Wielka piłka, wielkie pieniądze. Kto i ile zarobi na mundialu?
FIFA deklaruje, że tegoroczny mundial będzie dla niej najbardziej dochodowy w historii. Dla współgospodarzy turnieju rachunek ekonomiczny nie jest już tak korzystny. Ale czy na organizacji dużych imprez sportowych w ogóle da się zarobić?
Z tego odcinka dowiesz się…
- Ile pieniędzy planuje na organizacji mistrzostw świata zarobić FIFA.
- Czy współgospodarze turnieju wyjdą na finansowy plus.
- Kto zwyciężył w gospodarczym mundialu.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Tegoroczne piłkarskie mistrzostwa świata już pierwszym gwizdkiem zapisały się w historii. Turniej rozgrywany jednocześnie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku będzie największym w dziejach – z udziałem 48 reprezentacji i aż 104 meczami. FIFA nie ukrywa, że liczy na rekordowe przychody. Znacznie bardziej skomplikowane jest jednak pytanie, czy na tym wielkim piłkarskim święcie zarobią także kraje-gospodarze.
Kto zyskuje na mundialu
W podcaście Sport to Pieniądz główny ekonomista Grant Thornton i współautor „Mundial 2026. Geopolityka, ekonomia i globalny biznes” oraz Marek Skawiński, główny ekonomista XYZ zwracają uwagę, że od lat wokół wielkich imprez sportowych funkcjonuje mit łatwych zysków dla miast i państw organizatorów. Tymczasem rzeczywistość jest dużo bardziej złożona.
– W przeszłości była szansa, aby kraj goszczący, czy miasta goszczące mistrzostwa świata, nie dołożyły, a może nawet zarobiły. Natomiast jeżeli chodzi o ten mundial, FIFA wprowadziła pewne innowacje, które powodują, że szansa, żeby miasta czy państwa organizujące wyszły na zero, jest minimalna. Także brutalna prawda moim zdaniem jest taka, że one do tego dołożą, natomiast zdecydowanym wygranym jest FIFA i to już dzisiaj wiemy – mówi dr Marcin Mrowiec.
To właśnie FIFA pozostaje głównym beneficjentem mundialowego biznesu. Organizacja przejmuje wpływy z praw telewizyjnych, większości umów sponsorskich oraz sprzedaży biletów. Gospodarze muszą natomiast pokryć znaczną część kosztów związanych z bezpieczeństwem, logistyką czy dostosowaniem infrastruktury.
Zdaniem ekspertów jednym z największych problemów są warunki narzucane przez FIFA. Po ujawnieniu szczegółów okazało się, że globalni sponsorzy FIFA blokują wiele lokalnych inicjatyw biznesowych. Miasta nie mogą swobodnie zawierać umów z partnerami z branż już zarezerwowanych przez światową federację. W efekcie część źródeł przychodów, które wcześniej pomagały równoważyć koszty organizacji, została praktycznie zamknięta.
– Tutaj musimy się cofnąć do momentu, kiedy były podpisywane umowy z miastami-organizatorami. Podpisywali je, nie znając wszystkich parametrów umowy. Dlatego np. Chicago nie podpisało umowy i teraz inne miasta przyznają mniej czy bardziej oficjalnie, że to była dobra decyzja, bo po prostu uchroni miasto przed dołożeniem do całej imprezy – tłumaczy dr Marcin Mrowiec.
Turystyka i gastronomia mogą wygrać
Nie oznacza to jednak, że mundial nie wywoła żadnych efektów gospodarczych. Szczególnie w sektorze usług można spodziewać się zwiększonego ruchu. Hotele, restauracje czy firmy transportowe przygotowują się na napływ kibiców z całego świata. Według obiegowej opinii o dużych imprezach, branże turystyczna czy gastronomiczna mogą na mundialu zarobić.
– Wydaje mi się, że ta obiegowa opinia jest zgodna z rzeczywistością. Wszyscy ekonomiści obserwują bacznie tzw. payrollsy, tzn. zmianę zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych w sektorze prywatnym i ta zmiana zatrudnienia była zaskakująco wysoka właśnie w ubiegłym tygodniu. Przybyło 177 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym, z czego 48 tys. w sektorze gastronomii i hotelarstwa, a więc ewidentnie było to przygotowanie pod mistrzostwa świata – uważa Marek Skawiński.
Tego rodzaju wzrost zatrudnienia nie musi jednak oznaczać trwałego przyspieszenia gospodarczego. Ekonomiści często zwracają uwagę na tzw. efekt substytucji. Pieniądze wydane przez kibiców w jednej branży nie pojawiają się gdzie indziej. Konsumenci zmieniają strukturę wydatków, ale niekoniecznie zwiększają ich łączną wartość.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli podczas turnieju widać tłumy kibiców i pełne restauracje, nie musi się to automatycznie przekładać na trwały wzrost gospodarczy. Część zwykłych turystów rezygnuje bowiem z przyjazdu, unikając tłoku i wysokich cen. W niektórych przypadkach może się okazać, że goście przyjeżdżający na futbol wydają mniej niż ci, którzy odwiedziliby dane miejsce w normalnych warunkach.
To właśnie dlatego badania dotyczące ekonomicznych skutków wielkich imprez sportowych tak często prowadzą do niejednoznacznych wniosków. W wielu przypadkach prognozy przygotowywane przed wydarzeniem okazują się znacznie bardziej optymistyczne niż późniejsze analizy.
FIFA już wie
Prezydent FIFA Gianni Infantino wielokrotnie zapowiadał, że w związku z mundialem przychody FIFA przekroczą 10 mld dolarów. Zarobek ma wynieść ponad 5 mld.
– Większa liczba reprezentacji, większa liczba meczów, to przekłada się na większą wartość praw medialnych. A prawa telewizyjne i medialne to są prawie 4 mld dolarów dochodów. Do tego bardzo mocne zacieśnienie warunków współpracy z miastami, więc tutaj też FIFA ma z tego tytułu większe wpływy. Wszystko to składa się na fakt, że te mistrzostwa będą rekordowe dla FIFA, jeżeli chodzi o przychody i zyski – mówi Marcin Mrowiec.
Znacznie trudniej jest policzyć, jak finansowo wyjdą na mistrzostwach gospodarki goszczących turniej państw.
– Niemalże z definicji jest tak, że te kraje nie zarabiają, dlatego że mimo wszystko jednak większość przychodów idzie bezpośrednio do FIFA, natomiast kraje-gospodarze nie partycypują w tych głównych źródłach przychodów, natomiast mają koszty – tłumaczy Marek Skawiński.
Na ostateczne rozliczenia mundialu trzeba rzecz jasna poczekać. Już dziś jednak można wskazać kilku potencjalnych zwycięzców i przegranych. FIFA niemal na pewno pobije własne rekordy finansowe. Korzystać będą także wybrane branże usługowe oraz część lokalnych przedsiębiorców. Znacznie mniej oczywista pozostaje sytuacja samych gospodarzy.
Meksyk może skorzystać dzięki przyspieszeniu inwestycji infrastrukturalnych. Stany Zjednoczone odczują raczej symboliczny wpływ w skali całej gospodarki. Kanada prawdopodobnie zauważy jedynie lokalne efekty związane z organizacją meczów.