Kategorie artykułu: Polityka Świat

Tylko 16 proc. Europejczyków postrzega Amerykanów jako sojuszników interesów i wartości. O narastającym pęknięciu między UE a Stanami Zjednoczonymi

W pierwszym roku drugiej prezydentury Donalda Trumpa wizerunek Stanów Zjednoczonych gwałtownie słabnie niemal na całym świecie – wynika z najnowszych badań Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR). Europa znalazła się w punkcie zwrotnym. Coraz częściej pada pytanie nie o to, czy relacje transatlantyckie się zmieniają, lecz jak głęboko i czy są jeszcze odwracalne. Brukselscy komentatorzy mówią wprost: kończy się epoka strategicznego komfortu. Przed Unią Europejską stoi wybór między stopniowym uniezależnianiem się od USA a dalszą polityczną i gospodarczą zależnością – coraz trudniejszą do uzasadnienia wobec zmieniających się realiów globalnych.

Protest w Kopenhadze przeciwko amerykańskim zapowiedziom przejęcia Grenlandii
W Kopenhadze odbyły się protesty przeciwko przejęciu Grenlandii przez Stany Zjednoczone. Według najnowszych badań ECFR coraz mniej obywateli UE deklaruje, że Amerykanie są sojusznikami Europy. Fot. EPA/Emil Helms

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak zmieniło się postrzeganie Amerykanów w Europie w ciągu ostatniego roku.
  2. Dlaczego europejscy liderzy mają problem z bardziej asertywną polityką wobec Waszyngtonu.
  3. W jakich obszarach wpływy USA w Europie są dziś najsilniejsze – także poza polityką.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Paneuropejski think tank ECFR (Europejska Rada Spraw Zagranicznych) opublikował niedawno wyniki badań dotyczących postrzegania globalnych zmian przez obywateli poszczególnych państw. Ankiety przeprowadzono w listopadzie 2025 r. na próbie 26 tys. respondentów – jeszcze przed ogłoszeniem głośnej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA, która wywołała w Europie falę kontrowersji. W kolejnych tygodniach napięcie tylko wzrosło: uwagę opinii publicznej przyciągnęły bezprecedensowe ingerencje Stanów Zjednoczonych w Wenezueli, a także coraz głośniejsze groźby amerykańskiej administracji dotyczące Grenlandii.

Spadek zaufania do USA

Już przed tymi wydarzeniami badani deklarowali wyraźny spadek zaufania wobec Stanów Zjednoczonych. Co prawda większość respondentów nadal postrzega USA jako strategicznego partnera – dotyczy to zwłaszcza obywateli państw Unii Europejskiej, Ukrainy oraz Wielkiej Brytanii – jednak równocześnie aż 20 proc. ankietowanych uznaje Amerykanów za wroga lub rywala (odpowiednio 8 i 12 proc.).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Szczególnie wymowny jest przypadek Wielkiej Brytanii. Kraj, którego polityka zagraniczna przez dekady opierała się na tzw. specjalnych relacjach z Waszyngtonem, odnotował w ciągu zaledwie roku spadek zaufania do USA aż o 12 punktów procentowych – do poziomu 25 proc. To wyraźny sygnał erozji dotychczasowego modelu relacji transatlantyckich.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Tymczasem przedstawiciele administracji Donalda Trumpa i jej zaplecza regularnie przekonują, że źródłem problemów Europy jest „brukselska biurokracja”. Trudno jednak nie zauważyć ironii tego argumentu – szczególnie z perspektywy Brytyjczyków, którzy od 2021 r. nie należą już do Unii Europejskiej. Jeśli więc spadek zaufania dotyczy także ich, problem musi leżeć gdzie indziej.

Nie sposób jeszcze mówić o powszechnym postrzeganiu relacji euroatlantyckich jako wrogich. Równocześnie coraz trudniej utrzymywać narrację o „naturalnej wspólnocie interesów” Zachodu. To istotna zmiana jakościowa – choć niekoniecznie zapowiedź trwałego zerwania.

Jak zauważa dyrektor ECFR Mark Leonard, „spadek poparcia dla Stanów Zjednoczonych nastąpił szybko i niemal w całej Europie”. Co istotne, ankietowani coraz rzadziej postrzegają USA i Unię Europejską jako jeden spójny blok polityczny.

