Zjednoczenie Mołdawii z Rumunią. Retoryka czy realny wariant
Prezydent Mołdawii Maia Sandu powiedziała 12 stycznia 2026 r., że w ewentualnym referendum zagłosowałaby za połączeniem jej kraju z Rumunią. To pierwsza tak wyraźna deklaracja tego stanowiska od czasu wyborów. Ale nie pierwsza.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Maia Sandu po latach ostrożności otwarcie poparła ideę zjednoczenia Mołdawii z Rumunią.
- Jaki jest historyczny kontekst zjednoczenia i aktualne poparcie dla niego w Mołdawii.
- Jakie są realne bariery dla zjednoczenia.
12 stycznia Maia Sandu gościła w brytyjskim podkaście The Rest is Politics, w którym przedstawiała swoje stanowisko między innymi w sprawie geopolitycznych zagrożeń: „Popatrzcie co się dzieje. Małemu krajowi jak Mołdawia jest coraz trudniej przetrwać jako demokracja i suwerenne państwo. Nie mówiąc o odparciu nacisków Rosji”.
To w tym kontekście padły jej słowa o poparciu dla unifikacji z Rumunią w ewentualnym referendum. Prezydent przyznała jednak, że zaledwie około jedna trzecia Mołdawian wspiera ideę połączenia z Rumunią, choć większość opowiada się za integracją z Unią Europejską.
Warto wiedzieć
Kontekst historyczny
Dyskusje o ewentualnym zjednoczeniu Rumunii i Mołdawii wynikają przede wszystkim z uwarunkowań historycznych oraz kulturowych.
W oczach większości Rumunów Mołdawianie to rodacy, którzy zostali siłą odłączeni od macierzy:
– najpierw w 1812 r., gdy Besarabia została włączona do Imperium Rosyjskiego,
– następnie w 1940 r., kiedy po ponad dwudziestu latach w składzie Rumunii ziemie te włączono do ZSRR na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow.
Tereny Mołdawii są postrzegane w Rumunii jako historyczna rumuńska ziemia. Ten sentyment znajduje także odbicie w polityce Bukaresztu. Oficjalnie stosunki z Kiszyniowem uważane są za szczególne, a przedstawiciele rumuńskiej klasy politycznej prześcigają się w deklaracjach pomocy i poparcia dla wschodniego sąsiada, odwołując się przy tym do wspólnoty narodowej, kulturowej i językowej.
W praktyce jednak polityka Rumunii wobec Mołdawii (a co za tym idzie, także wzajemne stosunki) kształtowana jest najczęściej nie przez sentymenty, lecz przez polityczny pragmatyzm wynikający m.in. z chęci zdobycia poparcia rumuńskiego elektoratu.
Tymczasem dla Mołdawii Rumunia jest nie tylko bliskim kulturowo i historycznie sąsiadem, ale także najważniejszym punktem odniesienia w trwającej od ćwierćwiecza debacie o mołdawskiej tożsamości. Stosunek do Rumunii i rumuńskiego dziedzictwa kulturowego określa linie podziału politycznego i ideologicznego dużo wyraźniej niż podejście do kwestii gospodarczych czy społecznych.
Sandu podkreśliła, że to dążenie do członkostwa w UE jest realistycznym celem, który może dać Mołdawii ochronę suwerenności. Rząd mołdawski zakłada dołączenie do UE do 2030 r. Wyzwań jednak nie brakuje, a eksperci wskazują, że to ambitny harmonogram. Kraj stoi przed szeregiem trudnych reform instytucjonalnych.
Co z tą mocną deklaracją?
Stanowisko Mai Sandu w sprawie zjednoczenia objaśniał Kamil Całus, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, w serwisie X oraz w rozmowie z XYZ.
– Media rumuńskie określiły tę wypowiedź jako „niespodziewaną”, ale w rzeczywistości nie jest ona szczególnym zaskoczeniem. Maia Sandu nigdy nie ukrywała swoich prozjednoczeniowych poglądów. Nie raz zdarzało jej się publicznie popierać ideę reunifikacji obydwu państw – pisze ekspert.
Całus tłumaczy, że jak wielu innych mieszkańców Mołdawii prezydent uważa się za Rumunkę. Ma nawet rumuński paszport, podobnie zresztą jak prawie jedna trzecia mieszkańców Mołdawii.
W tym momencie pojawia się natomiast sprawa politycznych kalkulacji. Ekspert OSW wskazuje, że mniej więcej w latach 2020-2021 Sandu zaczęła wyraźnie unikać jednoznacznego wyrażania poparcia dla tzw. unirii (czyli zjednoczenia krajów). Chodziło właśnie o polityczne kalkulacje.
