Architekci przedsiębiorczości
Vigo Photonics zwiększa produkcję matryc podczerwieni. Firma chce zdobyć 80 mln zł (WYWIAD)
– Planujemy skokowy wzrost mocy produkcyjnych w obszarze matryc podczerwieni. Pozwoli to szybko zaspokoić znaczące zapotrzebowanie Wojska Polskiego wynikające z kontraktów w ramach programu SAFE – mówi dr Adam Piotrowski, prezes Vigo Photonics.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na co zostaną przeznaczone środki z emisji akcji Vigo Photonics.
- Jakie były niezwykłe okoliczności powstania firmy i jak to możliwe, że w PRL polscy naukowcy stworzyli spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.
- W jaki sposób Fundusz Ekspansji Zagranicznej PFR pomógł spółce w przejęciu firmy na Florydzie.
Marcin Dzierżanowski, XYZ: Ogłosiliście właśnie, że zamierzacie sięgnąć po środki inwestorów na sfinansowanie kluczowego projektu…
Adam Piotrowski, prezes Vigo Photonics: Rzeczywiście, nasza spółka planuje intensyfikację działań związanych z uruchomieniem oraz zwiększeniem skali produkcji matryc podczerwieni, które stanowią krytyczny komponent wojskowych kamer termowizyjnych. Działania te są bezpośrednio powiązane z nowymi inwestycjami w sektorze obronnym, finansowanymi w ramach programu SAFE. W związku z tym Vigo zamierza przeprowadzić emisję do 131 tys. akcji, licząc na pozyskanie około 80 mln zł.
Na co zostaną przeznaczone środki z emisji?
Umożliwią m.in. zakup specjalistycznego wyposażenia dla linii produkcyjnej oraz sfinalizowanie transferu technologii od partnerów spółki. Możliwe stanie się więc przyspieszenie uruchomienia produkcji chłodzonych matryc podczerwieni oraz zwiększenie jej skali. Tego typu urządzenia stanowią kluczowy element nowoczesnych systemów obronnych.
Inwestycja pozwoli na skokowy wzrost mocy produkcyjnych w obszarze matryc podczerwieni – do poziomu co najmniej 500 sztuk rocznie. W pierwszej kolejności umożliwi to szybkie zaspokojenie znaczącego zapotrzebowania Wojska Polskiego.
Dwa klucze do sukcesu
Firmę, którą pan obecnie kieruje, założył pański ojciec, prof. Józef Piotrowski. Zrobił to jako naukowiec, jeszcze w czasach PRL.
Niezwykła historia. Rok 1987 – delikatnie mówiąc – nie sprzyjał zakładaniu w Polsce firm.
Pytał pan go kiedyś, jak to możliwe, że mu się udało?
Tata miał dwa klucze do sukcesu i przekazał oba zespołowi, który wtedy stworzył. Po pierwsze, zawsze chciał robić coś, co naprawdę go interesuje, pobudza do działania i daje radość odkrywania. Drugi element to chęć robienia rzeczy, które mają realną wartość i pozytywny wpływ społeczny.
W przypadku Vigo Photonics oznaczało to połączenie nauki i wiedzy z konkretnymi potrzebami rynku. Te dwa źródła stworzyły fundament naszego rozwoju, a tacie do dziś pozwalają zachować aktywność. Mimo 84 lat nadal jest zaangażowany w życie firmy.
Tata miał dwa klucze do sukcesu i przekazał oba zespołowi, który wtedy stworzył. Po pierwsze, zawsze chciał robić coś, co naprawdę go interesuje, pobudza do działania i daje radość odkrywania. Drugi element to chęć robienia rzeczy, które mają realną wartość i pozytywny wpływ społeczny.
Wróćmy do 1987 r., kiedy profesor założył firmę. W tym czasie polscy naukowcy raczej nie myśleli o tworzeniu własnych przedsiębiorstw…
Żeby wyjaśnić, jak do tego doszło, musimy cofnąć się w czasie jeszcze bardziej. W 1969 r., świeżo po studiach, tata zaczął pracę w Wojskowej Akademii Technicznej. Dostał zadanie podjęcia prac nad detekcją temperatury. Miał znaleźć materiał nadający się do stworzenia detektora podczerwieni bez konieczności chłodzenia ciekłym azotem.
