Kategoria artykułu: Społeczeństwo

Wojna w Polsce byłaby ekonomicznym koszmarem. Koszty poszłyby w biliony

Europa przygotowuje się do wojny. Widać to po działaniach Unii Europejskiej, widać to po nerwowych ruchach i przyśpieszonych zakupach zbrojeniowych kolejnych krajów. Warto sobie postawić pytanie – ile kosztowałby konflikt zbrojny na terenie naszego kraju?

Zniszczenia wojenne na Ukrainie
Wojna w Polsce byłaby ekonomicznym koszmarem. Na zdj. zniszczenia po ataku dronem w Charkowie na Ukrainie (Photo by Polina Kulish/Gwara Media/Global Images Ukraine via Getty Images)

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak mogłyby wyglądać scenariusze uderzenia rosyjskiego na Polskę.
  2. Jakie byłyby zniszczenia i jaki byłby szacowany koszt odbudowy kraju.
  3. Co najbardziej ucierpiałoby w wyniku działań wojennych na terenie kraju.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Wojna jest kosztowna. Pochłania ludzi, siły i zasoby. Widać to po walczącej już piąty rok Ukrainie, która boryka się nie tylko ze stratami ludzkimi czy sprzętowymi, ale także ze stratami w infrastrukturze czy – mówiąc szerzej – tkance państwa. Wojna dotyka – niczym choroba – całego organizmu państwa. Warto więc postawić pytanie: jakie są te koszty? Próbę ich oszacowania podjął branżowy serwis Defence24.pl. Podsumowanie przedstawił w raporcie.

Autorzy rozważyli trzy możliwe opcje. Po pierwsze: niewielkie (relatywnie) uderzenie, dokonane przy pomocy nalotów samolotowych i uderzeń pociskami rakietowymi. Druga wersja to regionalna inwazja, ograniczona do terenów przygranicznych. Trzecia – pełnoskalowa wojna o wysokiej intensywności.

PKB w dół, kryzys finansowy, inflacja

Każdy ze scenariuszy zakłada złe (albo bardzo złe) wiadomości dla gospodarki. Od spadku PKB przez wzrost inflacji, wzrost długu publicznego do zniszczenia kapitału trwałego. Spadek PKB, zależnie od scenariusza waha się od 11,2 do nawet 55 proc. w dół.

Zniszczenie kapitału trwałego w wypadku opcji nr 1 (atak rakietowo-lotniczy) zakłada zniszczenie 75 proc. infrastruktury w strefie ataku. W przypadku pełnoskalowej wojny – nawet do 40 proc. infrastruktury w kraju.

Najgorzej wyglądają jednak szacunki inflacji i wzrostu długu publicznego. W razie ograniczonego uderzenia rakietowo-lotniczego, inflacja sięgnąć ma 80 proc. W razie wojny na pełną skalę – nawet 850 proc. (!) i zamienić się w hiperinflację.

Katastrofalnie wyglądają wyliczenia dla długu publicznego. W przypadku ataku rakietowego rośnie on do 85 proc. W przypadku wojny na pełną skalę osiąga astronomiczną wartość 250 proc. i oznacza bankructwo państwa.

Skąd takie dane? Atak, nawet przeprowadzony przy pomocy nalotów, dronów, rakiet, oraz w sferze cyber równa się uznaniu naszego kraju za strefę wojny. To podnosi o 30 proc. koszty transportu i z automatu obniża eksport o 16 proc.

To także prawdopodobne zniszczenie naszych energetycznych „okien na świat”: naftoportu i rafinerii w Gdańsku. Wreszcie zniszczenie północnego korytarza transportowego (Via Baltica), łączącego Polskę z krajami bałtyckimi.

Transport na deskach. Koszty napraw mogą nas zatopić

Dramatycznie wyglądają koszty napraw zniszczonej infrastruktury. Drogi, trasy szybkiego ruchu, linie kolejowe, mosty – to będą kluczowe punkty, które będzie starał się przejąć (lub zniszczyć) wróg.

Autorzy raportu same tylko koszty zniszczenia terminala logistycznego w Małaszewiczach szacują na 15 mld zł w wypadku scenariusza nr 1 i nawet 25 mld zł w razie wojny na pełną skalę. Porty i lotniska też będą obiektami uderzeń.

Prawdziwa hekatomba czeka jednak drogi i linie kolejowe. Koszty napraw autorzy szacują na 140 i 600 mld zł w pierwszym i trzecim scenariuszu. Infrastruktury kolejowej – na 150 i 500 mld zł.

Raport wylicza, że pełna odbudowa państwa (infrastruktura + przemysł + budownictwo) to od 3,5 do nawet 5,5 bln zł. Oberwałaby także energetyka i niemal każdy sektor przemysłowy. Niemal na pewno na celowniku znalazłyby się zakłady przetwórstwa ropy naftowej Część zakładów zostałaby bezpowrotnie zniszczona, szczególnie te na północy i wschodzie Polski. A nie można zapominać, że to także obszary zalesione i pełne rzek i jezior, stanowiące element dziedzictwa naturalnego.   

