Tajga niczym patchworkowa kołdra. W Rosji masowo wycinają dziewicze lasy
W Rosji zliberalizowano przepisy dotyczące ochrony przyrody. Ekolodzy ostrzegają, że to zagrożenie dla Bajkału, gdzie dopuszczono szerszą wycinkę lasów. Blogerzy alarmują, że intensywnie eksploatowana tajga już teraz na zdjęciach satelitarnych przypomina patchworkową kołdrę.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie zmiany wprowadzono ostatnio w rosyjskim prawie dotyczącym ochrony Bajkału i jego okolic.
- W jaki sposób Kreml ogranicza działalność organizacji ekologicznych krytykujących rosyjską politykę ochrony przyrody.
- Kto alarmuje Rosjan w sprawie masowej wycinki dziewiczej tajgi.
Na początku marca tego roku weszła w życie znowelizowana ustawa „O ochronie jeziora Bajkał”. Zezwala na tzw. zręby zupełne, czyli całkowitą wycinkę drzew w sytuacji, gdy selektywne metody są niewystarczające do odnowy lasu. Władze uzasadniają takie „działania sanitarne” koniecznością usuwania chorych i martwych drzew, ale także budową infrastruktury.
Nowe przepisy umożliwiają stawianie nawet w strefie przybrzeżnej m.in. dróg, mostów, linii energetycznych, cmentarzy czy konstrukcji zabezpieczających przed osuwiskami. Od 1996 r., kiedy Bajkał trafił na listę światowego dziedzictwa UNESCO, tego rodzaju wycinka w strefie ekologicznej jeziora była zakazana.
Pacyfikowanie krytyków i eufemizmy
Projekt nowelizacji powstał w 2022 r. Już wtedy przeciw proponowanym zmianom protestowali naukowcy, ekolodzy i organizacje społeczne. Gdy pod petycją z żądaniem wycofania projektu podpisało się ponad 118 tys. osób, prace nad ustawą zawieszono.
Później ustawodawcy zmienili część terminów. „Zręb zupełny” zastąpiono sowieckim eufemizmem: „prowadzenie działań środowiskowych mających na celu ponowne zalesianie”. Równolegle rosyjskie władze zaczęły pacyfikować krytyków nowelizacji. Wiele organizacji ekologicznych, w tym Greenpeace i WWF, uznano za „niepożądane”, co w praktyce oznaczało zakaz działalności w Rosji. Cenionemu portalowi ekologicznemu kedr.media zarzucono rozpowszechnianie „fałszywych informacji” o polityce środowiskowej rządu. Serwis trafił też na listę „zagranicznych agentów”, co oznacza represje, stygmatyzację i konieczność znacznego ograniczenia działalności.
Prace legislacyjne wznowiono w 2025 r. Tym razem nie napotkały już większego oporu. Przyjęte przepisy w grudniu podpisał prezydent Władimir Putin.
Żenia Dobro mówi, że jest źle
Mimo presji kedr.media nadal działa, a cytowani przez portal eksperci wciąż alarmują w sprawie bajkalskich lasów. Ich zdaniem nowelizacja może doprowadzić do zmniejszenia powierzchni lasów wokół jeziora. Obawiają się także nadużyć, w tym wycinki zdrowych drzew pod pretekstem chorób i późniejszej sprzedaży drewna.
Zapowiedzią tego, co może wydarzyć się w rejonie najgłębszego jeziora świata, są wycinki prowadzone już w innych częściach rosyjskiej tajgi. Bajkał ma szczególne znaczenie: zawiera około 20 proc. światowych zasobów powierzchniowej wody słodkiej.
W państwie, w którym kluczowe media są podporządkowane władzy i nie mówią o realnych problemach, tę rolę coraz częściej przejmują influencerzy. Tak stało się również tym razem. Jednym z pierwszych, którzy nagłośnili sprawę wycinki tajgi, był popularny rosyjski bloger i popularyzator przyrody Żenia Dobro, znany pod pseudonimem @dobroooooo.
Opublikował na Instagramie film, w którym pokazuje zaktualizowane mapy Google. Widać na nich setki prostokątnych polan – ślady po drzewach wyciętych do gołej ziemi. Bloger wskazał m.in. południową część Kraju Krasnojarskiego i obwód irkucki, w tym dorzecze Angary, rzeki wypływającej z Bajkału.