Rozumiem, że to było wtedy wyzwanie.
Ogromne, w dodatku na skalę światową. Na szczęście w latach 70. na Wojskowej Akademii Technicznej pracował świetny zespół fizyków. Tworząc kolejne modele obliczeniowe, tata doszedł do wniosku, że najlepiej sprawdzi się tellurek kadmowo-rtęciowy. To była prawdziwa rewolucja, która pozwoliła zmienić rozmiary i zastosowanie tych detektorów. Mówiąc obrazowo – przeszliśmy od urządzeń wielkości dłoni do detektorów o średnicy zaledwie 1–2 cm.
Tylko co zrobić z takim odkryciem w pogrążonym w biedzie i beznadziei PRL?
Aby móc przenieść rozwiązanie na grunt przemysłowy, ojciec znalazł partnerów na Uniwersytecie w Belgradzie w Jugosławii. Dzięki temu już na początku lat 80. powstały innowacyjne, unikalne detektory podczerwieni niewymagające chłodzenia. Stworzone wtedy fotonowe detektory dalekiej podczerwieni stały się fundamentem całej firmy.
Dziś ramy prawne firmy mogą się wydawać sprawą drugorzędną. Ale przecież w PRL ludzie nie tworzyli spółek.
To prawda. Akt założycielski spółki z ograniczoną odpowiedzialnością musiał być sporządzony na podstawie odkurzonego przedwojennego kodeksu handlowego z 1934 r. Przejście przez wszystkie procedury było trudnym przedsięwzięciem.
Skąd decyzja o takim kroku?
Już wcześniej, gdy zespół taty funkcjonował jeszcze jako jednostka badawcza, zaczął sprzedawać pierwsze detektory, m.in. do Los Alamos Laboratory.
To jedna z najbardziej zaawansowanych technologicznie placówek w USA, zajmująca się m.in. technologiami jądrowymi.
Dla polskich naukowców zza żelaznej kurtyny było to ogromne wyróżnienie, ale też wyzwanie. Bo jak z komunistycznej Polski eksportować technologię o takim znaczeniu?
No właśnie, jak?
Wymagało to, oczywiście, niezliczonych zgód i pośrednictwa rządowej agencji. Na każde targi zagraniczne z ojcem i jego współpracownikami wyjeżdżał urzędnik, który pilnował, czy polscy naukowcy „nie podejmują wrogiej działalności wobec PRL”. Mimo to uparcie uczestniczyli w kolejnych konferencjach międzynarodowych, wzbudzając niemałą sensację i sprzedając swój produkt.
Skala zainteresowania szybko zaczęła przekraczać możliwości państwowej instytucji badawczej. A że tata właśnie dostał tytuł profesora zwyczajnego i miał poczucie spełnienia na polu akademickim, zaczął szukać nowych wyzwań.
I znalazł je w postaci spółki?
Inspiracją okazali się współpracownicy, dr Mirosław Grudzień i dr Wiesław Galus. Ten pierwszy miał naturalne predyspozycje do bycia technologiem i kierownikiem, drugi zaś – żyłkę przedsiębiorcy. W ten sposób trzej młodzi naukowcy założyli coś, co dziś nazwalibyśmy startupem.
Wkrótce upadła komuna…
… a w Polsce rozszalało się bezrobocie. Jednocześnie panował klimat sprzyjający rozwojowi biznesu i produkcji. Firma mogła się rozwijać, czemu sprzyjał fakt, że miała już dystrybutora w Stanach Zjednoczonych. Produkt znajdował zastosowanie w coraz to nowych sektorach – już nie tylko w wojsku, ale też w przemyśle.
Skala działalności rosła. Około 2000 r. firma wróciła do ścisłej współpracy z Wojskową Akademią Techniczną. Dziś więc możemy mówić o trzecim pokoleniu menedżerów, którzy współpracują z tą uczelnią wojskową. Warto dodać, że obecnie rozwijamy również współpracę z Politechniką Warszawską oraz z Instytutem Mikroelektroniki i Fotoniki w Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Dziś możemy już mówić o trzecim pokoleniu menedżerów, którzy współpracują z Wojskową Akademią Techniczną.
Staliście się też spółką publiczną.
