Szwajcaria – stabilność pod znakiem zapytania. Tragiczny pożar w kurorcie narciarskim tylko dołożył Szwajcarom zmartwień
W Nowy Rok 2026, tuż po godzinie 1:30 w nocy, pożar strawił bar Le Constellation w narciarskim kurorcie Crans-Montana. Bilans był tragiczny – zginęło czterdzieści osób, a sto szesnaście zostało rannych, w tym dwoje Polaków. W kolejnych dniach żałoba szybko ustąpiła miejsca debacie o bezpieczeństwie i odpowiedzialności, ponieważ skala szoku wykraczała daleko poza jedną noc. Wizerunek Szwajcarii – zarówno wewnętrznie, jak i na zewnątrz – opiera się na obietnicy porządku, sprawności instytucji i przewidywalności. Tragedia w Crans-Montana uderzyła w ten model w momencie, gdy coraz więcej obywateli już wcześniej kwestionowało, czy państwo nadąża za gwałtownie zmieniającą się rzeczywistością międzynarodową.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jaki sposób szwajcarskie władze próbują zachować tradycyjną neutralność państwa wobec rosnącej presji militarnej i ostrzejszego globalnego dyskursu o bezpieczeństwie.
- Dlaczego dawne atuty Szwajcarii – stabilność, przewidywalność i kultura konsensusu – zaczęły działać jak ograniczenie w warunkach nagłych kryzysów.
- Dlaczego pożar w Crans-Montana jest raczej sygnałem systemowych napięć niż odosobnioną katastrofą wchodzącą w kalendarz 2026 r.
Przez dekady szwajcarska stabilność była czymś więcej niż elementem wizerunku. Stanowiła realną przewagę gospodarczą i instytucjonalną. Wysoka produktywność, silny frank, relatywnie niskie wydatki publiczne i trwałe nadwyżki handlowe uczyniły z kraju wzorcową „bezpieczną przystań”. Ta „premia za stabilność” wspierała inwestycje, obniżała koszt kapitału i wzmacniała zaufanie społeczne. I to nawet, gdy inne państwa rozwinięte przechodziły kolejne kryzysy.
W obecnych warunkach te same mechanizmy zaczynają jednak działać przeciwko Szwajcarii. Bezpieczna waluta i polityka oparta na szerokim konsensusie stają się obciążeniem w świecie, który wymaga szybkich reakcji. Zbyt silny frank ogranicza konkurencyjność eksportu i zwiększa ryzyko deflacyjne. Z kolei rozbudowany proces decyzyjny – obejmujący rząd, parlament, kantony, partnerów społecznych i referenda – spowalnia reakcję państwa na nagłe wstrząsy.
Kryzysy przestały dziać się jedynie na zewnątrz
Przez większą część ubiegłego roku władze i ekonomiści podkreślali odporność gospodarki na pogarszające się warunki międzynarodowe. Dane zaczęły jednak temu przeczyć. Rządowi eksperci sygnalizowali silne wahania w handlu zagranicznym oraz spadek PKB, szczególnie widoczny w trzecim kwartale. Spowolnienie dotknęło nawet sektor chemiczno-farmaceutyczny, dotąd główny filar wzrostu. Presja silnego franka dodatkowo pogarszała sytuację eksporterów w innych branżach.
Najpoważniejszym impulsem był gwałtowny konflikt handlowy ze Stanami Zjednoczonymi. Administracja Donalda Trumpa podniosła cła na szwajcarskie towary do 39 proc., najwyższego poziomu wśród państw rozwiniętych. Po negocjacjach stawki tymczasowo obniżono do 15 proc. Jednak sam fakt zastosowania tak skrajnych środków wobec bliskiego partnera podważył wcześniejsze poczucie bezpieczeństwa.