Wystąpienie Żeni Dobro nagłośniła m.in. „Nowaja Gazieta. Jewropa”, jeden z najbardziej prestiżowych rosyjskich niezależnych dzienników wydawanych na emigracji. Z kolei rosyjski portal przyrodniczy veter.info oszacował, że na tegorocznych zdjęciach w łuku Angary, na obszarze 40 tys. ha, wycięto około połowy tajgi. Na archiwalnych fotografiach Google Earth z 1991 r. widać tam natomiast dziewiczy las, bez śladów wyrębu.
Wycinki legalne, ale szkodliwe
„Prawie wszystkie te wycinki są legalne. Niemal wszystkich dokonują duże firmy zajmujące się wyrębem, a nie nielegalni drwale. Ci nie tworzą tak zadbanych polan i nie usuwają pozostałości po wyrębie” – wyjaśnił serwisowi Grigorij Kuksin z Centrum Prewencji Pożarów Terenów Otwartych.
Według niego tak masowa wycinka zubaża las, a ze względu na obecność maszyn i ludzi zwiększa również ryzyko pożarów.
Zdaniem eksperta
Przyroda versus interesy oligarchów
Szara strefa wielkości Chin
„Obecnie w Rosji co roku sadzi się około 700 mln sadzonek drzew leśnych, najczęściej sosen i innych drzew iglastych. Jednak z powodu złej jakości prac i katastrofalnego braku późniejszej pielęgnacji prawie wszystkie te nasadzenia giną. W efekcie nie powstają nowe lasy” – mówi cytowany przez kedr.media ekolog Aleksiej Jaroszenko.
Według oficjalnych danych Federalnej Agencji Leśnictwa Rosleschoz (Рослесхоз) w zeszłym roku z rosyjskich lasów uzyskano 176 mln m sześć. drewna. To mniej niż w ostatnich latach.
Problem w tym, że dane trudno uznać za wiarygodne. Rosleschoz nie ma bowiem nadzoru nad ponad 80 proc. rosyjskich lasów, bo są one słabo zinwentaryzowane. Jak wykazała kontrola przeprowadzona przez Izbę Obrachunkową Rosji (czyli tamtejszy odpowiednik NIK), chodzi łącznie o ponad 967 mln hektarów, czyli powierzchnię większą niż całe Chiny.
Wycinka tajgi zaniepokoiła również Wiktorię Bonię, jedną z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich blogerek. Kilka dni po Żeni Dobro i ona nagrała alarmujący filmik.

Warto wiedzieć
Rosyjska „królowa internetu”
Wiktoria Bonia to rosyjska prezenterka telewizyjna, modelka, celebrytka, a dziś przede wszystkim influencerka. W 2001 r. została jedną z laureatek konkursu „Piękność Rosji” („Краса России”). W tym samym roku reprezentowała swój kraj na międzynarodowym konkursie „Miss Earth” na Filipinach. Później pracowała jako modelka. Największą popularność przyniósł jej udział w rosyjskim reality show „Dom-2” (skrzyżowanie „Big Brothera” i „Love Island”). Następnie prowadziła programy rozrywkowe. Wystąpiła też w kilku rosyjskich telenowelach i sitcomach.
W 2011 r. wyjechała z Rosji. Zamieszkała w rejonie Monako i rozpoczęła karierę influencerki. Osiem lat później zdobyła nagrodę dla „Najlepszej influencerki lifestyle’owej” podczas gali World Blogger Awards w Cannes. Magazyn „Forbes” umieścił ją w tym czasie na liście 15 najbogatszych rosyjskich blogerów.
Najczęściej publikuje treści lifestyle’owe. Zdarza się jej jednak, zwłaszcza ostatnio, angażować w sprawy społeczno-polityczne. W tym roku krytykowała m.in. masowy ubój bydła w obwodzie nowosybirskim. Wypowiadała się też o blokowaniu internetu w Rosji, zwłaszcza komunikatora Telegram.