Rzeczywiście, w 2002 r. staliśmy się spółką akcyjną, ale na giełdę weszliśmy 12 lat później. Był to zresztą najlepszy debiut 2014 r. na GPW. Mniej więcej w tym czasie większość założycieli przeszła na emeryturę. Ja, po kilkunastu latach pracy w Vigo Photonics – najpierw jako technolog, a później jako kierownik produkcji – przejąłem stery firmy. Dołączył też do nas Łukasz Piekarski, dyrektor finansowy. Pracuje u nas ponad 200 osób, a łącznie z zespołem amerykańskim – blisko 240.
Kupić amerykańskiego konkurenta
Wspomniał pan o amerykańskiej odnodze firmy. Powie pan o tym więcej?
Rzeczywiście, niedawno kupiliśmy naszego amerykańskiego konkurenta, Infrared Associates. Firmę tę w latach 70. stworzył zespół, który kiedyś – niezależnie od polskiego – również postawił na tellurek kadmowo-rtęciowy. W przeciwieństwie do nas, Amerykanie nie dokonali jednak sukcesji pokoleniowej w odpowiednim momencie.
Kiedy więc nawiązałem z nimi kontakt, okazało się, że nas potrzebują. Mogliśmy im zapewnić nie tylko ciągłość dorobku, ale i dalszy rozwój. W ten sposób dwa podmioty, które przez lata konkurowały ze sobą, połączyły siły, kompetencje i technologie.
Niedawno kupiliśmy naszego amerykańskiego konkurenta. W przeciwieństwie do nas, Amerykanie nie dokonali jednak sukcesji pokoleniowej w odpowiednim momencie. Kiedy więc nawiązałem z nimi kontakt, okazało się, że nas potrzebują.
Jakie są dziś efekty tej integracji?
Bardzo dobre. Mamy duży potencjał sprzedaży krzyżowej. Klienci Infrared Associates korzystają z detektorów opracowywanych w Ożarowie Mazowieckim, a nasi odbiorcy sięgają po rozwiązania rozwijane w Stuart, pod Miami na Florydzie. To ciekawe połączenie nie tylko technologii, ale też kultur organizacyjnych.
Operacja przejęcia amerykańskiej firmy nie była zapewne łatwa…
W przejęciu fabryki na Florydzie bardzo pomógł nam Fundusz Ekspansji Zagranicznej PFR. To narzędzie, które świetnie wpisało się nie tylko w nasze potrzeby, ale też w obecny etap rozwoju polskiej gospodarki.
To znaczy?
Po 35 latach transformacji polskie firmy nauczyły się już działać efektywnie i są gotowe na ekspansję. Polski Fundusz Rozwoju wspiera je w nabywaniu udziałów w zagranicznych przedsiębiorstwach oraz przejęciach firm zagranicznych, pomagając także w strukturyzowaniu tych transakcji. Nasza współpraca z PFR trwa nadal. W ramach inicjatywy Team Poland PFR rozwija bowiem dyplomację gospodarczą, w którą chętnie się włączamy.
Uczestniczymy w misjach zagranicznych – zarówno na Bliski Wschód, jak i w krajach europejskich. Niedawno wróciłem z Holandii, gdzie w ramach polsko-holenderskiego forum spotykaliśmy się m.in. z ASML, kluczowym dostawcą sprzętu dla przemysłu półprzewodnikowego na świecie, a także z przedstawicielami sektora obronnego, który również potrzebuje naszych technologii.
Komentarz partnera cyklu
Kto dotrzyma nam kroku
Przez lata wiele polskich przedsiębiorstw było postrzeganych jako solidni wykonawcy, oferujący niezawodne, godne zaufania i konkurencyjne cenowo produkty. Vigo Photonics pokazuje jednak coś więcej: stawia na własne rozwiązania oraz transfer technologii. Polska firma przejmuje aktywa konkurenta na drugim końcu świata i nadaje mu nowy kierunek. To moment, w którym jako gospodarka przechodzimy z roli wykonawcy do roli lidera. To przykład inwestycji, których potrzebujemy zdecydowanie więcej.