„Wojna zawsze oznacza stratę. Stratę życia, zdrowia, dorobku pokoleń, stabilności gospodarczej oraz poczucia bezpieczeństwa. Im lepiej rozumiemy jej realne konsekwencje, tym większa szansa, że będziemy w stanie im zapobiegać lub, jeśli okaże się to niemożliwe, ograniczać ich skalę” – napisał we wstępie do raportu gen. Jarosław Gromadziński.

Kilka złych scenariuszy

W raportach opisano scenariusze, w których – w każdym wypadku – punktem wyjścia jest atak na kraje bałtyckie. W pierwszym z nich celem jest zajęcie Litwy, Łotwy i Estonii. Na Polskę uderzenia spadłyby jedynie „dodatkowo” – przy pomocy dronów, pocisków rakietowych oraz cyberataków. Rosyjskie wojska nie przekraczają jednak granic naszego kraju. Ataki odbywają się głównie na cele wojskowe i główne aglomeracje: warszawską i trójmiejską.

Drugi scenariusz zakłada uderzenie, w którym celem również są państwa bałtyckie, ale naruszone zostają także granice Polski. Dochodzi do bardzo dużych zniszczeń, a część wschodniej Polski znajduje się pod okupacją. Ostatecznie Rosjanie wycofują się, ale ze względu na ataki rakietowe, dronowe i obecność wojsk rosyjskich, duża część kraju jest mocno zniszczona. Polska traci przynajmniej część suwerenności, choć wojska sojusznicze nie wycofują się z niej na dobre.

Trzeci scenariusz to pełnoskalowa inwazja, w której Rosja uderza z północy (obwód królewiecki). Oraz ze wschodu, od strony zajętej szybko Litwy i Białorusi. Po kilku miesiącach i interwencji NATO, Rosjanie wycofują się, jednak kraj jest dramatycznie zniszczony. Wycofujące się wojska rosyjskie niszczą bowiem wszystko, co de facto może stanowić wartość, a szczególnie elementy infrastruktury. Na to nakłada się także zatrucie środowiska naturalnego i problemy z uprawą roślin na terenach skażonych czy zaminowanych.

Scenariusz ten kończy się hiperinflacją i bankructwem państwa. Zniszczeniu ulega, jak przewiduje w raporcie prof. Konrad Trzonkowski, były dyrektor zarządzający Agencji Rozwoju Przemysłu, od 55 do 80 proc. infrastruktury. Następuje kryzys energetyczny, odcięcie zasilania, problemy z zaopatrzeniem w paliwa, a nawet z jedzeniem. Nakłada się na to kryzys pracy, ogromny wzrost bezrobocia. Nawet do 43 proc. na terenach nieokupowanych – w uproszczeniu: na zachód od Wisły.

Prof. Konrad Trzonkowski wskazuje, że w trzecim scenariuszu nasz kraj stanąłby przed koniecznością systemowej rekonstrukcji, takiej jak po II wojnie światowej. Jej koszt sięgnąłby od 3,5 do 5,5 bln zł.

Skutki na dziesięciolecia

Po pełnoskalowej wojnie, nasz kraj byłby zdewastowany i zniszczony. Zniszczenia przemysłu, infrastruktury, straty wojenne, ogromne traumy – byłaby to smutna codzienność. Odbudowa kraju zajęłaby dekady. Raport kończy się gorzkim podsumowaniem, że bez systemowej budowy odporności już w fazie przedkonfliktowej, Polska ryzykuje trwałą marginalizację i status państwa upadłego. I to niezależnie od ostatecznego wyniku operacji militarnych.

Stąd zatem duże inwestycje w przemysł zbrojeniowy. A także zakupy sprzętu wojskowego i gwałtowne, dość chaotyczne próby odbudowy rezerw czy szkolenia na szeroką skalę. Czas, by zapobiec czarnym scenariuszom kurczy się każdego dnia.

Główne wnioski

  1. Atak Rosji na kraje bałtyckie i Polskę byłby prawdziwą katastrofą, przede wszystkim gospodarczą. Wojna na pełną skalę uczyniłaby z Polski, jakwynika z raportu Defence24.pl, kraj o marginalnym znaczeniu.
  2. Wojna doprowadziłaby do zniszczeń zarówno militarnych, jak i do klęski demograficznej, ekonomicznej i ogromnego drenażu umysłów. Wiązałaby się również z olbrzymimi zniszczeniami infrastruktury i naruszeniem spójności sojuszy (Unia Europejska, NATO).
  3. Koszty odbudowy państwa po wojnie na pełną skalę mogłyby sięgnąć nawet 5,5 bln zł. Nasz kraj wymagałby całkowitej odbudowy; takiej, jak po II wojnie światowej.