Kategoria artykułu: Kultura

Wystawa o „współ”. Czyli uratuje nas wspólnota

W przypadku tej wystawy nie od razu wiadomo, o czym naprawdę jest i jaką daje receptę na rozpadający się świat. I właśnie dlatego trzeba ją obejrzeć obowiązkowo. A szansa tylko do niedzieli!

Widok wystawy „Chcemy całego życia. Współdzielenie” w Galerii Studio
Widok wystawy „Chcemy całego życia. Współdzielenie” w Galerii Studio. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego na wystawie „Chcemy całego życia. Współdzielenie” w Galerii Studio pojawiają się opowieści pracowników seksualnych.
  2. Kim są Siostry Rzeki.
  3. Która artystka zaprzyjaźniła się z wilczycą.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Prezentacja „Chcemy całego życia. Współdzielenie” w Galerii Studio to kontynuacja ubiegłorocznego projektu „Chcemy całego życia. Feminizmy w sztuce polskiej”. Można go było obejrzeć w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie.

Ale zespół kuratorski funkcjonujący jako – co samo w sobie w Polsce jest pewną intrygującą nowością, ale i wyzwaniem dla instytucji – Kolektyw Seminarium Feministyczne (skład: Anka Leśniak, Karolina Majewska-Güde, Paulina Olszewska, Agnieszka Rayzacher i Dorota Walentynowicz) bada tym razem wątek wspólnotowości. Oczywiście nie uciekając od swojego prokobiecego zacięcia, proponuje zupełnie nowe, poszerzone ujęcie. Wystawa w czasach wzrostu anonimowości i epidemii samotności podejmuje refleksję nad potencjałem wspólnego działania, współodczuwania i współodpowiedzialności, a także nad problemami, które nieodłącznie wkradają się we wspólnoty. Sięgają w przeszłość, ale przyglądają się też teraźniejszości, a nawet pytają o przyszłość. I właśnie te różne perspektywy dają wgląd w to, co możemy zobaczyć.

Brak barier, brak podziałów

Już na wejściu spotka nas błyszczący manifest. To hasło, które przyświeca nie tylko pracy Kolektywu i ich kolejnym wystawom, ale w ogóle towarzyszy kobietom żądającym zmian. „Chcemy całego życia”, neon Elżbiety Jabłońskiej, który został zaprojektowany na podstawie odręcznego pisma Zofii Nałkowskiej, odwołując się do wygłoszonego przez nią w 1907 roku hasła podczas zjazdu polskich kobiet. Cóż za paradoks, że nawet dziś hasło brzmi bardzo aktualnie…

Na dwóch piętrach galerii mieszczącej się w PKiN zobaczymy prace podzielone na sekcje „współdziałania”, „współodczuwania” czy „współodpowiedzialności”. Granice między nimi są jednak bardzo płynne, mija się je bezszelestnie. W wielu miejscach łączą się nie tylko te pojęcia, ale także przeszłość z teraźniejszością. Teoria z praktyką. Prace wchodzą ze sobą w nieoczywiste dialogi. Jak „Manifest Edukacji empatycznej” Jaśminy Wójcik. To kolaż rysunków dotyczący tego, jak sprawić, by szkoła i wychowanie były czymś więcej niż tresowaniem jednostki opartym na strachu i rywalizacji. Wisi obok zdjęć dokumentujących proces „Chłopięca  nie-hegemoniczność” Arka Pasożyta. To z kolei zapis warsztatów, których celem było pokazanie chłopcom uwikłanym w trudy relacji przemocowych, jak można kształtować relacje społeczne.

Socrealizm, spółdzielnia, pracownicy seksualni

Widok wystawy m.in. z obrazami Heleny Krajewskiej
Widok wystawy m.in. z obrazami Heleny Krajewskiej. Fot. Łukasz Gazur

Innym ciekawym zestawieniem są prace zapomnianej dziś zupełnie Heleny Krajewskiej. „Tytoniarki”, „Czerwona włóczka” czy „Nauka. Przekazywanie doświadczenia” noszą silnie widoczny, socrealistyczny dydaktyzm, skupiony wokół produkcyjności i kolektywności. Obok można obejrzeć wideo „Leczy i upiększa” Alicji Wysockiej i Izy Koczanowskiej. Ich opowieść dotyczy mitu spółdzielni kosmetycznej „Izis”. Marzenia o pięknie w czasach przed botoksem, ale jednocześnie – przez spółdzielczy aspekt – rymują się ze wspomnianym malarstwem w bardzo nieoczywisty, ale ciekawy sposób.

