Wyścigi na Służewcu biją rekordy. Tor chce zarabiać także w inny sposób
Ponad 18 tys. osób wybrało się na tegoroczną Wielką Warszawską. Gonitwa jest najważniejszym punktem sezonu wyścigów konnych w Polsce. – Dni wyścigowych mamy znacznie więcej, a na 138 ha przestrzeni dzieje się znacznie więcej – opowiada dyrektor Toru Służewiec Paweł Rabantek.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Jak zwiększają się przychody Toru Służewiec.
- Ile Tor zarabia na zakładach na wyścigi konne.
- Jakie wydarzenia, poza wyścigami konnymi, odbywają się na Służewcu.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Wyścigi konne mają w Polsce wizerunek sportu elitarnego, kojarzonego z zamożnymi klientami i obstawianiem wygranych koni. Służewiec – najbardziej znany tor w naszym kraju – próbuje ten stereotyp przełamać.
– W tym roku postawiliśmy na komunikację „przeżyj weekend po warszawsku”. Lokalne inicjatywy i coś, co jest mocno zakorzenione w lokalnej kulturze, ma dość duży potencjał i wokół tego chcemy budować nasz wizerunek – mówi w podcaście „Sport to pieniądz” Paweł Rabatnek, dyrektor Toru Służewiec.
Na rozgrywaną w ostatni weekend września Wielką Warszawską, najbardziej prestiżową gonitwę w Polsce, przyszło ponad 18 tys. osób. Nie tylko stali bywalcy Służewca i miłośnicy wyścigów konnych, ale też rodziny z dziećmi czy grupy znajomych, szukającego mniej typowego sposobu na spędzenie weekendu.
Tegoroczna frekwencja to rekord ostatnich lat, który wygenerował także rekordowy przychody z biletów. Do najwyższych frekwencji wszech czasów jednak daleko – w latach 70. największe gonitwy przyciągały nawet 40 tys. widzów. W ciągu sezonu przez Służewiec przewijało się 2 mln widzów.
– Czasy się zmieniły. Jak spojrzymy na lata 70., kiedy ta frekwencja była najwyższa, to Tor Służewiec nie miał za dużej konkurencji w Warszawie, jeśli chodzi o sposób spędzania wolnego czasu. Teraz konkurujemy nie tylko z Łazienkami czy wyjściem nad Wisłę, ale też z Netflixem, wydarzeniami kulturalnymi i sportowymi. W Warszawie jest ich bardzo dużo – zauważa Paweł Rabantek.
Wyścigi dla każdego
W tym roku na Służewcu zaplanowano w sumie 45 dni wyścigowych. Najważniejsze z nich to, oprócz Wielkiej Warszawskiej, to także otwarcie sezonu i Derby. To one przyciągają największą publikę. Coraz częściej także tych, którzy debiutują na służewieckich trybunach.
– Badamy bariery, jakie są wśród osób przed przyjściem na tor. Wiele z nich uważa, że to trochę niedostępne miejsce, na które trzeba się specjalnie wystroić. Obawiają się swojego nieodpowiedniego ubioru. Zupełnie niepotrzebnie – mówi Paweł Rabantek.
Jedną z psychologicznych barier jest też spodziewana cena biletów. Tymczasem bilety na Wielką Warszawską można było nabyć za 75zł. Na wiele gonitw sezonie kosztują 20zł. W kalendarzu wydarzeń są też gonitwy, na które wstęp jest bezpłatny.
– Gonitwy są oczywiście osią naszych wydarzeń, wszystko odbywa się wokół nich i to one są głównym pretekstem żeby przyjść na Służewiec. Natomiast nie trzeba znać się na gonitwach, analizować wcześniej jakie konie pobiegną. Można po prostu przyjść, poczuć atmosferę i wziąć udział w czymś, co jest unikatowe – tłumaczy dyrektor Toru.
Kto wygrywa na zakładach?
Pula nagród tegorocznej Wielkiej Warszawskiej wyniosła 520 tys. zł. Ale wyścigi konne kojarzą się też z nagrodami dla obstawiających je kibiców.
– To jest element uczestniczenia w wydarzeniu. Puścić kupon dosłownie za kilka złotych i może coś wygrać. To odbywa się na innych zasadach niż bukmacherka. Mamy totalizator, gdzie osoby wpłacają pieniądze i z tej puli mniej więcej dwie trzecie jest przeznaczone na wygrane. Nie wiem czy są osoby, które żyją z tego obstawiania, ale są osoby, które twierdzą, że tak – mówi Paweł Rabantek.
Zakłady nie są znaczącą częścią całkowitych przychodów Toru. Tu dominują wpływy z biletów i sponsoringu.
– W tym roku zaczęliśmy budować siatkę sponsorską. Przychody ze sponsoringu rok do roku to jest plus 45 proc. To, co marki widzą w Torze Służewiec w przeciwieństwie do innych dyscyplin sportowych, to możliwość budowania unikatowych treści. W Ekstraklasie, w koszykówce czy w siatkówce liczy się rozpoznawalność. U nas to wyjątkowość – przekonuje Paweł Rabantek.
Nie tylko konie
Cały kompleks Toru Służewiec zajmuje 138 hektarów. Znajdują się tam trybuny, stajnie, mieszkania i ogromne przestrzenie, które mogą być wykorzystywane przez pozostałą część roku.
Organizowane są tam imprezy firmowe i sportowe, kino samochodowe, biegi, wydarzenia rowerowe oraz festiwale. W sumie Tor wynajmuje przestrzenie 250 razy w roku.
– Mówiąc Tor Służewiec myślimy o torze zielonym, po którym biegają konie. Natomiast ta przestrzeń jest znacznie większa i cały czas staramy się jak najlepiej zagospodarowywać. Oczywiście bez kolizji z dniami wyścigowymi, bo to jest cały czas najważniejsze – mówi Paweł Rabantek.
Na terenie Służewca odbywają się już m.in. Orange Warsaw Festival i Letnie Brzmienia. Dyrektor Toru chciałby przyciągać kolejne duże, międzynarodowe wydarzenia niezwiązane z wyścigami. W planach jest też budowa ogólnodostępnego parku.
Toru Służewiec nie chce być wyłącznie miejscem, do którego przychodzi się oglądać i obstawiać konie. Ma być obiektem sportowym, przestrzenią wydarzeń, miejscem spotkań i atrakcyjną platformą dla marek. A wyścigi pozostanąą jego najważniejszym atutem. Tegoroczny sezon potrwa do 15 listopada.