Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

We Francji oficjalnie nikt nie mówi o rasie, bo laïcité – laickość – ma być remedium na podziały

Kolor skóry i kod pocztowy działają jak niewidoczne filtry. Decydują o tym, kto dostaje mieszkanie, kto trafia do prywatnej szkoły, a kto do tzw. brudnych zawodów. Dziś to właśnie politycy, a nie sondaże, odsłaniają ten mechanizm – każdy na swój sposób. Niektórzy przekuwają go na narrację o zagrożeniu, inni usiłują go nazwać i zwalczać – ale żadna strona sceny politycznej nie jest od tego zjawiska wolna i nie ma pomysłu, jak to zmienić.

Dopóki politycy nie zaczną mówić wprost o rasowych i społecznych mechanizmach (i nie podwyższą poziomu publicznej bezpłatnej edukacji), a nie tylko o „integracji” i „jedności”, dopóty Republika pozostanie podzielona. Fot. Kiran Ridley/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy we Francji jest rasizm.
  2. Dlaczego Francuzi nie mówią o rasizmie. 
  3. Dlaczego Republika jest podzielona w kwestii migracji.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Dla Republiki Francuskiej idea równości i laickości – égalité i laïcité – jest świętością. W praktyce jednak społeczna rzeczywistość odbiega od tej narracji. Segregacja społeczna jest głęboko wpisana w codzienne życie, od tego, gdzie mieszkasz, przez jaką szkołę wybierzesz dla dzieci, po szanse na rynku pracy.

W styczniu 2025 r. organizacja SOS Racisme przeprowadziła test. Jej przedstawiciele zadzwonili do prawie 200 agencji nieruchomości podając się za właścicieli mieszkań. Prośba była prosta: znaleźć lokatorów „bez problemów”, „najlepiej typu europejskiego”. Agencje ze zrozumieniem podeszły do sprawy, wskazując, że właściciele często „nie życzą sobie czarnych ani Arabów”. Prawie co druga agencja nie odmówiła selekcji rasowych – część wprost deklarowała, że „wie, jak to załatwić”.

Gdy młody absolwent wysyła CV z adresem w Saint-Denis, czyli na przedmieściach na północ od centrum Paryża, gdzie poziom przestępczości jest najwyższy w całym regionie, rekruter często nawet nie dociera do linijki z doświadczeniem. Gdy to samo CV – ten sam wiek, dyplom, praktyki – nosi adres z paryskiej 16 dzielnicy, przy której mieszczą się ambasady i muzea, telefon dzwoni częściej. We Francji mówi się, że republika jest „ślepa na kolor skóry”. Rynek pracy doskonale jednak widzi kod pocztowy i wszystkie implikacje z tym związane.

„Nie chcemy czarnych ani Arabów”

W badaniu opublikowanym przez ekonomistów pracujących dla Centre national de la recherche scientifique (CNRS – Narodowe Centrum Badań) i urzędu statystycznego Insee identyczne CV wysyłano do firm, zmieniając wyłącznie adres zamieszkania. Kandydaci z Seine-Saint-Denis mieli od 20 do 30 proc. mniejsze szanse na zaproszenie na rozmowę niż ci z zamożnych dzielnic Paryża. Efekt był porównywalny z tym, jaki wywołuje „niefrancuskie” imię i nazwisko.

To właśnie dlatego adres stał się we Francji eufemizmem rasy i klasy jednocześnie. Nikt nie mówi „nie zatrudniamy czarnych” – mówi się: „profil nie pasuje do kultury firmy”. Ten sam mechanizm działa na rynku nieruchomości.

Dziecko o „dobrym backgroundzie

W bogatych dzielnicach Paryża szkoły prywatne – formalnie otwarte dla wszystkich – pełnią rolę enklaw społecznej jednorodności. Nie ma tam oficjalnej selekcji rasowej, ale są czesne, dobrowolne datki, rozmowy kwalifikacyjne i subtelne sygnały, kto „pasuje”. Dziecko o „dobrym backgroundzie” rodzinnym i z dobrymi ocenami zostaje przyjęte do dobrej szkoły. Dziecko np. ukraińskiej migrantki z podobnym świadectwem – przyjęte raczej nie zostanie. Oficjalnie nie ma takich kryteriów. Nieoficjalnie mówi się o potrzebie zabezpieczenia płatności regularnych albo „sieci networkowej”, czyli de facto elity z Paryża, Lyonu, Montpellier czy innego miasta. 

