Zapomnij o morsowaniu, w zimnej wodzie trzeba pływać. Przekonuje o tym Agnieszka Stachowiak, polska gwiazda pływania lodowego w kategorii 50 plus
Pierwszy raz w lodowatej wodzie Agnieszka Stachowiak popłynęła w czasie pandemii koronawirusa, już po 50 urodzinach. Szybko zaczęła odnosić sukcesy w międzynarodowych wyścigach, a zachwycona tym sportem ekstremalnym, zaczęła go też promować. Dziś mówi, że „do zimnej wody wprowadziła już prawie 400 osób; czasami za rękę i przytulając, żeby pomóc przełamać blokady znajdujące się w głowie”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jakich okolicznościach Agnieszka Stachowiak odkryła pływanie lodowe.
- W jakiej branży biznesowej Agnieszka Stachowiak odniosła sukces.
- Dlaczego pływacy lodowi przed startem w zawodach nie wchodzą wcześniej do wody, by się zaaklimatyzować.
Pływanie lodowe to sport ekstremalny, którego rdzeniem są wyścigi w wodzie o temperaturze niższej niż pięć stopni Celsjusza. Rywalizacja odbywa się na otwartej przestrzeni, w Polsce np. w Bałtyku, Odrze lub w jeziorach.
– W najbliższą sobotę 24 stycznia będziemy ścigać się w Gdyni podczas zawodów Pucharu Świata. Temperatura Bałtyku wynosi obecnie nieco poniżej zera, a więc już od czwartku pracować tam będą specjalne kompresory podgrzewające wodę i topiące lód. Muszą powstać tory takie jak na basenie – wyjaśnia Agnieszka Stachowiak.
Pasja skutkiem pandemii
Agnieszka Stachowiak przygotowuje się do mistrzostw świata i Europy.
– Na szczęście jestem poznanianką i nie mam problemu ze znalezieniem miejsca do pływania. Nie wszyscy wiedzą, że Wielkopolskę nazywa się czasem drugimi Mazurami. Wokół Poznania mamy 60 jezior! Moim ulubionym jest Jezioro Strzeszyńskie. Trenuję tam obecnie trzy dni w tygodniu, do tego dochodzi praca na „zwykłym” basenie. Zbliżają się mistrzostwa Europy i mistrzostwa świata – mówi Agnieszka Stachowiak.

Ma 56 lat i nie zamierza zwalniać. Mimo że medali zdobyła już wiele, i to na mistrzostwach świata (oczywiście w swojej kategorii wiekowej).
– Cały czas sprawia mi to wielką przyjemność. Wskoczyć do lodowatej wody i jak najszybciej pokonać dystans 50, 100 lub 200 metrów... Czasem łapię się na tym, że przecież gdyby nie pandemia, to żyłabym nieświadoma tego, czym jest pływanie lodowe. Ba, pewnie nie dowiedziałabym się nawet, że coś takiego istnieje – mówi Agnieszka Stachowiak.
Najpierw było morsowanie...
W czasie pandemii była znudzona tym, że wszystko wokół jest zamknięte. Poza tym jej życie zawodowe – działalność w branży beauty – właściwie się zatrzymało. Chciała znaleźć jakąś niebanalną odskocznię.
– Mój syn pewnego dnia powiedział, żebym może spróbowała morsowania. Zainteresowało mnie to, byłam ciekawa, czy dam radę wejść do lodowatej wody. Gdy już mi się to udało, to oczywiście szybko poczułam ekscytację. Ale równie szybko, bo już dwie minuty później, dopadło mnie zdziwienie. Zapytałam ludzi wokół, dlaczego tylko tak stoimy. Popukali się w głowę, tłumacząc, że właśnie na tym polega morsowanie… – wspomina Agnieszka Stachowiak.
Gdy wróciła do domu, zaczęła w internecie szukać czegoś, co byłoby połączeniem przebywania w lodowatej wodzie i ruchu. Tak odkryła pływanie lodowe, sport, który obecnie w Polsce na zawodach gromadzi średnio ok. 150 lub 200 osób.
