Studenci chcą wywrócić stolik. Co wymyślił Aleksandar Vučić?
Zepchnięty do defensywy prezydent Aleksandar Vučić rozpisuje przedterminowe wybory, by ponownie ratować swój system władzy. Naprzeciw staje jednak nowa siła polityczna: zdeterminowani studenci wspierani przez tradycyjną opozycję. Ich celem jest nie tylko wygrana przy urnach, ale transformacja zawłaszczonego państwa.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak katastrofa budowlana na dworcu w Nowym Sadzie doprowadziła do wybuchu oddolnych protestów studenckich, które szybko przerodziły się w ogólnokrajowy ruch obywatelskiego oporu?
- Dlaczego wieloletnie rządy Aleksandara Vučicia, opierające się na instytucjonalnym zawłaszczaniu państwa i niemal pełnej kontroli nad mediami, wywołują tak masowy gniew społeczeństwa?
- W jaki sposób oddolnie zorganizowani studenci, przy wsparciu tradycyjnej opozycji, zamierzają odsunąć dotychczasowy reżim od władzy w nadchodzących przedterminowych wyborach parlamentarnych?
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Gdy w listopadzie 2024 roku w Nowym Sadzie pod gruzami zadaszenia dworca zginęło 16 osób, władza liczyła, że sprawę uda się przykryć sprawdzonymi metodami. Zamiast tego tragedia stała się katalizatorem społecznego wybuchu, który rozlał się na całą Serbię.
Protestujący winą za tragedię obarczyli władzę, zarzucając jej korupcję i budowlane zaniedbania, jednak rząd kategorycznie odrzucił te oskarżenia. Ataki na osoby oddające hołd ofiarom, do których doszło m.in. pod koniec listopada 2024 roku na belgradzkim Wydziale Sztuk Dramatycznych sprawiły, że społeczna żałoba błyskawicznie przerodziła się w falę okupacji uczelni.
Od zawalonego zadaszenia do ogólnokrajowego ruchu
Studenci organizowali się oddolnie, opierając swoje działania na systemie plenów – zgromadzeń, podczas których wspólnie i demokratycznie głosowano nad dalszymi krokami. Świadomie zrezygnowano z wyłaniania jednego lidera, którego władze mogłyby łatwo odizolować, skompromitować czy zmusić do pozorowanych negocjacji. Początkowo ich postulaty nie dotyczyły przejęcia władzy w Serbii. Domagano się przede wszystkim ujawnienia dokumentacji budowlanej dworca oraz pociągnięcia do odpowiedzialności osób winnych przemocy wobec demonstrantów.
Z czasem jednak wielokilometrowe marsze rozlały się poza główne ośrodki akademickie. Mieszkańcy wsi zaopatrywali protestujących w żywność, a do demonstracji dołączali nauczyciele, prawnicy i rolnicy. To, co narodziło się na uniwersyteckich kampusach, przekształciło się w szeroki ruch obywatelskiego oporu.
Wymuszone z czasem na rządzących ustępstwa przyniosły co prawda zmiany personalne, ale w żadnym razie nie zażegnały kryzysu. Można wręcz powiedzieć, że po dymisji premiera Serbii Miloša Vučevicia (skądinąd byłego wieloletniego burmistrza Nowego Sadu), do której doszło 28 stycznia 2025 roku, społeczna mobilizacja tylko przybrała na sile. Jak oszacowało niezależne Archiwum Zgromadzeń Publicznych, 15 marca 2025 roku na ulice liczącego nieco ponad milion mieszkańców Belgradu wyszło od 275 do 325 tys. ludzi.
Decydujący zwrot nastąpił w maju. Studenci zażądali rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Przeszli tym samym od wywierania presji na instytucje państwowe do otwartej walki o przejęcie nad nimi kontroli. Policyjne represje i masowe aresztowania nie zdołały zdławić zrywu. W pierwszą rocznicę katastrofy dziesiątki tysięcy osób wróciły na ulice Nowego Sadu. W maju 2026 roku kolejna potężna demonstracja wypełniła centrum stolicy. Determinacja protestujących okazała się równie istotna co rekordowa frekwencja na kolejnych manifestacjach. Ani rekonstrukcja rządu, ani dobiegający końca rok akademicki nie zdołały przywrócić w kraju politycznej normalności.
