Kategorie artykułu: Biznes Społeczeństwo Świat

Topniejący PKB? Zmiana klimatu a przyszłość zimowej Austrii

Kurorty narciarskie od lat pozostają jednym z symboli Austrii i ważnym filarem jej gospodarki, który przyciąga zarówno turystów krajowych, jak i zagranicznych. Coraz wyraźniej widać jednak skutki ocieplenia klimatu: sezony się skracają, koszty narciarstwa rosną.

Lindsey Vonn, jedna z najlepszych narciarek alpejskich w historii
Narciarze coraz częściej szaleją po śniegu, który jest tylko na trasie, bo wokół warunki są jesienno-wiosenne. Na zdjęciu Lindsey Vonn, ktora wróciła do narciarstwa alpejskiego w 2024 r. po pięciu latach przerwy. Fot. Millo Moravski/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy ocieplenie klimatu oznacza kryzys dla narciarstwa alpejskiego w Austrii.
  2. Czy krótsze sezony narciarskie uderzają w austriackie PKB.
  3. Jak branża i austriackie władze reagują na konieczność zmian.

W austriackich Alpach główny sezon narciarski właśnie dobiega końca, a pierwsze regiony zaczynają już jego podsumowanie. Do początku maja jazda wciąż będzie możliwa w wyższych partiach gór, a w niektórych ośrodkach nawet i do lipca. Ze względu na ocieplenie klimatu sezon jest jednak coraz krótszy, a koszty utrzymania infrastruktury, a tym samym narciarstwa, rosną.

Stoki, które napędzają państwo

Austria to turystyczna potęga, w której branża gościnności generuje aż 6–7 proc. PKB. Ten niewielki kraj od lat utrzymuje się w pierwszej piętnastce najchętniej odwiedzanych państw świata. Obok miast takich jak Wiedeń czy Salzburg szczególnie ważna dla Austrii jest turystyka zimowa, a dokładniej narciarstwo alpejskie. Dla wielu regionów stanowi ono swoistą „żyłę życia”. To na niej opiera się lokalna gospodarka i miejsca pracy. Bez niej trudno byłoby utrzymać obecny poziom jakości życia czy zahamować odpływ ludności do miast.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Popyt i podaż na wakacje narciarskie rozwijały się przez dekady. Dzięki temu Austria należy do nielicznych krajów w Europie, które cieszą się wysoką liczbą gości nie tylko latem. W ujęciu rocznym blisko połowa wszystkich noclegów przypada na sezon zimowy. Co ważniejsze, goście są skłonni wydawać zimą o 25 proc. więcej niż latem. Nie jest to przypadek, w Austrii narciarstwo wykracza daleko poza sport i stanowi swoistą ars vivendi. Oferta turystyczna rozciąga się od podstawowej po ekskluzywną. Obejmuje bogatą gastronomię zarówno na stokach, jak i poza nimi, niemal obowiązkowe après-ski, wizyty w termach dostępnych w większości kurortów oraz bogate życie nocne. Możliwości dodatkowych wydatków nie brakuje.

Siła tego sektora jest tak wielka, że jego przedstawiciele potrafią dyktować warunki polityczne. Jaskrawym przykładem była pandemia COVID-19 i m.in. sprawa kurortu Ischgl, który stał się jednym z głównych ognisk wirusa w Europie. Nawet w obliczu kryzysu sanitarnego rachunek ekonomiczny potrafił brać górę nad bezpieczeństwem. Decyzje o lockdownie odwlekano, by ratować końcówkę sezonu. Do historii przeszły też późniejsze restrykcje, które stworzyły osobliwy kontrast. Państwo zamykało restauracje, kina i muzea, a jednocześnie wyciągi narciarskie nadal pracowały.

Narciarstwo ma w Austrii również kluczowy wymiar kulturowy. Po II wojnie światowej stało się ważnym elementem kształtowania nowej tożsamości narodowej jako „Skination” („naród narciarski”) oraz odcinania się od nazistowskiej przeszłości. Jazdy na nartach do niedawna uczono obowiązkowo w szkołach.

Austriacka turystyka zimowa kontra ocieplenie klimatu

Ten kluczowy, obok neutralności, element austriackiej tożsamości zdaje się jednak stawać przed wyzwaniem. Jazda na nartach staje się coraz droższa i jest wydatkiem, na który coraz więcej rodzin w Austrii nie może sobie pozwolić, a przynajmniej nie w formie rodzinnych, wielodniowych wyjazdów. Dlatego to zagraniczni narciarze stanowią większość turystów w regionach alpejskich pod względem liczby noclegów. Przyczyn jest wiele, a jedną z głównych jest zmiana klimatu powodująca rosnące koszty „białego szaleństwa”. W połączeniu z rosnącą presją kosztową rodzi to pytanie o przyszłą konkurencyjność tego segmentu turystyki.