– Bardzo szybko zapisałam się na zawody i od razu wypadłam bardzo dobrze. Moim pierwszym dystansem był wyścig na 25 m. Myślę, że w naszym kraju jest ok. 500 osób, które uprawiają ten sport z myślą o regularnych startach w zawodach – mówi Agnieszka Stachowiak.
Tajniki pływania lodowego
W pierwszych swoich wyścigach Agnieszka Stachowiak wypadła od razu tak dobrze m.in. dlatego, że jako młoda dziewczyna trenowała przez 5 lat pływanie. Od 10 do 15 roku życia – w szkole pływackiej, po trzy godziny dziennie.
– Tylko że gdy przerwałam treningi w wieku 15 lat, to przez kolejnych 35 właściwie nie chodziłam na basen. Miałam „alergię” przez te mordercze treningi, w dorosłym życiu wybierałam jazdę na rowerze lub bieganie. Oczywiście przyznaję, że fakt, iż w szkole pływackiej nauczono mnie techniki, miał ogromne znaczenie, gdy zaczęłam uprawiać pływanie lodowe. Ale równie ważne było to, że umiałam odnaleźć się w takich nowych warunkach – opowiada Agnieszka Stachowiak.
Blokadę związaną z wejściem do zimnej wody przełamała szybko, chociaż wchodzi się do niej w zwykłym stroju basenowym, bez żadnych elementów ogrzewających. Dłużej zajęła jej walka z tym, by przestać się rozgrzewać przed pływaniem w zimnej wodzie.
– Walczyłam z tym przez rok, nawet chowałam się, by zrobić krótką rozgrzewkę przed startem. Nie potrafiłam pływać bez rozgrzewki. A w pływaniu lodowym ciał się nie rozgrzewa, żeby uniknąć nagłych spadków temperatury. Nie mogłam jednak zdjąć tej blokady, aż pewnego dnia, gdy mieliśmy pływać w zimnej wodzie w nocy, przyjechałam w ostatniej chwili. I już musiałam wskoczyć do wody od razu. Tylko się uśmiechnęłam, zrozumiawszy, że rozgrzewanie ciała w naszym sporcie jest zupełnie niepotrzebne – wspomina Agnieszka Stachowiak.
Inną charakterystyczną cechą pływania lodowego jest to, że pływacy przed zawodami (w dniu startu) w ogóle nie wchodzą do wody. Pierwszy kontakt z nią jest jednocześnie początkiem walki o jak najlepszy czas.
– Chodzi o to, żeby tych wejść do zimnej wody, było jak najmniej. Na zasadzie: jeśli już wchodzimy, to od razu płyniemy na maksa. Bo każde wejście to jednak wyzwanie dla organizmu. Co ciekawe, ja akurat mogłabym kilka razy tę barierę przełamywać, zwłaszcza gdy w pobliżu jest sauna, ale większość pływaków chce to ograniczać do dwóch takich wejść dziennie. Mnie udało się wytrenować na tyle, że nie mam problemu, choć wcześniej raczej uważałam się za „zmarzluszka”. W czasie mrozów szybko zaczynało boleć mnie gardło – mówi Agnieszka Stachowiak.
Dopytywana, czy połączenie lodowatej wody z sauną chwilę później na pewno jest bezpieczne, zwraca uwagę na jeden ważny aspekt pływania lodowego.
– Nie jesteśmy morsami, w wodzie przebywamy znacznie krócej. Wskakujemy, dajemy z siebie wszystko i po minucie, dwóch lub trzech wychodzimy. Wtedy sauna jest świetnym rozwiązaniem. No, chyba że mowa o pływaniu lodowym na 1000 metrów, ale ja nie jestem zwolenniczką tego dystansu. Ludzie wtedy wychodzą z wody zmaltretowani, a ja chcę wyskakiwać jak rakieta z uśmiechem na ustach – opowiada Agnieszka Stachowiak.
BoJa i Ty
Wspomnianym wyżej uśmiechem Agnieszka Stachowiak od razu chciała zarażać innych. Mówi bez ogródek, że chce zabierać ludzi od morsowania do pływania lodowego.
