich wiemy. Niebawem wśród aukcyjnych katalogów zacznie być może przybywać czarnych krążków – płyt winylowych. W piątek wieczorem 18 września ruszy druga sesja aukcji organizowanej przez cenioną księgarnię Światowid w Kielcach. Spodziewalibyśmy się wyboru pocztówek i książek, tymczasem dołączą do nich tacy autorzy jak Rod Stewart, Leonard Cohen, a nawet osobliwy as lat 80., Franek Kimono.

Skąd ten pomysł? I jak ta cała wesołość splecie się w końcu z dramatycznym wątkiem śmierci Lennona?

Małgośka, tańcz i pij

Zanim przeniesiemy się do zimowych wydarzeń na Manhattanie, poznajmy krajobraz lokalny.
– Od kilku lat widać renesans płyt winylowych. Przejawia się to zarówno w zainteresowaniach płytą używaną – tworzoną przez artystów na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat – jak również w fakcie, że prawie wszyscy współcześni wykonawcy poczytują sobie nagranie płyty winylowej za honor, choć może robią to też z pobudek finansowych. Rośnie liczba sklepów z płytami winylowymi, giełd płytowych, sprzedaży na popularnych forach internetowych. Widzimy także wzrost liczby stoisk z płytami na giełdach staroci – komentuje Krzysztof Lorek, właściciel księgarni Światowid.

Zdaniem eksperta

Czarna płyta atrakcyjniejsza od srebrnej

Od kilku lat popularność czarnych płyt rzeczywiście rośnie. Nie ma jednak szczegółowych badań, które wyjaśniałyby, dlaczego winyle są dziś kupowane chętniej niż płyty CD. Pozostają nam więc osobiste odczucia.

Zwróciłbym uwagę na fakt, że jeszcze dziesięć lat temu płytę CD można było odtworzyć prawie wszędzie – na laptopie czy w samochodzie, podczas gdy dziś prawie nie ma już takiej możliwości. Kompakt stał się więc przede wszystkim przedmiotem kolekcjonerskim, a nie nośnikiem muzyki. Podobnie zresztą, jak wcześniej było z winylem. Dziś ktoś, kto chciałby mieć w domu kolekcję krążków z muzyką, ma więc większy wybór.

Jednak dla płytomaniaka winyl jest znacznie atrakcyjniejszy niż CD. Przemawia za nim zarówno tradycja, jak i – zdaniem wielu słuchaczy – lepsza jakość dźwięku. Są bowiem także kolekcjonerzy-melomani, którzy nie tylko ustawiają czarne płyty na półkach, ale również ich słuchają.

Ile płaci się za najcenniejsze rodzime płyty winylowe? Choć zdarzają się i wyceny pięciocyfrowe, przeważnie za kosztowne uznaje się egzemplarze o wartości kilku tysięcy złotych. Na nadchodzącej aukcji ceny wywoławcze ustanowiono natomiast na poziomie od kilkudziesięciu do 150 zł. Od takiego pułapu licytować będzie można np. dwupłytowy album z lat 60., który przenosi nas do nabitej słuchaczami krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Z okładki zagląda Piotr Skrzynecki, a w tęgich kłębach papierosowego dymu śpiewała choćby Ewa Demarczyk. Oprócz niego w katalogu zagościł też drugi studyjny album Bajmu czy wydana w latach 70. płyta Maryli Rodowicz „Rok”. Znalazła się na niej m.in. słynna piosenka „Małgośka, szkoda łez”, której słowa Agnieszka Osiecka spisywać miała w sopockim Grand Hotelu na kawiarnianej serwetce.

Od kwoty 60 zł rozpocznie się licytacja debiutanckiego albumu studyjnego Maanamu, na który trafił przebój „Boskie Buenos (Buenos Aires)”. Z nim przeniesiemy się do początku lat 80. i, jak pchną nas słowa zwrotki, „do Europy lub jeszcze dalej”.

Albumy Maanamu, Piwnicy pod Baranami i Maryli Rodowicz, które licytowane będą od 40–150 zł. Płyta „Rok” wydana w 1974 r. zawiera m. in. przebój „Małgośka, szkoda łez”, który oparty został na konstrukcji inspirowanej brytyjską szkołą komponowania przebojów. Fot. Światowid Kielce

Czarny krążek 

450 tys. dolarów (1,7 mln zł) – tyle w 2020 r. kosztował wystawiony na aukcję album „Double Fantasy” z autografem Johna Lennona. Niemało, choć szacunki ekspertów były nawet trzykrotnie śmielsze. Notowanie obnaża jednak jeden z najistotniejszych czynników kształtujących cenę na kolekcjonerskim rynku. To kontekst historyczny – niekiedy podniosły, innym razem rozdzierająco smutny.

Płyta, o której mowa, podpisana została przez Lennona 8 grudnia 1980 r. Jej właścicielem był wówczas Mark D. Chapman, jeden z fanów, który wyczekiwał na osławionego muzyka, snując się pod wejściem do nowojorskiego apartamentowca. Lennon wraz z Yoko Ono zamieszkiwali wtedy imponujący XIX–wieczny budynek Dakota wpuszczający w nowoczesną miejską tkankę dawny styl wiktoriański. Kilka godzin później, kiedy wracający do domu muzyk przechodził przez jego bramę, padło w jego kierunku pięć strzałów. Zamachowiec nie uciekł, tylko czekając na służby, oddawał się lekturze „Buszującego w zbożu”. Był nim wspomniany fan, Mark D. Chapman, któremu Lennon podpisał płytę.

Choć brzmi to kontrowersyjnie, to na rynku egzemplarz Chapmana owiany został aurą unikatowości. Niezależnie od wszystkiego, wartość podyktowana jest w końcu rzadkością w obiegu.