Najgłośniejszy był jednak jej apel z 13 kwietnia skierowany wprost do Władimira Putina. Jak napisał niezależny serwis meduza.io, 18-minutowe nagranie na (blokowanym w Rosji) Instagramie miało ponad 20 milionów wyświetleń i milion polubień. Wiktoria Bonia powiedziała m.in., że blogerzy, artyści i gubernatorzy boją się prezydenta. Jej zdaniem tak być nie powinno.
Influencerka wyraźnie odwołała się do głęboko zakorzenionego w rosyjskiej tradycji i myśleniu schematu „dobry car, źli bojarzy”. Według niej Władimir Putin jest silnym politykiem, ale nie zna wielu problemów zwykłych obywateli, bo otoczenie właśnie z bojaźni nie informuje go o nich. Wyraziła też nadzieję, że jej wystąpienie coś w tej kwestii zmieni.
Apel Wiktorii Boni stał się na tyle popularny, że zareagował Kreml. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow stwierdził, że władze prowadzą „szeroko zakrojone działania” w tych sprawach. Dodał, że żadna z poruszonych przez blogerkę kwestii „nie pozostanie bez uwagi”. Komentatorzy i zwykli Rosjanie nie są pewni, czy było to spontaniczne, czy może inspirowane – i ewentualnie przez kogo – wystąpienie. Bez wątpienia jednak słowa skierowane do prezydenta wywołały żywą reakcję jej rodaków. Niektórzy fani, a zwłaszcza fanki, zaczęli ją nawet nazywać „królową internetu”.
„Tajga to nasze dziedzictwo, to właśnie ona czyni nasz kraj bogatym, potężnym, niepowtarzalnym i wyjątkowym. Kto ma prawo kraść to, co należy do całego kraju, należy do nas i powinno należeć również do naszych dzieci? Jestem głęboko rozdarta poczuciem niesprawiedliwości! To, co się teraz dzieje, to splunięcie w twarz każdemu obywatelowi!” – powiedziała Wiktoria Bonia.
Ważne pytania bez odpowiedzi
Dodała, że zdjęcia z Google Maps dowodzą, że nawet w najbardziej niedostępnych miejscach popełniono przestępstwa, za które ktoś powinien odpowiedzieć.
„Chcę znać odpowiedź na pytania: kto wyciął lasy, kto pozbawił Rosję tajgi, kto na tym zarobił? Mówi się, że to drewno jest za pół darmo sprzedawane do Chin. Jeśli tak jest faktycznie, to kto na to pozwolił? Absolutnie wszyscy w Rosji przyglądają się teraz temu, co dzieje się w tajdze. I wszyscy zadają sobie pytanie: jak długo to jeszcze potrwa?” – stwierdziła blogerka.
Dotychczas Wiktoria Bonia nie doczekała się żadnej oficjalnej odpowiedzi władz na swój apel dotyczący wycinki tajgi.
Główne wnioski
- Nowelizacja przepisów dotyczących ochrony jeziora Bajkał. Przegłosowana i podpisana przez Władimira Putina nowelizacja ustawy otwiera drogę do szerszej wycinki lasów w regionie objętym dotąd szczególną ochroną i wpisanym na listę UNESCO. Pozwala na prowadzenie tzw. zrębów zupełnych oraz realizację inwestycji – takich jak drogi, mosty czy linie energetyczne – także w strefach przybrzeżnych.
- Ograniczenie możliwości krytyki polityki środowiskowej państwa. Projekt zmiany prawa spotkał się z krytyką ekspertów, naukowców i organizacji ekologicznych. Władze odpowiedziały represjami: część organizacji uznano za „niepożądane”, a niezależne portale wpisano na listę „zagranicznych agentów”. To zwiększa presję na krytyków i znacząco utrudnia nagłaśnianie problemów związanych z ochroną przyrody.
- Skala wycinki tajgi i degradacji lasów pozostaje trudna do oszacowania. O masowej wycince coraz częściej informują blogerzy i niezależne media, ale ich działania mają ograniczony wpływ na decyzje władz. Dodatkowym problemem jest to, że oficjalne statystyki nie pokazują faktycznej skali wyrębu. Ogromne tereny nie są wystarczająco monitorowane, co sprzyja zarówno legalnej eksploatacji, jak i nielegalnej wycince na setkach hektarów.