Z mundialu do Ekstraklasy. Polski sędzia o pracy na mistrzostwach i uczeniu się oceniania spalonych
Reprezentacja Polski na tegorocznym mundialu nie zagrała, ale dwa mecze turnieju poprowadził polski zespół sędziowski. – Mieliśmy na miejscu treningi, podczas których ćwiczyliśmy boiskowe sytuacje pod konkretne drużyny. Szkoda, że skończyliśmy tylko na dwóch meczach – mówi Tomasz Listkiewicz, sędzia asystent z zespołu Szymona Marciniaka.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak sędziowie asystenci ćwiczą wzrok i w jaki sposób uczą się wychwytywać kilkucentymetrowe spalone.
- Jakie kryteria decydują o tym, którzy sędziowie prowadzą na mundialu dane mecze.
- Co sędziowie robili na mundialu w trakcie przerw „na nawodnienie".
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Argentyna - Algieria oraz Egipt - Iran. Przy tych dwóch mundialowych meczach pracowali polscy sędziowie. Szymonowi Marciniakowi pomagali na liniach Tomasz Listkiewicz i Adam Kupsik.
– Mistrzostwa świata to impreza numer jeden. Cały trik polega na tym, żeby swój stopień pobudzenia i stresu niwelować. Bo przed meczem, w jakiejś mniejszej miejscowości, nikogo nie obrażając, kiedy wiem, że będzie 200 kibiców i zapach kiełbasek, raczej muszę się pobudzać, żeby wejść na boisko skoncentrowany. Na mundialu trzeba z siebie zdejmować presję, żeby utrzymać profesjonalny poziom i nie popełniać błędów. Teraz już wiem, jak to robią, ale na swoim pierwszym turnieju w 2018 roku, gdy wyszedłem na boisko i usłyszałem hymny, nogi mi się ugięły. Prawie niczego z tamtego spotkania nie pamiętam – mówi w podcaście „Sport to pieniądz" Tomasz Listkiewicz.
„Błędy" nie zawsze są błędami
Wokół niektórych meczów mundialu wiele było kontrowersji sędziowskich. Arbitrom dostało się od kibiców za niepokazywanie kartek czy nieodgwizdywanie fauli w sytuacjach, w których według kibiców powinni to robić.
–Jeśli wzięlibyśmy 15 największych mundialowych kontrowersji, to pewnie w 10 nie było błędu. Kibice, ale też komentatorzy czy eksperci, zwykle nie wiedzą, jakie wytyczne dostają sędziowie. A czasami po prostu nie znają wszystkich przepisów. Myślę, że ze strony FIFA zabrakło trochę komunikacji. Czasami po meczu piłkarze pytają o jakieś sytuacje. Tłumaczymy wtedy powody decyzji i często okazuje się, że to zmienia ich perspektywę – mówi Tomasz Listkiewicz.
Polacy sędziowali dwa mecze, choć na turnieju zostali do końca. Wydawało się, że zostaną przydzieleni do jeszcze jednego spotkania.
– Dobór sędziów do meczów opiera się na ocenie formy, decyzyjności i umiejętności zarządzania widowiskiem. Są mecze, które wymagają świetnej kondycji i takie, w których kluczowy jest autorytet. FIFA stara się także kierować zasadą neutralności kontynentalnej. Faktycznie liczyliśmy na jeszcze przynajmniej jeden mecz, ale tak się ułożyło, że skończyliśmy mistrzostwa na dwóch – mówi Tomasz Listkiewicz.
W mediach pojawiały się spekulacje, że polskie trio może drugi turniej z rzędu poprowadzić finał, ale według Tomasza Listkiewicza było to jedynie myślenie życzeniowe.
– Pojawiła się myśl w głowie, że może, może. Ale jednak byliśmy realistami. Dwa finały mundialu? To się nie zdarza – mówi polski sędzia.
Sokoli wzrok
Sędziowie główni pokonują w ciągu meczu nie mniej kilometrów niż piłkarze. Asystenci zwykle mniej, ale muszą być gotowi na sprinty za podawaną do napastników piłką. Wszyscy regularnie przechodzą testy biegowe.
Testy UEFA obejmują też szczegółowe badania wzroku. W ich pracy istotne są umiejętność synchronizacji obrazu, ale też podzielności uwagi i intuicji zbudowanej na tysiącach sytuacji.
– Doświadczenie pozwala czasem „czuć”, że spalony, który widać, w rzeczywistości nie istnieje. Wiem też, że jeśli widzę piłkarza, który wystaje 10 cm przed obronę, to spalonego nie ma, bo on się przesunął, zanim go dostrzegłem. Muszę go w głowie automatycznie przekalkulować – tłumaczy Tomasz Listkiewicz.
Rzadkością, ale i gratką, są dla sędziów treningi z piłkarzami, którzy imitują boiskowe sytuacje. Na mundialu organizowano je codziennie.
– Wynajęci piłkarze odtwarzali konkretne akcje, by sędziowie mogli poczuć grę. Gdy znane były już obsady meczów, zawodnicy starali się naśladować styl gry konkretnych zespołów. To było bardzo pomocne. Brakuje takich treningów na co dzień –mówi Tomasz Listkiewicz.