Zmiany klimatyczne w regionach alpejskich Austrii są oczywiste. Między 1981 a 2010 rokiem średnio notowano tam około 218 dni ze śniegiem rocznie, podczas gdy w latach 2011–2040 liczba ta spadła do około 187 dni. Prognozy wskazują, że do końca stulecia może to być już jedynie około 137 dni, czyli ponad dwa miesiące mniej. Zmiany te szczególnie dotykają niższych partii gór, w których bez sztucznego naśnieżania uprawianie narciarstwa staje się praktycznie niemożliwe. Popyt turystyczny przesuwa się w kierunku wyżej położonych regionów. Duże i wysoko położone kurorty, takie jak Kitzbühel czy region Dachstein, wciąż radzą sobie relatywnie dobrze. Natomiast mniejsze stacje, zwłaszcza w Dolnej Austrii, stoją w obliczu poważnych, a w niektórych przypadkach wręcz egzystencjalnych zagrożeń.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Technologia nie pomaga

Mimo rosnącej efektywności technologicznej, m.in. dzięki wykorzystaniu systemów GPS, które umożliwiają w czasie rzeczywistym monitorowanie obszarów wymagających dośnieżenia, co pozwala oszczędzać wodę i energię, sztuczne naśnieżanie pozostaje rozwiązaniem kosztownym i obciążającym środowisko. W praktyce prowadzi do swoistego błędnego koła. Produkcja śniegu wymaga dużych ilości energii i wody, co zwiększa koszty oraz dodatkowo pogłębia presję na środowisko. W konsekwencji rosną ceny karnetów i całych wyjazdów, a narciarstwo staje się coraz mniej dostępne.

Ponadto w ostatnich latach obserwuje się zmianę struktury gości. Spadł udział turystów z krajów sąsiednich, natomiast wzrósł udział odwiedzających z bardziej odległych rynków, np. USA. Wiąże się to z dłuższymi podróżami i wyższym śladem węglowym całej branży. Warto zauważyć, że w austriackiej turystyce zimowej około połowa emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z transportu turystów, 32 proc. z zakwaterowania, a tylko 18 proc. z aktywności na miejscu. W tym kontekście wybór środka transportu ma kluczowe znaczenie. W sezonie zimowym 76 proc. turystów podróżuje samochodem, a 13 proc. samolotem (który przy tej samej odległości emituje około pięć razy więcej CO₂ niż samochód). Jednocześnie średnia długość pobytu zimowych turystów skróciła się z około sześciu dni w latach 80. ubiegłego wieku do 3,6 dnia obecnie. W konsekwencji, aby utrzymać liczbę noclegów, konieczny jest wzrost liczby przyjazdów. A to dodatkowo zwiększa intensywność ruchu turystycznego oraz emisje.

Wyciągi narciarskie dla rowerzystów?

Zmiany klimatu wpływają na strukturę całej branży turystycznej. Prognozy do 2050 roku wskazują na ogólny spadek popytu na turystykę narciarską w Austrii o kilka procent, choć z wyraźnymi różnicami regionalnymi. Nie oznacza to jednak paradoksalnie spadku PKB. Mimo rosnących kosztów popyt na zimowy wypoczynek w austriackich Alpach pozostaje wysoki. Sugeruje to, że dla wielu turystów jakość oferty oraz rosnący poziom życia mają większe znaczenie niż cena. Wyjazdy do innych, cieplejszych regionów nie stanowią pełnowartościowej alternatywy. Tak więc narciarstwo nie zniknie, ale może stać się sportem znacznie bardziej drogim i ekskluzywnym.

Wśród mieszkańców wyżej położonych regionów turystycznych, takich jak wspomniane Ischgl, również nie dominuje obawa o przyszłość branży. Tam pokrywa śnieżna utrzyma się jeszcze przez wiele dekad, a liczba turystów skłonnych płacić wysokie ceny pozostaje stabilna. Nie oznacza to jednak braku adaptacji sektora turystycznego do wyzwań klimatycznych. Branża rozwija rozwiązania takie jak odnawialne źródła energii, bardziej ekologiczne środki transportu czy wykorzystanie lokalnych produktów. Co istotne, motywacja do tych zmian często wynika z kalkulacji ekonomicznych oraz rosnących oczekiwań klientów, dla których kwestie środowiskowe stają się coraz ważniejsze.

Równocześnie rośnie znaczenie turystyki pozazimowej. Wynika to nie tylko z coraz krótszych sezonów zimowych, ale również z coraz częstszych i bardziej intensywnych fal upałów w Europie latem. W perspektywie najbliższych lat wiele południowoeuropejskich destynacji może stać się zbyt gorących i suchych, aby zapewniać komfortowy wypoczynek w szczycie sezonu letniego. Już teraz część turystów poszukuje łagodniejszych warunków klimatycznych w regionach alpejskich. W rezultacie infrastruktura zimowa jest coraz częściej wykorzystywana także latem. Wyciągi służą rowerzystom i turystom pieszym.