Wysoki pressing

Szczęśliwie, płyt stanowiących dowód w sprawie o nieodżałowane zabójstwo, nie notuje się regularnie na rynku. Jak więc wycenia się winyle na co dzień, przebierając między Rodem Stewartem a Marylą Rodowicz?

– Wartość płyt winylowych wynika z wielu faktów, np. rodzaju muzyki, popularności wykonawcy, nakładu płyty, stanu zachowania, atrakcyjności okładek lub podpisów wykonawców złożonych na okładkach. W przypadku płyt starszych, przedwojennych, to także informacja, która wytwórnia wydała płytę – odpowiada Krzysztof Lorek.

Kolekcjonerzy winyli rozróżniać potrafią ponadto brzmienia płyt amerykańskich, europejskich czy japońskich, które bywają wysoce poszukiwane ze względu na niezwykłą staranność wykonania. Płyta winylowa powstaje w procesie tłoczenia, więc znaczenie ma również to, z której serii pochodzi dany egzemplarz. Najwcześniejszą serię produkcyjną określa się terminem „First Pressing”. To płyty wytłoczone ze świeżej matrycy, mające zapewniać najwyższą jakość odsłuchu.
Rzadkością są również winyle z wydań testowych czy promocyjnych, oznaczone przeważnie prostą białą etykietą. Pomiędzy tą „naklejką” a ostatnim utworem – właśnie w tych końcowych rowkach – umieszcza się też tzw. kody matrycowe. Znawcy tematu czerpią z nich dodatkową porcję danych o samym procesie tłoczenia. Odczytać można z nich nawet inicjały inżyniera masteringu, czyli mistrza odpowiadającego za każdy brzmieniowy niuans albumu.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

A okładka? Czy wystarczy, żeby była przyzwoicie zachowana? Tak jest w większości przypadków, choć najcenniejsza okazuje się taka, na której mięsne żeberka mieszają się z rozkawałkowanymi korpusami dziecięcych lalek.

Sztuka mięsa

Na taką mięsno–zabawkarską aranżację zdecydował się w 1966 r. zespół The Beatles. Album „Yesterday and Today” promować miała fotografia pochodząca z artystycznego projektu konceptualnego. Obłożeni partiami mięsa muzycy pozowali w białych fartuchach, a na ich ramionach wspierały się zaczerwienione od krwi, bezgłowe lalki. Pomysł, choć komentować miał masową obsesję fanów, okazał się niezrozumiały, a dla większości krytyków niesmaczny. Nie pomogła mu nawet narracja wpisująca fotografię w protest przeciwko wojnie w Wietnamie.
W obawie przed wzbierającą falą niezadowolenia wytwórnia Capitol Records wycofała niezwłocznie pełny nakład. Żeby zaoszczędzić 750 tys. gotowych egzemplarzy, zdecydowano się jednak zakleić kontrowersyjną okładkę nowym, konwencjonalnym wariantem. Decyzja ta, jak można przewidzieć, podsyciła jedynie kolekcjonerski popyt na rzadki oryginał. Dziś starannie zachowane albumy z tzw. rzeźnicką okładką wyceniane bywają na kwotę od kilkunastu do ponad 30 tys. dolarów (112 tys. zł). Za najbardziej poszukiwane uchodzą naturalnie te, które wciąż pozostają fabrycznie zafoliowane.

Czy to oznacza, że światowe rekordy padają nieuchronnie, gdy chodzi o legendarnych Beatlesów? Niekoniecznie, choć najwyższe notowanie za płytę winylową pozostawiać może gorycz znacznie głębszego wymiaru niż lalka w mięsnych kawałkach.

Jak podała agencja Bloomberg, za najkosztowniejszy album w historii zapłacono w 2015 r. 2 mln dolarów (7,5 mln zł). Na płytę „Once Upon a Time in Shaolin” składało się 30 utworów hip-hopowej grupy Wu–Tang Clan. Pełne opracowanie albumu zająć miało sześć lat, a nakład ograniczono do jednego egzemplarza. Nic w tym gorszącego, znamy już w końcu wagę niskiej podaży. Rozczarowanie wśród wielu fanów wzbudził jednak fakt, że tajemniczym nabywcą albumu okazał się farmaceutyczny magnat, który zasłynął w mediach z podwyżki ceny leku na AIDS i raka z kilkunastu do kilkuset dolarów za tabletkę. Moment – czy nie miało być też o pięknie, a nie tylko bezwzględności rynku?

Główne wnioski

  1. Rynek płyt winylowych wyraźnie się rozwija, o czym świadczy zarówno zwiększona liczba stoisk oferujących winyle na giełdach, jak i wyspecjalizowanych sklepów. Choć popularne albumy znanych zespołów zdobyć można już w cenie kilkudziesięciu złotych, za rzadsze egzemplarze w nienagannym stanie zapłacić trzeba nawet czterocyfrową kwotę.
  2. Za równowartość 1,7 mln zł sprzedano w 2020 r. egzemplarz płyty „Double Fantasy” – ostatniego albumu Johna Lennona. O cenie przesądził fakt, że należał on wcześniej do fana Beatlesów, który po kilku godzinach od zdobycia autografu zamordował muzyka w bramie apartamentowca Dakota. 
  3. O wartości płyt winylowych przesądza zarówno mnóstwo kryteriów muzycznych, jak i technologicznych czy rynkowych. Kolekcjonerzy odróżniają brzmienie płyt europejskich, amerykańskich i japońskich, a także rozszyfrowują matrycowe kody, w których odnaleźć można informacje o tzw. masteringu i samym procesie tłoczenia konkretnego egzemplarza albumu.