Polityczne lawirowanie
Polityczna dominacja Aleksandra Vučicia sięga czasów na długo przed objęciem przez niego prezydentury. Jego Serbska Partia Postępowa (SNS) weszła do rządu w 2012 roku. On sam zasiadł w fotelu premiera dwa lata później, by w 2017 roku przenieść się do pałacu prezydenckiego. Jako były prominentny działacz ultranacjonalistycznej Serbskiej Partii Radykalnej i minister informacji u schyłku rządów Slobodana Miloševicia, z biegiem lat zaczął budować wizerunek przywódcy-modernizatora, polityka zdolnego poprowadzić Serbię ku Europie. Nacjonalizm pozostaje jednak spoiwem jego obozu władzy.
Tę ideologiczną ciągłość po raz kolejny pokazał 7 września wojskowy pogrzeb Ratka Mladicia, byłego dowódcy bośniackich Serbów skazanego za ludobójstwo. W uroczystości wzięli udział serbscy ministrowie, zabrakło na niej jedynie samego Vučicia. Na arenie międzynarodowej Belgrad umiejętnie lawiruje: bliskie relacje z Moskwą i zakupy chińskiej broni idą w parze z oficjalnymi staraniami o członkostwo w UE oraz współpracą obronną z Zachodem. Tegoroczne pozyskanie chińskich systemów rakietowych oraz sierpniowe podjęcie w stolicy prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego doskonale ilustrują to polityczne balansowanie. Nazywanie Serbii po prostu „klientem” Rosji czy Chin byłoby błędem. To niezrozumienie pragmatycznej strategii, obliczonej na czerpanie korzyści z relacji z rywalizującymi mocarstwami.
Stolik, który chcą wywrócić studenci
W polityce wewnętrznej siła reżimu opiera się w dużej mierze na sprowadzeniu rywalizacji politycznej do skrajnie asymetrycznej gry. W opublikowanym w lipcu 2026 roku raporcie o stanie praworządności Komisja Europejska alarmowała o rosnącej presji wywieranej na sędziów i prokuratorów. Zwracała uwagę na fasadową walkę z korupcją na szczytach władzy oraz nagminne omijanie prawa zamówień publicznych. To, co na pozór może brzmieć jak zestaw opozycyjnych sloganów, w rzeczywistości stanowi precyzyjny mechanizm instytucjonalny gwarantujący władzy bezkarność. Z kolei wrześniowy raport serbskiej organizacji pozarządowej CRTA dokumentuje niemal całkowite zatarcie granic między strukturami państwa a partią rządzącą. Jak wynika z monitoringu „Dnevnika 2”, głównego wydania wiadomości w publicznej telewizji RTS, obóz władzy zagarnął dla siebie aż 96 proc. czasu antenowego poświęconego politykom.
Obywatelski gniew wobec postępującego zawłaszczania państwa przez ekipę Vučicia dawał o sobie znać już wielokrotnie. Wystarczy wspomnieć choćby demonstracje w obronie wolności mediów i swobód politycznych z lat 2018–2019 czy blokady dróg przeciwko planom wydobycia litu w 2021 r. Wreszcie marsze pod hasłem „Serbia przeciwko przemocy”, które wybuchły po serii masowych strzelanin w 2023 roku. Obecny zryw jest zatem bezpośrednim spadkobiercą narastającej przez lata frustracji. Jego wyjątkową siłą pozostaje jednak zaplecze organizacyjne, które wyrosło całkowicie poza strukturami tradycyjnej opozycji. Zaplecze, które nie tylko potrafi podtrzymać masową mobilizację, lecz także firmuje nową alternatywę wyborczą.
Nikt nie wie, jak to się może skończyć
9 września prezydent Vučić podjął wreszcie długo zapowiadaną decyzję o rozwiązaniu parlamentu i rozpisaniu przedterminowych wyborów na 25 października. Niedługo potem ogłosił również, że 27 września ustąpi ze swojego urzędu, by powalczyć o powrót na stanowisko premiera. Ponieważ konstytucja nie pozwala mu na kolejną kadencję (obecna kończy się wiosną przyszłego roku), próbuje utrzymać stery władzy, sięgając ponownie po fotel szefa rządu – o ile tylko jego obóz zdoła obronić parlamentarną większość. Zgodnie z konstytucją obowiązki głowy państwa ma tymczasowo przejąć przewodnicząca parlamentu Ana Brnabić. To wieloletnia sojuszniczka Vučicia i premier Serbii w latach 2017–2024. W takim scenariuszu Brnabić byłaby jednak zaledwie pełniącą obowiązki, a nie prezydentem z pełnym mandatem. To w niedalekiej przyszłości wymusi rozpisanie także osobnych wyborów prezydenckich.
