Walka ze stalkerem trwała osiem lat. Jak Małgorzata Glinka pozbyła się niechcianego wielbiciela?
Była ikoną i liderką „Złotek”. W cieniu sukcesów na parkiecie toczyła wieloletnią walkę o uwolnienie się od natrętnego stalkera. W nowym odcinku podcastu „Sport to pieniądz” Małgorzata Glinka wspomina najlepsze chwile swojej kariery, ocenia obecną reprezentację Polski i opowiada o dramatycznych zmaganiach z prześladującym ją adoratorem.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Co spotkało Małgorzatę Glinkę ze strony tureckiego stalkera.
- Czy dwukrotna mistrzyni Europy popiera przepisy ograniczające możliwość zmiany reprezentacji narodowej przez zawodników.
- Jak ocenia obecną reprezentację Polski siatkarek.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Na siatkarskich parkietach Małgorzatę Glinkę można było oglądać przez ponad 20 lat. Grała w klubach we Włoszech, Francji, Hiszpanii i Turcji, zdobywając z nimi krajowe tytuły i wygrywając Ligę Mistrzów. W reprezentacji Polski rozegrała blisko 300 meczów, dwukrotnie sięgając po mistrzostwo Europy. Od czasów „Złotek” polskie siatkarki nie odniosły podobnych sukcesów – choć w ostatnich latach regularnie stają na podium Ligi Narodów.
– Na pewno brakuje Asi Wołosz – ocenia Małgorzata Glinka obecną kadrę Polski.
Joanna Wołosz zdecydowała się zakończyć reprezentacyjną karierę po igrzyskach w Paryżu.
– Rozgrywająca to mózg drużyny i na pewno dziewczyny bardzo dużo przy niej zyskały, ponieważ przez kilkanaście lat grała u boku najlepszych zawodniczek. Ona się nie boi, dawała drużynie pewność, więc z mojej perspektywy brakuje dziś takiej drugiej Asi – mówi Małgorzata Glinka.
Jej zdaniem wyróżniające się polskie zawodniczki powinny decydować się na grę w klubach z najsilniejszych lig zagranicznych.
– Nasza męska liga jest bardzo silna, ale żeńska nie jest jeszcze na takim poziomie. Zawsze mówiłam każdej zawodniczce, która wahała się przed wyjazdem: jedź. Będziesz trenować z najlepszymi, grać z najlepszymi i przeciwko najlepszym. To szkoła życia – nie tylko sportowa, ale też życiowa. Dojrzewasz bardzo szybko i musisz być samodzielna – uważa Małgorzata Glinka.
Zmiana kadry będzie trudniejsza
Od przyszłego roku wejdą w życie zaostrzone przepisy Międzynarodowej Federacji Siatkówki (FIVB) dotyczące zmiany reprezentowanych barw. Zawodniczki i zawodnicy, którzy zagrają w barwach jednej reprezentacji, nie będą mogli występować dla innego kraju. Zgodnie z nowymi zasadami Wilfredo Leon, który wcześniej reprezentował Kubę, nie mógłby zagrać w barwach Polski. Przepisy nie działają jednak wstecz, więc polscy kibice mogą być spokojni – Leon nadal będzie punktował w biało-czerwonych barwach.
Zdaniem Małgorzaty Glinki to krok w dobrą stronę.
– Rozumiem, że są różne sytuacje. Wilfredo Leon uciekł z Kuby, bo tutaj jest lepsze życie. Na Kubie jest bardzo ciężko – to była jego życiowa szansa i dobrze, że z niej skorzystał – mówi Małgorzata Glinka.
Na tę kwestię polska zawodniczka patrzy też z drugiej strony.
– Ale patrząc stricte sportowo… Grałam kiedyś przeciwko Kubankom występującym w reprezentacji Włoch i nie udawało mi się z nimi wygrywać. Byłam wściekła i uważałam, że to niesprawiedliwe, że Włosi „biorą” dwie Kubanki i zdobywają medale jako Włochy. Nie jestem za naturalizowaniem zawodników. Wolałabym, żeby reprezentacja była z krwi i kości – dodaje Małgorzata Glinka.
Osiem lat walki ze stalkerem
Po sukcesie polskich siatkarek na rozgrywanych w Turcji mistrzostwach Europy w 2003 r., do Małgorzaty Glinki podszedł jeden z kibiców. Poprosił o zdjęcie, autograf – sytuacja dla sportowców całkowicie naturalna. Tym razem okazało się jednak, że spotkanie z polską siatkarką przerodziło się w obsesyjne poszukiwanie kontaktu przez mężczyznę, który oczekiwał, że Małgorzata Glinka zostawi swoją rodzinę i zwiąże się z nim.
– Gdy grałam w Cannes, jeździł za nami na mecze. Wydawało mi się to coraz dziwniejsze. Gdy miałam urodziny, przyszedł na stołówkę, kiedy jadłyśmy z drużyną obiad, z tortem z moją podobizną. Później zaczął mi wysyłać przeróżne zdjęcia mnie, ale takie, o których nie wiedziałam wcześniej, że ktoś mi je zrobił. To było trochę przerażające, bo zdjęcia wyglądały jak robione przez jakiegoś detektywa – opowiada Małgorzata Glinka.
W pewnym momencie mężczyźnie udało się zdobyć numer telefonu siatkarki.
– Miałam po 50-100 nieodebranych telefonów w ciągu jednego dnia. Wysyłał mi przeróżne rzeczy. Na przykład: „jestem w szpitalu w Cannes, podciąłem sobie żyły, bo nie chcesz ze mną być”. Zaczęłam się naprawdę bać. W końcu opowiedziałam o wszystkim prezesce klubu, która swoimi drogami załatwiła, że ten mężczyzna miał zakaz wjazdu do Francji – mówi Małgorzata Glinka.
Jej opowieści budzą grozę. Stalker potrafił zamieścić w sieci fałszywy nekrolog z danymi męża Polki. Walka o spokój trwała w sumie przez osiem lat.
– Tym, których spotyka taka sytuacja, mogę powiedzieć jedną rzecz: nie dyskutować z tą osobą, nie tłumaczyć. Ona ma pożywkę z tego, że w ogóle mamy z nią kontakt. Trzeba odciąć się całkowicie i zgłosić to na policję albo do innych instytucji, zajmujących się takimi sprawami – radzi ofiarom stalkingu Małgorzata Glinka.