Z perspektywy Funduszu Ekspansji Zagranicznej cieszy nas, że mogliśmy towarzyszyć Vigo Photonics w przejęciu aktywów Infrared Associates w Stuart na Florydzie. Naszym zadaniem jest dostarczanie kapitału tam, gdzie ambicja spotyka się z realnymi kompetencjami. Zanim zaangażujemy środki, analizujemy m.in. dojrzałość modelu biznesowego, jakość zespołu zarządzającego, przewagę technologiczną oraz spójność planowanej inwestycji ze strategią rozwoju spółki.
Szukamy partnerów, którzy nie traktują wejścia na rynki zagraniczne jako eksperymentu, lecz jako naturalny etap rozwoju. Vigo Photonics spełniło te kryteria wzorcowo – to firma z unikalną technologią, stabilnymi finansami i kadrą rozumiejącą, że globalna konkurencja wymaga odwagi, dyscypliny oraz doświadczenia.
Trzeba mieć świadomość, że niemal za każdą ekspansją zagraniczną stoi decyzja spółki o wyborze trudniejszej, bardziej wymagającej drogi. Dzięki narzędziom oferowanym przez Grupę PFR polscy przedsiębiorcy nie pozostają jednak na tej ścieżce sami. Wspieramy firmy gotowe do wyjścia na rynki zagraniczne, pomagając im w strukturyzowaniu złożonych operacji i ograniczaniu ryzyk.
Dostarczamy przy tym coś więcej niż kapitał – wzmacniamy przekonanie, że ambicja ma sens, a firma ma za sobą wiarygodnego, długoterminowego partnera finansowego.
Jestem przekonany, że jeśli odważnie wesprzemy firmy pokroju Vigo Photonics, za dekadę nie będziemy pytać: „Czy Polska liczy się w tej grze?”. Będziemy pytać: „Kto dotrzyma nam kroku?”.
Kosmiczny biznes
A jak to się stało, że polecieliście w kosmos?
Przez lata nasze detektory doskonale sprawdzały się w wymagających zastosowaniach przemysłowych i badawczych. Nic więc dziwnego, że gdy NASA przygotowywała misję Mars Science Laboratory, nie znalazła alternatywy dla naszych rozwiązań. W tej sytuacji jej wybór padł właśnie na Vigo. To my wyposażyliśmy marsjański łazik Curiosity w detektory, które wykryły metan na Czerwonej Planecie.
Misja ta wymagała zapewne spełnienia przez was rygorystycznych norm.
To prawda. Musieliśmy m.in. udowodnić, że nasze urządzenia wytrzymają bardzo surowe warunki, w tym procedury kosmicznej dezynfekcji, i nadal będą działać bez zarzutu. Po sukcesie misji marsjańskiej współpraca z NASA się rozwinęła. Nasze technologie są wykorzystywane w kolejnych projektach, m.in. na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej czy w satelitach. Teraz polecą także na Księżyc w ramach misji załogowej Artemis.
Uczestniczymy też w wielu mniej medialnych misjach NASA, choć o niektórych oficjalnie nawet nie wiemy. Od lat jesteśmy bowiem partnerem centrum badawczego Jet Propulsion Laboratory, należącego do tej agencji.
Po sukcesie misji marsjańskiej rozwinęła się współpraca z NASA. Nasze technologie wykorzystywane są w kolejnych projektach, m.in. na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej czy w satelitach
Czy udział w projektach kosmicznych przekłada się na biznes na Ziemi?
Bez wątpienia. Sukces misji marsjańskiej miał oczywiście także wymiar marketingowy, ale stanowił dla nas również ważne potwierdzenie wiarygodności. Otworzyło nam to drogę do kolejnych kontraktów.
Dużą część naszych przychodów generuje dziś sektor obronny. Detektory są od lat wykorzystywane m.in. w systemach wojskowych. Nasze rozwiązania znajdują zastosowanie m.in. w wyposażeniu polskich czołgów. W zeszłym roku podpisaliśmy kontrakt na matryce podczerwieni do kamer termowizyjnych, które pozwalają pojazdom pancernym obserwować teren i celować na duże odległości. To właśnie na rozwój ich produkcji potrzebujemy finansowania.