Dla Szwajcarów był to moment przełomowy. Spory handlowe przestały być abstrakcją, a stały się dowodem, że neutralność i bogactwo nie chronią przed używaniem handlu jako narzędzia nacisku politycznego. W elitach gospodarczych pojawił się otwarty spór. Szefowie największych firm zaczęli publicznie ostrzegać, że bez zmian politycznych kraj może utracić swoje przewagi i znaleźć się na marginesie globalnej gospodarki.
Paradoks polega na tym, że proces zmian blokuje wciąż wysoki poziom dobrobytu. Niska inflacja, zerowe stopy procentowe i minimalne bezrobocie działają jak bufor, który osłabia presję na reformy. W efekcie narastają problemy strukturalne – od deficytu mieszkań i przeciążonej infrastruktury po relacje z UE i inwestycje w obronność. A tymczasem kluczowe decyzje są odkładane do kolejnego kryzysu.
Bezbronna, ale neutralna
Największe napięcia widać dziś w debacie o obronności. Przez lata była ona w Szwajcarii tematem marginalnym. Pod koniec grudnia gen. Thomas Süssli, ustępujący dowódca armii, otwarcie stwierdził, że kraj nie byłby w stanie odeprzeć pełnoskalowego ataku. Wskazał na braki sprzętowe i fakt, że tylko jedna trzecia żołnierzy jest gotowa do natychmiastowego użycia. Przy obecnym tempie modernizacji pełna gotowość bojowa byłaby osiągnięta dopiero około 2050 r.
Problem potęguje niski poziom wydatków wojskowych, sięgający około 0,7 proc. PKB. To znacznie poniżej dotychczasowego progu NATO 2 proc. i daleko od nowego celu 5 proc. PKB do 2035 r., narzuconego państwom Sojuszu przez administrację USA. Jednocześnie w 2026 r. odbędzie się referendum nad „inicjatywą na rzecz neutralności”, która ma wpisać do konstytucji zasadę wieczystej neutralności. Ograniczyłoby to możliwość stosowania sankcji i wykluczyłoby udział w sojuszach wojskowych. Równolegle parlament liberalizuje eksport broni, by wesprzeć przemysł zbrojeniowy.
Szwajcaria próbuje więc jednocześnie wzmacniać zdolności obronne i utrzymywać ścisłą neutralność. Te cele coraz wyraźniej wchodzą ze sobą w konflikt, tworząc polityczny i strategiczny impas.
Coraz trudniej nie być członkiem UE
Relacje Szwajcarii z Unią Europejską, choć nieco mniej emocjonalne niż debata o bezpieczeństwie, są równie istotne i obciążone politycznym ryzykiem. W maju 2025 r. zakończono prace nad dużym pakietem umów z UE (tzw. „Bilaterale III”), a szwajcarski rząd przystąpił do konsultacji społecznych. Choć większość poparła ogólny kierunek porozumienia, pojawiły się poważne wątpliwości dotyczące praktycznych konsekwencji przejmowania unijnych przepisów. Obywatele domagają się jasnych gwarancji, że parlament, kantony i związki zawodowe zachowają kontrolę nad sposobem, w jaki europejskie regulacje będą wdrażane do krajowego prawa. Rząd zapowiedział, że ostateczny projekt umowy przedstawi parlamentowi w marcu. Jednak już dziś wokół tego tematu toczy się ostra polityczna gra. Ostateczne zatwierdzenie umowy zapewne rozstrzygnie się w ogólnokrajowym referendum.
Nawet dobre wiadomości potwierdzają, w jak niekorzystnym położeniu znalazła się Szwajcaria względem Europy. W listopadzie podpisano umowę, która przywróciła pełny udział kraju w wiodących programach badawczych i technologicznych Unii („Horyzont Europa”, „Euratom”, „Cyfrowa Europa”), otwierając również drogę do programów ITER oraz Erasmus+. Środowiska naukowe i biznesowe przyjęły to z entuzjazmem, lecz samo porozumienie miało gorzki wydźwięk. Po raz kolejny pokazało, że dostęp do europejskich projektów nie jest już dla Szwajcarów automatyczny. Stał się towarem, który każdorazowo muszą sobie z trudem wynegocjować.