– Na początek może do pływania zimowego. Ono zaczyna się od 10 stopni Celsjusza. Naprawdę uważam, że to lepsze niż morsowanie. Jest bardziej ekscytujące, krótsze, dynamiczniejsze, a endorfiny i korzyści zdrowotne są te same lub większe. Oczywiście nie każdy może tak pływać, nigdy nie wprowadziłabym do wody osób cierpiących na choroby naczyniowo-sercowe. Ryzyko byłoby olbrzymie – dodaje Agnieszka Stachowiak.
Założyła stowarzyszenie BoJa i Ty [od słowa boja, przedmiotu „asekurującego” pływaków], propaguje pływanie zimowe i lodowe.
– Wprowadziłam do zimnej wody już prawie 400 osób, czasami za rękę i przytulając, żeby pomóc przełamać blokady znajdujące się w głowie. Taka już jestem, że się dzielę… – rozkłada ręce Agnieszka Stachowiak.
Metamorfozy
Dzięki umiejętności dzielenia się Agnieszka Stachowiak odniosła sukces w biznesie – i nie chodzi tu o stowarzyszenie BoJa i Ty, gdyż ono jest prowadzone niekomercyjnie. Agnieszka Stachowiak w życiu biznesowym dzieli się tym, w jaki sposób można przejść metamorfozę. Wracamy tutaj do wspomnianej branży beauty.
– Wszystko zaczęło się ok. 20 lat temu, gdy sama nie czułam się dobrze z tym, jak wyglądam. Postanowiłam się zmienić, a żeby to zrobić, musiałam mocniej zainteresować się dziedziną beauty. Pierwszą metamorfozą, jaką wykonałam, była ta przeprowadzona na sobie. Efekt był na tyle dobry, że w kręgu znajomych zaczęłam dostawać pytania o źródła swojej przemiany. Pytania przechodziły w prośby, a ja coraz wyraźniej czułam, że fryzury czy makijaże to działka stworzona dla mnie, chociaż nie kształciłam się w tym kierunku. W końcu postanowiłam spróbować przekuć to wszystko w działalność gospodarczą. A następnie zaczęła mocno pomagać mi też córka – wspomina Agnieszka Stachowiak.
W pewnym momencie prowadziła trzy salony oferujące metamorfozy, a gdy w czasie pandemii biznes się zatrzymał, postanowiła rozkręcić ofensywę w internecie.
– Oferowałam swoje usługi znajomym za darmo, tylko za zgodę, że mogę udostępnić w sieci efekty mojej pracy. Warunkiem było też to, że to ja decyduję, co w danym przypadku zmienić. Liczba obserwujących moją stronę na Instagramie zaczęła rosnąć… – wspomina Agnieszka Stachowiak.
Zaczęła też działać na TikToku, planuje wejście na platformę YouTube. Na brak klientek nie narzeka.
– Oferujemy metamorfozy również mężczyznom, oni jednak stanowią zdecydowaną mniejszość wśród naszych klientów – mówi Agnieszka Stachowiak.
Na koniec dorzuca, że oczywiście rozmowy bardzo często zaczyna od pytania: „A może pływanie w zimnej wodzie?”.

Główne wnioski
- Pływanie lodowe to ekstremalna dyscyplina sportu, ponieważ polega na rywalizacji w wodzie, której temperatura jest niższa niż pięć stopni Celsjusza. Zawodnicy pływają w naturalnych warunkach, w których ustawiane są tory podobne do tych basenowych. Jeśli zbiornik wodny pokryty jest lodem, przed zawodami specjalne kompresory topią go w taki sposób, by zapewnić sportowcom warunki do wyścigów.
- Agnieszka Stachowiak zaczęła uprawiać pływanie lodowe już po 50 urodzinach. Trafiła na ten sport, gdyż samo morsowanie wydało się jej czymś nużącym. W pływaniu lodowym zakochała się tak mocno, że stara się zarazić tą pasją innych. Mówi, że przekonała do tej aktywności już blisko 400 osób. Zaznacza jednocześnie, że zdecydowanie odradza ten sport wszystkim, którzy cierpią na choroby naczyniowo-sercowe.
- W życiu zawodowym Agnieszka Stachowiak prowadzi działalność w branży beauty. Mówi, że jej specjalnością są metamorfozy – najczęściej kobiet, które chcą zmienić swój image.