Mark Leonard podkreśla, że wraz ze zmianami globalnego układu sił zmienia się także sposób postrzegania Europy. Podczas gdy Donald Trump prowadzi politykę w duchu America First, często marginalizując interesy europejskie, coraz więcej państw zaczyna postrzegać Unię jako odrębnego, samodzielnego aktora geopolitycznego.

To właśnie ten proces – powolnej emancypacji politycznej Europy przy jednoczesnym osłabieniu zaufania do USA – może w najbliższych latach okazać się kluczowy dla przyszłości relacji transatlantyckich.

Niemoc liderów europejskich

Podstawowe fakty są znane. Rozwój sytuacji międzynarodowej na bieżąco relacjonujemy na naszych łamach. Rzadziej jednak w debacie publicznej pojawia się perspektywa osób bezpośrednio zaangażowanych w relacje transatlantyckie – obserwujących je od środka, bez politycznych deklaracji i dyplomatycznych filtrów. Dlatego po ocenę obecnej sytuacji sięgnąłem do Brukseli, gdzie rozmawiałem z dwoma wieloletnimi korespondentami unijnymi pracującymi dla amerykańskich mediów.

Mój pierwszy rozmówca, zastrzegający anonimowość, nie pozostawia złudzeń co do kierunku, w jakim zmierzają relacje transatlantyckie.

– Liderzy Unii Europejskiej wciąż wierzą, że zachowując uległość wobec administracji Donalda Trumpa, zdołają przynajmniej przedłużyć obecność wojsk amerykańskich w Europie. A to właśnie ta obecność jest dziś dla nich kluczowym elementem odstraszania Rosji – mówi dziennikarz.

Jak dodaje, problem nie dotyczy wyłącznie kalkulacji strategicznych, lecz także mentalności europejskich elit.

– Unijni decydenci nie są przygotowani do prowadzenia twardej polityki geopolitycznej. Brakuje im języka, narzędzi i – co ważniejsze – nawyków. Wciąż funkcjonują w logice instytucji technokratycznej, a nie aktora geopolitycznego. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że Donald Trump, a być może także przyszłe administracje USA, nie zamierzają traktować artykułu 5. NATO jako nienaruszalnego dogmatu – zauważa.

Jego zdaniem europejscy liderzy niechętnie przyjmują tę rzeczywistość do wiadomości, ponieważ oznaczałoby to konieczność fundamentalnej zmiany dotychczasowego sposobu myślenia o bezpieczeństwie.

Gdzie leży granica Trumpa?

W ostatnich tygodniach coraz częściej pojawiają się informacje o symbolicznych ruchach europejskich państw – m.in. o planach rozmieszczenia niewielkich kontyngentów na Grenlandii. Mają one sygnalizować europejską podmiotowość i sprzeciw wobec presji Waszyngtonu.

Zdaniem rozmówcy to jednak gesty pozbawione realnej siły.

– Nie wiem, czy istnieje dziś jakakolwiek granica, której Trump nie byłby gotów przekroczyć. Co, jeśli europejskie państwa rozmieszczą na Grenlandii symboliczne siły, a Stany Zjednoczone zdecydują się je zignorować albo nawet usunąć? Co wtedy może zrobić Europa? W praktyce – niewiele. Dlatego jedyną racjonalną drogą jest stopniowe uniezależnianie się od USA. Problem w tym, że czasu jest coraz mniej – mówi gorzko dziennikarz.

W tym kontekście rozmówca wskazuje również na rolę premiera Donalda Tuska.

– Tusk doskonale rozumie, że otwarty konflikt z NATO byłby katastrofą. Prawdopodobnie to on naciska na Marka Ruttego, by maksymalnie łagodził napięcia z Trumpem. To zrozumiałe, ale zarazem bardzo ryzykowne. Europa próbuje kupić sobie czas, choć zasady gry już się zmieniły. A wielu polityków wciąż udaje, że tego nie widzi – podkreśla ekspert.