Czy narciarstwo alpejskie przegra z demografią i geopolityką?

Zmiany klimatu są głównym, ale niejedynym wyzwaniem dla austriackiej branży turystycznej. Coraz większe znaczenie mają także procesy demograficzne. Obok niskiego przyrostu naturalnego obejmują one rosnącą różnorodność społeczeństw w krajach niemieckojęzycznych. Ma to znaczenie, ponieważ starzenie się populacji oraz wzrost liczby osób z doświadczeniem migracyjnym, które statystycznie rzadziej jeżdżą na nartach i często mają niższe dochody, mogą stopniowo ograniczać popyt na sporty zimowe. W Austrii widać już spadek odsetka osób jeżdżących na nartach, choć wśród młodych aktywność nadal jest stosunkowo wysoka. Dodatkowo coraz rzadszy kontakt ze śniegiem sprawia, że dzieci i młodzież, zwłaszcza poza Alpami, mają mniej okazji, by nauczyć się sportów zimowych.

Znaczenie mają też zmiany na kluczowych rynkach zagranicznych. W Niemczech, które są najważniejszym krajem wysyłającym turystów do Austrii, możliwy jest spadek liczby ludności w kolejnych dekadach. Może to oznaczać mniejszą liczbę potencjalnych narciarzy.

Do tego dochodzą kwestie gospodarcze i polityczne. Po wybuchu wojny w Ukrainie Austria odczuła wyraźny wzrost cen. W 2023 roku inflacja sięgnęła 7,8 proc., czyli więcej niż średnia unijna. Najbardziej podrożały usługi turystyczne, takie jak noclegi, gastronomia czy infrastruktura narciarska. W latach 2019–2023 ich ceny wzrosły o około jedną trzecią, co wyraźnie obciąża turystów. Równocześnie globalne napięcia, m.in. na Bliskim Wschodzie, nie tylko wpływają na decyzje dotyczące podróży, ale także przekładają się na wzrost cen, dodatkowo zwiększając presję na branżę turystyczną.

Mniej śniegu, ale nie PKB?

Mimo tych wszystkich wyzwań austriacka branża narciarska nie ma powodów do zmartwień. Choć śnieg w sezonie 2025/2026 długo nie nadchodził, a w niżej położonych regionach Austrii wiele wyciągów zakończyło działalność wcześniej niż w poprzednich latach, często przy kwietniowych temperaturach sięgających nawet 20 stopni, bilans sezonu pozostaje zadowalający. W graniczącym ze Szwajcarią Vorarlbergu odnotowano nawet rekordowy zysk.

Wniosek jest jasny: alpejskie PKB na razie skutecznie opiera się odwilży. Jednak sukces finansowy sezonu 2025/2026 to w dużej mierze efekt siły austriackiej marki i jej globalnej rozpoznawalności. W dłuższej perspektywie Austria będzie musiała stopniowo odchodzić od modelu masowej turystyki zimowej na rzecz bardziej zrównoważonego modelu „eko-premium”, opartego na jakości, ograniczeniu presji środowiskowej i bardziej odpowiedzialnej turystyce.

Czas pokaże, czy narciarstwo pozostanie jednym z motorów gospodarki, czy stanie się jedynie kosztownym symbolem minionej epoki, w której śnieg był jeszcze zasobem powszechnym i darmowym.

Główne wnioski

  1. Austriacka branża turystyczna generuje 6–7 proc. PKB, a turystyka zimowa, w dużej mierze oparta na narciarstwie alpejskim, jest kluczowa dla utrzymania lokalnych gospodarek i miejsc pracy. Po II wojnie światowej narciarstwo stało się istotnym elementem budowania nowej tożsamości narodowej.
  2. Ocieplenie klimatu w widoczny sposób skraca sezony narciarskie. Prowadzi to do zwiększonych inwestycji w sztuczne naśnieżanie, co przekłada się na wyższe ceny karnetów, a w dłuższej perspektywie sprawia, że narciarstwo staje się sportem bardziej ekskluzywnym i mniej dostępnym dla rosnącej liczby austriackich rodzin.
  3. Mimo mniejszej ilości śniegu PKB regionów alpejskich na razie nie spada, ponieważ wysoki standard oferty przyciąga zamożnych turystów, a infrastruktura zimowa jest coraz częściej wykorzystywana latem (np. przez rowerzystów). Branża ewoluuje w kierunku modelu „eko-premium”, łączącego wysoką jakość z rozwiązaniami proekologicznymi.