Jeszcze ciekawiej wybrzmiewa inne – dla wielu dość szokujące zestawienie. Kolektyw Kamelia, zespół artystyczny gromadzący osoby działające na rzecz pracowników seksualnych. Kolaż, który widzimy, to wycinki z gazet, dzięki którym przedstawiciele środowiska mogą mówić o sobie, swoich lękach i marzeniach. Zyskują głos z pomocą wycinków z tabloidów i krzykliwych kolorów. Wołają o to, by być zauważonym na marginesie życia społecznego.

Kolektyw Kamelia (Alek, Hali, wiktoria, Kola), bez tytułu
Kolektyw Kamelia (Alek, Hali, Wiktoria, Kola), bez tytułu. Fot. Łukasz Gazur

Obok wiszą bardzo ascetyczne – i słowo to nie jest przypadkowe – prace Teresy Murak. Abstrakcyjne plamy na czarnym tle. „Ścierki Wizytek” to dzieła wykonane przy użyciu szmat, którymi siostry zakonne wycierają podłogi. Nawiązując do codziennej krzątaniny sióstr artystka pyta swoimi pracami o rolę najniżej ustawionych w hierarchii i wykorzystywanych jej zdaniem kobiet, których całe dorosłe życie upływa pod hasłem „usług” i „posłuszeństwa”.

Tylko natura nas wyzwoli

Dużo miejsca na wystawie poświęcono powrotowi do natury i zależnościom międzygatunkowym. Ostatnio to modny temat na fali zmian klimatu, sprzeciwu wobec rabunkowej gospodarki, szacunku do zwierząt – zarówno domowych, jak i dzikich.

Tu pojawiają się choćby sztandary robione przez (znów!) kolektyw, czyli Siostry Rzeki. To grupa bardzo różnorodna, której celem jest ochrona strumieni i strumyczków, walka o zachowanie ich naturalnego charakteru, walka z betonowaniem ich brzegów i o zachowanie ich ekosystemów.

Tuż obok – wykonane ze śmieci – „Superorganizmy” Elwiry Szteter. Wyglądają jak kamienie porosłe mchem i dziką roślinnością. To wyraz  tęsknoty za przyrodą w świecie nadprodukcji rzeczy, w którym zbyt szybko rzeczy stają się odpadkiem. Artystka zmienia – w duchu kultury recyklingu – niepotrzebne okruchy konsumpcji w dzieła utkane z tęsknoty za naturą.

Natalia Bażowska, „Luna”
Natalia Bażowska, „Luna”. Fot. Łukasz Gazur

I wreszcie jedno z najbardziej wzruszających dzieł na wystawie – „Luna”. Artystka Natalia Bażowska prowadzi nas przez rodzaj skrótu ze swojego filmowego pamiętnika, będącego zapisem budowania relacji z wilczycą odrzuconą przez stado, która zamieszkała w rezerwacie. Dzień po dniu, krok po kroku zaczynają przełamywać nieufność, zadzierzgając międzygatunkową przyjaźń. To ten rodzaj sztuki, który wzrusza zostawiając nas jednocześnie z poczuciem opowieści o czymś ważnym…

Viola Głowacka „Perła praska 24h”
Viola Głowacka „Perła praska 24h”. Fot. Łukasz Gazur

Rozmaitych wątków jest tu znacznie więcej, każdy znajdzie coś dla siebie. Ale ważniejsze, że cała wystawa pokazuje, w jak nieoczywistych miejscach mogą leżeć antidota na problemy wspólnoty i ze wspólnotą. Że – jak w pracy Wioli Głowackiej, która z puszek po piwie znalezionych na warszawskiej Pradze stworzyła niezwykłą muszlę – perełki odkryć można w najbardziej zaskakujących miejscach i w najbardziej nieoczywistych relacjach.

Główne wnioski

  1. Wystawa w galerii Studio w czasach wzrostu anonimowości i epidemii samotności podejmuje refleksję nad potencjałem wspólnego działania, współodczuwania i współodpowiedzialności, a także nad problemami, które nieodłącznie wkradają się we wspólnoty.
  2. Kolektyw Kamelia to zespół artystyczny gromadzący osoby działające na rzecz pracowników seksualnych. Kolaż, który można zobaczyć na wystawie, to wycinki z gazet, dzięki którym przedstawiciele środowiska mogą mówić o sobie, swoich lękach i marzeniach. Zyskują głos z pomocą wycinków z tabloidów i krzykliwych kolorów. Wołają o to, by być zauważonym na marginesie życia społecznego.
  3. Natalia Bażowska to artystka, która stworzyła wideo oparte na swojej przyjaźni z wilczycą Luną.