Keating: Europa musi przestać udawać suwerenność

Podobne wnioski formułuje Dave Keating, brukselski korespondent France 24, od ponad dwóch dekad mieszkający w Europie. W swojej najnowszej książce „The Owned Continent: How to Free Europe from American Military, Economic and Cultural Dependence” przekonuje, że realna suwerenność Europy pozostaje dziś w dużej mierze iluzją.

– Europejczycy nie będą w pełni niezależni, dopóki znajdują się pod amerykańskim parasolem wojskowym. Nacjonaliści sprzedają obywatelom mit suwerenności państw narodowych, które w rzeczywistości funkcjonują w ramach amerykańskiego protektoratu – mówi Dave Keating.

Jak dodaje, przez dekady była to iluzja wygodna politycznie, ale dziś jej koszty stają się coraz bardziej widoczne.

– Europejskim społeczeństwom nigdy uczciwie nie powiedziano, jakie są realne konsekwencje tej zależności. Teraz, gdy prezydent Trump wprost używa nacisku i szantażu wobec Europy, te sprzeczności wychodzą na jaw – podkreśla nasz rozmówca.

Zdaniem Keatinga momentem przełomowym może być ewentualna próba przejęcia Grenlandii przez USA.

– Jeśli do tego dojdzie, Europa będzie musiała zdecydować, czy jest to czerwona linia. Militarnie nie jest w stanie przeciwstawić się Stanom Zjednoczonym. Dysponuje jednak innymi narzędziami – gospodarczymi, regulacyjnymi, politycznymi – które mogłyby realnie wpłynąć na amerykańską pozycję. Pytanie brzmi, czy znajdzie odwagę, by z nich skorzystać. – zauważa dziennikarz.

Europa nie jest bez kart

Dave Keating nie ma wątpliwości, że Europa – wbrew często powtarzanej narracji – nie pozostaje wobec Stanów Zjednoczonych bez realnych narzędzi nacisku. Jego zdaniem problemem nie jest brak środków, lecz brak woli ich użycia.

– Europa mogłaby skoordynować masową wyprzedaż amerykańskich obligacji skarbowych. Mogłaby nałożyć cła na import usług z USA, takich jak karty kredytowe, platformy społecznościowe czy serwisy streamingowe. Mogłaby też sięgnąć po Instrument Przeciwdziałania Przymusowi – unijną „bazookę handlową”, pozwalającą na nałożenie ceł odwetowych, ograniczenie inwestycji czy wykluczenie firm z państwa-agresora z zamówień publicznych – wylicza Dave Keating.

Najdalej idącym środkiem nacisku pozostaje jednak kwestia obecności wojskowej USA w Europie.

– Największą „bronią atomową” byłoby wydalenie wojsk amerykańskich z Europy. Pozbawiłoby to USA kluczowego zaplecza dla operacji na Bliskim Wschodzie. To może okazać się szczególnie istotne, jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na atak na Iran. Amerykańska administracja twierdzi, że chce ograniczyć obecność wojsk w Europie, ale to nieprawda. Ten kontynent jest filarem globalnej projekcji siły USA. Amerykanie nie odejdą sami – musieliby zostać do tego zmuszeni – podkreśla Keating.

Amerykańskie wojny kulturowe w europejskim obiegu cyfrowym

W swojej książce Keating wiele miejsca poświęca także cyfrowej zależności Europy od amerykańskich korporacji technologicznych. Jego zdaniem to właśnie ona stała się dziś jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla europejskiej autonomii.

– Najgroźniejszym uzależnieniem są dziś media społecznościowe. Platforma X, wciąż będąca głównym forum debaty politycznej w Europie, została wykorzystana jako narzędzie nacisku po nałożeniu przez Komisję Europejską kar za manipulowanie systemem weryfikacji. Dla europejskich użytkowników oznacza to zalew treści antyunijnych, promowanych przez algorytmy – mówi dziennikarz.

Jak dodaje, problem dotyczy również innych platform.

– Nowy raport Corporate Europe Observatory pokazuje, że Meta współpracuje ze skrajnie prawicowymi europosłami w celu demontażu europejskich regulacji cyfrowych. W praktyce oznacza to przenoszenie amerykańskich wojen kulturowych wprost do europejskiej debaty publicznej – zaznacza.

Zdaniem Keatinga efekt jest głęboki i długofalowy.