Jak już mówiłem wcześniej, działaniom tym sprzyja szerszy trend: rosnące nakłady na modernizację armii związane m.in. z programem SAFE, a także nacisk na zwiększanie udziału polskich komponentów w systemach zbrojeniowych w ramach ogłoszonych przez Ministerstwo Aktywów Państwowych działań „local content”.
Na wszystkich kontynentach
W jakich dziedzinach wasze urządzenia mają dziś zastosowanie?
Spektrum jest niezwykle szerokie. W przemyśle służą m.in. do pomiaru stężeń gazów, kalibracji laserów oraz prowadzenia spektroskopii w średniej podczerwieni. Instytucje zajmujące się ochroną środowiska wykorzystują je z kolei do monitorowania jakości powietrza i wody. Detektory znajdują również zastosowanie w działaniach służb specjalnych, które używają ich do wykrywania śladowych ilości narkotyków.
W sektorze transportowym rozwiązania Vigo Photonics wspierają badania emisji spalin oraz jakościową ocenę składu paliw. Obecnie około 90 proc. produkcji trafia na rynki zagraniczne. Nasze detektory są dostępne na wszystkich kontynentach, a największą grupę odbiorców stanowią klienci ze Stanów Zjednoczonych, Chin, Japonii oraz krajów Unii Europejskiej.
A jakie branże wydają się z waszej perspektywy szczególnie przyszłościowe?
Z naszych produktów korzystają m.in. producenci infrastruktury kolejowej. W takich systemach, co kilkadziesiąt kilometrów, trzeba monitorować stan pociągu – sprawdzać, czy wszystko jest w porządku z kołami, łożyskami i hamulcami przy prędkościach rzędu 300-400 km/h. I tu znowu kluczową rolę odgrywa nasza technologia, zdolna bardzo szybko i precyzyjnie mierzyć temperaturę poruszających się obiektów. Także dzięki nam kolej dużych prędkości w Europie uchodzi dziś za bardzo bezpieczną. Wspomniane rozwiązania są dziś zresztą adaptowane także na liniach średnich prędkości, co sprawia, że potencjalny rynek dla naszych technologii systematycznie rośnie.
A medycyna?
Jednym z kierunków przyszłości jest diagnostyka nieinwazyjna, która nie wymaga pobierania krwi. Dzięki podczerwieni i naszym detektorom można analizować skład powietrza wydychanego przez pacjenta i na tej podstawie wnioskować o stanie jego zdrowia.
To trudne technologicznie, bo trzeba bardzo precyzyjnie porównać skład tego, co wdychamy, z tym, co wydychamy, ale prace nad takimi rozwiązaniami trwają i są już zaawansowane. Wierzę, że docelowo mogą one całkowicie zmienić sposób monitorowania naszego zdrowia.
Jakie wyzwania stoją przed wami w najbliższych latach?
Kluczowym kierunkiem jest dalsza miniaturyzacja i skalowanie produkcji. Rozwijamy linię tzw. tanich modułów detekcyjnych, które można wytwarzać masowo i wdrażać w nowych zastosowaniach.
Już dziś mamy duże zamówienia – m.in. dla górnictwa, gdzie nasze rozwiązania mogą służyć poprawie bezpieczeństwa pracy, ale także dla systemów wykrywania wystrzałów w szkołach i obiektach publicznych w USA. Kolejnym krokiem będzie integracja detektorów, laserów i spektrometrów w formie chipów, co otworzy drogę do zastosowań masowych – np. we wspomnianej już diagnostyce zdrowia czy monitorowaniu jakości środowiska.
Mamy więc bardzo ambitny plan rozwoju technologicznego na najbliższe siedem lat.
Główne wnioski
- Vigo Photonics planuje intensyfikację działań związanych z uruchomieniem oraz zwiększeniem skali produkcji matryc podczerwieni. W związku z tym spółka zamierza przeprowadzić emisję do 131 tys. akcji i liczy na pozyskanie około 80 mln zł.
- Vigo niedawno kupiła amerykańskiego konkurenta, Infrared Associates. W przejęciu fabryki pomógł Fundusz Ekspansji Zagranicznej PFR. Zdaniem prezesa Vigo to narzędzie, które świetnie wpisuje się w obecny etap rozwoju polskiej gospodarki.
- Kluczowym kierunkiem rozwoju spółki jest dalsza miniaturyzacja i skalowanie produkcji.