Tej ukartowanej roszadzie na szczytach władzy zamierza stawić czoła komitet „Lista Studencka: Studenci Wygrywają”. Został zarejestrowany ostatecznie przez komisję wyborczą 15 września. W gronie 250 kandydatów znaleźli się nie tylko inicjatorzy studenckich protestów, lecz także pracownicy naukowi, eksperci oraz cieszące się powszechnym autorytetem osoby publiczne. Filarami ich programu wyborczego są: przywrócenie niezależności sądownictwa i prokuratury, weryfikacja nielegalnie zgromadzonych majątków, zapewnienie pełnej przejrzystości zamówień publicznych oraz gruntowna reforma rynku mediów. Jasno sformułowanym celem ruchu studenckiego jest głęboka transformacja sposobu funkcjonowania całego państwa.
Rozbieżności w sondażach
Poparcie dla studentów ze strony tradycyjnej opozycji stale się umacnia. Niegdyś rządzącą krajem Partia Demokratyczna oraz ekologiczny ruch Kreni-Promeni zrezygnowały z wystawiania własnych list, przekazując swoje poparcie studentom. 15 września trójpartyjna koalicja Ludowa Serbia wycofała swój start, by nie rozdrabniać opozycyjnego elektoratu. Choć nie jest to formalne zjednoczenie całej opozycji pod jednym szyldem, pokazuje rzadko spotykaną dotychczas koordynację działań.
Nieliczne dostępne sondaże niestety nie oddają rzeczywistego obrazu przedwyborczego układu sił. Czerwcowe badanie, przeprowadzone wspólnie przez organizację CRTA oraz Democracy Action Lab z Uniwersytetu Stanforda, dawało liście studenckiej 44,9 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców. Natomiast rządzące ugrupowanie SNS mogło liczyć na 35,7 proc. Z kolei sondaż pracowni Faktor Plus, zrealizowany na przełomie sierpnia i września, a opublikowany 4 września na łamach zazwyczaj przychylnego władzy dziennika „Blic”, przyniósł niemal lustrzane odbicie tych wyników: 47,2 proc. poparcia dla obozu rządzącego i zaledwie 31,5 proc. dla studentów.
Niezależnie od rozbieżności między pomiarami, podyktowanych nierzadko względami politycznymi, należy pamiętać o kluczowej kwestii. Oba badania przeprowadzono jeszcze przed oficjalną rejestracją listy studenckiej oraz decyzjami kolejnych partii opozycyjnych o rezygnacji ze startu. Trudno zatem traktować te liczby jako wiarygodną prognozę wyniku głosowania. Odsunięcie obecnego obozu od władzy jest dziś scenariuszem w pełni realnym. Jednak studenci muszą teraz przekuć energię buntu w głosy przy urnach – i to w realiach głęboko asymetrycznej kampanii wyborczej. Październikowe głosowanie będzie decydującym sprawdzianem: pokaże, czy ruch, który potrafił wielokrotnie wyprowadzić na ulice tłumy, zdoła uzyskać, a następnie obronić parlamentarną większość. Ta jest niezbędna do podjęcia niezwykle trudnej próby naprawy państwa zawłaszczonego przez dotychczasowy reżim.
Główne wnioski
- Oddolne protesty studenckie, napędzone katastrofą budowlaną na dworcu w Nowym Sadzie, przerodziły się w masowy, ogólnokrajowy bunt przeciwko korupcji i zawłaszczaniu państwa przez rządzącą od ponad dekady ekipę Vučicia.
- Prezydent Aleksandar Vučić, nie mogąc ubiegać się o kolejną kadencję jako głowa państwa, zapowiedział ustąpienie ze stanowiska i rozpisał przedterminowe wybory parlamentarne. Zamierza powrócić na fotel premiera, aby utrzymać swój system władzy w kraju.
- Protestujący studenci utworzyli swój własny komitet wyborczy („Lista Studencka”), któremu poparcia udzieliła część tradycyjnej opozycji politycznej, rezygnując z własnego startu w wyborach. W naturalny sposób zwiększa to szanse na odsunięcie obecnej ekipy od władzy po październikowych wyborach.