– Europejczycy codziennie konsumują treści tworzone głównie w Stanach Zjednoczonych. Nawet jeśli dana platforma nie jest amerykańska, jak TikTok, to dominujące narracje pochodzą z USA. Młodzi Europejczycy wiedzą dziś więcej o sporach politycznych w Ameryce niż o polityce własnych krajów. To prowadzi do amerykanizacji europejskiej wyobraźni politycznej – tłumaczy dziennikarz.

Europa musi odzyskać własną kulturę

Zdaniem Keatinga uzależnienie kulturowe osłabia zdolność Europejczyków do krytycznej oceny sytuacji geopolitycznej.

– To utrudnia mentalne pogodzenie się z faktem, że Stany Zjednoczone przestają być sojusznikiem, a zaczynają działać jak rywal. Przyzwyczajenie do amerykańskiej kultury sprawia, że trudniej zaakceptować zmianę tej relacji – mówi Dave Keating.

Jednocześnie wskazuje na niewykorzystany potencjał samej Europy.

– Europa potrzebuje prawdziwego wspólnego rynku kultury. Takiego, który pozwoli twórcom zarabiać w skali kontynentu, a odbiorcom poznawać twórczość sąsiadów, a nie wyłącznie produkty z USA. Dziś jedynym realnie paneuropejskim formatem pozostaje Eurowizja. To za mało – ocenia nasz rozmówca.

Grenlandia jako punkt zwrotny

Dave Keating nie ma też wątpliwości, że ewentualna próba przejęcia Grenlandii przez USA byłaby momentem granicznym dla NATO.

– Duńska premier Mette Frederiksen powiedziała wprost, że taka inwazja oznaczałaby koniec Sojuszu. W praktyce jednak Europa mogłaby spróbować „przełknąć” ten fakt, udając dobrowolne ustępstwo, by nie uruchamiać artykułu 5. Od tego momentu NATO istniałoby już tylko na papierze – mówi dziennikarz.

Jego diagnoza jest jednoznaczna.

– NATO już dziś w dużej mierze jest papierowym tygrysem, skoro jego główny członek nie traktuje zobowiązań sojuszniczych poważnie. A patrząc na zachowanie europejskich liderów w ostatnich miesiącach, można się obawiać, że w obliczu kryzysu wybiorą kapitulację zamiast konfrontacji – ostrzega Dave Keating.

Główne wnioski

  1. Badania Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych wskazują na wyraźny i głęboki spadek zaufania obywateli Europy do Stanów Zjednoczonych. Zaledwie 16 proc. respondentów postrzega dziś Amerykanów jako sojuszników podzielających te same interesy i wartości. Coraz wyraźniej widoczna jest natomiast zmiana percepcji Unii Europejskiej – coraz częściej traktowanej nie jako część bloku atlantyckiego, lecz jako potencjalnie samodzielny podmiot geopolityczny.
  2. Europejscy liderzy polityczni wciąż jednak zabiegają o utrzymanie amerykańskiej obecności wojskowej na kontynencie, postrzegając ją jako kluczową gwarancję bezpieczeństwa wobec Rosji. Eksperci zwracają jednocześnie uwagę na deficyt asertywności po stronie unijnych decydentów oraz ich słabe przygotowanie do prowadzenia twardej polityki geopolitycznej. Uległość wobec Waszyngtonu wynika przede wszystkim z obaw o trwałość sojuszu. W tym sensie europejska suwerenność pozostaje w dużej mierze pozorna – uzależniona od amerykańskiego parasola militarnego i politycznych decyzji podejmowanych poza kontynentem.
  3. Zdaniem Dave’a Keatinga szczególnie niepokojącym zjawiskiem jest cyfrowa i kulturowa dominacja amerykańskich korporacji technologicznych. Media społecznościowe stały się narzędziem transferu amerykańskich konfliktów ideologicznych do Europy oraz kanałem dystrybucji narracji wymierzonych w Unię Europejską. Uzależnienie europejskich społeczeństw od tych platform utrudnia krytyczną ocenę działań USA i opóźnia moment, w którym możliwe staje się uznanie ich nie tylko za sojusznika, lecz także – potencjalnie – za rywala.