Ciekawostką jest jednak, że w tych warunkach dobrze radzi sobie pracowita mniejszość chińska. Jej dzieci coraz liczniej uczą się w dobrych francuskich szkołach katolickich. Tylko 16 proc. uczniów szkół prywatnych pochodzi z rodzin tzw. klasy ludowej (robotników, imigrantów). W szkołach publicznych to średnio około 60 proc., zaś na przedmieściach niemal 100 proc.

W praktyce oznacza to, że dzieci z rodzin imigranckich uczą się częściej w szkołach gorzej finansowanych, z większą rotacją nauczycieli. Klasy średnie zabezpieczają przyszłość swoich dzieci w sektorze prywatnym.

Kto sprząta miasto?

Republika jest jedna, ale trajektorie życiowe zaczynają się w zupełnie innych punktach. Na końcu tej drogi czekają tzw. brudne zawody. Sprzątanie, wywóz śmieci, budownictwo, niższe szczeble pracy w logistyce. W sektorze oczyszczania i dbania o ulice i czystość w miastach we Francji pracuje około 600 tys. osób. Według badań Défenseur des droits (Rzecznika praw) i socjologów pracy zdecydowana większość to imigranci lub dzieci imigrantów, często czarnoskórzy lub pochodzenia północnoafrykańskiego.

Francja nie widzi rasy

Francuzi lubią powtarzać, że nie zbierają danych rasowych, bo „nie uznają ras”. Francuscy nauczyciele oburzają się, kiedy dziecko użyje słowa „rasa” w stosunku do przedstawiciela konkretnej społeczności lub kontynentu. Podobnie zachowują się francuscy intelektualiści czy dziennikarze. Jak ujął to socjolog i antropolog Didier Fassin: „Francja nie widzi rasy, ale doskonale widzi konsekwencje bycia dyskryminowanym”. I dopóki adres z Saint-Denis będzie czytany jak ostrzeżenie, a szkoła prywatna jak gwarancja „normalności”, republikańska równość pozostanie bardziej deklaracją niż faktem.

Ukryty rasizm jest dziś także jednym z najważniejszych zasobów politycznych we Francji. Skrajnie prawicowe Zjednoczenie narodowe (Rassemblement National) nie mówi o nim wprost. Mówi o „porządku”, „bezpieczeństwie” i „problemach z banlieues”, czyli z przedmieściami. 

Warto wiedzieć

Migracja w liczbach


Według danych OECD we Francji mieszkało w 2024 r. ok. 9,3 mln osób urodzonych za granicą, co stanowi ok. 14 proc. całej populacji.
Dane INSEE pokazują, że we Francji mieszka ok. 6 mln cudzoziemców, czyli osób bez francuskiego obywatelstwa (8,8 proc, populacji).

Ok. 39 proc. migrantów zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa domowego, opieką, sprzątaniem, zakupami itd.
Ok. 27,6 proc. pracuje w budownictwie, ochronie i służbach porządkowych – 60 proc. w służbach oczyszczania miasta w zależności od regionu – 70-90 proc.

Dane z różnych raportów sugerują, że bezrobocie wśród migrantów jest zwykle wyższe niż wśród osób urodzonych we Francji. Według niektórych źródeł w 2022 r. wynosiło ok. 12-14 proc. dla migrantów spoza UE. W przypadku obywateli Francji było znacznie niższe (ok. 5-6 proc.).

OECD, INSEE

Gdy Marine Le Pen atakuje Seine-Saint-Denis jako „republikę w republice”, jej elektorat doskonale rozumie kod. Chodzi o miejsca, gdzie mieszkają Arabowie i czarnoskórzy potomkowie imigrantów. Adres staje się argumentem wyborczym i narzędziem mobilizacji popartym przez statystyki w zakresie przestępczości czy molestowania seksualnego w transporcie publicznym, których sprawcami są najczęściej osoby pochodzenia imigranckiego lub imigranci.