Dlaczego? Wedle dostępnych badań ok. 30-35 proc. mieszkańców Mołdawii popiera unifikację, więc jednoznaczne poparcie zjednoczenia z Rumunią może pozbawić Sandu (i jej partię) części głosów prozachodniego, a zarazem proniepodległościowego elektoratu (integrację z UE popiera ok. 60 proc. Mołdawian).
Jest i druga strona medalu. Otwarte „nie” dla zjednoczenia odebrałoby głosy twardogłowych „unionistów” – zauważa Całus. Jego zdaniem prezydent po prostu chciała „mieć ciastko i zjeść ciastko”, więc kwestię zjednoczenia po prostu ignorowała.
Co się zmieniło, że Maia Sandu otwarcie zadeklarowała poparcie dla idei zjednoczeniowych? Otóż odbyły się już wybory i partia PAS (środowisko prezydenckie) utrzymała się u władzy. Kamil Całus wskazuje na jeszcze jeden powód tej otwartej deklaracji – obecność w parlamencie partii Demokracja w Domu (DA).
– To partia opozycyjna wobec PAS-u i Sandu, a zarazem stanowczo prounijna. Wypowiedzi takie są więc ukłonem wobec wyborców DA. Elektoratu, który wraz z upływem lat z coraz mniejszym sentymentem spogląda ku Rosji i z narastającą sympatią zerka w stronę zachodniego sąsiada – tłumaczy ekspert OSW.
Skalkulowane ryzyko
W rozmowie z XYZ Kamil Całus przyznaje, że kwestia zjednoczenia jest kontrowersyjna, bo popiera ją mniejszość Mołdawian. Mocne wypowiedzi są zatem politycznie ryzykowne. Tyle że Maia Sandu pełni już drugą kadencję, więc dla niej akurat nie ma to już większego znaczenia.
I choć – jak mówi ekspert OSW – nie będzie się ubiegać o kolejną kadencję (bo nie pozwala na to konstytucja mołdawska), to jednocześnie wypowiedź ta jest oczkiem puszczanym do tej części prozjednoczeniowego elektoratu, który w ostatnich miesiącach odpłynął od Sandu i rządzącej partii PAS. Czyli właśnie wyborców Demokracji w Domu (DA), która to partia w wyborach z września 2025 r. uzyskała niecałe 6 proc. głosów.
Przeszkody obiektywne
David Smith z platformy Moldova Matters zauważa, że realna unifikacja napotyka ogromne przeszkody praktyczne: konflikt w Naddniestrzu, autonomia Gagauzji czy wreszcie różnice ekonomiczne między krajami.
Kolejna sprawa to środki finansowe na zjednoczenie w modelu podobnym do niemieckiego zjednoczenia. Rumuński PKB per capita w standardzie siły nabywczej, czyli dochód w przeliczeniu na jednego mieszkańca po uwzględnieniu różnicy w poziomach cen, wynosił według danych Eurostatu 78 proc. unijnej średniej w 2023 r. Premier Ion-Marcel Ciolacu wyraził teoretyczne poparcie dla unifikacji (kwiecień 2025 r.), ale zastrzegł, że bardziej realistyczną ścieżką jest po prostu wspólna integracja w ramach UE.
Główne wnioski
- Deklaracja Mai Sandu o poparciu dla zjednoczenia ma charakter przede wszystkim symboliczno-polityczny, a nie praktyczny. Ta wypowiedź wpisuje się w jej przekonania osobiste i tożsamościowe, ale moment nie jest przypadkowy. Po zakończonym cyklu wyborczym i utrzymaniu władzy przez partię PAS Sandu może pozwolić sobie na większą szczerość. Jednocześnie próbując odzyskać część elektoratu, który odpłynął do bardziej jednoznacznie prounijnych ugrupowań. Nie oznacza to jednak realnego zwrotu w polityce państwa.
- Społeczne poparcie dla zjednoczenia jest ograniczone i systemowo trudne w realizacji. Choć znaczna część Mołdawian deklaruje orientację prozachodnią, to poparcie dla zjednoczenia z Rumunią utrzymuje się na poziomie około jednej trzeciej społeczeństwa. Zjednoczenie nie jest dziś projektem o szerokim mandacie społecznym, a każda próba jego forsowania wiązałaby się z wysokimi kosztami politycznymi.
- Obiektywne uwarunkowania geopolityczne i gospodarcze sprawiają, że bardziej realistyczną ścieżką jest integracja europejska, a nie zjednoczenie państw. Nierozwiązany konflikt w Naddniestrzu, autonomia Gagauzji oraz wyraźne różnice poziomu rozwoju gospodarczego między Mołdawią a Rumunią stanowią poważne bariery dla unifikacji.