Dziesięć milionów mieszkańców i ani jednego więcej?
Najostrzejsze napięcia społeczne w Szwajcarii budzą dziś dwa tematy: ludzie oraz przestrzeń. Wysoki poziom imigracji w połączeniu ze zbyt wolnym tempem budowy nowych mieszkań pogłębił niedobory na rynku nieruchomości. W efekcie rosną czynsze, a w debacie publicznej coraz częściej mowa o obawach związanych z przeludnieniem i przeciążeniem infrastruktury publicznej.
Na tym gruncie w 2026 r. może wyrosnąć potężna polityczna burza: głosowanie nad inicjatywą referendalną narodowo-populistycznej Szwajcarskiej Partii Ludowej pod hasłem „Nie dla dziesięciomilionowej Szwajcarii”. Projekt ten zakłada zaciągnięcie hamulca ręcznego: jeśli liczba stałych mieszkańców Szwajcarii przekroczy 9,5 mln (obecnie wynosi 9 mln), wprowadzone zostaną rygorystyczne ograniczenia i kontrole imigracyjne, aby populacja kraju nie przebiła pułapu 10 mln przed 2050 r. Choć obie izby parlamentu rekomendowały odrzucenie inicjatywy, ostrzegając przed jej skutkami gospodarczymi i prawnymi, już sam fakt nadchodzącego referendum wprowadza niepewność co do przyszłości swobodnego przepływu osób z krajami Unii Europejskiej, z którymi Szwajcaria sąsiaduje z każdej strony.
Stawka może się okazać ogromna. Jak zauważa rządowy portal Swissinfo, skrajny scenariusz przewidziany w inicjatywie, czyli wypowiedzenie umowy o swobodnym przepływie osób, mógłby uruchomić tzw. „klauzulę gilotynową”. Mechanizm ten działa bezlitośnie. Wypowiedzenie jednego porozumienia unieważnia cały pakiet umów gospodarczych z Brukselą, co odcięłoby szwajcarskie firmy od kluczowych rynków.
Dla biznesu i politycznego centrum napięcia te mają przede wszystkim wymiar praktyczny. Nowoczesna gospodarka, od usług po sektor high-tech, po prostu nie przetrwa bez rąk do pracy z zagranicy. Jednak dla przeciętnego wyborcy, który zmaga się z niską dostępnością mieszkań i rosnącymi kosztami życia, makroekonomiczne argumenty schodzą na dalszy plan wobec trudności odczuwanych na co dzień. Ten rozdźwięk pomiędzy potrzebami gospodarki a frustracją obywateli stanowi dziś idealne paliwo dla polaryzacji politycznej w Szwajcarii.
W tak napiętej atmosferze nawet pojedynczy dramat urasta do rangi symbolu. Tragiczny pożar w Crans-Montana, obnażając kruchość mitu o szwajcarskiej niezawodności, stanowi dla kraju bolesne przypomnienie, jak wysoka jest stawka nadchodzących sporów.
Główne wnioski
- Szwajcarska „premia za stabilność” się wyczerpuje – to, co przez dekady było przewagą (odrębna waluta, ostrożność fiskalna, konsensualny system podejmowania decyzji), coraz częściej działa jak hamulec w świecie nagłych kryzysów.
- Komfortowa sytuacja makroekonomiczna (niskie bezrobocie i inflacja) działa na rządzących i społeczeństwo jak środek znieczulający: maskuje głębokie problemy strukturalne (np. w armii czy infrastrukturze) i demotywuje do podejmowania trudnych decyzji.
- Szwajcaria stoi przed trudnym do pogodzenia dylematem: wymogi nowoczesnej gospodarki i bezpieczeństwa wymuszają otwarcie (współpraca z UE-NATO, imigracja zarobkowa), podczas gdy nastroje społeczne skręcają w stronę izolacjonizmu (referenda przeciw imigracji i za „wieczystą neutralnością”).