Emmanuel Macron z kolei konsekwentnie odrzuca język rasizmu strukturalnego, uznając go za „import z amerykańskich kampusów”. Jego obóz preferuje narrację o równości szans i indywidualnej odpowiedzialności. Unika debaty o tym, dlaczego dwie osoby z tym samym CV – ale innym adresem lub nazwiskiem – nie startują z tej samej linii.

Lewica widzi problem tak: gdy Jean-Luc Mélenchon lub posłowie NUPES mówią o dyskryminacji systemowej, są oskarżani o „komunitaryzm” i „rozbijanie Republiki”. W efekcie francuska scena polityczna funkcjonuje w paradoksie. Wszyscy wiedzą, że nierówności mają kolor i kod pocztowy. Skrajna prawica potrafi je skutecznie wykorzystać w wyborach, a lewica mówi o „potrzebie zastępowalności” ludności białej przez imigrację.

Republika bez barw – ale z konsekwencjami

Republika formalnie „nie widzi koloru skóry”. Dopóki politycy nie zaczną mówić wprost o rasowych i społecznych mechanizmach (i nie podwyższą poziomu publicznej bezpłatnej edukacji), a nie tylko o „integracji” i „jedności”, dopóty Republika pozostanie podzielona. Nie na mapie administracyjnej, ale w codziennych szansach jej mieszkańców. 

Warto wiedzieć

Migranci, czyli kryminalna Marsylia

W 2023 r. około 4 686 cudzoziemców, którzy popełnili przestępstwa, zostało deportowanych z Francji z decyzją administracyjną po skazaniu lub naruszeniu prawa. Francja nie publikuje oficjalnych danych bezpieczeństwa według statusu dzielnicy jako tzw. non-zone – to raczej pojęcie medialne/polityczne niż formalna kategoria w statystykach SSMSI czy DGSI. Dobrym przykładem jest jednak Marsylia. W 2024 r. we Marsylii zgłoszono około 96 803 przestępstw i wykroczeń, co daje ok. 110,4 przypadków na 1 tys. mieszkańców – to relatywnie wysoki wskaźnik w porównaniu z innymi francuskimi miastami.
Według „Crime Index” (badającego m.in. podatność na kradzieże, przemoc i obawy mieszkańców) Marsylia jest często klasyfikowana jako jedno z bardziej kryminalnych miast Europy, z indeksem przestępczości wyższym niż wiele innych dużych ośrodków europejskich. W 2025 r. francuskie władze regionalne i lokalne w Bouches-du-Rhône podkreśliły, że osoby bez statusu/z nieuregulowanym statusem migracyjnym stanowiły znaczącą część osób zatrzymanych w ramach przestępstw publicznych w centrum Marsylii. Według relacji lokalnych władz ok. 65 proc. przestępstw ulicznych w centrum Marsylii wiązało się z osobami o nieuregulowanej sytuacji migracyjnej.

Crime Index

Problem istnieje, a jego wentylem są zamieszki na przedmieściach, kiedy młodzi ludzie palą samochody i niszczą wszystko, co im wpadnie w ręce. A Francuzi z dziada pradziada ze strachem poruszają się po „zakazanych dzielnicach” i strefach non zone, gdzie praktycznie nie mają już wstępu.  

Główne wnioski

  1. Dane z różnych raportów sugerują, że bezrobocie wśród migrantów jest zwykle wyższe niż wśród osób urodzonych we Francji. Według niektórych źródeł w 2022 r. wynosiło ok. 12-14 proc. dla migrantów spoza UE, w przypadku obywateli Francji było znacznie niższe (ok. 5-6 proc.).
  2. Francuzi lubią powtarzać, że nie zbierają danych rasowych, bo „nie uznają ras”. Francuscy nauczyciele oburzają się, kiedy dziecko użyje słowa „rasa” w stosunku do przedstawiciela konkretnej społeczności lub kontynentu, podobnie jak francuscy intelektualiści czy dziennikarze. We Francji oficjalnie nikt nie mówi o rasie, bo laïcité (laickość) ma być remedium na podziały.
  3. W sektorze oczyszczania i dbania o ulice i czystość w miastach we Francji pracuje około 600 tys. osób – według badań Défenseur des droits (Rzecznika praw) i socjologów pracy zdecydowana większość to imigranci lub dzieci imigrantów, często czarnoskórzy lub pochodzenia północnoafrykańskiego.